Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa” (9)

Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Brune potaknął ponuro.

– Nie mają dzieci? – zapytał.

– Mieli czwórkę, ale wszystkie zmarły przed osiągnięciem dorosłości. Odra, szkarlatyna i takie tam. Bardzo smutne. – Żałobnik nie wyglądał na przygnębionego. – Ile dni mu dajesz? – podjął takim tonem, jakby pytał o pogodę.

Brune zerknął w stronę drzwi od sypialni. Były zamknięte i nie wyczuwał za nimi niczyjej obecności, ale i tak zniżył głos.

– To zależy od kaprysu Surhiel, Feren, nie ode mnie. Gdyby chciała, mogłaby go zabić już dziś. – Zawahał się. – Mówiłem już, mogę spróbować z nią pertraktować…

– Nie. Nie możemy ryzykować, że cię stracimy. – Żałobnik również zniżył głos. – Kolejny nasz statek przepadł na Morzu Tęsknot, a od szpiegów wiem, że stał za tym Kwiat. To kwestia tygodni, zanim wybuchnie z nimi regularna wojna, i na morzu, i w portach. A mój chowaniec słyszał od zaprzyjaźnionego sylfa, że dogadali się z Elitą… Tej wiosny będzie gorąco, Brune. Będzie cholernie gorąco.

Wyjął z kieszeni złote nożyczki i uciął kosmyk włosów adwokata, po czym zawinął go w chustkę i wsunął w zanadrze.

– Podejmiemy jeszcze jedną próbę wytropienia sprawcy – oznajmił. – Zabiorę się za to, gdy tylko wrócę do wieży. Ty rób dalej to, co do tej pory. I, jeśli wolno mi coś życzliwie doradzić, staraj się nie irytować Karakkosa.

Brune potaknął z powagą, tłumiąc gorzki uśmiech, który cisnął mu się na usta.

 

 

4.

 

Przez trzy dni po dziwnym rytuale na poddaszu Tei czuła się źle, była osłabiona i senna. W skroni zagnieździł się pulsujący, uporczywy ból, który za nic nie chciał minąć. Wykonywała swoje obowiązki wolniej niż zwykle, więc nasłuchała się gderania babki za wszystkie czasy.

Na czwarty dzień poczuła się lepiej i zaczęła się zastanawiać, czemu mag się nie zgłasza z wieściami. Ale tego samego popołudnia Brune przyszedł do ich domu. Zastukał w okno, kiedy Tei zmywała naczynia po obiedzie.

Tym razem przybrał pokraczną postać odmieńca o szarej, łuskowatej skórze, lecz gdy otrząsnął śnieg z butów, zdjął w sieni płaszcz i wszedł do kuchni, zmienił się z powrotem w siebie. Wyglądał na zmęczonego.

– Wiem wszystko – powiedział. – Zawołaj babkę.

Kiedy Fyllis przykuśtykała z kantorka, a Tei zaparzyła herbaty, żmij zaczął opowiadać. Słuchały – staruszka z posępną miną, dziewczyna z narastającym przerażeniem.

Według jego słów Rhost Ulfer, bajecznie bogaty kupiec z Bel Ingre, był w rzeczywistości czarnym magiem, choć mało kto o tym wiedział. I kradł dusze.

– Służy mu co najmniej kilkoro ludzi, od których zażądał takiej zapłaty – mówił Brune Keare, grzejąc dłonie o kubek. – Rytuał spętania działa tak, że wprawdzie nie tracą pamięci, ale wszystko, co wcześniej było dla nich ważne, traci znaczenie, liczy się tylko wierność wobec pana. Są mu bezwzględnie posłuszni, zrobią dla niego wszystko. Tei, można złamać zaklęcie, którym zniewolono twojego brata, ale najprawdopodobniej jedyną osobą, która może to zrobić, jesteś ty. Jutro zabiorę cię do niego.

– Jak? – spytała rzeczowo Fyllis.

– Portalem, rzecz jasna – powiedział tak beztrosko, jakby chodziło o wzięcie dorożki.

– Czy… – Tei się zająknęła. – Czy ten Rhost Ulfer to naprawdę Scabre Jaszczur?

Żmij rozłożył ręce.

