Jakub Duszak „Obietnica” (7)

Opowiadania Jakub Duszak - 7 września 2015

Zatrzymał go namiastką gestu.

– Nikt nie może… musisz…

– Spokojnie, generale, można mi zaufać.

13.

Najwyższy budynek w Nowym Amsterdamie nie był zbyt wysoki, jeśli przyłożyć doń miarę nawet nie tyle drapaczy chmur, co chociażby typowego dla Pierwszej Ziemi osiedla mieszkalnego. Mimo to generał Drayfuss zwykł przystawać przed szerokim ekranem okna. Rozmyślając, przyglądał się wtedy swojemu niskiemu, rozłożonemu jak zastawa stołowa miastu. Generał Sebo Smart zupełnie bezwiednie imitował codzienne poczynania swojego poprzednika.

Drayfuss był zaskoczony. Zszokowany rozmiarem buntu. Smart wiedział, że bardziej chodziło tu o sławę i glorię, jakie go otaczały, niż o faktyczną niechęć do Drayfussa. Były generał z rodziną i najwierniejszymi współpracownikami zostali zamknięci w odosobnieniu. O tym, co z nimi zrobić, pomyśli później, chociaż błysk w oku porucznika świadczył, że tamten chciałby mu pomóc w podjęciu stosownej decyzji.

Nie polała się nawet najmniejsza kropla krwi. Nikt nie chciał zabijać, szczególnie po ostatnich wydarzeniach.

Pod oknem żołnierze i porwani falą wydarzeń zwykli ludzie skandowali jego imię. Za plecami ciszę gabinetu zmącił syk rozsuwających się drzwi.

– Udało się! – radośnie zakomunikował Laundi. – A jak pan się czuje? Może mały odpoczynek?

Smart go zignorował.

– No dobra – podjął po krótkiej chwili porucznik – dziś w nocy moi ludzie zajmą się transportem Obcego do obozu. To będzie prawdziwie święty dzień – dodał rozmarzony.

– Jutro.

– Słucham? – Stanowczy ton Smarta zbił porucznika z tropu.

– Zabierzecie go jutro – doprecyzował Smart. – Odmaszerować!

Laundi wykonał rozkaz niemal machinalnie, choć minę miał zdziwioną.

14.

– Panie – wyszeptał ten pokurczony pomiot, który od jakiegoś czasu zajmował się wszystkim wokół jego osoby – ekspedycja numer siedem właśnie powróciła do miasta.

Odburknął tylko, co musiało służącemu w zupełności wystarczyć. Wszyscy wiedzieli, czego ich pan oczekuje, gdyż pan nie miał zamiaru tłumaczyć się pomiotowi. Niektórych zdążył już tego nauczyć… metodą prób i błędów.

Stanęli przed nim zdjęci strachem. Śmierdziało nim od nich na odległość. Podobnie do małych szczeniaków, czekających w nadziei, że ominie ich nieuzasadnione lanie, wlepiali w niego swoje ludzkie, kolorowe ślepia.

– Panie – głos tego stojącego w środku drżał – wróciliśmy z północnych lądów. Nie znaleźliśmy niczego interesującego – urwał, gdy trupioblada twarz zbliżyła na odległość oddechu. Cała czwórka niemal równocześnie przełknęła ślinę, co poniosło się echem po pokoju.

– Wnioski – zażądał piskliwie, odwróciwszy się plecami.

Ten w środku zaczął się jąkać i pocić.

– Ta planeta nie skrywa żadnych tajemnic. Jesteśmy kolejną ekspedycją, która nie znalazła absolutnie niczego. Nic tu się przed nami nie działo. Trzeba się z tym pogodzić.

Wezbrała w nim złość. Opuścił głowę. Służący wyprowadził poszukiwaczy.

Jutro urządzi przedstawienie dla całego miasta z ich udziałem w roli głównej, aby wszyscy wiedzieli, że nie wolno sprawiać zawodu swojemu panu.

15.

Chyba zdechł, pomyślał Smart, stojąc naprzeciwko Obcego, który wpatrywał się przed siebie czarnymi oczami bez powiek; jego głowa była unieruchomiona, podobnie jak reszta ciała, ukrzyżowanego na metalowej ramie.

– Jesteś – dziecięcy falset Obcego przerwał długą ciszę. – Wzywałem cię. Mówiłem, że chce cię widzieć.

– Nic mi o tym nie wiadomo.

Znowu cisza.

– Dowiedziałem się, że żyjesz, więc przyszedłem zobaczyć cię przed egzekucją – skłamał Smart.

Oblicze przybysza nie potrafiło wyrażać emocji, lecz dało się wyczuć zmianę nastroju. W powietrzu zawisł niepokój.

– Nie możecie. Robaki. Nie możecie przerwać doskonałości.

