Andriej Astachow „2013” (2)

Opowiadania Andriej Astachow - 1 czerwca 2012

– Zwrot o czterdzieści stopni! – zakomenderował Ledoux. – Artylerzyści pokładowi na prawej burcie, przygotować się!

– Nakarmimy hiszpańskim mięsem krakeny, chłopaki! – krzyknął jednooki bosman Lefevre, wymachując szerokim, wyszczerbionym kordzikiem. – I złoto będzie nasze! Chwała królowi Ludwikowi, chwała Francji!

Grupy abordażowe zajęły pozycje, a potem zabrzmiała salwa z dwunastu armat prawej burty. Kiedy rozwiał się dym, Ledoux zobaczył, że jego pociski zamieniły w drzazgi prawie cały takielunek fokmasztu hiszpańskiego galeonu i „Święty Sebastian” z miejsca utracił szybkość. Czas na atak.

– Do abordażu! – krzyknął kapitan i obnażył szpadę.

Sytuacji nie mogły już zmienić bezładne strzały armatnie Hiszpanów. Statki dzieliło nie więcej niż pół kabla i Francuzi pałali żądzą krwi wroga. Ledoux spojrzał przez lunetę – bawiły go zakłopotane twarze przeciwników. Zaraz te fizjonomie skwaśnieją jeszcze bardziej.

Kątem oka zauważył dziwny, spieniony ślad w wodzie, z lewej burty jego „Barrakudy”. Gdyby martwi mogli opowiedzieć, o czym myśleli w ostatnich chwilach życia, Ledoux na pewno przyznałby się, że bardzo go zdziwiło to zjawisko. Pomyślał, że to jakaś wielka ryba szybko podpływa do okrętu. W następnej chwili rozcinające fale wrzecionowate ciało wbiło się w burtę i gruchnął taki wybuch, jakby równocześnie eksplodowały wszystkie prochownie Tortugi. „Barrakuda” przekształciła się w oślepiającą, ognistą kulę, a potem na wstrząśniętych Hiszpanów, gromadzących się na pokładzie „Świętego Sebastiana”, zaczęły spadać z nieba odłamki drewna i krwawe łachmany, w które przekształcił się jeden z najlepszych pirackich szkunerów Morza Karaibskiego i cała załoga kapitana Gastona Ledoux, zwanego Francuskim Diabłem.

– Cud! – wrzeszczał w ciszy, jaka zapadła, ojciec Michael de Niños, kapelan hiszpańskiego statku. – Ręka Pańska uratowała nas! Bóg objawił swoją łaskę, paląc przeklętych Francuzów! Na kolana, dzieci moje, i podziękujmy Panu!

Cała załoga w bogobojnym przerażeniu i zachwycie upadła na kolana i zaczęła gorąco się modlić, dziękując Panu za to, że niebiańskim ogniem spopielił obrzydliwych heretyków, noszących się z zamiarem rozgrabienia skarbów, które były przeznaczone dla Jego Katolickiej Mości, króla Hiszpanii.

*

Effectusa ubawiło to widowisko. Dość długo obserwował przez peryskop modlących się ludzi i tylko żałował, że nie może usłyszeć, o czym z płonącym wzrokiem mówi mnich na pokładzie uratowanego statku. A potem w kabinie pojawiła się Robin i Effectus zmuszony był przyznać, że nadal potrafiła go zadziwić. Tym razem nie była w stroju hiszpańskiego hidalga (przez ostatnie dni starała się żyć zgodnie z duchem epoki, wybierając sobie taki niespodziewany image), a w skąpym, czarnym bikini, które dopełniały sandałki na szpilkach, złoty łańcuszek dookoła bioder, jeszcze jeden na prawej kostce i cienka złota bransoleta na lewym nadgarstku. W złociste włosy wpięła piękny kwiat lotosu, a oczy były mocno podkreślone zielonym kolorem.

– Nowy styl? – zainteresował się. – Pięknie.

– Niesamowite, zauważyłeś. – Wywróciła oczami. – Czy powinnam być za to wdzięczna wybuchowi twojej torpedy?

– No, nie całkiem mojej – powiedział, nadal zachwycając się dziewczyną. – To dzieło naszego technicznego geniusza, ja tylko napisałem na niej coś niecoś, zanim rozniosła na kawałki tę łajbę. Żałuj, że nie widziałaś, odlotowy fajerwerk.

– Na pewno napisałeś jakieś świństwa. – Zmarszczyła brwi. – Czy nasze zadanie skończone?

– Całkowicie. Teraz Sam na pewno pozwoli nam odpocząć z tydzień, gdzieś w Elfidiumie. – Zalotnie mrugnął do dziewczyny. – Zechcesz mi towarzyszyć, milutka?

– Rozczaruję cię. Powinnam zająć się swoją dysertacją. Zadając się z wami, zupełnie ją zarzuciłam.

