Jagna Rolska „Kod boskości”

Opowiadania nimfa bagienna - 15 grudnia 2014
DSC03018

Foto: Hanna Fronczak

Preludium

Kiedy odkryłem, że mogę prawie wszystko? Nie potrafię podać konkretnej daty. Umiejętności narastały stopniowo. Jednym z pierwszych symptomów zmiany było niesamowite wyostrzenie się wzroku. Jeszcze do niedawna potrzebne mi były silne okulary dla moli książkowych z wadą minus pięć dioptrii. A pewnego dnia, siedząc na kiblu, bez trudu odczytałem treść anonsu towarzyskiego z gazety wciśniętej pod grzejnik dokładnie w przeciwległym rogu łazienki. Nie zaniepokoiło mnie to wówczas. Jak wiadomo, organizm ludzki zdolny jest do niesamowitych rzeczy, a możliwości regeneracji to najsłabiej zbadane zagadnienie medycyny. Skoro niektórzy są w stanie zwalczyć złośliwe guzy siłą pozytywnego myślenia, to poprawa wzroku doprawdy nie jest spektakularnym cudem ozdrowienia. Żeby nie było – i lojalnie uprzedzam – nie modlę się, nie chadzam do przybytków sakralnych i generalnie całe to metafizyczne gówno kompletnie na mnie nie działa. Nie mój klimat.

W tygodniu poprzedzającym cud zarosła mi łysina. Miałem niewielki problem z żylakami, ale to też zniknęło praktycznie z dnia na dzień. Miałem wrażenie, że mój organizm szykuje się do czegoś spektakularnego. Mieszkałem sam. Nie musiałem przed byłą żoną tłumaczyć się z żadnych zmian. Trochę mnie zmartwiło, że bez ostrzeżenia odcięto mi Internet, i nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego z moich szaf zniknęły wszystkie ubrania. Zamiast tego podziwiałem w lustrze świeżo nabytą rzeźbę klatki piersiowej. Miedziane włosy odzyskały młodzieńczą świeżość i wiły się buńczucznie wokół sutków. Brzuch nabrał niespotykanej sprężystości, a z dłoni wymazano lata i przeznaczenie.

Dosłownie dwa dni później jakieś złośliwe licho popsuło mi telewizor, a telefon odpowiadał głuchą ciszą. Jak już wspomniałem, zniknęły wszystkie ubrania, więc wyprawa na zewnątrz wydawała się nieco kłopotliwa. Praktycznie z dnia na dzień straciłem poczucie łaknienia i pragnienia, ustały też wszystkie czynności fizjologiczne. Byłem podekscytowany, ale i zaniepokojony. A poza tym tęskniłem za innymi ludźmi. Wyglądałem zza firanek i chłonąłem wszelkie przejawy normalności.

W dniu cudu myślałem o synu i byłej żonie. Siedziałem na podłodze ze skrzyżowanymi nogami. Mieszkanie, obecnie kompletnie opróżnione z mebli, straszące krzywiznami poszarzałych ścian, zaczęło znikać. Wiedziałem, że moje życie tutaj zakończyło się bezpowrotnie, a ja mogłem jedynie zaakceptować ten stan rzeczy. Zerwałem się na równe nogi i stanąłem przed drzwiami wejściowymi… i czekałem, kompletnie nie wiedząc, na co.

Świat, ten znany od zawsze, właśnie się rozpadał. Nie miałem pojęcia, że atomy można obejrzeć gołym okiem, ale najwyraźniej mój zmysł wzroku wyostrzył się jeszcze bardziej. Wyglądało to jak rozbieranie gigantycznej budowli z klocków w czasie krótszym od mrugnięcia oka.

Stanąłem kompletnie nagi na zielonej, ciągnącej się po horyzont planszy.

 

Planeta

Szczerze mówiąc, pomimo ewidentnych symptomów boskości, nie byłem w stanie rozstrzygnąć, czy to Ziemia zmieniła swój szyk atomów, czy też raczej moje jestestwo zmaterializowało się w innej części Miejsca. Właściwie nic mi nie mogło zagrozić, więc skąd ten stan podenerwowania?

Ciągle wiązały mnie ziemskie uwarunkowania socjologiczne. Zastanawiałem się, co stało się z moim synem. Żył? A jeśli tak, to gdzie? Wreszcie: gdzie ja sam się znajduję? Boskość najwyraźniej posiadała pewne rysy. Nie znajdując odpowiedzi, postanowiłem zwiedzić mój nowy świat. Był kompletnie jałowy. Stanowił idealne połączenie nieruchomej trawy i nieskończoności bezchmurnego nieboskłonu. Zubożona wersja tapety startowej Windowsa. Przeszedłem ostrożnie kilka kroków i ponownie rozejrzałem się dokoła. Nie wiem dlaczego, ale spłynęła na mnie pewność, że wędrówka w którąkolwiek ze stron nie ma sensu, a trawa nie ma końca. Otaczająca mnie przestrzeń była gigantyczną wstęgą Möbiusa, czy raczej ich nieskończoną ilością, ułożonych promieniście i biegnących we wszystkich kierunkach horyzontu. Dokądkolwiek bym poszedł, – z pewnością podążyłbym dokładnie w to samo miejsce, w którym właśnie stałem, a czas wróciłby do punktu wyjścia. Jeśli mogłem cokolwiek ze sobą zrobić, to właśnie tu. Wędrówka nie miała sensu, nawet jeśli chciałbym zabić czas oczekiwania. Poza tym sytuacja wcale nie musiała wymagać oczekiwania na cokolwiek.

