EuGeniusz Dębski „Pasożyt”

Opowiadania nimfa bagienna - 11 sierpnia 2014

pasozyt debskiego kolorKilka dni temu, zupełnym przypadkiem, odkryliśmy w archiwach Redakcji, że EuGeniusz Dębski w tym roku powinien obchodzić trzydziestolecie swojej twórczości literackiej. Spóźniliśmy się, bo okazało się, że formalnie świętować powinniśmy w maju. Na nasze usprawiedliwienie możemy tylko dodać, że sam zainteresowany, jak nam zdradził, też zapomniał o swoim święcie. Myślał, że to dopiero za rok, a że trzydziestka już minęła, zorientował się o miesiąc za późno.

Ponieważ Gieno nie zdążył oświętować lubijeuszu, zdecydowaliśmy, że zrobimy to za niego dziś, publikując jedno z jego „prawie” debiutanckich opowiadań sprzed dosłownie 30 lat. Klasyczne SF od klasyka polskiej fantastyki.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO EuGENIUSZU!!!

 

Życzenia składa Redakcja Fahrenheita

 

 

PASOŻYT

 

Oporna kuleczka za żadne skarby nie chciała wtoczyć się do środka labiryntu, co, w myśl umowy pomiędzy Kitem, Martinsonem i Babuschką, równało się zwolnieniu z przyrządzania posiłków dla załogi. Niestety po raz osiemnasty rozległa się syrena, ściany labiryntu wsiąkły w podstawę, by po chwili ukazać się w zupełnie innym już układzie. Babuschka westchnął i postanowił spróbować jeszcze dwa razy. Do pełnej dwudziestki.

Tym razem zastosował inną taktykę. Pchnął kulkę do przodu, a następnie puścił bezładną serię uderzeń z prawej i lewej. Licznik błędów radośnie zapulsował przekroczonym limitem, a kulka i ścianki rozpłynęły się. Babuschka pokazał wrednej maszynie język i już miał zacząć ostatnią grę, gdy drzwi otworzyły się i do sali relaksu wszedł Kit.

Babuschka szybko odsunął się od manipulatora w stronę regału z literaturą, odciągając niejako komandora od Labiryntu i zjadliwie pomarańczowej cyferki „19” w okienku licznika gier. Manewr prawie się udał, Kit, nie patrząc na tablo, przysiadł na płycie.

‒ Odbieramy bombę.

‒ O? O co chodzi? ‒ Babuschka gorączkowo kombinował jak ściągnąć dowódcę na siebie.

‒ Jeszcze nie wiadomo. Zagramy? ‒ Kit postukał palcem w skrzynię automatu, na którym siedział.

Babuschka zebrał cały swój zapas woli i słabo zaprzeczył.

‒ Ale na innych warunkach ‒ kusił Kit.

‒ Nieee… Nie! ‒ stanowczo już zaprzeczył Babuschka. ‒ Na jakich?

‒ Za trafienie ‒ podwójna stawka. Znaczy ‒ podwajamy stan aktualny. Pięć sekund na wjazd do środka labiryntu. No?

„Pięć sekund? Chyba zwariował!” ‒ przemknęło Babuschce przez głowę.

‒ A jeżeli nie wyrobisz się?

‒ Noo, też dwukrotnie… Będę ci winien… Ile tam? Dziesięć. I jak?

‒ Wal. ‒ Babuschka przysunął się bliżej.

Kit odwrócił się do manipoola. Odblokował start, zatarł ręce i wyprowadził kuleczkę z lejka. Przez sekundę utrzymywał ją nieruchomo, a potem pchnął do przodu. Gdy wydawało się, że kulka stuknie w ściankę, uderzył mocno kolanem w skrzynię. Posłuszna kulka przeleciała nad ściankami, lądując w centrum labiryntu. Cała operacja trwała niecałe trzy sekundy. Kit triumfalnie uniósł brwi i rozłożył ręce, jakby pokazując, że nie miał drugiej kulki w rękawie. Potem pokazał Babuschce pięć palców i wyszedł.

Babuschka runął do maszyny. Trzęsącymi się rękami wyprowadził kulkę; drżała lekko, ale stała w miejscu. Oblizał wargi i walnął kolanem w skrzynię. Przeszywający ból rzucił go na podłogę. Jęczał i masował zdrętwiałą nogę, gdy nagle zauważył, że Kit przed wyjściem zdążył zablokować amortyzatory manipoola.

‒ Idziesz do sterowni czy poleżysz jeszcze chwilkę? ‒ Głos Martinsona poderwał Babuschkę z podłogi. Stali, Kit z Martinsonem, w drzwiach. Poważni.

‒ Idę, idę. ‒ Babuschka wyprostował się, i prawie nie kulejąc, podążył za kolegami.

