Marcin Pągowski „Modlitwa za Gamar”

Opowiadania Marcin Pągowski - 29 stycznia 2013

I.

 

Magia kipiała w kotłach. Płynęła przewodami, zasilała sypiące skrami, pędzące stalowymi ścieżkami samowozy, łypała żółtawym światłem ich szklanych oczu. Wygrażała nocy żeliwnymi latarniami, tętniła w czeluściach podziemnych korytarzy i tuneli. Była wszędzie. Przesycała wieczną, ciężką mgłę, parowała w słońcu ponad dachami, unosiła się wraz z dymami ku niebu. Niczym z pękniętego dzbana spływała z ginącej w chmurach, przypominającej kikut uciętej ręki wieży.

Eudokia przyglądała się tej budowli rozszerzonymi ze strachu i podziwu oczyma. Nigdy nie widziała niczego równie wielkiego i nie mogła sobie wyobrazić, jak człowiek mógłby być zdolen wznieść coś takiego. Odkąd przekroczyli zewnętrzne mury graniczne, z coraz większą fascynacją przypatrywała się zza pleców Azariesa symbolowi potęgi Gamar. A ten rósł i rósł z każdą przebytą milą. Azaries wzgardził ofertą podróży stalowym królewskim samowozem, toteż podróżowali wolno, a Eudokia miała nadto czasu, by z turkoczącego powozu, zaprzężonego w szóstkę koni, napatrzeć się na wszystkie zakazane cuda Gamar. Od lazurowej bramy Ninsunu nie musiała nawet przysłaniać oczu dłonią, bowiem górująca nad miastem monumentalna bryła przysłoniła wschodzące słońce. Widać ją było z odległości wielu mil, a przecież nawet nie była jeszcze ukończona! Dopiero teraz jednak dało się dostrzec pełzające po niej w górę i w dół, podobne pająkom machiny. Nawet na siedzącym z przodu Azariesie widok musiał robić wrażenie. Mimo że starał się utrzymywać maskę pogardy na twarzy, zaciśnięte kurczowo, pobielałe dłonie i drgające mięśnie żuchwy zdradzały co najmniej niepokój, jeśli nie przestrach, zwykle pewnego siebie najwyższego kapłana Jedynego. Lecz jak nie czuć respektu przed takim widokiem? Nawet konie płoszyły się, gdy co i rusz poselski orszak mijały, szczękające przekładniami i trybikami, sapiące gorącymi wyziewami maszyny. Pycha Azariesa, myślała z satysfakcją Eudokia, uleciała pewnie niczym para z owych zgrzytających groźnie tworów, kiedy zatrzymywali się przy kolejnych posterunkach straży. Nijak było równać się spiżowym mieczom i pancerzom z brązu ze lśniącą stalą karnych wojsk Gamar i ich dziwaczną bronią, przypominającą gęsto pooplatane sznurami długie rury, czy też połyskujące groźnie, iskrzące bicze. Nawet ogromna liczba sprzymierzonych wojsk, która zalała niczym morze równiny wokół otaczającego Gamar muru, nawet nieprzebrana ilość statków, blokujących gamarski port, przestała wydawać się niepokonana. Ba, wystarczająco liczna, by zmierzyć się z – stosunkowo przecież niewielkimi – siłami jednego, jedynego, pozbawionego sprzymierzeńców miasta. Nie dziwota. Eudokia znała historię doskonale. Ostatni raz rzucono Gamar wyzwanie osiemdziesiąt trzy lata temu. Osiemdziesiąt trzy! Po klęsce, jakiej zaznał Sinshumipal, król Baiwy, nikt nie ważył się już przeciwstawiać potędze Wiecznego Miasta, jak je podówczas zaczęto nazywać. Zwłaszcza że Gamar nie prowadziło ekspansywnej polityki. Swą gospodarkę opierało na rolnictwie, które doskonale rozwijało się na sztucznie nawadnianych, nawożonych magią równinach przedgórza, i handlu. A handlować z Wiecznym Miastem chcieli wszyscy, choć, oczywiście, nie wszystko można było kupić. Nie było też w znanym świecie magnata czy niewolnika, który nie pozwoliłby uciąć sobie ręki za obywatelstwo Gamar. I to pomimo wielu dziwacznych praw, jak choćby tych pozwalających budować tylko w ściśle wytyczonych przez głównego budowniczego miejscach i tylko według narzuconych przezeń planów. Powszechnie mówiono, że lepiej być niewolnikiem w Gamar, niż szlachcicem gdziekolwiek indziej. Z najdalszych stron świata ściągali tedy różni wykolejeńcy, by spróbować wcielić w życie najdziwniejsze fantazje. O, wielu dostawało pozwolenie, by osiedlić się w mieście, jeśli mieli otwarte umysły i potrafili udowodnić, że należy im się chwalebne miejsce pośród członków dwóch najwyższych kast — Budowniczych i mistrzów magii, zwanych Konstruktorami. I tylko zbiegowie z Uraab nie mogli liczyć na gościnność władcy Gamar. Ten bowiem miał podobno jakiś zatarg z ich bogiem. Stąd każdy, kto wywodził swe pochodzenie z owego spustoszonego przed półtora wiekiem miejsca, a szukałby szczęścia w Wiecznym Mieście, znalazłby okrutną śmierć. Nikogo wszelako spośród poddanych nie dziwiło to, ni nie gorszyło. Dobry król nie powinien być zbyt pobłażliwy. Władca, dbający o swych poddanych, winien być na równi srogi i łagodny. „Oko za oko” – głosił kodeks spisany na glinianych tabliczkach przez pisarzy poprzednika i ludzie uważali to za słuszne, godne i sprawiedliwe. Czymkolwiek mieszkańcy Uraab narazili się na gniew króla, nikt bowiem pośród najstarszych żyjących nie zachował przyczyny w pamięci, z pewnością kara nie była nazbyt surowa. Dobrobyt buduje się na prawie, a nawet najlepsze prawo, prócz przywilejów, musi zawierać zakazy i stojące na ich straży kary.

