ISSN: 2658-2740

Emil Gieras „Kim jesteśmy?” (7)

Opowiadania Emil Gieras - 17 lipca 2020

Nemen zanurkował pod pędzącym żelazem i wskoczył w mrok. Miecz chybiwszy celu zazgrzytał o skałę, wzbijając w powietrze pióropusz iskier. Ork ryknął jeszcze głośniej, rozgniewany. Zamachnął się jeszcze raz, i kolejny, tnąc ciemność wypełniającą miejsce, w którym skrył się człowiek. Ostrze natrafiało na pustkę. Zielonoskóry sarkał, pluł i złorzeczył w swym kanciastym języku, lecz pozostawał w sali wypełnionej mdłym blaskiem, nie odważając się podążyć za szlachcicem.

– WYŁAŹ, ROBAKU! – wycharczał, zniekształcając słowa, i ponownie zakręcił młynka w powietrzu na progu nieprzeniknionej czerni. – TYLKO CIĘ WYPATROSZĘ! TYLKO SIĘ ZEMSZCZĘ!

Mężczyzna skrył się w wyjątkowo płytkiej niecce, wcisnął się w najdalszy kąt, a i tak czuł na twarzy powiew świszczącego miecza. Nie czekał, aż zniecierpliwienie wygra w napastniku z rozwagą i ork wkroczy do wnęki. Gdy napastnik nachylił się nieco, by przebić wzrokiem ciemność, Nemen przeszedł do kontrataku. Cisnął w ślepia garść popiołu i wulkanicznego pyłu i kopnął bestię z całych sił w kolano. Zielonoskóry odskoczył od jamy jak poparzony.

– ARRGH! – wył oszołomiony i przynajmniej częściowo oślepiony. Wielkimi paluchami próbował oczyścić palące żywym ogniem oczy. – WYPATROSZĘ!

Nemen rzucił się mu do stóp, złapał go najmocniej jak potrafił za pięty i z całych sił natarł barkami na piszczele. Nim olbrzymi ork zdążył zareagować, leciał już do tyłu na spotkanie z twardym podłożem. Gruchnął z hukiem i rykiem nienawiści. Człowiek w tym czasie poderwał się i kopnął Zielonoskórego w krocze. Następnie chciał zaatakować uzbrojoną rękę wroga, gdyż potwór ciągle dzierżył miecz. Wtem coś błysnęło zimnym blaskiem tuż obok. Mężczyzna rozejrzał się błyskawicznie i dostrzegł, co to. Nieopodal spod popiołu wyzierał jego nóż! I wtedy właśnie coś, jak cios obuchem kowalskiego młota, wybiło mu powietrze z piersi i rzuciło nim na ścianę. Nim stracił przytomność, skonstatował, że to nie kowalski młot, a pięść orka zafundowała mu ten efektowny przelot z twardym lądowaniem. Zdążył jeszcze zobaczyć, jak bestia dźwiga się do pionu i szczerzy zęby w przerażającym uśmiechu.

Gdy Nemen ocknął się krótką chwilę później, wielki ork stał nad nim. Oddychał ciężko, wyraźnie falując potężną klatką piersiową. Patrzył na pokonanego człowieka spode łba spojrzeniem pełnym obrzydzenia i pogardy. Spomiędzy żółtych, przypominających kły dzika zębów sączyły się wstęgi gęstej śliny.

– TWÓJ KONIEC, ROBAKU! – warknął olbrzym i uniósł miecz z zadziorami nad głowę. Skołowany szlachcic, choć w duchu żegnał się już z życiem, a oczy wbrew woli pokryły mu się taflą łez, wstał jeszcze, zadarł wysoko głowę i spojrzał buńczucznie w ślepia oprawcy. Nagle uskoczył w bok, próbując wyminąć wielką, zieloną postać. Niestety, tym razem ork był czujny i potężną łapą osadził człowieka w miejscu. Głownia miecza wisiała na swoim miejscu, gotowa zadać jeden decydujący cios.

Wtedy jednak coś odczepiło się od sufitu pieczary i runęło na kark Zielonoskórego. To coś było śniade, niewysokie, uzbrojone i w cholernie bojowym nastroju. Ork wrzasnął przejmująco, gdy klinga maczety zagłębiła się w jego bark aż po obojczyk. Niezbornymi ruchami próbował strącić intruza, lecz Południowiec uczepił się mocno i szerokiej szyi, i rękojeści tasaka. Ponowił cięcie, i jeszcze raz, i kolejny. Ork ryczał potępieńczo, aż echem dudniło wnętrze góry, miotał się i słabł. Mimo to zdołał w końcu chwycić Darizena za kurtkę, oderwać od zatopionej w łopatce broni i rzucić o ścianę.

– GAAARRKHAAAM! – warknął i ruszył chwiejnym krokiem w stronę gramolącego się z ziemi mężczyzny, szorując po skalnym podłożu mieczem, który cały czas ściskał w prawie odrąbanej ręce. – GAAARRKHAAA!

