Jagna Rolska „Duch” (5)

Opowiadania Jagna Rolska - 18 kwietnia 2013

– Słyszałaś? – zapytał bez tchu Duch.

– Nic nie słyszałam! Głupi pisk tylko.

– Wyprowadzimy ją, ale coś w zamian chcemy – zapiszczał szczur.

– Zgadzam się – powiedział Duch. – Uratujcie ją. Ja się nie liczę.

– Tak będzie – zapiszczał szczur i ruszył w stronę gruzowiska.

– Do kogo mówisz? – zapytała Krysia.

– Tak do siebie gadam…

– Boję się! – pożaliła się.

– A ja już nie – westchnął i uśmiechnął się.

Domyśliła się jego uśmiechu i pogłaskała go po policzku. Z oddali słychać było szum tysięcy małych łapek. Żywe tornado naparło na gruzowisko.

– Co się dzieje? – wrzasnęła Krystyna.

– Nic. Wszystko jest w porządku.

Piszcząca nawałnica rozbiła ceglany zator i kaskadą szczurów zalała piwnicę. Duch porwał w ramiona dziewczynę i wypchnął ją w górę.

– Zabierzcie ją stąd! – wrzasnął.

– Twoje życzenie jest dla nas rozkazem! – zaszemrało stado szczurów.

Krysia zasłoniła twarz i skuliła się w przestrachu. Kłębiące się histerycznie stado gryzoni oddzieliło ją od Ducha i porwało w sobie tylko znanym kierunku.

Duch położył się i rozkrzyżował ramiona. Szczur usiadł na jego piersi i wpatrywał się badawczo w jego twarz.

– Już? – zapytał niewidomy powstaniec.

– Już – odparł szczur.

– Jakie to życie głupie i bez sensu… – zaśmiał się chłopak.

– Jak chcesz zacząć?

– Chciałbym przed waszym obiadem zobaczyć w końcu światło.

I szczury rzuciły się do oczu Ducha. Ten tylko zacisnął dłonie w pięści. A potem zobaczył światło. Ból eksplodował w jego mózgu feerią fajerwerków. Zanim zjadły go szczury, przez chwilę widział światło. A potem świat zgasł ponownie. Ostatnią myślą Ducha była troska o to, czy Krysia wydostanie się na powierzchnię.

– Jest zdrowa i właśnie wychodzi z kanałów – szepnął litościwie szczur. – Śpij dobrze, człowieku.

Ulica Fałata, nieco zaniedbana przez swoich komunistycznych włodarzy, nie utraciła całkowicie dawnego uroku. Starodawne latarnie uginały się nad brukowaną uliczką. Przy jej wylocie dobre wrażenie psuł zardzewiały parkan odgradzający spokojną społeczność pobliskich kamienic od zabudowań Politechniki Warszawskiej. Środkiem uliczki szła dziewczynka. Jasne, spięte w kucyki włosy podskakiwały przy każdym kroku.

– Krysiu! Ostrożnie! – zawołała jej babcia.

Dziewczynka podeszła do zardzewiałego parkanu i przez chwilę z zaciekawieniem studiowała paluszkiem zarys krat.

– Wnusiu! – Babcia dopadła do niej i objęła opiekuńczo.

– Babciu, a wiesz, że zielony płot inaczej pachnie niż ten brązowy w przedszkolu?

Krystyna zerknęła w niewidome oczy swojej imienniczki i westchnęła. Przytuliła wnuczkę i zerknęła na żółknące klony. Czterdzieści lat temu o tej samej porze dogorywało powstanie.

 

 

Ściągnij tekst:
Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Zapowiada się fantastyczny weekend!
Aktualności Fahrenheit Crew - 12 kwietnia 2017

Fani fantastyki zapewne już wiedzą i ten termin dawno sobie zarezerwowali, ale nie trzeba…

Philip Jose Farmer „Najwspanialszy parostatek”
Ksiażki fantastyczne Fahrenheit Crew - 2 września 2008

Mag Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć…

Niefantastyczny Jakub Ćwiek w katowickim Empiku
Aktualności Fahrenheit Crew - 13 listopada 2016

W najbliższy czwartek (17 listopada) o godzinie 18.00 w Empiku Silesia (ul. Chorzowska 107, Katowice) odbędzie się spotkanie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!