ISSN: 2658-2740

Daniel Hermanowicz „Idolatria”

Opowiadania Daniel Hermanowicz - 11 listopada 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki SkierCon. W tym roku napłynęło rekordowo dużo prac a jury miało niełatwe zadanie wyboru tych najlepszych. Po burzliwych obradach przyznano nagrody główne w dwóch kategoriach wiekowych a wyróżnienia aż w trzech. Przez kolejne tygodnie będziemy prezentować ich prace na łamach naszego portalu. Dzisiaj przedstawiamy opowiadanie wyróżnione w kategorii wiekowej 20+ oraz jego autora, Daniela Hermanowicza.

 

Daniel Hermanowicz, lat 30 – dumny ojciec, szczęśliwy mąż, rodzony Warmiak i wżeniony Poznaniak. Zapalony miłośnik tradycyjnych gier RPG. Fantastyczne historie tworzy zazwyczaj przy stoliku ze swoimi graczami. Członek „HelpDesk RPG” z Poznania. Na chleb i pieluchy zarabia w mniej lub bardziej wyuczonym zawodzie prawnika.

 

Ilustracja na podstawie fotografii Vidala Balielo Jr. z Pexels

 

IDOLATRIA

– To jakiś nonsens!

– Nie przeczę, ludzka logika nie ima się Niebios. Nie umniejsza to wszak realności pańskiej sytuacji.

Dzień był ciepły, słoneczny i nieskalany choćby westchnieniem wiatru. Na cudownie sielskiej polanie, wśród złotej bukowiny, na miękkiej trawie obsypanej białymi kwiatkami – stał korporacyjny boks biurowy. W całym swym surrealistycznym uporze nieuchronności.

Nie wyglądał zbyt dobrze. Biurowa kabinka była pilśniowa, toporna i niechlujnie pomalowana na odcień, który kilka stuleci temu miał być w zamyśle biały, w praktyce wyszedł kremowy, a wskutek braku funduszy na bieżącą konserwację teraz zbliżał się ku szaro-beżowemu. W środku siedziały dwie osoby. Zza sterty pergaminów, ksiąg i akt zagracających biurko wyglądała pogodnie uśmiechnięta Urzędniczka w staromodnych, drucianych okularach, skrywających oczy tak intensywnie zielone, jak najdelikatniejsze listki herbaty. Długie, ciemne włosy spięła w elegancki kok przy pomocy srebrnej broszy o kształcie fantazyjnego listka. Naprzeciwko niej siedział Petent – niski, szpakowaty mężczyzna z nieco wytrzeszczonymi oczami. Chwilowo skupiał się głównie na nerwowym obgryzaniu paznokci i przebieraniu nogami.

– Czy może pani zacząć od początku?

– Naprawdę? No dobrze. – Urzędniczka poprawiła okulary i leciutko odchrząknęła. – Na początku był Chaos lub Słowo, niepotrzebne skreślić…

– Nie tak bardzo! W sensie od początku mojej sytuacji.

– Ma pan na myśli pańską idolatrię?

– Moją… Słucham? Jakie latryny i czemu gdzieś idą?

Urzędniczka stłumiła westchnienie.

– Nie latryna, a idolatria. To rodzaj modlitwy, skatalogowany przez dominujące religie jako pogański, bałwochwalczy, fałszywy i tak dalej. Oczywiście infantylizuję. Muszę się z panem zgodzić, że słowo faktycznie ma nieco niefortunny wydźwięk. – kobieta wyraźnie się skrzywiła. – Ci ważniacy od religii monoteistycznych uwielbiają katorżnicze słowa. No bo jak inaczej wyjaśnić takie abominacje językowe jak „mistagogia” albo „deuterokatechumenat”? Na takich wyrazach można się co najwyżej boleśnie potknąć i stłuc kubki smakowe.

Petent wbił w nią skonfundowane spojrzenie. Urzędniczka wymownie przewróciła oczami.

– Pozostawiają niesmak w ustach – wytłumaczyła żart nieco uprzejmiej, niż pierwotnie zamierzała. Nie chciała przestraszyć swojego pierwszego Petenta z Ziemi od dobrych kilkudziesięciu lat.

– To co z tą moją… modlitwą?

– Ach tak. – Grymas momentalnie zniknął z twarzy Urzędniczki. – Jak już wspomniałam, właśnie pan umiera i otrzymałam informację z systemu, że modlił się pan o ocalenie.

– Naprawdę? – zdziwił się Petent. – Ja się nigdy w życiu o nic nie modliłem. Nie tak na poważnie. Nawet nie wierzę w Boga.

Urzędniczka, nie odrywając wzroku od mężczyzny, powoli sięgnęła przez biurko i teatralnym gestem otworzyła leżącą przed nim niebieską teczkę akt personalnych.

– Wiem – skwitowała.

Petent z przerażeniem chłonął przewijające się przed jego oczami karty własnego życia.

– To co ja tu w sumie robię? – wystękał.

– No bo kiedy rąbnął w pana autobus, to wymsknęło się panu w myślach krótkie i szczere wyrażenie nadziei na ocalenie. A że tonący brzytwy się chwyta, to wyszeptał pan… gdzie ja to mam… – Urzędniczka zaczęła przerzucać notatki. – Aha! Pozwoli pan, że zacytuję: „Szlag by to. Nie chcę umierać!”

Petent rozcierał skronie. Nie bolała go głowa, ale ciężko się pozbyć starych nawyków.

– I co, to wystarczy?

– Oczywiście, że nie! – żachnęła się Urzędniczka. – Nie w normalnych okolicznościach, ale akurat pan jest medium spirytystycznym.

– Słucham?!

– Potrafi się pan kontaktować z zaświatami. – Urzędniczka mrugnęła do niego. – W imieniu wszystkich nieśmiertelnych po tej stronie Styksu, serdecznie witam na Zielonych Pastwiskach. Szkoda, że dowiaduje się pan o swoich talentach w takich okolicznościach, nieprawdaż? No ale do brzegu. Czy możemy wrócić do sprawy pańskiej nieuchronnej śmierci?

– Toż to nonsens! – zakrzyknął Petent, zrywając się z miejsca.

– Już to przerabialiśmy, powtarza się pan. Proszę usiąść! – głos Urzędniczki osechł, ale był w swym brzmieniu tak piękny i władczy, że Petent usłuchał bez chwili wahania. – Niech się pan skupi! Chce pan jeszcze pożyć, czy nie?

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Łukasz Sikora „Centralne Biuro Śledzenia Autorów”
Opowiadania Łukasz Sikora - 20 czerwca 2014

Pan Mietek uważał się za wzorowego pracownika, w takim przekonaniu utwierdzały go…

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania Emil Gieras - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Hanna Karwowska „Chłopiec z XXI wieku”
Opowiadania Hanna Karwowska - 1 czerwca 2014

Od redakcji: Dziś, z okazji Dnia dziecka, mamy dla Was ciekawostkę, rarytas.…

Fahrenheit