Oszołomiony Południowiec z dzwonem huczącym mu pod czaszką popatrywał na zbliżającego się zielonoskórego mętnym wzrokiem. Ork, krwawiący i szurający orężem, zbliżał się nieuchronnie. Był już naprawdę blisko, gdy podbiegł do niego Nemen, wyskoczył i z impetem wbił zakrzywioną klingę w szeroką pierś opancerzoną jedynie pychą i odwagą. Pod ciężarem szlachcica klinga przesunęła się trochę niżej i w bok. Ork przyklęknął na jedno kolano, po chwili do pary dołączyło drugie. Wpatrywał się gdzieś przed siebie, może w Darizena, może już w drugą stronę, Nemena zdaje się w ogóle nie zauważając.

Na wielkim, odrażającym pysku malowało się niedowierzanie, gdy łapał ostatni haust powietrza i walił się do przodu na pysk.

Bogacz padł tuż obok. Oddychał ciężko, wpatrując się bezmyślnie w strop pieczary.

– Nie mogłeś zjawić się z odsieczą nieco wcześniej? – wysapał.

Darizen wlekł się w jego stronę. Stawiał niepewne kroki i masował obolałą potylicę.

– Mogłem – odpowiedział – ale planowałem ci pomóc, a nie zginąć bohaterską śmiercią.

Podszedł do kompana i bez ceregieli szturchnął go nogą.

– Wstawaj – dodał. – Idziemy stąd. To wielkie bydlę musiało przyleźć tu inną drogą. Nie chcę się przekonać, co może leźć za nim.

***

Darizen odczuł starcie z gigantycznym orkiem bardziej niż chciałby przyznać, i mimo że sam ponaglał ich do jak najszybszego rozpoczęcia wspinaczki, pół głowy pulsowało mu tępym bólem, a wzrok to tracił, to odzyskiwał ostrość. Nemen zaczął bać się o kompana nie na żarty, gdy pierwszy raz to on docisnął do ściany niebezpiecznie odchylającego się do tyłu Południowca. Chwilę później prawie nie zdążył uratować go po raz drugi. Na całe szczęście dostrzegł majaczący nad nim nawis skalny. Z duszą na ramieniu pomógł mu się tam dostać. Nie była to obszerna grota podobna do tych, w których popasali od początku wspinaczki, lecz i tak zapewniała tyle miejsca, aby na spokojnie się rozsiąść, czy położyć.

– Jednak trochę poczekajmy – mruknął Darizen. Oczy same mu się zamykały.

Nie potrafili rozeznać się, jaką mają porę dnia ani ile czasu poświęcili mozolnej wędrówce. Wiedzieli jedynie tyle, że byli potwornie zmęczeni. Wystarczyło jedno porozumiewawcze spojrzenie, by zgodzić się, że dalsza podróż bez choćby odrobiny snu nie ma sensu. Wtulili się w ścianę jak najdalej od krawędzi i posnęli, gdy tylko zamknęli oczy.

Krótką chwilę później. a przynajmniej tak mu się wydawało, Nemen zbudził się. Zobaczył Darizena ćwiczącego na krawędzi nawisu. Rozciągnął mięśnie, zrobił kilka przysiadów.

– Od razu lepiej. – Uśmiechnął się. – No, „Paniątko”, budź się. Czas na poranną gimnastykę.

Nagle powietrze przeszył ostrzegawczy trzask, a fragment podłoża, na którym stał Południowiec, pokrył się pajęczyną pęknięć. Szlachcic rozbudził się momentalnie i poderwał na równe nogi. Było już jednak za późno.

Czas zdawał się zatrzymać. Nemen czuł się tak, jakby brnął po uszy zanurzony w smole. Widział bardzo wyraźnie, jak pod jego kompanem zarywa się skalna półka, jak mężczyzna osuwa się w dół, jak w rozszerzonych źrenicach maluje się przerażanie. Nie był jednak w stanie nic poradzić. Obezwładniony mógł jedynie biernie przyglądać się śmierci towarzysza. A jednak! Organizm szlachcica był szybszy od myśli. Ręka wyrwała się z kokonu ze smoły i pochwyciła nadgarstek Południowca, nim ten zniknął w przepaści. Przez krótką chwilę Nemen nie wiedział, co się dzieje, otrzeźwienie przyszło wraz z potężnym szarpnięciem. Runął na ziemię, pociągnięty przez spadającego. Mimo że Darizen dyndał już w przepaści, Nemen nadludzkim wysiłkiem zdołał jeszcze przekręcić się na plecy i podkurczyć nogi. Z kucek dźwignąć się już nie dał rady. Rył piętami w chropowatej skale, a za chwilę szorował już po niej grzbietem. Nawet się nie obejrzał i leciał w ślad za tamtym. Rozczapierzył palce wolnej ręki i próbował znaleźć jakiś zadzior, otwór, cokolwiek, co pozwoliłoby zatrzymać tę podróż w jedną stronę. Niestety, biodra i pierś mknęły już w dół. Dłoń osunęła się z krawędzi, stracił dech. W ostatniej chwili zacisnął palce w pięść i ręka utkwiła w wyrwie w kształcie klina. Szarpnęło nim raz jeszcze, tym razem bardzo boleśnie, rozrywając, jak sądził, skórę pod pachą. Jęknął, lecz nie zwolnił uchwytu, a śniady zawisł poniżej, kołysząc się nieznacznie. Był zdecydowanie cięższy niż na to wyglądał.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania Emil Gieras - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!