Jagna Rolska „Na początku był Człowiek” (6)

Opowiadania Jagna Rolska - 23 sierpnia 2019

– Odrywajcie nieuszkodzone! – ryknął dyrektor i doskoczył do ściany.

Wspólnie uratowali wtedy większość dzieci, ale Tuso do dzisiejszego dnia nie mógł sobie wybaczyć tej spowolnionej reakcji. Nie mógł również zrozumieć, dlaczego żywiciel postanowił wówczas wchłonąć niedojrzałe organizmy.

Dyrektor siedział za biurkiem. Dozorca Tuso podszedł bliżej i zameldował gotowość habitatu na przyjęcie lokatorek.

– Dziękuję – odparł przełożony i zatopił wzrok w tajemniczych zwojach spoczywających przed nim na blacie.

Tuso wymamrotał niezrozumiale słowa pożegnania i ruszył do drzwi, ale zawahał się i odwrócił.

– Panie dyrektorze, przepraszam, że się ośmielam zapytać, ale nie daje mi spokoju ta sprawa z maluchami z poprzedniego Święta Wiosny – powiedział stanowczo. – Co się wtedy właściwie stało?

– Nie wiem dokładnie, ale to jeden z kolejnych znaków, że dzieje się coś nietypowego.

– Nietypowego?

– Według najstarszych członków Rady żywiciel wkracza w jakiś kolejny etap życia. Nie wiemy jaki, bo jak panu wiadomo, pamięć pokoleń nie sięga tak daleko, by wiedzieć coś więcej o etapach jego rozwoju.

– A co to może dla nas oznaczać? – ostrożnie zapytał dozorca.

– Nie wiem. – Dyrektor bezradnie rozłożył ręce. – Ale…

– Tak?

– Niech to zostanie między nami, dobrze?

– Oczywiście, panie dyrektorze.

– Mam wrażenie, że w każdą zmianę trzeba włożyć więcej wysiłku, a każdy wysiłek wymaga dodatkowej energii. Czerpanej z pożywienia oczywiście.

– I dlatego te dzieciaczki… Co to z nami będzie? – wyszeptał Pan Tuso.

Dyrektor tylko pokręcił głową i westchnął znużony.

 

* * *

 

Parka na ladzie kompletnie nie zwróciła uwagi na troje młodych ludzi przeciskających się do wnętrza stoiska. Zgodnie z podejrzeniami Ad-eima, Ka-han skorzystał z zamieszania i musiał się gdzieś wymknąć. W każdym razie pod kontuarem go nie było. Od gładkiej monotonii wnętrza odcinała się głęboka, biała szrama tkanki zarysowana dokładnie w tym miejscu, w którym sprzedawca zapadł się wcześniej pod ziemię. Ad-eim kucnął i delikatnie dotknął blizny. Zafalowała pod jego ręką niespokojnie.

– Widziałam już coś takiego – szepnęła Dziewiętnastka, kucając obok chłopaka. – Kiedyś podobna była u nas w dormitorium i w środku zniknęła dziewczynka. Nauczycielka mówiła, że to żywiciel, ale ja podsłuchiwałam pod gabinetem, bo miałam dyżur porządkowy na korytarzu, i usłyszałam, że żywiciel nie zostawia takich śladów, bo nie musi. Blizny są znakiem, że wyjątkowo potężni ludzie próbowali dokonać gwałtu na tkance, a ona z jakichś powodów im ustąpiła. Wtedy, u nas na korytarzu, jakiś niegodziwy człowiek porwał dziewczynkę i wciągnął pod spód. Nigdy jej nie odnaleziono. – Rozgorączkowana zacisnęła dłoń na ramieniu samca.

Ad-eim zadrżał, ale nie wycofał dłoni. Przez chwilę upajał się ciepłem falującej tkanki. Wrażenie potęgowała bliskość smukłego ciała Dziewiętnastki. Zakręciło mu się w głowie, ale niecierpliwe palce postanowiły zgłębić tajemnicę i po chwili wahania wczepiły paznokcie w szczelinę. Tkanka ustąpiła. Chłopak odskoczył i zasłaniając ciałem samicę i Da-rika, wpatrywał się w coraz szerszą rozpadlinę. Jego trzeźwy umysł atakowały piżmowe zapachy napływające od placu. Tkanka otwierała się przed nim ze złowieszczym jękiem doprowadzonej do ostateczności samicy, która garściami czerpała maszke.

– Widać wejście! – przerwała milczenie dziewczyna. – Chodźmy!

– Stój, idiotko! – wrzasnął Ad-eim. – Nie zapominaj, czym jest tkanka.

– Jak ty się do niej odzywasz? – włączył się w wymianę zdań Da-rik.

– Zamknij się! – warknął wybraniec.

Da-rik zagryzł wargi. Nie odpowiedział na zaczepkę. Odegra się później. Teraz obserwował, jak rywal nachyla się ostrożnie nad szczeliną i bacznie obserwuje jej wnętrze.

– Coś tam jest? – zapytała niecierpliwie samica.

– A żebyś wiedziała! Znalazła się nasza zguba – odparł Ad-eim.

Ka-han siedział nieruchomo na dnie szczeliny. Miał zakneblowane usta i związane ręce.

– No proszę! – gwizdnął przeciągle Da-rik, wyłaniając się zza pleców Ad-eima. – Ktoś był szybszy od nas. Ale to nie zmienia faktu, że ubiję frędzla własnoręcznie! – wrzasnął i wskoczył do środka.

