Jarosław Misiak „Wzgórze H 224”

Opowiadania Jarosław Misiak - 11 grudnia 2015

Szeregowiec nie mógł się przyzwyczaić do szpitalnych ubrań. Jego mundur został w depozycie z adnotacją: „Nazwisko pacjenta nieznane” oraz oznaczeniem ewidencyjnym nadanym w przechowalni. Całe życie, które ogarniała pamięć szeregowca, związane było z tą bezużyteczną żołnierską szmatą. Ile to lat? A może kilka miesięcy, jak przekonywał Sierżant? Chłopak patrzył na kratę w oknie, zastanawiając się, czy lekarze pomogą mu zrozumieć to, co stało się z jego życiem. Czy przywrócą mu pamięć? Obecnie był jedynie szeregowcem, numerem na drzwiach szpitalnej izolatki oraz anonimowym właścicielem worka z brudnym łachem. Życiowy kapitał.

Krata w oknie działała przygnębiająco, dlatego szeregowiec wmawiał sobie, że w każdej chwili może otworzyć drzwi pokoju. Nie zniósłby pewności, że tutaj również ograniczono jego wolność. Wolał więc uciec się do prostej sztuczki. Myślał o pułapce, w której ludzie ginęli, wierząc, że ich poświęcenie służy czemuś wielkiemu i szlachetnemu. Gdyby znali chociaż część prawdy, wiedzieli o ścianie, za którą ich wojna była tylko dowodem obłąkania, a przelewana przez nich krew nie miała żadnej wartości, czy wówczas ktokolwiek chciałby walczyć? Rozumiał coraz więcej, ale zdobywanie wiedzy nie przynosiło oczekiwanej ulgi. Przeżywając we wspomnieniach batalię o H 224 odkrywał przerażającą irracjonalność i okrucieństwo tej walki – i każdej wojny stoczonej w historii, bez względu na jej cel, głoszone uroczyście ideały, i kłamstwa, którymi faszerowano idące na śmierć bezwolne tłumy.

Obrońcy wzgórza byli podobni do zgrai ożywionych trupów lub marionetek poruszanych ręką bezdusznego lalkarza. Kim on był?

Szeregowiec widział jego twarz w nocnym koszmarze, widział go wiele razy w okopach. Znał przecież dobrze człowieka, którego zabił na wzgórzu H 224.

Lekarz przybył w asyście pielęgniarki uzbrojonej w pogodny wyraz twarzy i tacę z lekarstwami.

– Czy czuje się pan lepiej? – Usiadł na brzegu łóżka, był rozluźniony i ostentacyjnie uprzejmy. – To wbrew przepisom, ale może zapali pan papierosa? – zaproponował.

Wspólne łamanie regulaminu miało według niego ułatwić porozumienie z pacjentem. Wypytywał chłopaka o wojenne wspomnienia, czasem znienacka pytał o dzieciństwo, lecz pacjent nie potrafił sobie niczego przypomnieć. Doktor szybko zorientował się, że dzieciństwo chłopaka przypomina martwą pustynię na obszarze jego i tak jałowej pamięci. Rozmawiali o towarzyszach broni, strategii, moralności… Szeregowiec opisał swoją ucieczkę ze wzgórza, opowiedział też sen o kobiecie bez twarzy i człowieku z kluczami. Nie przyznał się do zabójstwa Sierżanta – wydarzenia z tamtego wymiaru i tak nie miały znaczenia dla sądu wojskowego. Zauważył, ze lekarz traci pewność siebie, powoli staje się spięty.

– Może zapalimy jeszcze jednego? – pytał co pewien czas. – Póki nie ma pielęgniarki – natychmiast się usprawiedliwiał.

Nadszedł wreszcie moment, w którym obaj nie mieli sobie już nic do powiedzenia. Doktor przywołał pielęgniarkę.

– Na dzisiaj kończymy – rzekł. – Niech siostra zrobi jeszcze zastrzyk.

– Jaki to zastrzyk? – zapytał szeregowiec.

– Będzie pan po nim lepiej spał, a sen jest panu bardzo potrzebny. – Lekarz odzyskał pozę wszystkowiedzącego.

– Nie będzie bolało – dodała idiotycznie pielęgniarka.

Lekarz zamierzał wyjść.

– Spotkamy się dopiero jutro. Do widzenia. – Sięgnął do klamki.

– Panie doktorze… – Powstrzymał go głos pacjenta. – Czy drzwi mogą zostać otwarte?

– Ależ oczywiście, nikt nie będzie pana zamykał – obiecał. – Proszę dobrze odpocząć.

Wyszedł na korytarz i tam zaczekał na pielęgniarkę.

