Magdalena Kucenty „Co się stało z Mią Blue?” (9)

Opowiadania Magdalena Kucenty - 29 marca 2016

Łysolek również nie zareagował złością. Ode­słał go­ry­li z uśmiechem na twarzy i poczekał, aż trzasną za­my­ka­ne drzwi. Potem zbli­żył się do huntrii i ujął jej pod­bró­dek w wy­pie­lę­gno­wa­ne palce, a ona pokornie spuściła wzrok.

– Och, nie uda­waj ta­kiej po­tul­nej – stwier­dził roz­ba­wio­nym gło­sem. – Sły­sza­łem, co zro­bi­łaś z moimi ludź­mi.

Huntria zacisnęła mocniej usta. Czemu wcze­śniej stawiała opór? Czemu aku­rat te wspo­mnie­nia mu­sia­ła utra­cić?

– Nie wiem, kim je­steś – kon­ty­nu­ował, wolną rękę kła­dąc Kirze na ramieniu – ale nie musisz już walczyć. Nie skrzywdziłbym równie pięknej istoty… – Musnął kciukiem pulsującą na jej szyi żyłę. – Takiej żywej, takiej prawdziwej. Szko­da tylko, że umar­łaś dosyć późno. – Zrobił krótką pauzę, przyglądając się badawczo. – Ile mia­łaś? Dziesięć? Jedenaście lat? Wyglądasz na starszą.

Wark­nę­ła przez zęby, wywołując tym kolejny pobłażliwy uśmiech.

– Mówiłem, że nie musisz już walczyć. Nic ci tu nie grozi. – Pieszczotliwie pogładził jej policzek. – Moi sza­now­ni klien­ci będą dla ciebie dobrzy. Ja będę dla ciebie dobry. – Po­chy­lił głowę nisko, aż po­czu­ła cie­pło jego od­de­chu na twarzy, i wyszeptał: – Wystarczy ulec.

Wpił się w nią usta­mi, unie­ru­cha­mia­jąc pod­bró­dek że­la­znym chwy­tem. Ugry­zła go w te oślizgłe wargi i spróbowała wykorzystać powstałą wyrwę, by dostać się do środka. Bezskutecznie.

Łysol rzu­cił nią o pod­ło­gę z siłą, o którą nigdy by go nie podejrzewała. Źrenice nagle rozszerzyły mu się w wul­gar­nej eks­ta­zie, oblane rumieńcem oblicze nabrało obsesyjnego wyrazu. Niepozorny człowieczek gdzieś zniknął, a stanął przed nią szef we własnej osobie.

– Taka żywa, taka słodka… – wymruczał czule i usiadł na niej okra­kiem, gładząc kasztanowe włosy w uspokajającym geście. – Zo­ba­czysz. Bę­dę dla ciebie dobry. – Po­chy­lił się, a złożywszy delikatny pocałunek na jej wargach, spił ściekające po policzku łzy wściekłości. Gdy na powrót uniósł głowę, szkarłatne kro­ple za­czę­ły ska­py­wać mu z brody.

Jedna z krwistych perełek rozprysła się prosto w oku Kiry. Czerwień była wszędzie – mieszała się ze słonymi łzami, zasychała na ustach i paliła język.

Przesłaniała świat.

Huntria zaczęła panikować. Przeszył ją pa­ra­li­żu­ją­cy stra­ch, ograbiając mię­śnie z wszel­kiej siły i uświadamiając ciału, że nie ma dokąd uciec. W walce z po­dob­ną sobie, żywą duszą, została po­zba­wio­na naj­groźniejszej broni, jaką po­sia­da­ła. A krew napastnika, kolor jego skóry, cie­pło ciała – wszyst­ko wska­zy­wa­ło na trafność tego przypuszczenia. Tyle że wra­że­nie pozostawało inne. Jakby wcześniej huntria zaczęła przenikać do powłoki, tylko tra­fi­ła na do­dat­ko­wą ba­rie­rę. Ukry­tą tuż pod po­wierzch­nią.