Może moim przeznaczeniem była jałowa egzystencja w tym dwuskładnikowym świecie, w którym z racji boskości miałbym trwać bez szwanku nieskończenie?

Nawet śmierć z pragnienia była w tym momencie o wiele bardziej pociągającym scenariuszem. Usiadłem po turecku i zamknąłem oczy, oddając się rozmyślaniom. Ciąg wydarzeń wydawał mi się nielogiczny. Nikt nie staje się bogiem, by utknąć na wieczność w patowej sytuacji. Bóg jest stwórcą, prawda?

Na próbę wymyśliłem ocean. Otrzymałem go. Zerwałem się na równe nogi i ze zdumieniem obserwowałem nieruchomą ciecz, odciętą od trawy równą linią. Otaczała mnie z każdej strony, niknąc za horyzontem. Stałem pośrodku sporej, trawiastej wyspy, wpatrując się w taflę wody. Nie poruszała jej nawet najdrobniejsza fala. Potwierdziły się moje przypuszczenia. Świat czekał na mnie. Na tchnienie boga.

Rezerwat

Czas nie miał dla mnie znaczenia w sensie biologicznym. Nie jadłem, nie spałem, nie wydalałem i nie potrzebowałem właściwie niczego. Jakaś siła pchała mnie jednak do tworzenia. I tworzyłem z zapamiętaniem. Pogrążony w transie modelowałem wyspę według własnego uznania i – co tu dużo mówić – kierując się wyłącznie boskimi kaprysami. Zachodni brzeg najeżyłem wysokimi klifami porośniętymi trawą, a południowe wybrzeże wystylizowałem na porośniętą palmami karaibską plażę. Zapragnąłem skalistych gór, które choć na chwilę pozwoliłyby omamić wzrok, napotykający co chwilę granicę wody, skoncentrowałem więc ruchy górotwórcze na wschodzie. Tam również w otulinie skał wymyśliłem swój dom. Co ciekawe, posiadał wszelkie udogodnienia niezbędne kruchemu człowiekowi, którym już przecież nie byłem. Przyzwyczajenie drugą naturą boga.

Północną linię brzegową umocniłem i stworzyłem port. Nieco w głębi lądu postawiłem kolonię domów. Możliwe, że kompletnie nie pasowały do otoczenia, ale wychowałem się na stołecznym Żoliborzu i wspomnienie willi z okresu dwudziestolecia międzywojennego, zamienionych w czasach, gdy byłem dzieckiem, na skanseny, przemawiała do mojej wyobraźni bardzo mocno. Kilkanaście ustawionych w dwóch rzędach domów połączyłem brukowaną uliczką. Zadbałem nawet o latarnie gazowe. Osiedle kosztowało mnie sporo zachodu. Wyposażenie go w niezbędne media, nawet tak prymitywne, jak w międzywojniu, wymagało stworzenia rzek i wodociągów, złóż gazu i gazociągu, oczyszczalni ścieków oraz elektryczności. Każdy dom miał ogród urządzony w staromodnym stylu – z pergolami uginającymi się od pnączy czerwonych róż. Okna zdobiły koronkowe firanki. Miałem nieskończoność czasu, więc niezmordowanie udoskonalałem dzieło. Wreszcie, gdy efekt wydał mi się zadowalający, stworzyłem mały rynek z kamienicami zapamiętanymi z wojennych rycin. Na parterze urządziłem sklepiki, a wokół klombu pełnego róż ulokowałem drewniane ławki.

Nie odczuwałem zmęczenia, ale usiadłem na jednej z nich, próbując sobie wyobrazić ulgę człowieka kryjącego się w cieniu ogromnego kasztanowca podczas upalnego dnia. Nie wiedziałem, co mam jeszcze zrobić. Co dalej? Dlaczego wszystko było pozbawione sensu i nic mnie nie cieszyło? Zawsze myślałem, że życie boga jest… hmmm… boskie. Nie było. Niewykluczone, że to ja byłem wybrakowanym bogiem, ale jakby tak oprzeć się na przekazach biblijnych, to chyba chodziło o coś więcej niż umeblowanie spłachetka lądu. Idealny w formie bezruch nie satysfakcjonował wszechmocnych. Ożywiali się, tworząc kompletny bałagan organizmów ożywionych, i realizując się potem na ostrym dyżurze biosfery.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Historia niejedno ma imię
Recenzja fantastyczna - 16 stycznia 2019

Polskie Średniowiecze stanowi niezwykle atrakcyjne tło dla powieści z nurtu historycznego fantasy.…

Ona, on i miasto
Bookiety - 18 maja 2016

Nad Wisłą wstaje warszawski dzień… dla pary kochanków. Jagna Rolska recenzuje debiut Katarzyny…

Jagna Rolska i Anna Szumacher na WTK 2019
Aktualności - 22 maja 2019

W sobotę, 25 maja o godzinie 13.00 w trakcie Warszawskich Targów Książki na stoisku…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!