Aleksiej Piechow „Niebieski płomień. Latarnia morska”

Opowiadania Aleksiej Piechow - 22 listopada 2013

Raz, dwa, trzy – latarnio, znów
Świeć i wszystkim wokół mów,
Że jak zwykle – cztery, pięć –
Micław  ma na spacer chęć.
Micław w nocy umarł nagle
I odszukać ciebie pragnie!

Dziecięca wyliczanka księstwa Letos
Wiersz Andrieja Szirajewa

 

Na ulicy wył wiatr. Stukał deszczem po dachu, próbował wyrwać ciężkie okiennice, i wraz z dudnieniem grzmotu przedostać się do domu przy wtórze drapieżnego ryku szalejącego na morzu sztormu.

Szeron przestała wycierać dopiero co umyty talerz, pochyliła głowę, przysłuchując się niepogodzie, i kolejny raz podziękowała Pięciu za to, że żyje daleko od brzegu. Doskonale wiedziała, co tam się teraz dzieje.

Ogromne, ołowiane wały pędziły po rozległej zatoce i nieubłaganie, jak stado trupich ogarów, zbliżały się do miasta. Pragnęły pożreć śpiących ludzi, pociągnąć za sobą we wściekający się żywioł. W lodowatą wodę, w odmęt, na pożywkę krakenom, rusałkom i utopionym rybakom. Tylko stojące wzdłuż brzegu kamienne kły falochronu, zbudowanego jeszcze w epoce Jedynego Królestwa, chroniły przed niebezpiecznym sąsiedztwem szalonego, jesiennego morza. Na stworzonej przez dawnych magów konstrukcji łomoczące fale traciły przerażającą potęgę.Rozsypywały się jak piechota pod zwartym uderzeniem przeciwnika, pluły płatami wzburzonej, syczącej piany i zimnymi bryzgami, zalewając wszystko, czego mogły dosięgnąć. Złośliwie ryczały, cofały się na pełne morze, żeby po chwili, bez litości i zmęczenia, znów ruszyć do ataku.

Od takich myśli dostała dreszczy; ostrożnie schowała talerz w szafce, wzięła z krzesła ciepły szal z owczej wełny i narzuciła na plecy. W tym momencie ze stojącego na piecu czajnika buchnęła para i kobieta pośpiesznie zdjęła go z ognia. W blaszanym kubku były już przygotowane utarte korzenie dziewięćsiła, wystarczyło tylko zalać wrzątkiem. Po pokoju rozpełznął się gorzkawy zapach leku. Pomyślała, że przydałby się też przeziębionej Ausze.

Wiatr ruszył do kolejnego ataku. Rzucił się na ścianę, jak rzuca się na rybacką łódź trafiona harpunem orka, rozpaczliwie i brutalnie. Okiennice zadrżały od uderzenia. Zastygła w napięciu, ale z góry, z pokoju dziecinnego, nie rozległ się płacz. Najli nie obudziła się.

Wziąwszy książkę, kobieta usiadła przy małym stoliku i zagłębiła się w lekturze. Lubiła czytać i dokształcać się, często pożyczała od Józefa książki, ale ta okazała się trudna i pewne jej akapity musiała czytać po kilka razy, by lepiej zorientować się w zawiłościach tekstu.

Niedawno skończyła dwadzieścia siedem lat, ale wyglądała dużo młodziej, może dlatego, że była niewysoka i szczupła, a być może z powodu krótkich, jasnych włosów, upodabniających ją do chłopaka. Duże, orzechowe oczy, ostry podbródek i zadarty nos tylko wzmacniały podobieństwo. Ale wystarczyło popatrzeć na jej wargi, wspaniałe, kobiece – i wcześniejsze wrażenie znikało raz na zawsze.

Szalejący wiatr kilkakrotnie rozpraszał uwagę, traciła wątek, ściągała brwi, na jej czole pojawiała się zmarszczka, a ona odwracała przyjemnie szeleszczącą kartkę i  zaczynała od nowa.

Cicho zaskrzypiały rozsychające się schodki. Na dół, stękając, zeszła stara Ausza. Napotkała pytające spojrzenie gospodyni domu, rozciągnęła wargi w bezzębnym uśmiechu i wyszeptała:

– Śpi, niech będą dzięki Pięciu. Już myślałam, że do rana trzeba będzie się wozić.

Szeron posłała jej uśmiech pełen wdzięczności. Wstała, ostrożnie wzięła kubek z wywarem i podała staruszce. Ta zakasłała, usiadła w ulubionym, plecionym fotelu i zaczęła ostrożnie popijać wyciąg, marszcząc się z powodu nieprzyjemnego smaku. Służąca milczała, Szeron czytała, ale obie słuchały wiatru i morza, ciesząc się, że chronią je solidne ściany, za którymi niestraszna każda niepogoda.

– Jej już lepiej – powiedziała wreszcie Ausza, zwracając opróżniony kubek.

