Andriej Astachow „2013” (3)

Opowiadania Andriej Astachow - 1 czerwca 2012

– O, czyja to robota?

– Nieważne. Rada zdecydowała pobawić się w demokrację. Krótko mówiąc, ten, którego zaplanowałem uczynić wybawcą ludzkości, zostaje bohaterem i ginie, albo otrzymuje bogactwo i przestaje być bohaterem. Taki jest algorytm korekty projektu. Poprawka już zaczęła działać i wszystko, co możemy uczynić, to neutralizować następstwa poprawki. Co na to powiecie?

– Zagłada bohatera… czy może być coś piękniejszego? – zachwyciła się Robin.

– „Co może być piękniejszego!” – przedrzeźniał Najważniejszy. – On powinien nie tylko uratować ludzkość, ale i ją odrodzić, zrozumiałaś? A jeśli on zginie, kto da początek ludzkości po katastrofie?

– Pierwszy! – zaproponował Effectus.

– Ja chętnie – dodała Robin.

– Nie wątpię – skwitował Najważniejszy. – Ale proponuję, byście przyjęli jakiś wariant oddziaływania. Macie wymyślić cokolwiek. Jeśli zdołacie zablokować skutki korekty, odwdzięczę się wam stokrotnie.

– W jaki sposób nasz bohater planuje uratować ludzkość? – zapytał Effectus.

– Arka. Nie lubię się powtarzać, ale tak wyszło. Rada uparła się przy potopie; są pozbawieni fantazji. Musiałem się zgodzić.

– Można, chociaż w ogólnych zarysach, zapoznać się z twoją fabułą?

– Bohater, zgodnie z moją sugestią, buduje arkę i ratuje się na niej. Ale, ponieważ Rada nalegała na szczególną świętość bohatera, zmuszony byłem wybrać prawiczka.

– Biedaczysko! – współczująco pokiwał głową Effectus.

– To ja jestem biedaczyskiem – zauważył Najważniejszy. – W książce tego wizjonera Jana było napisane coś o stu czterdziestu czterech tysiącach prawiczków, i ci idioci uchwycili się tego wątku. Krótko mówiąc, znalazłem takiego człowieka. Niejaki Adam Vincent Ledger, farmer z Pain Cree, stan Kansas, USA. Do czterdziestego piątego roku życia opiekował się chorą matką i nie zdążył się ożenić.

– Święty – powiedziała Robin.

– Idiota – dodał Effectus.

– Ledger powinien zbudować arkę i uratować się na niej z pewną ilością zwierząt – kontynuował Najważniejszy.

– Przepraszam, ekscelencjo – Effectus odkaszlnął w kułak. – To już było, i poprzednim razem na Arce uratowali się, oprócz zwierząt, jeszcze ludzie obojga płci. Dlaczego tym razem takie niedopatrzenie? Jeśli na arce są same zwierzęta, to jak nasz bohater zamierza odrodzić ludzkość?

– Rada zażądała rezygnacji z szablonu, więc wyszedłem jej naprzeciw. Na arce Ledgera nie ma kobiet. Nie ma też załogi, ale – tu Najważniejszy zrobił wyrazistą pauzę – po potopie on natknie się na statek, którego załoga i pasażerowie zginęli. Żywa pozostała tylko jedna dziewczyna, córka milionera Crittona, właściciela kompanii naftowej. No i kapitan statku, który stracił zmysły i uczynił ją swoją niewolnicą. Ledger zabije go, pojmie Ewę Critton za żonę i z tego związku odrodzi się ludzkość. Taki był mój scenariusz.

– Powinieneś, ekscelencjo, na serio zająć się tworzeniem fabuł do blockbusterów – powiedział Habilis. – Dochodowa sprawa.

– Taki był pierwotny zamiar – Najważniejszy postanowił zignorować komentarz – ale Rada, za namową jednego brudnego intryganta, wniosła do niego zmiany i…

– I? – spytał Effectus.

– I sprawa trafiła do Antynomicznego. Poprawka dotyczy całości. Nie możemy zamienić postaci, nie możemy odmienić wniesionej już do planu sytuacji. Powinien być statek, dziewczyna, dziesięć milionów i bohater, który nie powinien zostać bohaterem, inaczej zginie. A jeśli nie zostanie bohaterem, to nie będzie mógł odrodzić tego świata. Niech to licho, zupełnie się zaplątałem!

– Spróbujemy przedłożyć plan pracy w najbliższym czasie – zadeklarowała Robin.

– Tylko bez ociągania – Najważniejszy na chwilę zamilkł. – Jest mi potrzebne efektywne działanie. Kontakt z wami będzie utrzymywała Kaja. Pomogę, w miarę możliwości. Ogólnie mówiąc, do dzieła.

