ISSN: 2658-2740

Emil Gieras „Kim jesteśmy?” (8)

Opowiadania Emil Gieras - 17 lipca 2020

– Puść mnie, głupcze! – zawodził i nawet szarpał się anemicznie. Nemen nie miał jednak zamiaru go usłuchać.

– Rozbujam cię! – wysapał i począł kołysać towarzyszem. Wiedział, że jeśli tylko Darizen dopadnie schodów, wespnie się po nich jak jaszczurka. Miał tylko wątpliwości, czy ten plan wytrzymają jego stawy i ścięgna.

Choć bujanie szło niemrawo, bogacz miał wrażenie, że na jego ramiona działają przeogromne siły, a każde wychylenie się towarzysza to w jedną, to w drugą stronę wiązało się z przejmującym bólem w przegubach. Gdy już myślał, że jednak się podda i wypuści kolegę, ten krzyknął nagle:

– Teraz!

Nemen bez zastanowienia zwolnił uścisk. Tak jak przewidział, po krótkim locie Południowiec przywarł do wykutych w skale stopni i ze zwinnością godną małpy wspiął się do niego na półkę. Gdy Darizen pomógł wykaraskać się Nemenowi, klapnął ciężko i oparł się plecami o ścianę. Oddychał z trudem, dławiąc się śmiechem, momentami głośnym, momentami bezdźwięcznym, obłąkańczym, takim śmiechem, który jest przypisany jedynie ludziom cudownie ocalonym. Szlachcic przeczołgał się w jego stronę i usiadł obok. Nadal był zbyt przestraszony, by wydobyć z siebie jakikolwiek głos. Uśmiechał się tylko głupkowato i masował obolałe członki.

– No, dobrze – odezwał się w końcu po dłuższej chwili Darizen. – Mam już dość tej chędożonej dziury. Wstajemy, zakasujemy rękawy i rozpieprzamy Czaszkę w tym magicznym ustrojstwie. Choćby skały srały, następny przystanek: szczyt góry! Co ty na to, partnerze?

– Jestem za! – odparł bez zastanowienia Nemen.

Przybili więc piątkę i ruszyli w dalszą drogę.

***

– Jesteśmy! – rzucił uradowany Darizen i pomógł wspiąć się koledze. – Daliśmy radę!

Znaleźli się na krawędzi skalistego kołnierza, obrastającego ze wszystkich stron krater wulkanu. Za sobą mieli przepaść, kilkadziesiąt kroków przed sobą dół kipiący roztopioną skałą, a pomiędzy wyrastało coś, co wyglądało jak piedestał i wielki stół z rynną pośrodku.

Żar błyskawicznie osuszał pot, oślepiał. Huk kolejnych erupcji i zawodzenie wiatru zagłuszały myśli. Zbliżyli się powoli do Ołtarza. Wyglądał, jakby nie wykonało go żadne rozumne stworzenie, a powstał z tężejącej w wymyślny sposób lawy. Rynna celowała w sam środek krateru.

– Czyń honory. – Czarnowłosy wydobył złotą czaszkę z mieszka i wręczył szlachcicowi.

Nemen czuł się idiotycznie. Wpatrywał się w bulgoczący żywioł i miał szczerą nadzieję, że nie trudzili się na próżno, że rzeczywiście nie wystarczyło cisnąć Czaszki gdziekolwiek wcześniej w magmę. Nic w Ołtarzu nie rozwiewało jego obaw. Nie dostrzegł, żadnych mechanizmów, żadnych wyrytych zaklęć, żadnych skrzących się magią kryształów. Nic. Gorące powietrze falowało nad rynną, stanowiącą tak naprawdę szynę celowniczą. Wyglądało na to, że mityczny Ołtarz Zapomnienia jest właśnie tym i niczym więcej, osobliwą prowadnicą. Szlachcic pokręcił głową, utwierdzając się w tym, że cały ich wysiłek był zbędny. Westchnął, zerknął przez ramię na skupionego Darizena. Zważył artefakt w ręku. Ten delikatnie zawibrował, jakby przeczuwał swój nieuchronny koniec. To dodało mężczyźnie otuchy. Bez dalszej celebry umieścił go w rynnie, tym samym wzbudzając kolejny, jeszcze silniejszy dreszcz.

