Maciej Musialik „Kirrimowie spłacają dług”

Opowiadania Cordeliane - 26 sierpnia 2015

– Cało? – żachnął się Ostrogoff. – Naprawdę wierzysz, że jest wyjście z tej sytuacji? Bo na moje oko możemy się co najwyżej modlić, żeby kopnąć w kalendarz możliwie bezboleśnie!

Najemnik zignorował tę uwagę.

– Musicie nam powiedzieć, dlaczego wysłano za wami taki pościg. Jaki wspólny interes mają piraci i wojsko w tym, by was dopaść?

Kirrimowie wymienili wymowne spojrzenia. Potem odezwał się Merrun.

– Nasz klan został wyjęty spod prawa.

– Dlaczego?

– Bo sprzeciwiliśmy się Zgromadzeniu Mędrców. To najważniejsza instytucja dla wszystkich plemion Catangi. Podejmuje decyzje i ma ostatnie słowo w najistotniejszych sprawach.

– A wy czym podpadliście? – spytał Ostrogoff. – Oszukiwaliście przy grze w karty?

Starzec zignorował żart.

– Od tysięcy lat klan Szesnastu Skorpionów służył Kirrimom i innym plemionom Catangi najlepiej jak mógł. Niektórzy wodzowie doszli jednak do wniosku, że niewystarczająco się staramy. I postanowili zmusić nas do czynienia rzeczy niemożliwych.

– Nic z tego nie rozumiem – stwierdził kapitan.

– Ani ja – przyznał Luc. – Możecie wyrażać się jaśniej?

– Jesteśmy szamanami – odparł Merrun. – Mam nadzieję, że to wystarczająco zrozumiale.

– Tak… – bąknął najemnik, w istocie nie wiedząc, co odpowiedzieć.

– Szamanami? Więc co, odprawiacie czary, gotujecie magiczne zupy i tańczycie na wydmach o wschodzie słońca? – kapitan miał niewyraźną minę.

– Jeśli właśnie takie jest pańskie wyobrażenie o naszej profesji, to owszem, można tak powiedzieć.

– A niech mnie! Przemycamy bandę czarowników!

Luc wystraszył się w duchu, że lekkomyślność kapitana rozeźli Kirrimów, ale ci byli niewzruszeni. By jednak ratować sytuację, spytał:

– Można wiedzieć, czego zażądało od was Zgromadzenie?

– Chcieli, byśmy bezwzględnie podporządkowali się woli plemion, które pragnęły skorzystać z naszych usług. Niestety gdybyśmy to zrobili, zginęłoby wielu Kirrimów. Tyle że nikt nie chciał nas słuchać.

– A na czym polegają wasze usługi?

– Przywołujemy deszcz.

Kapitan plasnął się ręką w czoło z taką siłą, że po ścianach mostku poniosło się echo. Wszyscy popatrzyli na mężczyznę zaskoczonym wzrokiem.

– Już dobrze, kontynuujcie – bąknął Ostrogoff, oddalając się na stronę z miną człowieka, którego nic nie jest już w stanie zaskoczyć. – Nie zwracajcie na mnie uwagi.

– Deszcz? – spytał Luc po chwili konsternacji.

– Owszem – odparł Merrun. – Zajmujemy się tym od wielu pokoleń. Catanga to sucha planeta, ludzie przywołujący deszcz byli na niej od zawsze. To bardzo cenna umiejętność.

– Nie wątpię… Ale… wy tak naprawdę? Proszę mnie źle nie odebrać, ale mam rozumieć, że… jesteście skuteczni? Są technologie, które zajmują się tym samym, ale zakładam, że wy nie posypujecie chmur żadnym związkiem chemicznym?

– Oczywiście, że nie.

– Więc jak to możliwe?

Starzec wykonał rękami ruch, jakby próbował ogarnąć gestem sklepienie nad głowami zebranych.

– Wiele rzeczy jest możliwych. Ta jest jedną z nich – odparł.

Tymczasem najemnik doszedł do wniosku, że niedawna reakcja Ostrogoffa wcale go nie dziwi. Przed popukaniem się w czoło powstrzymywała go już wyłącznie czysta przyzwoitość.

No, i może te nieszczęsne łuki.

– Powiedzieliście, że gdybyście się zgodzili, zginęłoby wielu z was. Dlaczego?

