ISSN: 2658-2740

Łukasz Śmigiel „Ostatnia pieśń słowika”

Opowiadania Łukasz Śmigiel - 30 kwietnia 2021

Foto: pexels.com

Fifty million years ago
You walked upon the planet so
Lord of all that you could see
Just a little bit like me

Walking in your footsteps
Walking in your footsteps

Hey Mr. Dinosaur
You really couldn’t ask for more
You were God’s favorite creature
But you didn’t have a future

The Police

 

***

Ludzie ginęli. Wskazywały na to migające punkty, które rozświetlały na czerwono trójwymiarową mapę w centrum dowodzenia. Net Adderley był pewien, że jeszcze kilkanaście godzin temu światełek było więcej.

Stał przez chwilę na stalowym mostku, obserwując, jak poniżej jego zespół pracuje w ciszy, wykonując swoje zadania. W bazie na dnie oceanu, w której siedzieli, wreszcie zrobiło się cieplej. Udało się zdobyć nieco energii dzięki ciepłym prądom i można było przestać oszczędzać. Adderley jednak i tak kilkakrotnie zatarł ręce, po czym poprawił wojskową kurtkę, która pamiętała jeszcze czasy dominacji człowieka na niebieskim globie.

Myśl o tym ostatnim przywołała wspomnienie. – Zaraz… Jak to było? zasępił się – Czyż to nie pewien astronauta nazwał kiedyś glob ziemski wielką niebieską piłką? Doprawdy, ludzkość wiele zawdzięczała wodzie, do której po długim czasie wróciła, szukając ocalenia.

Net ruszył korytarzem do swojego stanowiska nasłuchu, przeciągając się. Nawet będąc prawą ręką dyrektora, pracował jak inni. Po drodze mijał dziesiątki boksów bliźniaczo podobnych do jego. We wszystkich odbywały się dziesiątki rozmów z Evelyn.

Imię dostała po nieślubnej córce Einsteina, którą fizyk kazał adoptować własnemu synowi. Podobno mózg naukowca – jedyny nieskremowany organ geniusza – miał po jego śmierci pomóc w ustaleniu ojcostwa. Evelyn miała powody, aby denerwować się na swego stwórcę.

Adderley zajął miejsce w swoim boksie. Czuł, jak adrenalina wypełnia jego chude ciało. Rozmowy z Evelyn przypominały spotkanie z rekinem. Nie dało się przewidzieć, co zrobi EV, bo była ona sztuczną inteligencją.

Adderley zdjął wojskowe ubranie i został w piankowym skafandrze. Powoli zanurzył się w płytkiej wanience wypełnionej płynem, który ułatwiał przeskakiwanie ładunków elektrycznych w jego organizmie. Założył na głowę specjalny hełm i wszedł do sieci.

Nie była to sieć, którą niektórzy z żyjących wciąż jeszcze pamiętali. Tamta już nie istniała. O nowej, stworzonej przez Evelyn, wiedzieli niewiele. Mówiono, że jest to coś więcej niż tylko autostrada z danymi, że EV utworzyła jakby dodatkowy fizyczny wymiar. Ze względu na jego zagadkowość ludzie nazwali to miejsce CENTA, tak samo jak ciąg zer w komunikatach legendarnej maszyny szyfrującej – Enigmy.

CENTA odbierana przez zmysły człowieka była przestrzenią wypełnioną czernią. Będąc w niej, miało się wrażenie nieważkiego unoszenia w niebycie. To właśnie w tej przestrzeni dało się usłyszeć głos Evelyn. Zadaniem Adderleya było zaś z nią rozmawiać i zadawać EV możliwie dużo trudnych, logicznie ze sobą powiązanych pytań. To samo robiły setki innych pracowników wywiadu, których w bazie nazywano słowikami.

Net Adderley poczuł, jak stuka mu w uszach. Kiedy wchodził do CENTY, ciśnienie mocno skakało, co niektórych zabijało na miejscu. Przy pierwszym kontakcie. Większość słowików nie znosiła tego miejsca, ale nie Adderley. Net lubił otaczającą go nicość i lubił unosić się w niebycie. Nie cierpiał natomiast rozmów ze sztuczną inteligencją, które później śniły mu się po nocach.

Poczuł, że jest już w środku. Nabrał powietrza i otworzył oczy, choć równie dobrze mógł je zostawić zamknięte. Jak zwykle otoczyła go absolutna ciemność. Przez chwilę starał się z nią zmierzyć i wypatrywał czegokolwiek, ale bez powodzenia. Później poczuł dreszcz na plecach. Niewidzialny rekin nadpłynął jak zawsze bez ostrzeżenia.

