Jagna Rolska „Na początku był Człowiek” (5)

Opowiadania Jagna Rolska - 23 sierpnia 2019

Dziewiętnastka sercem lgnęła ku Da-rikowi, ale spojrzała wyzywająco w oczy samcowi, który stał naprzeciwko niej. Najwyraźniej się wahał, ale po kilku sekundach maszke zaczęła przejmować nad nim władzę. Kompletnie nie zastanawiając się nad tym, co robi, przywarł do drobnych warg dziewczyny, rozsunął je językiem i wlał do jej ust sporą porcję maszke.

– Też zostałam wybrana – odparła pewnym głosem, gdy posłusznie przełknęła płyn. – Choć tak naprawdę nie wiem, do czego – dodała znacznie ciszej.

– Zostaw ją Ad-eim! – krzyknął Da-rik, zrywając się na równe nogi i podchodząc bliżej. – Zostaw! – powtórzył i zacisnął dłonie w pięści.Ad-eim odsunął się od dziewczyny i podszedł do kolegi.

– Powiedz mi, co tu się właściwie stało? – zapytał, kompletnie ignorując wściekłość rywala. – Co stało się Pani New’u?

Imię nauczycielki otrzeźwiło Da-rika. Wskazał ręką na miejsce, gdzie wcześniej stał parawan. Barczysty mężczyzna zabrał go i zniknął. Obaj chłopcy podeszli bliżej. Po Pani New’u nie został najmniejszy ślad. Da-rik opuścił głowę.

– To Ka-han – odezwał się po dłuższej chwili milczenia. – Atakował tę samicę, a Pani New’u stanęła w jej obronie, no i Ka-han rzucił się na nią jak zwierzę. Po chwili leżała już nieprzytomna na ziemi, a Ka-han uciekł jak ostatni tchórz! – Da-rik obrzucił Ad-eima zrozpaczonym spojrzeniem. – Znajdę go i zabiję!

– Widziałem go, jak uciekał, i wiem, gdzie się schował. Dorwiemy go razem – zadecydował Ad-eim, lecz po chwili jego myśli pomknęły w zupełnie innym kierunku.

Falami spłynęło na niego kompletnie nieznane uczucie. Odwrócił się od Da-rika i odszukał wzrokiem dziewczynę. Stała dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawił, i patrzyła na niego. Ad-eim jak zahipnotyzowany podszedł do niej i stanął naprzeciwko. Rodziło się w nim dziwne pragnienie, które w jakiś sposób było z nią związane. Jego trzewia zalał ogień, a on szukał sposobu, by go ugasić.

– Też to czujesz? – zapytała dziewczyna.

– Nie potrafię się powstrzymać, ale nie wiem, przed czym.

– Spójrz na nich – skinęła głową w stronę zbitych w tłum ludzi. – To chyba ma coś wspólnego z maszke.

Ad-eim zobaczył samców splecionych ciałami z samicami. Odległość nie pozwalała dostrzec detali, ale zachwyt na nieprzytomnych twarzach był wystarczającym dowodem, że dotyk sprawiał im ogromną przyjemność. Jak okiem sięgnąć, cały plac pokrywały fontanny maszke, do których co jakiś czas podbiegali ludzie, pili chciwie, by zaraz pospiesznie wrócić do tulenia kolejnego ciała. Było w tym coś fascynującego i chłopak przycisnął swoje ciało do ciepłej skóry samicy. Nie wiedział, czego szuka.

– Napijemy się jeszcze? – Dziewczyna miała nieznacznie przyspieszony oddech, a jej policzki wyraźnie się zaróżowiły.

Chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła w stronę tryskającego sokami szczęścia gruczołu. Ad-eim nachylił się i już miał zaczerpnąć płynu, gdy poczuł silne pchnięcie w ramię.

– Zostawcie to świństwo, bo zgłupiejecie tak jak oni! – krzyknął Da-rik. – Pamiętasz, Ad-eim? Mieliśmy chyba znaleźć Ka-hana!

– To może poczekać! – warknął w odpowiedzi podniecony chłopak.

– Nie może – uciął pupilek Pani New’u. – Ja idę. Nie chcesz iść ze mną, to mi pokaż, gdzie się schował ten frędzel zgniłej tkanki. Dopadnę go sam.

– Idziemy z tobą – zdecydowała samica.

Spożyta przez nią i Ad-eima ilość maszke najwyraźniej gwarantowała wyłącznie krótkotrwały efekt, ponieważ obydwojgu zaczęła już wracać jasność myślenia. Chłopaka nie opuściło to osobliwe uczucie, ale miał niejasne wrażenie, że przy tej dziewczynie nawet bez maszke będzie odczuwał pewien dyskomfort. Było w niej coś niepokojącego.

– Ad-eim? Idziesz?

– Idę – odburknął i zmusił się marszu. – Ka-han schował się pod ladą stoiska Rady, ale głupi nie jest. Widział pewnie, jak wszyscy tu pogłupieli, i pewnie już się wymknął. Musimy się pospieszyć.

