ISSN: 2658-2740

Joanna Góra „Nasza wspólna misja”

Opowiadania Joanna Góra - 14 sierpnia 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki SkierCon. W tym roku napłynęło rekordowo dużo prac a jury miało niełatwe zadanie wyboru tych najlepszych. Po burzliwych obradach przyznano nagrody główne w dwóch kategoriach wiekowych a wyróżnienia aż w trzech. Przez kolejne tygodnie będziemy prezentować najlepsze opowiadania na łamach naszego portalu. Dzisiaj przedstawiamy laureatkę z kategorii wiekowej 16–20 lat i jej zwycięską pracę. Gratulujemy!

 

Joanna Góra jest uczennicą technikum weterynaryjnego oraz nastolatką o wielu pasjach. Oprócz pisania, interesuje się także muzyką, a w szczególności grą na instrumentach. Jej specjalnością są wszelkiego rodzaju gitary. Jeżeli chodzi o pisarstwo, najlepiej czuje się w klimatach grozy i zjawisk paranormalnych. Jej ulubionym autorem jest Stephen King.

 

NASZA WSPÓLNA MISJA

 

W Aerdrii istniały jedynie drogi długie i kręte, o czym przekonała się zarówno księżniczka Anna, jak i Emilia, która od dzieciństwa wiernie jej służyła. Drzewa, które otaczały wyboiste ścieżki, były obdarzone niezwykłą mocą, żadna z nich nie dziwiła się więc, że to właśnie one stały się przedmiotem tak tragicznego w skutkach sporu.

Jasnofioletowa kora tych roślin lśniła zarówno w blasku słońca, jak i księżyca. Liście koron również skrzyły się w promieniach, jednak w sposób przywodzący na myśl lodowe sople, zwisające zimą z krawędzi dachu, lub kryształowe sztylety, brzęczące przy najmniejszym podmuchu wiatru. Gdy zaś zdecydowałeś się objąć ramionami smukły pień, przykładając ucho do jego powierzchni, słyszałeś natarczywe szepty w niezrozumiałym języku, pochodzące z samego serca ziemi.

Ludzie, którzy dziesiątki lat temu przybyli do Aerdrii, od samego początku szanowali te rośliny, badając je z zapalczywą ciekawością. Darzyli je czcią i miłością, co nie oznaczało, że nie wykorzystywali ich do swoich własnych, przyziemnych celów. Ludzka miłość do natury nie mogła się bowiem równać z elficką. Elfy w końcu nie potrzebowały drewnianych szczap, żeby zapewnić sobie ciepło ogniska, wystarczała im jedynie odpowiednia inkantacja spływająca z pobłogosławionych magią ust.

Na początku elfy nie przejmowały się zbytnio ludźmi, którzy, przeprawiając się przez wysokie góry, przybyli do Aerdrii. Było bardzo prawdopodobne, że nie przetrwają dłużej niż kilka dekad, tak samo jak wiele innych ludów docierających zza gór. Czym było te kilkadziesiąt lat w porównaniu z nieskończonością elfickiego życia? Ludzie jednak nie wymarli, a wręcz przeciwnie – rozmnożyli się licznie i przetrzebiali lasy, żeby wybudować nowe schronienia dla swoich potomków.

To troska o las sprawiła, że elfy postanowiły przyłożyć rękę do zagłady ludzkiego plemienia. Dla ludzi magiczna moc lasów Aerdrii przestała mieć znaczenie, gdy w ich prężnie rozwijającym się królestwie wszystkie dzieci do dwunastego roku życia zaczęły umierać z dnia na dzień, bez żadnej oznaki choroby. Niemowlęta, które zasypiały w kołyskach, nigdy się nie budziły, a noworodki po prostu przychodziły na świat martwe. Sytuacja ta trwała przez kilka miesięcy, podczas których ludzkie królestwo Aerdrii spowiła mgła rozpaczy. W społeczeństwie nie pozostało ani jedno dziecko, które przeżyłoby rzuconą na nie klątwę.

Elfy jednak zaczynały coraz częściej wątpić w słuszność swojej decyzji. Widziały, że las Aerdrii, tak jak ludzkie królestwo, pogrążył się w rozpaczy i opustoszał. Co kilka chwil z magicznej korony któregoś drzewa spadał pojedynczy listek, a potem następny, roztrzaskując się na miliony skrzących drobin o twarde podłoże. Dostrzegając to, magiczne istoty udały się do ludzkiego królestwa, by szukać porozumienia u człowieczego władcy.

Ojciec Anny przyjął elfickich gości z należytymi honorami i nawet po usłyszeniu wiadomości, że to ich lud stoi za plagą w królestwie, nie wybuchnął gniewem ani nie przeklął emisariuszy. Był dobrym władcą i Anna szczególnie w tamtym momencie podziwiała jego roztropność, bo sama wewnętrznie gotowała się ze złości, a sztylet przytroczony do jej biodra wyjątkowo jej ciążył, dając znać o swojej obecności. Nie zrobiła jednak nic, co nie byłoby zgodne z rozkazem ojca.

