Magdalena Kucenty „Co się stało z Mią Blue?” (7)

Opowiadania Magdalena Kucenty - 29 marca 2016

Rap­tem świa­tła po pro­stu zga­sły, ha­ła­sy uci­chły. Za­pa­no­wa­ły cisza oraz mrok.

***

Hun­tria od­nio­sła wra­że­nie, że po­wo­li od­zy­sku­je przy­tom­ność. Jak­kol­wiek świat wciąż tonął w bez­dź­więcz­nych ciem­no­ściach, pod czasz­ką Kiry dud­nił istny hu­ra­gan bólu. Pod­no­sząc się na łok­ciach, spró­bo­wa­ła uporządkować myśli. Między dręczące ją pytania wdarł się zna­jo­my chi­chot. Za­ło­żę się, że nie prze­pusz­czą ta­kiej oka­zji. No, tak. Stary demon miał rację.

Minęło trochę czasu, nim zo­rien­to­wa­ła się, że leży na po­sła­niu z po­du­szek. Poza tym coś było nie tak. Czuła ucisk zim­nej ob­rę­czy na nad­garst­ku.

Mach­nę­ła ręką, a łań­cuch za­brzę­czał cicho. Nagle coś po­ru­szy­ło się w ciem­no­ściach. W obron­nym od­ru­chu hun­tria mach­nę­ła nogą i tra­fi­ła.

Coś oka­za­ło się mięk­kie i pi­skli­we:

– Ej, co ty ro­bisz?

– Och, wy­bacz. Ciem­no tu jak w dupie.

Od­po­wiedź przy­szła do­pie­ro po chwi­li wa­ha­nia:

– Nie­praw­da… wszyst­ko widać.

Kira ob­ma­ca­ła głowę i po­czu­ła pa­ru­ją­cą wil­goć na pal­cach. Zna­jo­me ukłu­cie pa­ni­ki – bez­sen­sow­ne echo ludz­kie­go in­stynk­tu – prze­szy­ło jej serce. Prze­cież wie­dzia­ła, że ob­ło­ki za­wie­si­stej pary zna­mio­nu­ją go­je­nie. Rana za­skle­pi się nie­ba­wem, zo­sta­wia­jąc hun­trię o kilka wspo­mnień lżej­szą, ale widzącą.

Od­zy­sku­jąc po­wo­li wzrok, za­sta­na­wia­ła się, co tym razem ule­gło za­po­mnie­niu. Może walka, którą sto­czy­ła z na­past­ni­kiem? Ktoś mu­siał ją nie­źle grzmot­nąć w łeb.

– Wow! Twoja po­wło­ka sama się na­pra­wia? – spy­ta­ło za­zdro­śnie pi­skli­we coś.

Czerń przed jej ocza­mi zastąpił wir kolorów po­ru­szający się ni­czym rój pszczół. W pew­nym mo­men­cie plamy na­bra­ły kształ­tu pulch­nej dziew­czyn­ki, by po chwi­li z po­wro­tem roz­paść się na ty­siąc mi­go­tli­wych ka­wał­ków.

– To nie tak – od­par­ła hun­tria. – Nie je­stem żad­nym prze­klę­tym gu­mia­kiem.

Obraz sca­lił się na mo­ment, uka­zu­jąc ura­żo­ną minę tam­tej.

– Mó­wisz, jakby to było coś złego. Mieć po­wło­kę.

Kira ugry­zła się w język, zanim zdą­ży­ła po­twier­dzić. Jesz­cze bez­ce­lo­wych dy­wa­ga­cji jej do szczę­ścia bra­ko­wa­ło.

– Gdzie je­ste­śmy? – zmie­ni­ła temat i za­mru­ga­ła, by le­piej wi­dzieć. Ude­rzo­na tym, co zo­ba­czy­ła, nie do­sły­sza­ła od­po­wie­dzi dziew­czyn­ki.

Pokój tonął w czer­wo­nym świe­tle. Na po­dusz­kach w kształ­cie serc le­ża­ły drob­ne po­sta­ci, wy­stro­jo­ne jak na bal prze­bie­rań­ców. Kira do­strze­gła różową wróż­kę usa­do­wio­ną na ko­la­nach ja­kie­goś fa­ce­ta i ze­bra­ło jej się na wy­mio­ty. Uciekła wzrokiem, tylko po to, by natrafić na kolejne pary: małego kowboja wtulonego w piersi krępej kobiety, żołnierzyka prowadzonego za rękę przez siwiejącego mężczyznę, syrenkę trzymaną w ramionach przez innego… tak wielu innych.