– Siostrzyczko, mam jeszcze jednego pacjenta i jestem już sporo spóźniony. Mam do pani prośbę.

Pielęgniarka nie przerywała. Tak czy owak, prośba lekarza była dla niej równoznaczna z służbowym poleceniem.

– Zapisałem numer telefonu – wręczył dziewczynie kartkę. – To numer do mojego kolegi, on prowadzi prywatną klinikę. Zajmował się niedawno podobnym przypadkiem, nie pamiętam o kogo dokładnie chodziło, ale leczył człowieka, który ciągle wspominał o tym H 224. Może zresztą nadal się nim zajmuje. Niech pani zadzwoni do niego, powoła się na mnie i wyjaśni, że mamy drugiego z syndromem H 224. To powinno go zainteresować. Za pół godziny postaram się być u siebie. No, dziękuję z góry, siostrzyczko, zawsze można na panią liczyć.

Lekarz pobiegł do swojego pacjenta i dziewczyna w bieli odetchnęła z ulgą. Ci psychiatrzy powinni się leczyć u naprawdę dobrych lekarzy. Po pół godzinie zameldowała się przed drzwiami gabinetu szefa. Niemal zderzyła się z idącym z przeciwka lekarzem.

– No i co z telefonem? – zapytał, ciężko dysząc.

– Doktor zadzwoni do pana, gdy tylko będzie miał wolną chwilę – relacjonowała. – Ten pacjent, o którym pan wspominał, stracił niedawno przytomność. Akurat kiedy dzwoniłam, doktor otrzymał informację, że jego sierżant wraca do siebie.

Sierżant ocknął się z potwornym bólem głowy. Stracił rachubę czasu, jednak czuł, że dezerter nie mógł daleko uciec.

„Parszywy gówniarz” – pomyślał, szukając wzrokiem broni. – „Jeszcze cię dopadnę”.

Karabin leżał w pobliżu. Sierżant rozejrzał się po stoku wzgórza. W oddali dostrzegł postać żołnierza zbiegającego w stronę nieprzyjacielskich okopów.

– Mam cię! – wykrzyknął z radością, dziwiąc się, że po takim ciosie dość szybko odzyskał przytomność. Odległość była znaczna, lecz Sierżant cieszył się opinią znakomitego strzelca. Ułożył się wygodnie przed okopami, nie dbając wcale o to, że staje się idealnym celem dla snajperów wroga. Wycelował dokładnie i pociągnął za spust. Odgłos strzałów odbijał się echem, które współbrzmiało z kolejnymi seriami karabinu. Sierżant patrzył, jak wyprostowana sylwetka szeregowca zamienia się w ciemną plamę na zboczu H 224.

Telefon w mieszkaniu doktora odezwał się w najmniej odpowiedniej chwili. Zmęczony lekarz przymierzał się właśnie do miękkiej poduszki. Jego żona przed wielu laty zrezygnowała z dzielenia życia z psychiatrą, dlatego telefony musiał odbierać osobiście. Podniósł słuchawkę, mrucząc coś niezrozumiałego do telefonicznego intruza.

– Spałeś? – usłyszał znajomy głos.

– Nie, przeglądałem prasę – odparł.

– Spałeś! – głos w słuchawce tryumfował. – Twoja pielęgniarka dzwoniła do mnie w sprawie jakiegoś weterana.

– Tak, tak, ale to już nieaktualne. – Lekarz stłumił ziewanie. – Facet zmarł tuż po jej telefonie. To dziwne, poza głową i zmęczeniem nic mu nie dolegało.

– Ach tak! Wielka szkoda. – Rozmówca rzeczywiście wydawał się rozczarowany.

– A co z tym twoim…? – Doktor usiłował przypomnieć sobie stopień wojskowy pacjenta.

– Sierżantem. – Pomógł mu głos. – A to już zupełnie niesamowita historia. Facet, od kiedy do nas trafił, cierpi na swoisty rodzaj zapaści. Przyjmuje pokarm, oddycha, ale jego kontakt ze światem zewnętrznym jest ograniczony do minimum. Zdaje się, że w wyobraźni wciąż rozgrywa swoją ostatnią bitwę, o której dzisiaj już mało kto pamięta.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Powiązane wpisy

Jarosław Misiak „Trup albo koszmarny ciężar śmierci”
Opowiadania - 7 sierpnia 2014

Adam umarł nagle. Zdarzyło się to w środku nocy, podczas snu; gdy rzeczywistość i tak istnieje tylko na niby.…

Jarosław Misiak „Dolina Sępów”
Opowiadania - 8 października 2014

  Niebo nad Doliną Sępów było czyste i koszmarnie wyblakłe. Gdzieś za szczytami gór gromadziły…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!