Magdalena Kucenty „Co się stało z Mią Blue?” (4)

Opowiadania Magdalena Kucenty - 29 marca 2016

– Niech ci bę­dzie. Ser­decz­nie dzię­ku­ję za twoją fał­szy­wą uprzej­mość.

– Pro­szę bar­dzo. A teraz mia­ła­bym do cie­bie parę pytań…

Demon uśmiech­nął się z prze­ką­sem, „a nie mó­wi­łem?” za­lśni­ło w spoj­rze­niu pio­no­wych źre­nic. Nie zwa­ża­jąc na jego pro­wo­ku­ją­ce miny, opo­wie­dzia­ła po­krót­ce o zna­le­zio­nej po­wło­ce Mii Blue. Azazel twier­dził, że nie ko­ja­rzy ta­kiej du­szycz­ki, ale gdy usły­szał, gdzie hun­trię za­wio­dły dal­sze po­szu­ki­wa­nia, wy­raź­nie ze­sztyw­niał. Wtedy spy­ta­ła, czy demon zna gwiaz­dę He­aven i wie, że ta ko­piu­je jego wy­stęp.

Znał, wie­dział i nie wy­glą­dał na za­do­wo­lo­ne­go. Za­nur­ko­wał dło­nią mię­dzy „bliź­niacz­ki” i wy­cią­gnął stam­tąd jo­in­ta. Po pstryk­nię­ciu pa­zu­ra­mi jeden ko­niec bi­buł­ki roz­ża­rzył się na po­ma­rań­czo­wo, a drugi wy­lą­do­wał w uszmin­ko­wa­nych ustach. Kira wie­dzia­ła, że demon pró­bu­je ma­sko­wać fru­stra­cję, zaj­mu­jąc sobie czymś ręce.

Po chwili, nie­chęt­nie, ale za­czął mówić. Wpierw o zna­jo­mo­ści z An­ge­li­que, potem o tym, jak po­ma­gał przy za­ło­że­niu He­aven i zre­zy­gno­wał w trak­cie, bo prze­cież we­dług pla­nów to miał być teatr ka­ba­re­to­wy, a nie…

– …bur­del au­kcyj­ny? – po­wtó­rzy­ła za­sko­czo­na hun­tria.

– Ina­czej tego nie nazwę, kru­szy­no. Dziew­czy­ny są na sprze­daż. Zga­du­ję, że wszyst­kie oprócz Angi.

– Ale jak to na sprze­daż?

– Tra­dy­cyj­nie, na jedną noc, na choć­by go­dzin­kę albo – za od­po­wied­nią kwotę – nawet na za­wsze. Klient tylko wska­zu­je model, płaci i może za­brać nową za­baw­kę do domu.

Kira za­gry­zła wargę w za­my­śle­niu. By coś ta­kie­go prze­szło, wiele osób – pla­sty­ków, kon­tro­le­rów, kry­mi­nal­nych, może nawet hun­trii – mu­sia­ło w stosownym mo­men­cie od­wró­cić głowy i przy­mknąć oczy.

Nie łu­dzi­ła się co do do­sko­na­ło­ści sys­te­mu: prze­cież zbrod­niarz pil­no­wał zbrod­nia­rza. Szcze­gól­nie su­mien­ność kon­tro­le­rów wy­da­wa­ła jej się wąt­pli­wa. Byli od­po­wie­dzial­ni za pro­wa­dze­nie ewi­den­cji, zo­bo­wią­za­ni do re­gu­lar­ne­go spraw­dza­nia, czy po­zo­sta­li pie­kiel­ni­cy grzecz­nie sie­dzą, gdzie sie­dzieć po­win­ni – czyli w miej­scu ska­za­nia.

Tyle że kon­tro­le­rem zo­stać mógł prak­tycz­nie każdy – pra­co­wa­ło ich w Biu­rze od groma, więc pew­nie tra­fia­ły się i szumowiny naj­gor­sze­go sortu. Ze śled­czy­mi oraz pla­sty­ka­mi spra­wa wy­glą­da­ła ina­czej – mu­sie­li tra­fić do Pie­kła za grze­chy lek­kie, czy bez­li­to­sne wie­rze­nia ogółu, przez które nawet dzie­ci miały szan­sę się tu zna­leźć. Ale skąd pew­ność, że czy­sta prze­szłość za­pew­ni rów­nie czy­stą przy­szłość? Prze­cież nic tych dusz nie po­wstrzy­my­wa­ło przed tym, by po śmier­ci zejść na ścież­kę grze­chów cięż­szych…

Piskliwy chi­chot odciągnął uwagę huntrii od tych niewesołych przemyśleń.

