Jagna Rolska „Na początku był Człowiek” (2)

Opowiadania Jagna Rolska - 23 sierpnia 2019

– O co pani chodzi? – warknął wyzywająco.

To nie było nic osobistego. Ad-eim zwyczajnie nie był tym, na którego czekała. Tyle lat szukała swojego synka i każdą twarz analizowała pod kątem podobieństwa do siebie lub do mglistego wspomnienia ojca. Tak właściwie to Pani New’u nie miała nawet gwarancji, że wydała na świat chłopca. Przekleństwem wiosny były wyrastające bez ostrzeżenia fontanny maszke, która gubiła zmysły. Ludzie, nauczeni, że należy omijać szerokim lukiem źródła trawienne, lgnęli jak ćmy do gruczołów produkujących skondensowane podniecenie. Żywiciel szykował się do aktywności płciowej i siłą rzeczy tłoczył doznania swoim pasożytom. Pani New’u widziała to wiele razy, ale zawsze cieniem na festiwalu życia i śmierci kładły się jej osobiste wspomnienia. Za mniej więcej pięć godzin z każdego zakątka degenerującego się placu wytryśnie maszke i pogrąży w chaosie chuci cały rocznik, a nauczycielka ponownie zanurzy się we wspomnieniach pewnego zapłodnienia w obliczu kosmosu. Bowiem w siódmym dniu gad obnaży nieomal przezroczysty brzuch i przez pulsujące powłoki ludzie ujrzą zewnętrzny świat. W chwili słabości żywiciel legnie na wznak, by po kilku godzinach odwrócić się na grzbiet i zagrzebać głęboko pod ziemię. Te kilka godzin, szczyt ekstazy i nieziemska rozkosz to całkowity sens istnienia. Nieprofesjonalne westchnienie, które wydarło się z klatki piersiowej Pani New’u, stłumiło dźwięki towarzyszące wchłanianiu się drzwi i ścian sali lekcyjnej.

– Czego pani ode mnie chce? – ponowił pytanie Ad-eim, odskakując na bezpieczną odległość od drzwi.

– Ad-eim! – zaczęła strofującym głosem, lecz po chwili znacznie zniżyła ton. – Chłopcze, za chwilę zrozumiesz, dlaczego tak ciężko jest mi z tobą rozmawiać. Pamiętasz lekcje o naszym żywicielu?

– Żywiciel zapewnia ludziom ochronę przed światem zewnętrznym. Dzięki niemu możemy istnieć. Zapewnia nam ciepło i nas żywi – chłopak wyrecytował szkolną formułkę.

– A teraz zachodzi pytanie, czym on sam się żywi?

Ad-eim patrzył nieprzeniknionym wzrokiem na nauczycielkę, a po chwili wraz z grymasem zrozumienia na jego twarzy odmalowało się przerażenie.

– Nie! – krzyknął.

– Teraz już wiesz, co miałam na myśli, mówiąc, że zostałeś wybrany. Nie wiem, dlaczego właśnie ty, ale jako jedyny ze swojej klasy będziesz dalej żyć. A teraz grzecznie pójdziesz świętować wraz ze wszystkimi i nie powiesz nikomu nic z tego, co tu usłyszałeś. Siódmego dnia ktoś z Rady powie ci, co masz dalej robić. I od razu uprzedzając twoje myśli, ostrzegam cię, że jeśli piśniesz komukolwiek choć słowo, to Rada dysponuje kandydaturą zastępczego wybrańca. Zresztą – Pani New’u wzruszyła ramionami – i tak nikt by ci nie uwierzył. Za parę godzin wszyscy zmienią się w bandę durniów. Dla ciebie natomiast lepiej by było, gdybyś nie korzystał z maszke.

Chłopak stał oszołomiony, niezdolny do wykonania najdrobniejszego ruchu.

– Możesz odejść – odprawiła go i ponownie odwróciła się w stronę otworu okiennego.

 

* * *

 