Siłą woli po­wstrzy­ma­ła chęć rzu­ce­nia się na łajdaków, w za­mian utrwalając sobie te wszystkie ohydne twarze w pa­mię­ci. Nigdy, prze­nig­dy już ich nie za­po­mni. Nie­waż­ne, ile ran otrzy­ma, ile czasu minie. Znajdzie ich wszystkich. Jednak teraz mogła tylko patrzeć.

Wreszcie z tru­dem od­wró­ci­ła głowę.

– Je­stem Rika – ledwie zdołała wydusić z siebie. – A ty jak się na­zy­wasz? Na­praw­dę – pod­kre­śli­ła.

Dziew­czyn­ka spu­ści­ła wzrok.

– Nina Sleen. Ale teraz wszy­scy mówią na mnie Niu­nia. – Nina za­drża­ła, przy­my­ka­jąc po­wie­ki. – Nie… nie po­win­nam z tobą roz­ma­wiać – po­wie­dzia­ła gło­sem dużo po­waż­niej­szym i mniej pi­skli­wym niż do­tych­czas, po czym od­su­nę­ła się na swoje po­dusz­ki i umil­kła.

Kira na razie dała dziewczynce spokój. Najpierw odszukała wzrokiem przykryte szkarłatną zasłoną wyjście, a potem znowu za­czę­ła się roz­glą­dać.

Na­po­ty­ka­ła same za­mglo­ne apa­tią spoj­rze­nia dzieci i te inne. Te wypełnione chorymi żądzami. Podczas gdy oczy ofiar wydawały się przesłonięte bielmem, ślepia bestii błyszczały ekstatycznie. Jakby każda z par znajdowała się w odrębnym kawałku rzeczywistości, gdzie koszmar mieszał się z radosnym spełnieniem, a pozorna niewinność spotykała się z kłamliwą opiekuńczością. Gdzie nie było miejsca na prawdę.

W tym okropnym zbiorowisku tylko Nina wy­da­wa­ła się w miarę przy­tom­na. Dla­te­go huntria jednak spró­bo­wa­ła prze­ko­nać dziewczynkę do sie­bie.

Zaczęła opo­wiadać o swo­jej przy­ja­ciół­ce, która pra­co­wa­ła w He­aven i pewnego dnia za­gi­nę­ła. A gdy później od­na­le­zio­no jej puste ciało, spra­wę po­szu­ki­wań uznano za za­mknię­tą. Oczy­wi­ście, Kira pod­kre­śli­ła, że nie wie­rzy w ani jedno słowo tych sko­rum­po­wa­nych świń z Biura, ani żad­nej innej Sek­cji, które pew­nie nawet pal­cem nie kiw­nę­ły, by od­na­leźć jej przy­ja­ciół­kę. Że dla­te­go roz­po­czę­ła śledz­two na wła­sną rękę. I to śledz­two za­wio­dło ją tutaj.

Hi­sto­ryj­ka była na­iw­na do bólu zębów, ale wzbu­dzi­ła za­in­te­re­so­wa­nie Niny. Tamta słu­cha­ła, nadal jed­nak nie­skłon­na, by się ode­zwać, więc huntria pró­bo­wa­ła dalej:

– Nie chcia­ła­byś stąd uciec? Mam pe­wien plan…

– Nie – wtrą­ci­ła ostro dziewczynka i do­da­ła ci­szej: – Chcia­ła­bym zo­stać od­na­le­zio­na.

Mó­wi­ła le­d­wie szep­tem, więc Kira przy­su­nę­ła się bli­żej.

– Od­na­le­zio­na?

– Pew­nie ofi­cjal­nie już nie ist­nie­ję. – Nina po­ru­szy­ła się ner­wo­wo. – Je­śli ucie­kłabym, nic mnie na wol­no­ści nie czeka, poza że­bra­niem i sprze­da­żą tego ciała. Co to za róż­ni­ca? Ale gdyby… Gdyby od­na­lazł mnie ktoś z moich dni i wy­ku­pił, wtedy mo­gła­bym… mogła… – nie do­koń­czy­ła i zwi­nąw­szy się w kłę­bek, zaczęła cicho pochlipywać.