– Nie wiem. Nie udało mi się z nim spotkać i tego rozstrzygnąć. Ale – uśmiechnął się kącikiem ust – na pewno będziemy mieli okazję go osobiście poznać, bo nie sądzę, żeby nam puścił płazem kradzież swojego niewolnika. A nie wątpię, że poczuje, kiedy zaklęcie zostanie złamane. Takie więzi są zawsze dwustronne.

Patrząc na beztroską minę, z jaką to mówił, Tei pomyślała, że chyba jest sporo prawdy w tym, co mówią: że wszyscy czarni magowie są do pewnego stopnia szaleni.

– Zamierzasz narazić życie mojej wnuczki – odezwała się stara Fyllis tonem zwykle zarezerwowanym dla tych, którzy najpierw przynosili jej mosiądz i upierali się, że to złoto, a później grozili, że doniosą na nią straży miejskiej.

Wzruszył ramionami.

– Swoje przy okazji też. Taka praca.

– Tei – staruszka popatrzyła na wnuczkę – wyjdź na chwilę, jeśli łaska. Muszę zamienić z panem Keare słówko na osobności.

– Ale…

– Wyjdź. – Fyllis nie podniosła głosu, ale dziewczyna skuliła się pod jej spojrzeniem jak przestraszony królik. Wstała potulnie i opuściła kuchnię. Kiedy drzwi się zamknęły, staruszka badawczo popatrzyła na żmija.

– Daruj, Brune, że podnoszę ten temat – powiedziała – ale jesteś skłonny dużo zaryzykować dla pary sierot. – Zmrużyła oczy. – Za nadzwyczaj niską cenę, jeśli wierzyć mojej wnuczce. Byłabym spokojniejsza, znając powody.

Nie wyglądał ani na zagniewanego tym pytaniem, ani na zbitego z tropu. Jakby nigdy nic dopił herbatę i oparł łokcie na stole, splatając palce.

– Scabre Jaszczur – odparł. – Co o nim wiesz, ciotko Fyllis?

– Że to mag Kwiatu, i że Tarantula chce go dostać w swoje ręce, żywego lub martwego. Nie dociekałam szczegółów.

– No cóż, to drań rzadkiego sortu, nawet jak na gildię przestępczą. Przede wszystkim jest specjalistą od zaklęć posłuszeństwa; powiadają, że nie istnieje rzecz, do której nie byłby w stanie zmusić swojej ofiary. Rzuca też wyjątkowo paskudne klątwy: parę razy miałem nieprzyjemność zetknąć się z jego robotą i żadnego z porażonych nie udało się uratować. Poza tym czasem pływa z piratami Kwiatu. Podobno zatopienie w ubiegłym roku talmeńskiego okrętu wojennego na południe od Kangu było wyłącznie jego dziełem, i stąd królewski list gończy. Niewykluczone, że Elita również ma powody, aby chcieć dobrać mu się do skóry, ale w to już nie wnikałem. Ja chcę go oddać Tarantuli i to jest wytłumaczenie, o które pytasz.

– Zawsze sądziłam, że wy, magowie, niechętnie występujecie przeciwko… – zawahała się – …braciom w darze, tak na siebie mówicie, prawda?

– Od każdej reguły są wyjątki. – Żmij wzruszył ramionami. – Ten Jaszczur to kanalia jakich mało, a za jego głowę, było nie było, Tarantula oferuje skrzynię złota.

Fyllis nie dała się tak łatwo zbyć.

– Nie słyszałam jeszcze o magu, dla którego złoto stanowiłoby istotny argument. Masz jakieś osobiste porachunki z tym Jaszczurem, co?

– Można tak powiedzieć. – Krzyczący spochmurniał. Zapatrzył się w pusty kubek. – Pewnie nie dotarły do ciebie słuchy o tym, co stało się z rodziną Andanich?

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Nominacje do Zajdli 2017
Aktualności Fahrenheit Crew - 22 maja 2017

W sobotę (20.05.) podczas Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza…

65. urodziny Ojca Założyciela
Aktualności Fahrenheit Crew - 26 stycznia 2017

26 stycznia 1952 roku w Truskawcu urodził się Eugeniusz Dębski – pisarz…

Agnieszka Hałas „Dwie karty”

Ifryt Wszystkie anioły umarły, a bogowie odeszli. Magia dzieli się na srebrną i czarną, ta…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!