Jarosław Misiak „Wzgórze H 224” (5)

Opowiadania Jarosław Misiak - 11 grudnia 2015

– Co ci jest, człowieku? – Ktoś dotknął ostrożnie jego ramienia. – Może potrzebujesz pomocy lekarza?

– Najlepiej psychiatry – wtrącił się drugi głos. – To czubek, zobaczcie, jak wygląda.

– Chyba jest naćpany – dodała jakaś kobieta.

– Tak, to na pewno pieprzony, naćpany czubek – odezwał się znów ten drugi.

Chłopak powoli odzyskiwał wzrok. Przed oczami wirowały mu wprawdzie ciemne plamy, ale potrafił już kojarzyć głosy ze stojącymi wokół niego osobami. Wszystko wskazywało, że dla grupki gapiów stanowił przedmiot zainteresowania.

– Co w tym mieście robi policja? – dopytywał się drugi głos, który należał do tęgiego mężczyzny w drucianych okularach. – Nigdy ich nie ma tam, gdzie jest coś do zrobienia.

Chłopak chciał odejść, lecz mężczyzna zastąpił mu drogę, musiał go więc odepchnąć, aby wyrwać się z coraz bardziej agresywnej grupy.

– No i gdzie jest policja?! – ryczał okularnik. – Taki śmieć może napadać człowieka w biały dzień, a policja nawet nie kiwnie palcem.

Szeregowiec oddalał się od zbiegowiska ścigany nienawistnym pomrukiem, któremu ton nadawał okularnik.

– Płacę grube pieniądze, żeby czuć się bezpiecznie na ulicy!

Żołnierz słyszał obelgi, jednak na szczęście nikt nie rzucił się za nim w pogoń. Ci, którzy krzyczeli najgłośniej, woleli ukryć twarze pod bezosobową maską gromady.

– Powinno się postępować z nimi jak z wściekłymi psami! – Wiatr przyniósł histeryczną skargę matki czworga dzieci.

Być może jej najstarszy syn zdążył już popełnić samobójstwo, a nieletnia córka przed paroma dniami wybrała trudną wolność na łasce ulicy. Szeregowiec uciekł wreszcie przed zanikającymi odgłosami ludzkiej wściekłości. Wrzawa ucichła albo dobił ją wiatr, wielkodusznie zmieniając kierunek.

Wejście do wymarzonego świata pięknych kobiet, krajobrazów i spokojnych, bajecznych snów okazało się fatalne. Coś było tutaj nie w porządku. Chłopak nie miał pojęcia, co mogło wywołać taką wrogość ludzi, którzy mówili tym samym co on językiem. Jego mundur? Może przegrali wojnę i mundur przypomina im o doznanym upokorzeniu? To było zupełnie niedorzeczne.

Szedł nadal szeroką aleją, przy której stały brzydkie domy różniące się od siebie jedynie numerami na ogrodzeniach. Skręcił w boczną uliczkę, chcąc trzymać się z daleka od większych skupisk ludzi. To paradoksalne, ale dopiero teraz poczuł się prawdziwym żołnierzem. Kluczył, schodził z drogi, widział czającego się wokół przeciwnika. Nie miał dotąd czasu na zastanowienie się nad swoją nową sytuacją. Nic nie dawało się logicznie wytłumaczyć. Odetchnął z ulgą, dochodząc do sporego skweru ocienionego kępami krzewów i pojedynczymi, wysokimi drzewami. Miał nadzieję, że tutaj znajdzie odrobinę spokoju. Zanim zdołał rozsiąść się porządnie na trawie, dopadł go czyjś ironiczny śmiech. Natychmiast poderwał się z miejsca.

– Hej, żołnierzu, nie zrobię ci krzywdy. – Dziewczyna siedziała kilka metrów od niego, ale splątane gałęzie zapewniały jej dobrą osłonę przed ciekawskim wzrokiem. – Fajne wdzianko – powiedziała. – Może jesteś pacyfistą?

Chłopak milczał. Zaskoczyło go nagłe pojawienie się dziewczyny i jej bezsensowne pytanie. Wyczuł ironię, lecz było to stanowczo zbyt mało, aby uznać kogoś za wroga bądź przyjaciela.

– No i co, jesteś pacyfistą? – Dziewczyna wyszła z ukrycia.

– Wróciłem z wojny – wyjąkał.

– Ach tak! – udawała zachwyt. – Tak myślałam. Od razu widać, że jesteś dzielnym wojakiem. A gdzie walczyłeś? – zapytała z zaciekawieniem.

– Tutaj – odparł.

– Z kim? – Była nieustępliwa.

– Zzz… – zawahał się – … z wrogiem.

– To się czasem zdarza. – Pokiwała poważnie głową. – Może przynajmniej powiesz, jak ci na imię?

– Szeregowiec – odpowiedział po dłuższym namyśle.

Dziewczyna zaczęła się śmiać. Tym razem jej śmiech był bardziej przyjazny, szczery, niemal serdeczny.