 

3.

 

Adam Ledger stał na pokładzie arki i wpatrywał się w horyzont. Kończył się piętnasty tydzień pływania – i nigdzie! żadnych śladów ziemi. Katastrofa, która dotknęła świat, podniosła poziom oceanu tak wysoko, że nawet wierzchołki Himalajów skryły się pod wodą.

W eterze cisza. Wszelkie próby znalezienia ocalałych spełzły na niczym. Jego „Ostatnia nadzieja” była prawdopodobnie jedynym miejscem na Ziemi, gdzie przetrwało życie. Ale i ta słaba iskra mogła zgasnąć lada chwila. Teraz, kiedy koniec świata minął, Adam nagle, z całą wyrazistością, zrozumiał, że tylko próbował odwlec nieuniknione.

Po tym, jak doznał objawienia, zbudował na swojej farmie w Kansas statek. Włożył w niego wszystkie oszczędności, zasłynął jako obłąkany; przez sześć lat tułał się po świecie, skupując zwierzęta – bo Głos powiedział mu: „Ratuj braci naszych mniejszych!”. Potem przyszła Apokalipsa, tak jak było w przepowiedni. 23 grudnia 2012 roku wybuchł wulkan w Yellowstone, opary i pył pokryły USA, trzęsienia ziemi o niebywałej sile obróciły w perzynę miasta, a tsunami kilometrowej wysokości zmyły Zachodnie i Wschodnie Wybrzeże. Ruchy skorupy ziemskiej wywołały niebywały potop. „Ostatnia nadzieja” wypłynęła 1 stycznia 2013 roku, kiedy wody zalały Kansas. Minęły cztery miesiące pływania – i żadnej nadziei na ratunek.

Po pierwsze, w bezkresnym oceanie nie widać brzegu. Głos pomylił się, mówiąc, że woda opadnie w przeciągu trzech miesięcy.

Po drugie, kończą się zapasy jedzenia i wody, zwierzęta i ptaki szybko zaczną wymierać.

Po trzecie, oszukał śmierć, która zabrała całą ludzkość do wodnego grobu, ale pozostał sam jak palec. Na nic nie może liczyć i – nawet jeśli znajdzie ląd – okaże się nowym Robinsonem Crusoe. Nie spotka bratniej duszy i nie zostawi po sobie potomstwa. Tak czy owak, ludzkość w jego osobie jest beznadziejna. Wraz z jego śmiercią umrze świat.

– Ech, mamo, mamo! – westchnął. – Nie o takim losie dla mnie marzyłaś…

Malutką plamkę, która ukazała się na horyzoncie, potraktował jak halucynację. Chwycił lornetę. Ogarnęła go dzika radość – na horyzoncie pojawił się statek. Ogromny, pasażerski.

Boże, to znaczy, że ktoś jeszcze z tego koszmaru ocalał! Tam są ludzie, żywi ludzie – wielu ludzi! To oczywiste, że go zauważono. Nad wodnym bezkresem rozległ się sygnał syreny. Pasażer zaczął zmieniać kurs, kierując się wprost na arkę.

Upadł na kolana i zaczął się modlić. Gorąco i szczerze. Statek rósł w oczach i…

Zupełnie blisko, pod powierzchnią wody, przed dziobem przemknęło coś, zostawiając spieniony ślad. Zdążył tylko pomyśleć, że to rekin albo wieloryb. Coś zbliżyło się do statku i rozległ się huk o niebywałej sile. Adam patrzył, zrozpaczony, jak ludzie skaczą z pokładu do wody. Rzucił się do kokpitu, uruchomił silnik i ruszył na ratunek tonącym.

Liniowiec szybko się pogrążał. Ledger widział, jak przełamuje się na pół, a rufa unosi się nad wodą. Ludzie dziko krzyczeli. Z rozpaczą wyłączył silnik – podejście na mniejszą odległość było niebezpieczne, tonący gigant mógł pociągnąć jego arkę w odmęt. Patrzył, jak tonie statek, jak giną ludzie – i w niczym nie mógł im pomóc.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Geraint Jones „Krwawy las”
Fantastyka Geraint Jones - 12 lutego 2019

Informacja o książce „Krwawy las” Gerainta Jonesa.

75. urodziny R. L. Stine’a
Aktualności Fahrenheit Crew - 8 października 2018

Urodziny Stephena Kinga literatury dziecięcej.

Neil Gaiman „Chłopaki Anansiego”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 31 marca 2010

Mag Chłopaki Anansiego to historia o dwóch synach Anansiego, Grubym Charliem i Spiderze. Czytelnicy na całym…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!