– …sły­sza­łem, że pokój VI­P-ow­ski to żywa wy­sta­wa – naj­wy­raź­niej Az cały czas coś mówił, a ona znowu nie słuchała – bo wiesz, nie­któ­rych to­wa­rów nie można lek­ko­myśl­nie pre­zen­to­wać świa­tu.

– Ja­kich to­wa­rów?

– Ot, cho­ciaż­by mo­de­li mi­nia­tu­ro­wych. – Ponownie się ro­ze­śmiał. – Dzie­cia­ki są w cenie, kru­szy­no.

Kira gwał­tow­nie wsta­ła, z roz­ma­chem roz­le­wa­jąc swój kwas. Brzdęk kufla ude­rza­ją­ce­go o stół zawtórował wściekłym słowom hun­trii:

– I ty się cie­szysz, Az?

Po­zo­sta­li go­ście baru zwró­ci­li na nią oczy.

– Och, kru­szy­no, spo­koj­nie – od­parł przy­ci­szo­nym gło­sem demon. – Prze­cież to nie muszą być praw­dzi­we dzie­ci… Za życia mogli mor­do­wać i kraść albo – co gor­sza – byli po­li­ty­ka­mi. A jeśli faktycznie są tam jakieś dzieciaki, to takie, które polewały kota naftą i rzucały podpaloną zapałkę. Pa­mię­taj, że nie ma ludzi bez winy, a spra­wie­dli­wość nie ist­nie­je, nie­waż­ne, po któ­rej stro­nie ba­ry­ka­dy wy­lą­du­jesz.

Hun­tria opa­dła z po­wro­tem na sie­dze­nie. Nie wie­dzia­ła, o ja­kich „stro­nach”, o ja­kiej „ba­ry­ka­dzie” mówił Aza­zel, ale nie miała za­mia­ru pro­sić, by roz­wi­nął tę przy­jem­ną jak ból głowy ideę. Wy­szep­ta­ła tylko:

– W takim razie muszę do­stać się do tego po­ko­ju.

– No, to od­wiedź po­now­nie tę prze­klę­tą spe­lu­nę i przy­znaj się pierw­szej lep­szej oso­bie. Za­ło­żę się, że nie prze­pusz­czą ta­kiej oka­zji.

– Przy­znaj? Do czego? – spy­ta­ła, ale uła­mek se­kun­dy póź­niej już wiedziała, o co mu cho­dzi.

***

In­for­ma­cje od Aza nijak nie tłu­ma­czy­ły znik­nię­cia Mii, za to pro­wa­dzi­ły do cze­goś znacz­nie więk­sze­go. Cze­goś, w czym nawet ja oba­wia­łam się maczać palce, a jed­nak wie­dzia­łam, że zanurzę się aż po łokcie.

Nigdy nie byłam dobra w da­wa­niu za wy­gra­ną.

***

Aku­rat prze­trzą­sa­ła szaf­kę ko­mi­sa­rza, gdy do ga­bi­ne­tu wszedł Saul.

– Wzy­wał mnie… – wiel­ko­lud urwał w pół zda­nia. – Ty?

– Ja – od­po­wie­dzia­ła, nie prze­ry­wa­jąc po­szu­ki­wań. – Sia­daj.

Nie po­słu­chał, otę­pia­łym wzro­kiem wpa­trzo­ny w musz­lę łącz­ni­ka. Pew­nie wy­obra­żał sobie, jak jesz­cze chwi­lę temu takie samo, po­dob­ne małży stwo­rze­nie pod­ska­ki­wa­ło na jego biur­ku, wy­wrza­sku­jąc roz­ka­zy ak­sa­mit­nym ni­czym pa­pier ścier­ny gło­sem Bam­be­ra.

– Sia­daj, mówię! – wark­nę­ła. – Ko­mi­sarz ma w swoim łącz­ni­ku na­gra­ne we­zwa­nie. Wy­star­czy podać imię, a musz­la de­li­kwen­ta sama powie mu, by ru­szył czte­ry li­te­ry.

– Że co?

– To ja cię tu ścią­gnę­łam, ge­niu­szu.

Nadal wy­glą­dał na dosyć zdez­o­rien­to­wa­ne­go, ale przy­naj­mniej wziął sobie krze­sło. Kira odetchnę­ła z ulgą.

Prze­rwała bez­owoc­ne po­szu­ki­wa­nia i wsko­czy­ła na biur­ko ko­mi­sa­rza. Mil­czą­co przyglądając się twar­dym rysom part­ne­ra, igno­rowała spoj­rze­nie jego zmru­żo­nych w ocze­ki­wa­niu oczu.

Saul w końcu nie wy­trzy­mał:

– Mów, o co cho­dzi, albo wra­cam do sie­bie.