Nagle zro­zu­mia­ła, że musi mieć do czy­nie­nia z ja­kimś nie­ty­po­wym mo­de­lem. Wy­so­ce za­awan­so­wa­nym i nie­sły­cha­nie ludz­kim. Nie­ste­ty, to niczego nie zmieniało. Mężczyzna wciąż robił z nią, co tylko zechciał.

– Bę­dziesz dla mnie jak córka. Słodka i niewinna – powtarzał łagodnie. – Naj­słod­sza z do­tych­cza­so­wych.

Szarpnęła się w krótkim przypływie złości, ale bez nadziei na jakikolwiek efekt. Szef był okrut­nie cięż­ki, nawet bio­rąc pod uwagę tęgą po­stu­rę.

– Ach… – westchnął z ostentacyjnym żalem. Pucołowate oblicze rozpromieniło się radośnie. – Chyba jednak nie pod­dasz się bez walki.

Gdy po­czu­ła twar­dość jego podniecenia, od­ruch wy­miot­ny szarp­nął jej żo­łąd­kiem. Zrozumiała, że skurwiel to lubił. Zadając kłam własnym słowom, ekscytował się, gdy tylko próbowała stawiać mu opór.

Ta myśl wywołała w niej wściekłość. Gniew popłynął tętnicami, wsączając się do spa­ra­li­żo­wa­nych mię­śni stru­mie­niem czy­ste­go ognia. Kira obiecała sobie, że obrzydliwiec dostanie to, czego tak bardzo pragnie.

Prze­zwy­cię­żyła repulsywne odruchy i ob­ję­ła go no­ga­mi w pasie. Od razu za­czął cię­żej od­dy­chać, ocie­ra­jąc się o nią na­pa­stli­wie. Karykatura ojcowskiego uśmiechu wy­krzy­wiła mu skrwawione usta; pełne dumy oblicze, mówiło: „Tak, kochanie, robisz to dobrze, dokładnie tak, jak tatuś cię uczył”.

Huntria chwyciła go za głowę, jednak wiedziała, że skrę­ce­nie karku nie wystarczy. Nie w przypadku tej powłoki. Dlatego krzyk­nę­ła dziko i za­czę­ła cią­gnąć z całej siły za łysy łeb.

Zboczeniec stę­kał z od­ra­ża­ją­cej eks­cy­ta­cji, gar­dło­wy jęk pod­nie­ce­nia po­prze­dził chwi­lo­we ze­sztyw­nie­nie ciała. I wtedy w tych przerażająco ludzkich oczach za­lśni­ła pa­ni­ka.

Za późno.

Kręgi rozrywały się z su­chym trza­skiem; oprócz pa­ję­czy­ny na­brzmia­łych czerwoną semikrwią żył, szyję mężczyzny po­kry­ła siat­ka szkarłatnych pęk­nięć. Pucołowata twarz za­sty­gła w wy­ra­zie nie­do­wie­rza­nia, gdy raptem ode­rwa­na głowa po­wo­li po­to­czy­ła się po ziemi.

Już się nie uśmiechał.

***

Kira nie wie­dzia­ła, ile czasu mi­nę­ło. Po zrzu­ce­niu z sie­bie bez­wład­ne­go ciała, le­ża­ła jesz­cze, od­dy­cha­jąc cięż­ko. Czuła się chora z obrzydzenia i nie po­tra­fi­ła opa­no­wać drże­nia.

Krew świni za­sch­ła na jej po­licz­kach, gdy nagłe łzy skro­pi­ły je na powrót. Huntria nie była pewna, dlaczego znowu pła­cze. A ra­czej nie chcia­ła o tym my­śleć. W końcu pod­nio­sła się na łok­ciach, otar­ła twarz i wsta­ła. Musiała za wszel­ką cenę znisz­czyć to miej­sce.

Pu­ścić z dymem.

Jej wzrok przy­cią­gnę­ły świe­ce roz­sta­wio­ne na pół­kach. W po­śpie­chu na­rzu­ci­ła na sie­bie część ubrań i za­bra­ła się za pod­pa­la­nie. Skar­pet­ki tliły się pięk­nie, a lśnią­ca po­ściel, na której je położyła – jesz­cze le­piej. Na ko­niec rzuciła ode­rwa­ną głowę na ogar­nię­te ogniem łoże, a po po­ko­ju roz­szedł się swąd spa­lo­nych wło­sów.