Wymijanie parzących się bezrozumnie grup uczniów było dla całej trójki niezapomnianym wrażeniem. Krajobraz chuci obserwowany z boku zdumiewał.

– Jak masz na imię? – zapytał dziewczynę Da-rik, by odwrócić jej uwagę od zbiorowego szaleństwa.

– Nie mam imienia – odparła. – Imiona otrzymujemy po festiwalu wiosny, tak powiedziała nam Pani Safu.

– Pani Safu? To ta, która podbiegła do Pani New’u? Lubisz ją?

– To jak mam cię nazywać? – wciął się w rozmowę Ad-eim.

– Mamy numery. Mój to dziewiętnastka i tak możesz mnie nazywać – odpowiedziała i natychmiast zwróciła się w stronę Da-rika. – Tak, to Pani Safu chciała pomóc waszej nauczycielce. Uwielbiam ją od dziecka, odkąd ją pamiętam.

– A pamiętasz coś z habitatu? – Da-rik najwyraźniej świetnie potrafił się komunikować z samicami.

– Nie, nic kompletnie.

– A ja mam takie zamglone przebłyski, pamiętam ciepło i słodki smak, i jeszcze to, że wszędzie było bardzo miękko.

– Przestańcie gadać o głupotach i bądźcie cicho.

Ad-eim przykucnął za jedną z budek i w milczeniu obserwował stoisko Rady. Na ladzie spółkowała jakaś para. Wybraniec dałby wiele, by leżeć tam z Dziewiętnastką. Obserwując szaleństwo z bliska, zaczynał rozumieć, gdzie rodzi się ukojenie. Zerknął w dół swojego brzucha i poczuł wstyd. Manewrując tak, by żadne z towarzyszy nie zobaczyło jego kłopotliwego stanu, powoli skradał się w stronę wejścia za ladę. Dziewczyna i Da-rik umilkli i posłusznie szli za nim.

 

* * *

 

Dozorca Tuso patrolował ściany habitatu i z niepokojem wypatrywał śladów wiosennej modyfikacji tkanki. Jak dotąd nic się nie działo, więc w połowie zakrętu mężczyzna zawrócił i skierował kroki do gabinetu dyrektora placówki. Zapukał w drzwi wykonane ze zrogowaciałej tkanki.

– Proszę wejść – rozległ się stłumiony głos i dozorca Tuso wszedł do środka. Dyrektor wyglądał na zmęczonego.

Przez ostatnie trzynaście cykli był oddelegowany przez Radę do innych zadań, a teraz, zaledwie sześć dni przed przyjęciem samic, wrócił do czynnego zarządzania habitatem. Zdaniem Tuso mężczyzna bardzo się postarzał, ale dozorca miał zaufanie do przełożonego. Wspólnie wyhodują już trzecie pokolenie dzieci, więc nie wątpił w kompetencje dyrektora. Ten nie tracił zimnej krwi nawet w obliczu najbardziej nietypowych zdarzeń, jak choćby tego sprzed czternastu cykli.

Tuso do końca życia zapamięta wieczór, gdy wraz z młodą opiekunką, jedną z wybranych z ostatniego festiwalu, byl na popołudniowym obchodzie. W korytarzach panowała cisza. Dzieci wisiały w równych szeregach przyssane do gruczołów żywiciela. Miały już ponad cykl i było kwestią czasu, gdy zostaną oderwane od ścian i odprowadzone pod skrzydła szkolnych nauczycieli. Tuso wspominał szkolne lata z rozrzewnieniem i zazdrościł tym maluchom niewinności i nadchodzących lat szczęśliwego życia. Za zakrętem jego towarzyszka stanęła nagle i wydała z siebie krótki, rozpaczliwy krzyk. Potem dozorca był wściekły, że dał się ponieść wspomnieniom i stracił czujność, a młodą opiekunkę obdarzył głęboką antypatią za to, że pierwsza zauważyła niekontrolowaną absorpcję dzieci. Pół ściany zapadło się, a maluchy zostały zassane przez tkankę. Gdzieniegdzie ze ściany wystawały jeszcze maleńkie stopki. Opiekunka pobiegła z krzykiem do dyrektora, choć właściwie to Tuso powinien to uczynić, ale nie mógł. Stał przed ścianą w bezruchu i spazmatycznie łapał powietrze. Jak przez mgłę pamiętał, że do korytarza wpadł dyrektor w towarzystwie łkającej kobiety i kilkunastu osiłków.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Urodziny Mileny Wójtowicz
Aktualności Fahrenheit Crew - 4 lipca 2018

Urodziny Mileny Wójtowicz.

Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”
Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Niniejsze opowiadanie to świetna okazja do zaznajomienia się z głównym bohaterem cyklu…

Dariusz Domagalski „Hajmdal 3: Bunt”

Potężny drednot „Hajmdal” zostawia za sobą księżyce Monarchy i przemierza olbrzymie terytorium Cesarstwa…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!