– Tamci chcieli, byśmy sprowadzili ulewę na ich górskie wioski. Ale w ten sposób wywołalibyśmy straszliwą powódź w dolinie, w której mieszkali nasi pobratymcy. Nie mogliśmy się na to zgodzić.

– Zgromadzenie o tym nie wiedziało? Skoro tylu ludzi mogło zginąć, to dlaczego mędrcy to poparli?

– Bo zostali przekupieni – smutnym głosem wtrącił Aterrun. – Na skutecznie wręczoną łapówkę nie pomogą nawet czary.

– A gdy otwarcie sprzeciwiliśmy się Zgromadzeniu, zostaliśmy wyklęci. Dostaliśmy dwa dni na opuszczenie naszych ziem. Potem, zgodnie z prawem Catangi, groziła nam śmierć.

– To bestialstwo! – wyrwało się Gilbertowi.

– Nie – odparł Merrun. – To polityka. Rzecz jasna nie mogliśmy zdążyć ze wszystkim w tak krótkim czasie. W końcu wysłano więc oddziały, które spacyfikowały nasze wioski. Zginęły trzy tysiące Kirrimów. Ocalała nas jedynie garstka.

Na mostku zapadła przerażająca cisza. Nikt z załogi „Persefony” nie śmiał się odezwać. Starzec kontynuował opowieść:

– Pomógł nam pewien potentat z Torino. Od lat był zafascynowany naszą kulturą i obyczajami. Gdy tylko usłyszał, co się święci, sam nas odnalazł. Jeden z jego transportowców był akurat na Catandze z ładunkiem żywności. Udało nam się dostać na pokład i uciec. Potem jednak musieliśmy jakoś opuścić system. Azyl polityczny nie wchodził w grę, bo Torino nie chciało się mieszać w konflikty na naszej planecie. Ten sam człowiek zorganizował więc dla nas kryjówkę i drogę ucieczki. Ryzykował reputację, a nawet życie, ale gdyby nie on, nie byłoby nas tu teraz. Załatwił fałszywe dokumenty wysyłkowe i kontenery, w których…

– Chwileczkę – przerwał Luc. – Jak to „kontenery”? To jest was więcej?

– Tak – odparł Merrun.

– Ile? – wycedził kapitan.

– Trzysta czterdzieści dwie osoby. W ośmiu kontenerach.

– Wielkie nieba! – zapiał Ostrogoff. – Czy „Persefona” wygląda na latający obóz uchodźców?! Więcej was mamusia nie miała? – po czym urwał, zdawszy sobie sprawę, iż ostatnia uwaga była wysoce nie na miejscu.

– Proszę mi wierzyć, wcale nie mieliście się dowiedzieć o naszej obecności.

– Więc dlaczego wyszliście z kryjówki? – spytał Luc.

– Poczuliśmy, że coś się dzieje. No i straciliśmy łączność z pozostałymi. Mój syn poszedł na zwiad. Długo nie wracał, więc w końcu zabrałem łuczników i sam zacząłem go szukać. W międzyczasie trafiliśmy na pobojowisko i nabraliśmy pewności, że stało się coś niedobrego. A potem spotkaliśmy was.

Kapitan machnął niedbale ręką w kierunku monitorów.

– No to teraz możecie sobie popatrzeć, w co przez was wdepnęliśmy.

– Przykro nam z tego powodu. Nie było naszym zamiarem narażanie innych.

– Nie było? – żachnął się Ostrogoff. – Od momentu, w którym zapakowano was do ładowni, narażaliście wszystkich ludzi na pokładzie tego statku. Włącznie ze mną, a możecie mi wierzyć, że ni cholery mi się to nie podoba!

Starzec nic nie odpowiedział, a jedynie skinął głową ze zrozumieniem.

Lucowi od dłuższej chwili chodziła po głowie jedna, niepokojąca wątpliwość. Skoro Kirrimowie zdołali uciec z planety, dlaczego wysłano za nimi tak silny pościg? Czy Zgromadzeniu nie wystarczało, że niewygodne plemię zostało usunięte z ich sąsiedztwa? Co mogło napędzać zawiść, każącą tylu statkom ścigać trzysta nieszkodliwych osób aż po granice systemu?

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678910

Powiązane wpisy

Fantazmaty. Tom II
Aktualności - 12 listopada 2018

Oto kolejny tom fantastycznych opowieści od Fantazmatów.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!