Ad-eim jak pijany krążył po topniejących korytarzach. Mijał gabloty z coraz mniej wyraźnymi plakatami. Jeden z nich krzyczał czerwonymi literami: Znajdź nasze stoisko podczas festiwalu. Atrakcyjne oferty pracy!. Inny głosił: Absolwencie! Nie składaj swojego losu w niepewne ręce! Dołącz do nas. Chłopak widywał je codziennie, ale dopiero teraz docierała do niego skala oszustwa. Przez chwilę pomyślał, że Pani New’u zwariowała, ale elementy układanki tak niepokojąco gładko wskoczyły na swoje miejsce, że aż się zdumiał, czemu nigdy nie zadał sobie pytania, skąd żywiciel czerpie pożywienie. Dlaczego właśnie on? Co wyróżniało go z tłumu nastolatków? Nauczycielka wspominała, że został wybrany jako jedyny z klasy, ale czy to oznacza, że z innych klas też ktoś otrzymał przepustkę do przyszłego życia? Ad-eim odwrócił się od kłamliwych ogłoszeń i pospiesznie ruszył w stronę wyjścia. Schody praktycznie przestały istnieć i trzeba było się nieźle nagimnastykować, by zeskoczyć na dziedziniec. Ku zaskoczeniu chłopaka podłoże było miękkie i elastyczne. Najwyraźniej transformacja dokonywała się także i tu. Dalej, w głębi placu kłębiły się grupki podekscytowanych absolwentów. Niektórzy głośnymi okrzykami zachwytu komentowali wypiętrzające się powoli gruczoły maszke, a inni krążyli pomiędzy stoiskami oferującymi maleńkie ciasteczka i chrupki produkowane z suszonej tkanki. Sprzedawcy zachwalali czapeczki i baloniki, a w głębi placu tłoczyły się stragany reklamowane w szkolnej gablocie. Ogromne napisy namawiały do skorzystania z usług pośrednictwa w znalezieniu satysfakcjonującej posady, zachwalały pracę w lecznictwie, edukacji, a jedno ze stoisk zachęcało do składania swoich ofert do Rady. Tam właśnie zmierzał Ad-eim, torując sobie drogę w gwarnym tłumie. Nieopodal stoiska z kolorowymi obrazkami wypatrzył Je-fira, pojawienie się tego półgłówka oznaczało, że Ka-han z pewnością kręci się gdzieś w pobliżu. I rzeczywiście, zaledwie kilkanaście metrów dalej osiłek nadskakiwał jakiejś samicy, która kompletnie go ignorowała. Ka-han, dla którego argument siły był jedyną pewną receptą na osiągnięcie celu, doskoczył do niej i brutalnie pociągnął za rękę.

Ad-eim wycofał się pospiesznie i omijając śmiertelnego wroga, próbował wtopić się w tłum. Dopiero gdy ominął strefę zagrożenia, przyjrzał się bacznie mijanym ludziom. Znakomitą część z nich znał ze szkoły, ale krążące grupkami samice widział z bliska po raz pierwszy w życiu. Zdziwiły go wyraźne różnice w budowie. Samice były drobniejsze, bardzo podobne do Pani New’u, ale w przeciwieństwie do niej nieosłonięte szatą z tkanki. Tego zaszczytu, zgodnie z wyniesioną z lekcji wiedzą, dostępowali wyłącznie członkowie Rady, których Ad-eim spotkał, poza Panią New u, raptem kilku, a wszyscy bez wyjątku byli nauczycielami. Dziewczęta miały wypukłe piersi i gładkie łona, których harmonii nie zakłócały żadne zewnętrzne organy. Ich głowy pokrywały dziwne, bardzo jasne zakończenia. Nie widziało się ani jednej z błyszczącą, gładką czaszką. I było w nich coś niepokojącego. Jakaś tajemniczość, której chłopak nie pojmował, a którą chętnie by odkrył. Niewiele miejsca w szkolnym materiale poświęcono samicom. Uczniowie musieli zadowolić się wiedzą, że nie wolno im się do nich zbliżać i że spotkają je podczas Święta Wiosny.

Ad-eim niechętnie oderwał oczy od stojącego nieopodal stadka dziewcząt i skupił się na dotarciu do stoiska Rady. Wierzył Pani New’u, ale młodzieńczy optymizm pozwolił mu także uwierzyć, że tych wszystkich roześmianych ludzi można jeszcze jakoś ocalić. Nie wiedział jak, tego właśnie chciał się dowiedzieć. I miał nadzieję, że zbliżenie się do Rady pozwoli znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Miał siedem dni.

 

* * *

 

Pani Safu otuliła się szczelnie szatą i zerknęła z westchnieniem na swoje wychowanki. Rozpierzchły się pomiędzy samcami, lecz nadal tworzyły kilkuosobowe grupki. Budynek szkoły właściwie przestał już istnieć i ze swojego miejsca na wzniesieniu tkanki nauczycielka obserwowała Panią New’u. Znała tę starszą o trzydzieści cykli koleżankę ze spotkań Rady, na których obydwie składały obszerne raporty o swoich wychowankach. Kobieta nie zrobiła na niej dobrego wrażenia. Pani Safu uważała, że nauczycielka samców jest zimną i wyrachowaną suką. Już sam fakt, że przeciwstawiła się swojej własnej płci i naucza w klasach męskich, Pani Safu uznawała za policzek, a wyniosłe zachowanie starszej samicy w stosunku do nauczycielek z klas żeńskich sprawiało, że w szkole dla dziewcząt nikt o Pani New’u nie powiedział nawet jednego ciepłego słowa.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania Emil Gieras - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Sieciowe życie po życiu
Bookiety nimfa bagienna - 25 kwietnia 2017

Bohaterka powieści, Leila, to klasyczny przykład odludka. Jej życie upływa po cichutku, przeciekając przez palce…

Urodziny Mileny Wójtowicz
Aktualności Fahrenheit Crew - 4 lipca 2018

Urodziny Mileny Wójtowicz.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!