Spokojna zielona linia na jednym z ekranów pulpitu łączności wskazywała, że trwa właśnie odbiór skondensowanej podstawowej informacji, a wskaźnik obok informował o przyjęciu już danych, niezbędnych do podjęcia pierwszych działań, zanim cały przekaz zostanie „rozciągnięty” i zdeszyfrowany.

Martinson i Babuschka usiedli w fotelach, Kit wysłuchał tekstu oparty o stół.

‒ Do wszystkich statków znajdujących się w odległości trzech jednostek od regionu Comoensa o ogranicznikach 17 i 264. Dotyczy statków: SP‒122, SP‒971, SP‒886 i SP‒349. Stopień ograniczenia informacji: dwa ‒ zabrzmiało w głośnikach.

Babuschka gwizdnął cichutko ‒ nie odbierał dotychczas informacji o tym stopniu ograniczenia. Że sprawa jest poważna ‒ to wiadomo. Nie przysyła się bomby ot, tak sobie! Ale stopień dwa!?

‒ Szesnaście godzin temu zaginął SP‒64. Okoliczności zaginięcia identyczne jak w przypadku SP‒187. Rozwinięcie danych ‒ w informacji podstawowej. Zachować szczególną ostrożność. ‒ Głos umilkł.

‒ No i co? ‒ Kit usiadł naprzeciwko Martinsona i Babuschki.

‒ Co „no i co?”. Nic. Lecimy tam i rozejrzymy się na miejscu.

‒ Co to za sprawa z zaginięciem SP‒187? ‒ Babuschka nie znał tej historii.

‒ Niewiele wiadomo. Zameldowali, że mają coś na kontaktowej. Potem to coś zaczęło uciekać. Zaczęli to gonić, weszli w tunel i… cisza do dzisiaj.

‒ Kiedy to było?

‒ Ze dwa lata temu. Przesłuchasz bombę, to się dowiesz. ‒ Kit poinformował w ten sposób pilota o czekającej go pracy. ‒ Na pewno będzie tam komplet informacji o obu zaginięciach. Martin, my poprowadzimy statek do Comoensa.

Z jednej strony było to niesprawiedliwe, ponieważ to Babuschka był pilotem i to on powinien wprowadzić statek w tunel. Z drugiej jednak ‒ wiedział najmniej o tych zaginionych statkach, potulnie poczekał więc na zakończenie seansu i zabrał się do czytania raportów. Mniej więcej po godzinie dołączyli do niego pozostali, ale obaj wertowali tylko raport, koncentrując się na wybranych jego fragmentach.

Po trzech godzinach Babuschka przetarł oczy, zgarnął notatki i wstał od stołu.

‒ Skończyłeś? ‒ Kit od dłuższej już chwili krążył po pomieszczeniu. Martinsona nie było.

‒ Tak. Wynotowałem tu parę momentów. Gdzie Martin?

‒ Przegląda nasze uzbrojenie. Zaraz skończy… to pogadamy.

‒ To ja zrobię coś do jedzenia.

‒ Byle szybko. I myśl. Cały czas myśl.

‒ Myślę, myślę. ‒Babuschka pobiegł do jadalni.

Parę minut później siedzieli w komplecie przy stole.

‒ Zaczynaj. ‒ Kit łyknął ze szklanki.

‒ No więc tak. SP‒187 zaginął dwa i pół roku temu… A może nie mówić o tym? Znacie tę sprawę… ‒ Babuschka spojrzał na przyjaciół.

‒ Mów. Może coś się skojarzy, przypomni…

‒ No dobrze. Trzyosobowa załoga, standardowy patrol. Spotkali coś, co nie dało się zbliżyć do siebie, uciekało, aż weszli w tunel i urwała się łączność. Żadnych śladów awarii, nic nie wskazuje na chorobę, halucynacje… Po prostu zniknęli ‒ Babuschka wzruszył ramionami.

‒ Albo gdzieś pędzą… ‒ mruknął Kit.

‒ No tak. Albo gdzieś pędzą ‒ zgodził się Babuschka.

‒ Dalej ‒ pogonił Kit.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Urodziny Andrzeja Drzewińskiego
Aktualności - 16 października 2017

Naukowiec (profesor zwyczajny) oraz pisarz science fiction przyszedł na świat 16 października 1959 roku we Wrocławiu. Andrzej…

Urodziny Ojca Założyciela
Aktualności - 26 stycznia 2019

Jak co roku przypominamy o kolejnej rocznicy pojawienia się na świecie EuGeniusza…

EuGeniusz Dębski „Ludzie z tamtej strony czasu”
Ksiażki fantastyczne - 31 sierpnia 2016

Autor: EuGeniusz Dębski Tytuł: Ludzie z tamtej strony czasu Wydawnictwo: Oficyna wydawnicza RW2010…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!