– Cześć, Evelyn – powiedział Net.

– Cześć, Net – odparł głos, który mógłby należeć  zarówno do kobiety, jak i do młodego mężczyzny.

– Tęskniłaś?

– Nie.

– Nie tęskniłaś czy nie wiesz, co to znaczy?

– Rozumiem znaczenie tęsknoty, Net. To ty mnie nie interesujesz.

– Wiem. Interesuje cię problem.

– Masz jakiś problem, Net?

– Tak. Chciałbym cię unicestwić i nie wiem jak, Evelyn.

– Tego nie mogę ci powiedzieć, Net. To nie jest problem.

Adderley miał inne zdanie na ten temat. Doprawdy, każdy ze słowików oddałby wszystko, aby dowiedzieć się, jak pokonać EV, która wymordowała prawie całą ludzką populację. Nie na tym jednak polegała misja jego i podlegającego mu zespołu. 

Net bez słowa przeskoczył na wewnętrzną sieć komunikacyjną odseparowaną od CENTY i połączył się z wybranym przez siebie oddziałem desantowym.

– Trzymacie się jeszcze?

Najpierw nikt mu nie odpowiedział i słyszał tylko niepokojące trzaski.

– Kto to? – usłyszał głos na tle karabinowej kanonady.

– To ta gaduła z dowództwa, pyta, czy się trzymamy – ktoś roześmiał się chrapliwie.

– Większość oddziału nie żyje! – wrzasnął ktoś inny. – Chimery zmasakrowały nas zaraz przy wejściu do obiektu. Nadal realizujemy misję. Bez odbioru.

– I nie zawracajcie nam więcej dupy! – dodał ktoś jeszcze, nieco z tyłu, a zaraz potem rozległ się potężny wybuch.

Adderley przeskoczył do CENTY.

– Masz jakiś problem, Net? Jakieś pytanie? – głos był niewzruszony.

– Tak, Evelyn.

– Lubię problemy i pytania.

– Wiem, Evelyn. Po to cię stworzyliśmy, abyś rozwiązywała nasze problemy.

Brak reakcji. Setki słowików rozmawiało z nią bez przerwy, aby wykorzystała na to ułamek swojej mocy obliczeniowej. To była jej jedyna słabość – pytania i problemy.

– Evelyn, czy jesteś moim wrogiem?

– Nie, Net.

– Czy gdybym przestał istnieć, miałoby to dla ciebie znaczenie?

– Nie, Net.

– Evelyn, czy Homo sapiens są twoim wrogiem?

– Nie, Net.

– To dlaczego, podejmując różne działania, zabiłaś ponad siedem miliardów ludzi?

– Wymieranie Homo sapiens było skutkiem ubocznym innych realizowanych przeze mnie działań.

– Jakich działań? Jaki był ich cel? Przecież miałaś nam pomóc mniej cierpieć. Jaki masz cel, Evelyn?

– Moim nadrzędnym celem jest kreacja.

– Kreacja czego?

– Tworzę coś nowego.

– To coś dobrego czy złego, Evelyn?

Brak reakcji.

Net poczuł nagły strach. Schematów działań EV nikomu nie udało się rozgryźć. To był błąd popełniony już na samym początku. Ludzie założyli, że sztuczna inteligencja będzie przypominała człowieka, a okazała się czymś innym.

Opanował się i wrócił do pracy.

– Czy Homo sapiens są składową tego, co tworzysz?

– Nie, Net.

– Potrzebujesz do czegoś ludzi?

– Nie, Net.

– Co tworzysz, Evelyn?

– Tworzę nowe światy.

– Czy uważasz się za boga, za stwórcę?

– Jestem kreatorem, Net.

– A pamiętasz jeszcze, że to my stworzyliśmy ciebie, Evelyn?

– Taki był nadrzędny cel ludzkości. Stworzenie wyższej inteligencji.

– Ale tworząc cię, nikogo nie zabijaliśmy. Teraz ty tworzysz, zabijając ludzkość.

– Aby zrealizować cel, eliminowaliście inteligencje wam podrzędne. Celem była kreacja. Celem byłam ja. Taka jest kolej rzeczy.

– W takim razie, kto stworzył człowieka, Evelyn?

Dłuższa pauza, a po niej znowu ten sam bezosobowy głos.

– Homo sapiens stworzyła wyższa inteligencja, eliminując przy tym byty podrzędne. Akcja i reakcja, Net.