Elfy przybyły, by pertraktować. Wprawdzie wszystkie ludzkie dzieci Aerdrii zostały zgładzone, jednak co z tymi, które jeszcze się nie narodziły? Bez nich za kilkadziesiąt lat miasto opustoszeje, a wyniosłe budowle przypadną w udziale szczurom i kornikom. Ojciec Anny musiał myśleć przede wszystkim o tym, dlatego przystał na warunki elfów, a właściwie to zgodził się postępować zgodnie z ich zaleceniami, ponieważ przybysze oprócz wybaczenia za popełniony błąd nie prosili o zbyt wiele. Chcieli naprawić swój czyn, uchylając ludziom rąbka posiadanych magicznych tajemnic.

Właśnie z tego powodu jedyna córka ludzkiego króla wędrowała od niespełna miesiąca przez magiczne lasy krainy, mogąc polegać tylko na sobie i Emilii, która towarzyszyła jej niemal od kołyski. W elfickiej kulturze o wiele prościej było coś uczynić, niż przywrócić to do stanu pierwotnego, co Anna z sarkazmem zauważyła, słuchając szczegółów wyprawy, w jaką wysyłały ją magiczne stworzenia, zastrzegając jednocześnie, że ma być ona zrealizowana w całkowitej zgodności z ich wytycznymi.

Po kilku tygodniach przemierzania dzikich terenów, w większości jeszcze niezbadanych przez ludzi mieszkających w królestwie, dwójka nastoletnich podróżniczek zbliżała się nareszcie do kresu swojej drogi. Monotonny leśny krajobraz splatał się już w ich oczach, niczym widok w kalejdoskopie, jednak rośliny porastające ścieżkę, którą kroczyły, zdawały się ustępować im drogi. W końcu dotarły do ostatniego punktu zaznaczonego na mapie podarowanej przez elfickich wysłanników i przystanęły, ocierając pot z czół.

Przed nimi widniało wejście do jaskini, tak wysokie, że mogły wkroczyć do jej wnętrza, nie pochylając się, i tak szerokie, że zmieściliby się w nim idący w szeregu czterej rośli mężczyźni. Ziejąca ciemnością jama nie była niczym zatarasowana, jakby wręcz wabiła rzadkich w okolicy wędrowców do środka. Z najwyższego punktu łukowatego sklepienia zwisała jednak długa, pojedyncza nić śnieżnobiałej pajęczyny.

– To na pewno tu – stwierdziła Emilia. – Nie wierzę, że kazali nam tutaj przyjść na samym końcu. To całkiem niedaleko pierwszych przyczółków straży.

Anna spojrzała na swoją towarzyszkę, która stała do niej tyłem. Chociaż były w tym samym wieku, Emilia wyglądała niemal jak dziewczynka, która powinna zginąć w magicznym pomorze razem z innymi dziećmi. Kasztanowe włosy spływały falami po jej smukłych, drobnych plecach. Obcisłe spodnie z licznymi kieszeniami podkreślały wyjątkową chudość jej nóg, sprawiających wrażenie, iż mógłby je złamać najlżejszy podmuch wiatru. Z torby przewieszonej na ramieniu Emilia wyjęła kwiat magnolii, który wyglądał niczym odlany z wosku. W słonecznym świetle magnolia była blada i matowa, jednak w ciemności mieniła się blaskiem setek świetlików uwięzionych w jej delikatnych płatkach. Podobnie jak mapa, kwiat stanowił dar od elfów. Anna musiała przyznać, że niesamowicie piękny.

– Pójdę przodem – powiedziała Emilia, podchodząc do jaskini z wyciągniętym na dłoni kwiatem.

Anna miała ochotę zatrzymać ją i powiedzieć, że to ona powinna iść pierwsza, ponieważ była sprawniejsza w walce i lepiej poradziłaby sobie z niebezpieczeństwem mogącym czyhać w mroku. Powstrzymała się jednak, bo była także księżniczką i dlatego, choć nie godziła się z tym łatwo, jej życie było wyjątkowo cenne. Przez siedemnaście lat zdążyła się już do tego przyzwyczaić.

Gdy bawiły się wspólnie w ogrodzie, to Emilia podchodziła pierwsza do stajennych kotów, by sprawdzić, czy są oswojone i czy nie podrapią małej księżniczki ostrymi pazurami. W stodole, która miała zawsze przyjemnie chłodny stryszek, to Emilia najpierw wchodziła po wysłużonej, nieużywanej przez nikogo oprócz nich drabinie, by upewnić się, czy na górze nie roi się od robactwa oraz czy przegniłe szczeble nie pękną pod jej ciężarem. Dorośli przez wiele lat przestrzegali je przez udawaniem się do tej zapomnianej przez bogów i ludzi rupieciarni, jednak one przedkładały zawsze perspektywę spędzenia czasu z dala od nadętych dworzan nad groźbę złamanej nogi. Anna doskonale znała widok gibkich pleców drugiej dziewczyny, za którymi podążała także tym razem.

Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Karolina Bast Kolasa „Impar”
Opowiadania Karolina Bast Kolasa - 11 września 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki…

Konkurs „Kryształowych Smoków”
Konkursy MAT - 20 marca 2018

Do 20 kwietnia można nadsyłać prace konkursowe w ramach ogólnopolskiego konkursu Kryształowych…

Konkurs Kryształowe Smoki 2014
Konkursy Ebola - 1 maja 2014

Organizatorzy Dni Fantastyki przypominają o konkursie Kryształowe Smoki 2014, który będzie miał miejsce na tegorocznym konwencie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!