– Chcę, żebyś od­po­wie­dział mi na jedno py­ta­nie – oznaj­mi­ła spo­koj­nie, dło­nią prze­jeż­dża­jąc po bla­cie biur­ka. Szczupłe palce do­tknę­ły ka­ła­ma­rza, mu­snę­ły ster­tę pa­pie­rów i niby przy­pad­kiem za­ci­snę­ły się na le­żą­cym obok pió­rze.

Kira pierw­szy raz mogła sobie po­pa­trzeć na part­ne­ra z góry. A jed­nak z tru­dem przy­szło jej za­cho­wa­nie nie­wzru­szo­ne­go wy­ra­zu twa­rzy, gdy, po­chy­la­jąc głowę, wy­szep­ta­ła:

– Jak na­zy­wa­ła się twoja pierw­sza dziew­czy­na?

Oczy męż­czy­zny roz­sze­rzy­ło zdu­mie­nie, które po chwi­li prze­mie­ni­ło się w zro­zu­mie­nie. Hun­tria wy­grze­ba­ła jego akta. I zna­la­zła py­ta­nie kon­tro­l­ne. Py­ta­nie, na które tylko praw­dzi­wy Saul po­tra­fił od­po­wie­dzieć.

Kira nie ro­zu­mia­ła do końca tego me­cha­ni­zmu, ale – choć sama nie znała imie­nia dziew­czy­ny – zo­rien­to­wa­ła­by się, jeśli po­dał­by złe. A gdyby podał pra­wi­dło­we, zaraz za­po­mnia­ła­by, jak brzmia­ło.

Oszust przez mo­ment nie mógł wy­du­sić z sie­bie słowa. Aż wresz­cie wy­mam­ro­tał:

– Nie masz prawa mnie spraw­dzać.

Ręka łow­czy­ni za­ma­szy­stym cio­sem wbiła pióro w po­li­czek męż­czy­zny. Nie zdą­żył za­re­ago­wać. Sta­lów­ka prze­bi­ła skórę, mlecz­nobiała se­mi­kr­ew wy­mie­sza­ła się z gra­na­to­wym atra­men­tem.

Kira do­tknę­ła świe­żej rany, a głowa męż­czy­zny bez­wład­nie opa­dła na pierś. Gdy hun­tria po­pły­nę­ła w głąb na­ru­szo­nej po­wło­ki, ko­lo­ro­wa burza rozszalała się przed ocza­mi jej duszy.

Wygrzebała imię dru­gie­go ist­nie­nia, któ­re­go dom tak bez­li­to­śnie plą­dro­wa­ła. Ja… Jako… Jakob. Na­praw­dę na­zy­wasz się Jakob.

Duch męż­czy­zny szar­pał się w pu­łap­ce wła­sne­go ciała. Pró­bo­wał uciec czar­nym mac­kom łow­czy­ni, wy­su­płu­ją­cym śli­skie nitki re­mi­ni­scen­cji ze splo­tów jego ist­nie­nia. Na próż­no.

Czemu ukra­dłeś po­wło­kę Saula? Co mu zro­bi­łeś? – py­ta­ła.

Inni mogli szat­ko­wać i prze­glą­dać dusze ni­czym ko­lek­cje slaj­dów, ale Kira nie miała ta­kiej wła­dzy nad dru­gim bytem. Prze­ję­ła kon­tro­lę nad cia­łem gu­mia­ka, ale nie zła­ma­ła ducha. Pod po­wie­ka­mi do­strze­ga­ła kłę­bek szyb­ko mi­ga­ją­cych ob­ra­zów, w uszach roz­brzmie­wa­ły urwa­ne dźwię­ki, noz­drza wy­peł­nia­ły nie­ustan­nie zmie­nia­ją­ce się za­pa­chy.

Z imieniem było najłatwiej. Poza tym mogła schwy­cić lo­so­we wspo­mnie­nie, ale cięż­ko było je utrzy­mać na dłu­żej w mac­kach wła­snej świa­do­mo­ści. A mó­wiąc do Ja­ko­ba, zwięk­sza­ła szan­se na spo­wol­nie­nie sza­leń­cze­go wiru, za­trzy­ma­nie w ka­drze tego, co ją in­te­re­so­wa­ło. W końcu po usły­sze­niu py­ta­nia trud­no nie po­my­śleć o od­po­wie­dzi.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Antologia „Dragoneza”
Ksiażki fantastyczne - 20 grudnia 2018

Pod koniec stycznia ukaże się antologia „Dragoneza” przygotowana przez ekipę Fantazmatów. Tematyką…

Utwory nominowane do „Literackiej Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla” za rok 2015
Aktualności - 1 lipca 2016

Wczoraj, 30 czerwca, o godz. 19.00 we Wrocławiu zostały ogłoszone Nominacje do Nagrody Literackiej Fandomu Polskiego im. Janusza A.…

Nominacje do Zajdli 2017
Aktualności - 22 maja 2017

W sobotę (20.05.) podczas Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!