Huntria wes­tchnę­ła. Duchy na­le­żą­ce do jed­nej ro­dzi­ny, duchy przy­ja­ciół, czy naj­po­śled­niej­szych nawet zna­jo­mych, były rozdzielane w Pie­kle. Po śmier­ci próż­no szu­kać swo­ich bli­skich, a wszel­kie sta­ra­nia pod­le­ga­ły su­ro­wej karze. Teo­re­tycz­nie sta­no­wi­ło to część ska­za­nia. Kira uwa­ża­ła jednak, że zwy­czaj­nie ła­twiej było ste­ro­wać odartymi z więzi le­gio­na­mi dusz. I wąt­pi­ła, by ja­kieś ciem­ne typy brały udział w ra­do­snym łą­cze­niu ro­dzin – za duże ry­zy­ko, a zyski nie­chyb­nie identyczne, co przy zwy­kłej sprze­da­ży.

„Od­na­le­zie­nie” musiało stanowić mit krą­żą­cy po podziemiach He­aven. Mit, w któ­re­go urzeczywistnienie praw­do­po­dob­nie nikt nie wierzył, a jed­nak wszyscy prze­ka­zy­wa­li mię­dzy sobą hi­sto­rie o tych, któ­rym się udało.

Huntria nie miała za­mia­ru miaż­dżyć tych złu­dzeń, więc od­par­ła tylko:

– Ro­zu­miem.

Obie umil­kły. Kira za­czę­ła grze­bać przy ob­rę­czy za­ci­śnię­tej na nad­garst­ku. Wtem zauważyła wygrawerowany w metalu numer. Trzy.

Popatrzyła na rękę Niny i dostrzegła czwórkę. Kira wcześniej tego nie zarejestrowała, ale wszystkie dzieci nosiły takie ozdo­by. I pewnie każde z nich miało osobny numer. A potwory, po wypróbowaniu kilku ofiar, znikały gdzieś na chwilę i wracały z wybranym kluczem. Huntria wyobrażała sobie, jak podchodzą do jakiejś damulki, podają numerek i płacą.

Zacisnęła dłonie w pięści. Wąt­pi­ła, że otu­ma­nio­ne dzie­ci zwró­cą uwagę na jej ewen­tu­al­ną uciecz­kę, a na reakcję któregoś z dorosłych wręcz liczyła. Niech tylko podejdą i spróbują ją wypróbować. Niech tylko…

Nie za­sta­na­wia­jąc się dłu­żej, Kira za­ci­snę­ła zęby, wy­ła­ma­ła sobie kciuk i zdzie­ra­jąc skórę z wierz­chu dłoni, zsu­nę­ła ob­ręcz. Rękę zaraz oto­czy­ła cien­ka, biała smuż­ka pary.

Nina cały czas milcząco przyglądała się poczynaniom huntrii. Ale nikt inny nawet nie obrócił się w jej stronę.

Bio­rąc to za dobry znak, kuc­nę­ła przy dziewczynce i od­wa­ży­ła się dodać:

– Moja przy­ja­ciół­ka na­zy­wa się Mia Blue. Może… – urwa­ła, spo­strze­gł­szy czy­ste prze­ra­że­nie na pulchnej twa­rzy. Jedną dło­nią chwy­ci­ła Ninę za ramię, drugą szyb­ko za­ty­ka­jąc jej usta. – Nie krzycz, do­brze?

Po­tak­nę­ła, ale wyraz zie­lo­nych oczu za­da­wał kłam temu ru­cho­wi. Kira uśmiech­nę­ła się smut­no, uświa­da­mia­jąc sobie, że po­peł­ni­ła błąd.

Usia­dła za ple­ca­mi dziewczynki i obejmując ją nogami w pasie, pieszczotliwie pogładziła delikatną szyję, a potem szybkim ruchem złamała kark. Nie miała pro­ble­mu z wy­krę­ce­niem tak kruchego ciała, bo choć forma Kiry wy­da­wa­ła się rów­nie wątła, co pozostałych dzieci, to jej siła tkwi­ła we wspo­mnie­niach. A po tylu la­tach w Pie­kle na brak owych huntria nie mogła narzekać.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Fantazmaty. Tom I
Aktualności - 18 kwietnia 2018

Zespół Fantazmatów upublicznił pierwszy tom antologii, w której znalazło się dwadzieścia opowiadań.

Antologia „Dragoneza”
Ksiażki fantastyczne - 20 grudnia 2018

Pod koniec stycznia ukaże się antologia „Dragoneza” przygotowana przez ekipę Fantazmatów. Tematyką…

Nominacje do Zajdli 2017
Aktualności - 22 maja 2017

W sobotę (20.05.) podczas Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!