Potem cze­ka­ła. Pło­mie­nie, jak na warunki piekielne, roz­prze­strze­nia­ły się zde­cy­do­wa­nie wol­niej, niź­li­ powinny. Ile czasu zo­sta­ło, nim ktoś zwró­ci uwagę na cha­rak­te­ry­stycz­ny za­pach? O ha­ła­sy, do­cho­dzą­ce z po­ko­ju, aż tak się nie mar­twi­ła. Zwa­żyw­szy, co się wy­pra­wia­ło w tych po­miesz­cze­niach, pew­nie wszel­kie dźwię­ki były wy­tłu­mio­ne. Albo już nikt nie zwra­cał na nie uwagi.

Z od­ra­zą ob­szu­ka­ła ciało łysola. Ku swo­je­mu za­sko­cze­niu, nie zna­la­zła żad­nej broni.

Wtedy rozbrzmiał alarm, nagle otworzyły się drzwi. Goryl wszedł do środ­ka i ob­rzu­cił pomieszczenie nie­ro­zu­mie­ją­cym spoj­rze­niem. Kira na­bra­ła pew­no­ści, że to był Pierw­szy, gdy z ocią­ga­niem wyjął broń i wy­ce­lo­wał pro­sto w jej głowę.

– Ja prze­pra­sza – po­wie­dział tym swoim ni­skim gło­sem.

– Nic nie szko­dzi – odparła łagodnie. – Ro­zu­miem.

Po chwili przez dźwięki alarmu przebił się huk wy­strza­łu.

***

Plan, który spo­rzą­dzi­ła z Ja­ko­bem, przed­sta­wiał się na­stę­pu­ją­co – ona pró­bu­je do­stać się do „mniej ofi­cjal­nej” czę­ści He­aven, a on sie­dzi przy barze i czeka. Ob­ser­wu­je.

A jak już zarejestruje jej znik­nię­cie, to znowu czeka. Ogólnie fantastyczna rola przypadła Jakobowi w udziale. W rezultacie ten plan zdecydowanie mu się nie po­do­bał.

Tyle że nie mieli lep­sze­go.

Klub był otwar­ty całą noc – za­my­ka­no do­pie­ro o świ­cie. I wła­śnie dwie go­dzi­ny przed świ­tem jej partner za­czął się mar­twić. A gdy usły­szał wizg śli­ma­ków alar­mo­wych, po­gnał w stro­nę już dawno wypa­trzo­nych drzwi z na­pi­sem: „Tylko dla per­so­ne­lu”.

Gnany prze­czu­ciem, pę­dził ku sercu po­ża­ru, na­prze­ciw fali ucie­ka­ją­cych dusz. W końcu od­na­lazł właściwy pokój, a także Kirę, le­żą­cą w ka­łu­ży krwi, oto­czo­ną dymem. Nie­przy­tom­ną. Bez za­sta­no­wie­nia prze­wie­sił ją sobie przez ramię i za­czął biec.

A przy­naj­mniej tak jej wszyst­ko opi­sał, gdy w końcu do­szła do sie­bie dwa dni póź­niej. Ale Kira pa­mię­ta­ła coś jesz­cze.

Kula ude­rzy­ła o ka­mie­nie, kiedy od­twa­rza­ją­ca się po­wo­li tkan­ka wy­pchnę­ła ją z czoła. To była je­dy­na rzecz, jaką zo­ba­czy­ła huntria, na chwi­lę tylko od­zy­skaw­szy wzrok. Na gra­ni­cy świa­do­mo­ści wy­czu­wa­ła, że pół­le­ży, uło­żo­na przy ścia­nie ja­kie­goś bu­dyn­ku.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Nominacje do Zajdli 2017
Aktualności - 22 maja 2017

W sobotę (20.05.) podczas Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza…

Antologia „Dragoneza” jest już dostępna
Aktualności - 10 lutego 2019

Pierwszego lutego miała miejsce premiera antologii opowiadań „Dragoneza”.

Paweł Majka w Gdyni
Aktualności - 17 maja 2017

W najbliższy piątek (19 maja) w Bibliotece Gdynia odbędzie się spotkanie z…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!