– Kiedy wyrzynają się ząbki, niektóre dzieci stają się nieznośne. Też byłaś taka.

Szeron w odpowiedzi uśmiechnęła się, nie podnosząc oczu znad strony.

– Powinnaś się przespać, córeczko. Drugą dobę jesteś na nogach – skarciła dziewczynę staruszka i zakasłała. W jej piersi odezwało się bulgoczące chrypienie. Dziewczyna odrzuciła książkę i pośpieszyła z pomocą, ale atak przeszedł równie nagle, jak się zaczął.

– Ze mną wszystko w porządku. Daj mi chwilkę, żebym oprzytomniała. – Wypłowiałe oczy Auszy wpatrywały się w ogień tańczący w palenisku. Sprawiała wrażenie tak samo starej, jak miasto, w którym żyła od urodzenia.

– Nie podoba mi się twój kaszel – westchnęła Szeron. – Nie powinnaś była iść na jarmark w zeszłym tygodniu. Z kupnem wełny można było poczekać. Przeziębiłaś się.

Ausza uśmiechnęła się ze skruchą i rozbrajająco rozłożyła ręce.

– Pójdę, jeśli niczego nie potrzebujesz. Zmęczyłam się. – Podniosła się z trudem i dziewczyna, wziąwszy służącą pod ramię, zaprowadziła ją do pokoju.

– Żółtych latarni, kochana.

– Spokojnej nocy, nianiu.

Zamknęła za wychodzącą ciężkie drzwi, przekręciła w zamku rzeźbiony klucz, wsunęła zasuwę i okręciła na klamce różaniec ze znakiem Pięciu. Za każdym razem, robiąc to, odczuwała palący wstyd. Było jej niezręcznie zamykać starą kobietę na noc, ale innego wyjścia nie widziała.

Auszy minęło już dziewięćdziesiąt sztormów, jej życie zbliża się ku końcowi i droga, z której nie ma powrotu, już ją woła. Oby Pięciu nie pozwoliło, by to się zdarzyło, kiedy na niebie nie będzie słońca. Szeron tego po prostu nie wytrzyma. Staruszka dawno już stała się członkiem rodziny.

Ale teraz jest noc. Długa, słotna, ciemna, potworna. I nawet Wskazującej Drogę nie będzie się chciało ryzykować i narażać na niebezpieczeństwo swojego domu. Może gdyby na górze nie spała mała dziewczynka, to Szeron postępowałaby inaczej. Ale bezpieczeństwo Najli, teraz, kiedy jest jedynym, co pozostało po Dymitrze, dla niej jest najważniejsze. Właśnie z tego powodu Ausza będzie musiała siedzieć pod kluczem do świtu.

Pomimo zmęczenia spać jej się nie chciało. Złe przyzwyczajenie, nabyte przez lata pracy. Wielu Wskazujących Drogę, kiedy przychodzi ich tydzień dyżurów, stara się wykroić czas na sen w ciągu dnia, by czuwać nocą. Szeron już dwa dni była w domu, ale nie potrafiła zmienić reżimu.

– To nic – powiedziała cicho do swego odbicia w starym lustrze, które przywiózł jeszcze jej ojciec ze swojej jedynej podróży do księstwa Waren. – Mam miesiąc, by pożyć jak wszyscy ludzie.

Teraz nastał czas dyżuru Józefa i Klary, i dziewczyna im nie zazdrościła. W taką pogodę wątpliwa przyjemność  wychodzić z domu. Nie będzie im łatwo, jeśli Pięcioro nie będą łaskawi i gdzieś w półpustym mieście zapali się niebieska latarnia.

Szybko jednak odsunęła od siebie myśli i znowu wzięła się do czytania. Gruba, żółtawa świeca na stole powoli topniała, okiennice drżały, strony zmieniały się jedna po drugiej i dopiero po chwili dotarło do niej, że ktoś dobija się do drzwi. Najpierw wydawało jej się, że to wciąż ten sam wściekający się obok domu wiatr próbuje spłatać figla i wyciągnąć ją na zewnątrz, by plunąć w twarz deszczem. Ale kiedy kołatka stuknęła po raz  dziesiąty, zerwała się z miejsca i jednocześnie usłyszała dochodzący  z góry płacz Najli.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Konkurs na opowiadanie kryminalne
Aktualności Fahrenheit Crew - 25 lutego 2016

Już po raz ósmy Miasto Wrocław i Wydawnictwo EMG zapraszają do udziału w konkursie literackim na opowiadanie…

Marcin Jamiołkowski „Bezsenni”
Ksiażki fantastyczne MAT - 1 czerwca 2016

Autor: Marcin Jamiołkowski Tytuł: Bezsenni Wydawnictwo: Genius Creations Liczba stron: 308 Ceny…

Robert J. Szmidt „Toy Land”
Aktualności MAT - 9 grudnia 2016

Autor: Robert J. Szmidt Tytuł: Toy Land Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS Liczba…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!