– Raz kozie wio! – Rozpostarł dłoń.

Czaszka potoczyła się w dół, kręcąc się coraz szybciej, to lśniąc polerowaną potylicą, to szczerząc nienawistnie zęby w stronę mężczyzny. Raptem w połowie drogi, wewnątrz rynny rozbłysnął ognisty pierścień, przez który prześliznął się potężny artefakt. I w jednej chwili zamienił się w gładką kałużę płynnego metalu. Złota kropla rtęci spłynęła na spotkanie wulkanu.

Nemen wychylił się, chcąc uchwycić moment, kiedy roztopiony artefakt rozpływa się w magmie. Wtem potężna siła podobna fali tsunami targnęła nim, niemal ścinając go z nóg. Przytrzymał się ołtarza, zapatrzył w kotłującą lawę poniżej. Zdawała się gorętsza i jaśniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Huczała, syczała jak żywe, rozdrażnione zwierzę, odgłosami powoli wypełniając czaszkę mężczyzny. I wtedy wszystko wróciło, lęki, marzenia, wspomnienia. Pod powiekami zatańczyły fragmenty odzyskanego szlacheckiego życia. Zapiekły łzy.

– Garkham – wycedził przez zęby i odwrócił się w stronę towarzysza. Jego oblicze wykrzywiał wściekły grymas. – Ten ork cię rozpoznał, Garkhamie… Zdrajco Ludzi!

Czarnowłosy przytaknął. Stał ze spuszczoną głową i tasakiem opartym o bark.

– Naprawdę mi przykro – wychrypiał.

– Rizen… – Szlachcic zatracał się w nowoodkrytych wspomnieniach. – To ja jestem z Rizen, z osady, której już nie ma, którą wraz ze swoimi orkami wymazałeś z mapy. Wyrżnęliście wszystkich – mówił z coraz większym trudem. – Całe osiedle pozbawione ochrony. Starcy, kobiety i dzieci. Nie dawaliście pardonu. Moja żona, Lumia… pięcioletni Anti i dwuletnia Nina… rozpoznałem ją po znamieniu na rączce.

Nogi odmówiły posłuszeństwa i runął na kolana. Łzy płynęły po policzkach, zasnuwając świat niewyraźnymi smugami w odcieniu polerowanej miedzi. Głos załamywał się i zanikał.

– Jak mogłeś? – Nemen ścisnął skronie dłońmi. Nagły ból chciał rozsadzić mu głowę. – Zabrałeś mi ich wszystkich. Zabrałeś mi ich, Garkhamie Nikczemny… ale teraz… – Dźwignął się do pionu, dobył noża. – … przegrałeś. Zniszczyłem Czaszkę, a ty za chwilę zapłacisz za wszystkie swoje zbrodnie.

– Jestem nikim. Podobnie jak ty. Zrobiłem to, co było konieczne. To, co było mi pisane. Gdybyś to ty dostał taki rozkaz, zrobiłbyś to samo. Nie jestem z tego dumny. Takie są prawa wojny. A my? My poruszamy się jedynie w rytm muzyki bogów, pamiętasz?

Stali naprzeciw siebie i mierzyli się wzrokiem. Wulkan otulał ich czerwonym blaskiem. W powietrzu fruwał pył i żarzący się popiół. Wiatr targał ich odzienie.

– W innym życiu moglibyśmy… – podjął smagły.

Szlachcic pokręcił głową.

– Ale nie w tym – rzekł. – W tym życiu, tu i teraz… – poprawił uchwyt na głowicy broni. Ręka mu drżała. – Teraz zatańczymy.

– Do fałszywej melodii pijanych bogów. – Garkhan wykrzywił usta w marnej imitacji uśmiechu.

I natarł na wroga.

Emil Gieras

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania Emil Gieras - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!