Jakub Bogucki „Żeglarz” (4)

Opowiadania Jakub Bogucki - 1 października 2018

Vercelli się nawrócił i zdecydował porzucić prace, jako sprzeczne z etyką. Wyspowiadał się i unicestwił większość swoich dokonań i notatek. Podobno zagrzebał się w jakimś alpejskim klasztorze u kamedułów czy trapistów, gdzie ślad po nim zaginął. Czuł instynktownie, że rejs (którego ostateczny kształt był już tuż tuż) może być diabolicznym niebezpieczeństwem dla całej ludzkości – jednak, na szczęście dla mecenasów badań (i niego samego), asystenci Vercellego uratowali przynajmniej część dokonań nawróconego mentora.

Posmak anyżu, który Ber czuł, był jak przerwanie snu, a właściwie wyciągnięcie z fałszywego świata, w którym jesteś Żeglarzem. W którym nic nie możesz zrobić rękoma, ale wszystkim możesz kierować – wolą, zamiarem, nadzieją czy surowym osądem. Rejs to proces rządzenia myślą. Niewykrywalny i nieodczuwalny dla sterowanych, którzy przez chwilę byli mankurtami, niewolnikami własnych, a właściwie cudzych myśli, które brali za własne. Chwila wystarczyła, aby zmienić ich plany, oczekiwania i poglądy. Oczywiście, chwila poprzedzona ciężką pracą nad poznaniem obiektu, który ma zostać poddany „przesterowaniu”. Ber też zapoznał się z potężnym dossier pułkownika Tressa i wiedział, co robić, żeby proste operacje mózgu oficera wykazywały się minimalnym błędem, który przekierowywał jego zamiary tam, gdzie nigdy by się normalnie nie znalazły.

MediaMay był koncernem, który miał gębę pełną frazesów o równości, dawaniu siebie innym i budowie ujęć artezyjskich na pustyniach Czadu – toteż nikt z zewnątrz nie miał prawa podejrzewać, że może on dysponować specjalnym funduszem na kontynuowanie prac Vercellego, o których raportowano jedynie samej radzie nadzorczej, a poza firmą nie wiedział o nich niemal nikt. Firmie potrzeba było tylko dobrej okazji, aby wykorzystać rejs po raz pierwszy w praktyce…

Jedno, co w całej tej historii gryzło Bera Amiszti, to pytanie: jaki interes w zniszczeniu Red Frontu będzie mieć MediaMay? Tu argumenty Eydenkrona były zupełnie proste. Chcemy zniszczyć lewackich terrorystów, którzy zagrażają dobrodziejstwom kapitalizmu, naturalnie z korzyścią dla całej ludzkości. Ot i wszystko. Wrony nie były tak ostro lewicowe, miały raczej elementy ekologiczne i wolnościowe w swoim programie, skupiały wszystko, co sprzeciwiało się militarnej hegemonii i surowemu obliczu prezydenta. Zresztą nieistotne, chcieli dać mu pieniądze i pomóc w czymś ważnym, a on miał z racji szczególnych predyspozycji stać się na jakiś czas Żeglarzem, czyli w praktyce – cieleśnie poleżeć naćpany pod kroplówkami w laboratorium, a duchowo – skoncentrować się na realizacji planów przez pewnego oficera…

– Żyjesz, Ber? – zapytał nieśmiało Eydenkron. Gdy zobaczył jego przytomną twarz, przemówił do niego głosem pełnym entuzjazmu. – Spisałeś się, Ber. Poszło lepiej, niż myślałem!

– Przecież… uderzenie się nie powiodło? – Ber był zaskoczony słowami, które usłyszał.

– Cóż… nie wszystko wychodzi – ale generalnie jest to ruch w pożądanym przez nas kierunku.

– Jak to…?

– Nieistotne. Czy pomogłoby , gdybym ci powiedział, że pewne sprawy mogą zaistnieć dopiero później? Nieważne, co pomyślisz, pomogłeś i to wystarczy.

– Prze…cież… uchodźcy… to-o-o nie był… Red Front! Zgi…nął… Marsey! O czym ty mówisz?! – wystękiwał z trudem Ber.

– Odpoczywaj, leż spokojnie. Za chwilę trochę się zregenerujesz, a ja mogę ci tylko powiedzieć, że pewnych rzeczy nie wiedziałeś, mój Żeglarzu. Wykonałeś wielką robotę, ale nie we wszystkim byłeś jej świadomy.

– Hhę…? – w jęku dało się słyszeć pytanie, a w oczach leżącego pojawiło się zdumienie.

– A tak, mój drogi. To nie był Red Front… Tak to zaplanowaliśmy. To byli uchodźcy, wyłącznie uchodźcy z Południa – łysa głowa uśmiechała się. – Dobrze o tym wiedzieliśmy, a dane zwiadu nieprzypadkowo wyglądały błędnie…

Po chwili Eydenkron podniósł z pulpitu strzykawkę, wypuścił odrobinę cieczy, a następnie podszedł do leżącego bezwładnie Bera i wtłoczył mu jej zawartość w przedramię. Pacjent rozluźnił się, z piersi wydobywało się ciche rzężenie.