– O! – Zrobił wielkie oczy w udanym przerażeniu. – Dysertacja! To słowo zupełnie do ciebie nie pasuje. Bardziej mi odpowiada to bikini. Takie… miniaturowe.

– Na marginesie, te ozdoby są od Cartiera – pochwaliła się. – Końcówka dwudziestego wieku.

– Uwaga! – rozległ się ze sterówki głos Habilisa. – Effectus, Robin, natychmiast na dół! Mamy kontakt ze sztabem!

– Góra przypomniała sobie o nas – stwierdził Effectus, po raz ostatni spoglądając przez peryskop na pływające po wodzie resztki pirackiego okrętu i hiszpański galeon, na którym załoga z fanatycznym blaskiem w oczach kontynuowała modły dziękczynne. Wyszedł za Robin do sąsiedniego przedziału.

Habilis siedział w fotelu za pulpitem i obserwował muchę, która, nie wiadomo jakim sposobem, znalazła się na pokładzie.

– Świetna robota, Hab – oświadczył Effectus. – Rozniosło ich ze szczętem.

– Tak miało być – odparł technik. – Bardzo dokładnie obliczyłem ładunek. Kiedyś ktoś przywłaszczy sobie mój wynalazek… Ale to nieważne. Teraz najważniejsze: Kaja połączyła się przed chwilą i oznajmiła, że Sam zamierza z nami rozmawiać.

– Jestem gotów – oznajmił Effectus.

– I ja też – dodała Robin.

– Hallo! – zabrzmiał w przedziale dźwięczny, piękny, żeński głos. – Słyszycie mnie? Effectusie, słyszysz mnie?

– Kaja?

– Doskonale, poznałeś. Miałam kłopot, by was znaleźć. Sam dopiero co się tobą interesował. Skończyliście operację „Złoto królów”?

– Pięć minut temu. Wszystko przebiegło perfekcyjnie. Francuski król nie otrzyma hiszpańskich pieniędzy i rewolucja we Francji wybuchnie, tak jak zaplanował nieomylny. Przypuszczam, że zasłużyliśmy na nagrodę i odpoczynek.

– Gratuluję z całego serca, ale o odpoczynku zapomnij. Sam zamierza dać ci nowe zadanie.

– Uleciały nasze marzenia, Robin – westchnął Effectus. – Jakie zadanie?

– Wszystkiego dowiecie się podczas spotkania z Nim. Gdzie teraz jesteście?

– Habilis, gdzie jesteśmy?

– Siedemdziesiąt mil na południe-południowy wschód od przylądka Canaveral – zakomunikował technik, spojrzawszy na monitor systemu nawigacyjnego.

– Zrozumiałam – powiedziała Kaja. – Weźcie kurs na wyspę San Salvador. Tam będzie z wami rozmawiać. Wszystko jasne?

– Absolutnie.

– Koniec połączenia.

– Staruszek coś wymyślił – stwierdził Effectus, patrząc na towarzyszy. – Nie ma co kombinować. Płyniemy, dokąd kazano.

 

2.

 

Najważniejszy, przyjąwszy wygląd palmy kokosowej, rozmyślał i czekał cierpliwie, aż okręt podwodny podpłynie do brzegu i załoga zejdzie na ląd.

„Fircyki. Młodzian znowu upiększył się nowymi tatuażami, a dziewica wygląda tak, jakby zamierzała grać w pornosie. I w tych cymbałach cała moja nadzieja!”

– Effectusie! – zawołał, i głos niczym grom potoczył się po brzegu.

– Ekscelencjo? – Młodzieniec pokręcił głową, próbując zlokalizować, skąd dochodzi dźwięk. Zatrzymał spojrzenie na palmie. – O, jak rozumiem, nowy wariant krzaka gorejącego?

– Nie traćmy mojego czasu – odpowiedział Najważniejszy. – Zmieniłeś historię, to dobrze. Teraz masz nowe zadanie. Jest związane z projektem „2013”.

– Słucham, ekscelencjo.

– Nasz międzyresortowy projekt zakłada koniec świata, tego, w którym się znajdujecie, w 2012 roku. To znaczy, zakładał. Teraz dokonano korekty jego następstw.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Edward Brooke-Hitching „Złoty atlas. Największe wyprawy, odkrycia i poszukiwania na mapach”

Informacja o książce Edwarda Brooke’a-Hitchinga pt. „Tytuł: Złoty atlas. Największe wyprawy, odkrycia…

Heroiczni laureaci
Aktualności Fahrenheit Crew - 27 marca 2007

Znamy już zwycięzców konkursu Heroizm. Faktycznie, nie lada heroizmu było trzeba, żeby przekopać się…

Ursula K. Le Guin „Dary”
Fantastyka A.Mason - 21 marca 2006

Mieszkańcy Wyżyn są jak ich ziemie – surowi i dumni; wiecznie toczą walki…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!