– Rozumiem, rozumiem – powtarzała. – Jesteś niezły wariat. Kompletnie zakręcony gość – zakończyła z uznaniem.

– A ty jak masz na imię? – zapytał niepewnie.

– Ja? – zdziwiła się. – Poczekaj sekundę…

Dziewczyna zastanawiała się nad czymś. Na jej ładnej twarzy pojawił się figlarny grymas, wreszcie oznajmiła z tryumfem:

– Dziewczynka z Zapałem. Prawda, że ładnie?

– Chyba tak. – Szeregowiec odniósł wrażenie, że skłamała.

Nie pamiętał, czy przed wojną nosił jakieś imię. Możliwe, że urodził się jako Szeregowiec, a ona była rzeczywiście Dziewczynką z Zapałem. Możliwe też, że było zupełnie inaczej.

– Masz pieniądze? – Dziewczyna przysunęła się bliżej niego.

– Nie mam nic. Dzisiaj wróciłem z wojny – tłumaczył się.

– A ty ciągle z tą wojną! – Dziewczynka z Zapałem wyglądała na zniecierpliwioną. – Rób co chcesz, żołnierzu, ale myślę, że moglibyśmy się dogadać. Wiem, na co masz ochotę i mogłabym ci pomóc. Coś za coś. – Mrugnęła porozumiewawczo. – Do diabła z wojną, na dzisiaj zawieramy rozejm, zawieszamy działania militarne i przechodzimy do namiętnych negocjacji. Zresztą prawdziwa wojna tutaj już dawno się skończyła.

– Jak dawno? – podchwycił temat.

– Noo… jakieś kilkadziesiąt lat temu, kto by tam pamiętał dokładnie. Na świecie jest codziennie mnóstwo wojen, ale nasz skwerek na razie to omija.

Dziewczynka z Zapałem przerwała raptownie swój wykład z historii. Dała się złapać na haczyk i omal nie zaczęła robić z siebie idiotki.

– Dobra, mam dla ciebie propozycję – podjęła poprzedni wątek. – Jeżeli jesteś bez grosza, możemy załatwić sprawę w inny sposób. Skombinuj mi działkę, na pewno masz w okolicy kumpli, którzy są ci coś winni. Załatwisz sprawę, odpalisz mi działkę, a potem zrobisz ze mną, co zechcesz. Tylko dwa warunki: będziesz sam i towar dostanę do ręki. W porządku?

– Nie wiem, o czym mówisz – przyznał się.

– No, że najpierw zapłata, a później przyjemność – wyjaśniła Dziewczynka z Zapałem.

– Nic z tego nie rozumiem. – Rozłożył bezradnie ręce.

Pragnął powiedzieć jej, że naprawdę wrócił z wojny i chce jedynie, żeby wytłumaczyła mu, o co w tym wszystkim chodzi. Nie zdążył powiedzieć słowa.

– Jesteś prawdziwym pierdolcem i nie wiesz, co tracisz – rzuciła mu na pożegnanie i szybko odeszła.

Został sam na sam z głodem, zmęczeniem oraz setką pytań, na które odpowiedzi przepadły wraz z jego przeszłością. Na dodatek teraźniejszość chwiała się w posadach, a przyszłość nie obiecywała żadnych rozwiązań. Cała ta namiastka człowieka, za którą się uważał, nadawała się wyłącznie do rozbiórki. Szeregowiec był znużony i zniechęcony, w tej chwili potrzebował przede wszystkim odpoczynku. Uznał, że kryjówka dziewczyny zapewni mu dostateczne odosobnienie. Przecisnął się pod gałęziami i znalazł się w świetnie zamaskowanym, całkiem wygodnym naturalnym schronie. Ze wszystkich stron otaczała go zwarta ściana krzewów, jedyne przejście stanowiła niewidoczna z zewnątrz luka pod splątanymi gałęziami. W środku panował zaduch – smród ludzkich ekskrementów przemieszał się z wonią gnijących liści. Pod nogami plątały się puste butelki, foliowe opakowania, puszki i kilka strzykawek jednorazowego użytku. Jedna z nich pokryta była grubą warstwą żółtego nalotu, który po bliższych oględzinach okazał się zaschniętymi wymiocinami. Chłopak lustrował uważnie każdy metr terenu, w końcu miał tutaj spędzić swoją pierwszą noc w „cywilu”.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Jarosław Misiak „Trup albo koszmarny ciężar śmierci”
Opowiadania Jarosław Misiak - 7 sierpnia 2014

– Ewa przygotowała małą niespodziankę – przemówiła uroczyście kobieta. – Pyszniutki deserek.…

Jarosław Misiak „Dolina Sępów”
Opowiadania Jarosław Misiak - 8 października 2014

Niepostrzeżenie dotarli do podziemnego miasta i zmysły dziewczyny natrafiły na niemożliwą do pokonania barierę. Wydawało się,…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!