– Masz jakieś 10 minut – niestety, musiałem ci to dać w momencie, kiedy na pewno wrócisz do swojej głowy, duszy, czy jak to zechcesz nazwać… Ale przez tę chwilę mogę ci dać szczerość, na którą zasłużyłeś. Teraprosalicyna nie zamuli ci świadomości. Ech, niech będzie, że to jest mój własny anyżowy cukierek dla ciebie, Żeglarzu, po którym obudzisz się w lepszym świecie.

Ber był wyraźnie bledszy. Trująca substancja rozpoczynała krążenie w jego organizmie.

– Wasz atak był pozorem – ciągnął dalej Eydenkron. – Najważniejsza była śmierć Marseya. Wielka Veronica podołała zadaniu podrzucenia mu kompromitujących dokumentów, dowodzących nielegalnej współpracy z rebeliantami, którzy tylko marzą o destabilizacji sytuacji. Do tego dodać trzeba poważne oskarżenia względem generała Grotsky’ego, który na swoim folwarku Szefostwa Operacji Specjalnych gościł chętnie doradców i płatników z Lande i Basquatech.

– Yyhym! – Ber wiedział, że kona, ale jego mięśnie były na tyle zwiotczałe, że nie mógł nawet się poruszyć. Jedynie świadomość trwała przy nim wiernie, jak pokusa przy grzeszniku.

– Teraz, kiedy rzecz się wyda – a już Veroniki w tym głowa, by się wydała – media rzucą się na szefostwo i doprowadzą do głębokiej kontroli korumpujących wojsko konsorcjów. Tak, tak, mój mały, to było łatwe… W zabawie dodaliśmy jeszcze element uderzenia na obozowisko uchodźców spod władzy sąsiedniego reżimu. To nie był Red Front, a nasi poczciwi biedaczkowie zza południowego kordonu, z buńczucznymi twarzami, ale niemal kompletnie bez broni… Marsey swą śmiercią mógł jeszcze zrobić nam inną przysługę i zasugerował, że kryzys migracyjny był wykorzystany przez grupę ludzi w armii do kontaktu z reżimem z południa – dla kontrabandy broni i prochów… Dobre! Co? – Eydenkron dopiero teraz spojrzał w dogorywające oczy Bera. – Tego byłoby dla ciebie za dużo… Nie zrozumiałbyś, a gdy coś wyszłoby na jaw, byłoby to dla ciebie zagrożenie – dlatego musisz zniknąć.

– Eeehee… – rzężenie słabło.

– Najlepsze jest to, Żeglarzu, że twoje Wrony nadal będą przekonane, że działałeś w dobrej sprawie. Eksperyment z rejsem mógł się nie udać. Byłeś w końcu pierwszy. Twoje chłopaki z Wron, jak wszyscy terroryści, są naiwne i łatwe do sterowania, nawet bez całego tego kosztownego rejsu, a nasze interesy tymczasem będą mieć się coraz lepiej. Każde naruszenie pozycji Lande albo Basquatech to naturalne pole dla naszego „terrorystycznego lobbingu”. Dodatkowo społeczeństwo, oburzone bezczelnością korporacji infiltrujących armię, wpuści ochoczo kogoś spoza ich grona na swój rynek… Bojkot konsumencki i patrzenie na ręce starych graczy zrobią swoje! Błogosławiona robota dziennikarzy, sam już paru napuściłem, żeby dowiedzieli się o dokumentach podrzuconych przez major Ritz. O, właśnie, byłbym zapomniał – Veronica! Nawet nie wiedziałeś, Żeglarzu, że była twoim Nawigatorem. Bez niej cały plan byłby niemożliwy do przeprowadzenia…W rejsie nawigator jest niezbędny, to stwierdziliśmy z całą pewnością. Ale nie martw się, to ty byłeś pierwszym Żeglarzem w historii. Bez ciebie to by się nie udało!

Po takim filmowym monologu ostatnie tchnienie Bera było banalnym, oczywistym zakończeniem całej historii. W tej chwili rdzeń kręgowy Żeglarza był bezużyteczny niczym parasol w środku lata. Teraprosalicyna zrobiła swoje. Amiszti musiał się obudzić, aby zerwać wszelką możliwą łączność z Tressem. Wtedy można go było spokojnie wyprawić do Hadesu, czy dokąd tam chciałby pójść.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Hanna Karwowska „Chłopiec z XXI wieku”
Opowiadania Hanna Karwowska - 1 czerwca 2014

– A radio macie? – No, jakże. Przecie, ze mom. I telewizor… W niedziele to sie słucha…

Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania”

Tego ranka Chłopiec umierał w wyjątkowo parszywym nastroju. Klient był niezdarny, na…

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania Emil Gieras - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!