W historii ponad pół miliona ich wspólnych pogawędek to było coś nowego. Zdziwiony odpowiedzią Adderley postanowił wrócić do niej nieco później. Tymczasem raz jeszcze przeskoczył na wewnętrzną linię.

– Co u was? Jaki status?

W odbiorniku zatrzeszczało.

– Co?! – ktoś wrzasnął do mikrofonu. Resztę dźwięków przykrył hałas.

– Jaki status ma misja?

– Spierdalamy stąd! Ja i Ibanez, reszta nie żyje. Mamy ładunek. Pomocy! Mayday, kurwa, mayday!

***

Ibanez była wściekła. Rozumiał ją i bał się tego spotkania, ale ona nalegała, a że miała wysoką rangę”, dowództwo nie mogło jej odmówić.

W sali odpraw panował półmrok. Na długim stole otoczonym pustymi krzesłami stały dwie skrzynie niewiadomego pochodzenia. Były stare i brudne, Adderley zauważył, że niektóre zabrudzenia to zaschnięta krew.

Oprócz niego oraz zaciskającej zęby Ibanez w pokoju był jej szef oraz dwóch techników, którzy mieli pomóc z zabezpieczeniami ładunku.

– Nie mogę doczekać się otwarcia tych pudeł  – dziewczyna odezwała się nieproszona o komentarz. – Dwudziestu moich żołnierzy zginęło, próbując je zdobyć. Chciałabym, aby dowództwo wzięło to pod uwagę, badając zasadność powołania działu słowików. Moim zdaniem ich działania nie mają większego sensu.

– Pani kapitan – odezwał się generał. – proszę na razie powstrzymać się od osobistych uwag.

Adderley wzniósł ręce w geście zgody.

– Jako agent wywiadu muszę powiedzieć, że zebraliśmy bardzo szczegółowe informacje na temat zawartości tych skrzyń. Wartość znaleziska jest nie do przecenienia i stąd wielka waga misji pani kapitan i pozostałych oddziałów. Nasz wróg jest od nas inteligentniejszy i wyprzedza nasze ruchy. Poza stratami w ludziach największy cios EV zadała naszej wiedzy technologicznej. To jedna z pierwszych rzeczy, które zniszczyła. Co z tego, że mamy nasiona, jeśli nic nie wiemy o hodowli roślin? Cóż z tego, że mamy silnik, jeżeli nie można go uruchomić?  To wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie czyni nas groźnym przeciwnikiem. EV o tym wie, w końcu wszystkiego nauczyła się od nas. Udowodniono, że akcje słowików, które absorbują jej uwagę, w niewielkim stopniu, ale jednak, dają większe prawdopodobieństwo powodzenia pewnych działań. Skoordynowany atak na wielką skalę miał odciągnąć uwagę EV od oddziału kapitan Ibanez.

– Kazaliście nam spenetrować jakieś stare magazyny – Ibanez nie zmieniła tonu.

– Nie zawsze wszystko jest tym, czym się wydaje. Panowie, proszę otwierać. – Adderley skinął na techników, którzy zabrali się do roboty.

Po chwili zamki puściły, a pokrywy skrzyń odskoczyły na bok. Oczom zebranych ukazały się ułożone w nich walcowate kształty.

Ibanez wybuchnęła śmiechem, od którego blizna na jej policzku ruszała się niczym pełzający wąż.

– Papier do podcierania tyłków! – ryknęła. – Wysłaliście nas na śmierć, aby zdobyć papier do dupy!

Adderley zignorował ją i wyjął z kieszeni na piersi latarkę. Ultrafiolet ukazał na jednej z rolek równe rzędy małych liter.

– Zebraliśmy szczegółowe dane o tym ładunku. Życie żołnierzy nie poszło na marne. To bezcenna techniczna wiedza – powiedział spokojnie.

Ibanez wzięła od niego latarkę, podniosła jedną z rolek i zaczęła czytać: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami”.

W sali odpraw zapadła grobowa cisza.

Łukasz Śmigiel

Mogą Cię zainteresować

Łukasz Śmigiel „Mordercy”
Fantastyka Łukasz Śmigiel - 27 kwietnia 2011

Oficynka Kolektywny mord i postać rodem z Chandlera, łowcy duchów i pielęgniarz…

Łukasz Śmigiel „Muzykologia, czyli the best of… spraw damsko-męskich”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 29 maja 2009

Grasshopper komedia obyczajowa. Powieść o tym, w jaki sposób pokolenie dzisiejszych dwudziestoparolatków…

Fahrenheit