– Doskonałości – powtórzył głucho nowo upieczony generał. Przyłożył Obcemu pistolet do głowy. – I co ty na to? – Palec drgnął na spuście.

– Dlaczego zabiłeś swoich? – Oczy Obcego poruszyły się, wskazując w stronę otwartych drzwi, za którymi leżało bezwładne ciało, a głębiej w korytarzu jeszcze trzy. – To ty strzelałeś.

Smart zabrał broń. Obrócił się, wyglądając teraz przez szybę na pracownię, z której naukowcy zwykli obserwować swoje eksponaty.

– Życie się trochę pokomplikowało od waszego przybycia – odpowiedział. – Nęka mnie kilka pytań, więc przyszedłem cię zabić, z nadzieją, że oczyści to trochę mój umysł – skłamał ponownie.

– Już ci mówiłem, że nie możesz. Jesteś niedoskonały. To dyshonor.

– Co ty pieprzysz? Rozwalę ci łeb, bo nie mam wyboru! Nie będzie ci potem potrzebny żaden honor!

– Nie masz wyboru – powtórzył Obcy – jest nas dwóch.

Smart zamarł. To była prawda. Bolesny paradoks.

– I zdaje się, że we dwóch umrzemy – odpowiedział powoli. – Ty musisz zginąć, z mojej ręki, teraz. Ja mogę po tobie również długo nie pożyć.

– Co chcą zrobić ci, którym chcesz mnie odebrać?

– Chcą sami się zniszczyć, po drodze niszcząc całą resztę. Z tej sytuacji nie ma racjonalnego wyjścia. Każde rozwiązanie kryje za plecami śmierć.

– Najgorsza śmierć to twoja własna. Wybierz rozwiązanie, w którym jej nie ma. Uwolnij mnie, a pomogę ci zabić twoich wrogów.

Smart parsknął śmiechem.

– I co potem? Sprowadzisz tu resztę swoich kosmicznych znajomych. Wybijecie do nogi wszystko, co tylko da się wybić?

– Nie potrafię otworzyć stąd bramy. Nie chcę się zakończyć. Uwolnij mnie. Otrzymasz moją wdzięczność – odpowiedział Obcy i po krótkiej chwili dodał – …bracie.

– Co? – oburzył się Smart – jaki znowu bracie? Ty pokrako!

– Jestem wieczny. Doskonały. Moje komórki odradzają się bez przerwy. Tak jak powinno być. Nie tak, jak jest u ciebie. Słuchaj. Opowiem o Ziemi.

Smart chciał mu przerwać, ale nie mógł wydobyć z siebie słowa. Skapitulował przed ciekawością.

– Ludzie żyli na Ziemi przez miliony lat – zaczął Obcy. – Rodzili się. Umierali. Rodzili się. Umierali. Wyobrażali sobie bogów. Nieśmiertelnych. Bogowie obiecywali nieśmiertelność ludziom. Człowiek pragnął tego od zarania. Bał się przemijania. Bał się końca. Żałosne. Niedoskonałe myśli niedoskonałych miernot.

– I wyrżnęliście ich tam z tego właśnie powodu! – rzucił oskarżenie Smart.

Obcy milczał, lecz generał miał wrażenie, że się z niego naśmiewa.

– Doskonałość zasiana jest w środku – odpowiedział wreszcie. – Ci, którzy się nie zdecydowali, musieli służyć. Lub umrzeć.

– Zdecydować? – Smart nie rozumiał.

– Na przyjęcie doskonałości. Największej żądzy. Największego wynalazku ludzkości.

Kiedyś zastanawiał się nad tym, co musi się wydarzyć w życiu człowieka, aby ten postradał rozum. To z pewnością była jedna z takich chwil.

– Chcesz mi powiedzieć, że jesteś…

16.

Wbite na drewniane pale głowy obserwowały wystraszonych i zrezygnowanych ludzi, ostrzegając przed pokusami własnej woli. Spoglądał na nie ze swojego okna z poczuciem czegoś, co przywykł nazywać dumą. W swojej „królewskiej komnacie”, otoczony monitorami, napawał się obrazami podglądanych mieszkańców, niedoskonałego nawozu, który również traktował jak swoją zdobycz. Wyżej, ponad monitorami, na stalowej półce kurzyły się te najważniejsze trofea: rdzewiejący hełm krakena, a obok, w dużym, przezroczystym słoju z formaliną, trupioblada głowa, ozdobiona ukośną szramą, ciągnącą się od oczodołu aż po miejsce, gdzie powinien być nos.

17.

– Uwolnij mnie. Bracie. Obiecuję ci życie wieczne.

 

 

Ściągnij tekst:
Strony: 1234567

Mogą Cię zainteresować

Nie znaleźliśmy żadnych powiązań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!