– Da-rik! – krzyknęła Dziewiętnastka i podbiegła do krawędzi.

– Stój!

Ad-eim chwycił ją w pasie i przytrzymał. Przez jego ciało przebiegł dziwny dreszcz, więc natychmiast ją od siebie odepchnął i kucnął nad dołem.

– Da-rik! – wrzasnął, widząc, jak ten kopie bezbronnego Ka-hana. – Opanuj się, do cholery! Zatłuczesz go, a warto by się dowiedzieć, kto go tak urządził.

Chłopak znieruchomiał posłusznie, głośno dysząc z wysiłku, i opuścił zaciśnięte pięści. W tej samej chwili jakieś dłonie pociągnęły go do tyłu i zniknął z pola widzenia. W ciszy i bez zbędnej szamotaniny.

– Szlag! Nie ruszaj się stąd – nakazał dziewczynie Ad-eim i wskoczył za Da-rikiem.

Wylądował łagodnie. Tkanka była wyjątkowo sprężysta i przyjmowała ciężar, by natychmiast powrócić do pierwotnej postaci. Przez chwilę oswajał wzrok z panującym wewnątrz mrokiem, by w końcu ujrzeć Da-rika zwisającego bezwładnie w ramionach tego samego starca, który pilnował wcześniej stoiska Rady. Zza pleców dobiegały Ad-eima stłumione dźwięki wydawane przez zakneblowanego Ka-hana. Nie odwrócił się. Wolał nie spuszczać starego z oczu.

– Puść go! – zażądał.

Stary kompletnie zignorował chłopaka, delikatnie dotknął tkanki, a ta usłużnie oddarła pas stosownej długości, by skrępować nową ofiarę.

– Umiesz kierować tkanką? – Ad-eim z niedowierzaniem kręcił głową. – Przecież to niemożliwe!

Sprzedawca sprawnie skrępował i zakneblował Da-rika, po czym położył go delikatnie na podłożu.

– Wróciłeś jednak.

Obrzucił chłopaka badawczym spojrzeniem i zmusił tkankę do wygenerowania dwóch stołków. Gestem zaprosił Ad-eima i usiadł, stękając.

– Starość mnie dopadła i kości trzeszczą – pożalił się. – No ale powiedz lepiej, co cię, chłopcze, sprowadza?

– Szukałem Ka-hana. Oddaj mi go! – Wybrany nie skorzystał z zaproszenia; przyczaił się do skoku.

– A, ten mały tam? – machnął lekceważąco stary. – Niestety nie mogę go oddać, zaplanowałem go jako przekąskę dla siebie i żywiciela. Musisz zrozumieć, że za wolę współpracy muszę się tkance jakoś odwdzięczyć, a i sam gustuję w stałych, świeżych pokarmach. Kompletnie nie pojmuję tej ludzkiej namiętności do hormonów i preparowanej tkanki.

– To ty ukradłeś dziewczynkę z dormitorium? – Ad-eim usłyszał za plecami oskarżycielskie pytanie Dziewiętnastki.

– Do cholery, miałaś nie ruszać się z miejsca!

– O! Witam wybraną panienkę. – Stary pochylił głowę w parodii ukłonu. – Kolega panienki ma rację. Powinnaś zostać na górze, chociaż w sumie nie ma to w tej chwili właściwie żadnego znaczenia.

– Skąd wiesz, że jestem wybraną? – zapytała dziewczyna.

– Wiem o wszystkim, co się tutaj dzieje. Opowiada mi tkanka. Wystarczy tylko słuchać – stary wyszczerzył zęby w uśmiechu. – I przy okazji – zwrócił się do Ad-eima – kondolencje z okazji śmierci Pani New’u. Dla ciebie i tego biednego Da-rika. A swoją drogą, wiecie, że Pani New u przez jakiś czas myślała o tym, by powiedzieć mu, że jest wybrańcem? Stwierdziła, że wynagrodzi mu wszystkie lata, a w ostatecznym rozrachunku i tak niczego to nie zmieni, prawda? W końcu wszyscy ci głupcy z placu zostaną pożarci przez żywiciela. Białko lubi białko.

– Kłamiesz! – wrzasnęła Dziewiętnastka.

– Oj! Kochany Ad-eim zapomniał wspomnieć o małym sekreciku? Panienka nie wie, że tylko on i dziewięciu innych przeżyje, a wszystkie koleżanki panienki zostały przeznaczone do rozrodu? Och, a Pani Safu nie wspomniała pewnie, że po urodzeniu dzieci wszystkie koleżanki zostaną wygnane z habitatu, dzieci przyklei się do gruczołów żywiciela, a młode matki popędzi się w dół jelit do struktur trawiennych? Panienka oczywiście po urodzeniu dziecka tego tu wybrańca zostanie oddelegowana do pracy na rzecz Rady. Taki los wybranej.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Jagna Rolska i Anna Szumacher na WTK 2019
Aktualności A.Mason - 22 maja 2019

W sobotę, 25 maja o godzinie 13.00 w trakcie Warszawskich Targów Książki na stoisku…

O poszukiwaniu nowego domu
Recenzje fantastyczne Jacek Falejczyk - 3 sierpnia 2018

Recenzja książki „Hajmdal. Początek podróży” Dariusza Domagalskiego. Klasyczne space opery rządzą się…

Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania”

Tego ranka Chłopiec umierał w wyjątkowo parszywym nastroju. Klient był niezdarny, na…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!