Furgon zakołysał się na przecinających drogę stalowych koleinach, po których poruszały się potężne, obciążone towarami samowozy. Eudokia z przestrachem spojrzała za sunącym niczym wielka poczwarka pojazdem — na miejscowych majestat olbrzyma najwyraźniej nie robił wrażenia. Kolorowa, wielojęzyczna ciżba wylała się na drogę , gdy tylko samowóz podążył dalej ku swemu przeznaczeniu. Wyglądało to, jakby pojazd ciął żywą tkankę ludzkich jednostek, a ta samoistnie zasklepiała się, kiedy tylko ostrze przesunęło się dalej. Dziewczyna wciągnęła w nozdrza niesione przez delikatny wiaterek egzotyczne zapachy. Zakręciło jej się w głowie, już nie tylko z napięcia, ale i nadmiaru kolorów, dźwięków, zlewających się w jedno potoków słów w obcych językach… Wiele by dała, by móc zatrzymać się na dłużej, nacieszyć się tętniącym wokół życiem. Ale wóz Azariesa nieubłaganie posuwał się naprzód. Wolno niby żałobny kondukt, a nie poselski orszak.

Opodal posągu Ninsunu zwolnili jeszcze bardziej. Jeśli myśleli, że dane im było zobaczyć już wszystkie cuda Gamar, teraz zmuszeni byli zrewidować ów pogląd. Statua wznosiła się na dobre sześćdziesiąt kubitów i przedstawiała zmarłą pół wieku temu żonę dwudziestego trzeciego władcy Wiecznego Miasta. Trudno orzec, czy Ninsunu była tak piękna, czy też urody dodał jej nieznany artysta. Dotąd mówiono, iż to pierwsze. Wizerunku nie burzył nawet nienaturalny, krwawy blask wiszącej na zachodnim nieboskłonie gwiazdy z płomienistym warkoczem. Królowa w zadumie spoglądała spod półprzymkniętych powiek w jej stronę, połowę dnia tonąc w głębokim cieniu wznoszonej wieży, by od południa do zmierzchu kąpać się w ciepłych promieniach słońca. Jej twarz zdawała się zamyślona i smutna, jakby w gwieździe upatrywała jakiejś nieuchronnej katastrofy.

Eudokia podążyła za spojrzeniem Ninsunu. Czerwona kula wyglądała niby młodsza, jeszcze niedojrzała, siostra słońca. W odróżnieniu do życiodajnego brata, pulsowała groźnie i z pewnością nie zwiastowała niczego dobrego. Zły znak, mówili o niej Eturowie, przybyli zza pustyni na wojenne wezwanie, a oni dobrze znali się na magii. Zły znak, zgodnie stwierdzili wróżbici króla Teitu. Zły znak, orzekł kapłan Meleakra, jednookiego boga z Varkul. Zły znak dla Gamar, szydził król Nur-Adad z Kumarapinu. Zły znak, jak wyczytała bezzębna akolitka Tulii z ptasich wnętrzności rzuconych na paterę z brązu. Zły znak, szeptano przy obozowych ogniskach. Zły znak, powtarzano z ust do ust. Każdy interpretował go jednak inaczej. I tylko Azariesowi wciąż nie brakowało pewności siebie. To kara, jaka spadnie na Gamar, jeśli się nie ukorzy, powtarzał. Ogień z niebios, zesłany przez Jedynego, by spopielić bezecnego króla i oczyścić ziemię z grzechu.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

„Geniusze fantastyki” od Genius Creations
Aktualności Fahrenheit Crew - 16 lutego 2016

28 lutego będzie mieć miejsce premiera antologii Geniusze fantastyki, darmowego ebooka przygotowanego z okazji…

Adam Cebula „Pearl Harbor raz jeszcze na spiskowo”
Para-Nauka Adam Cebula - 28 stycznia 2018

Nie ma to jak teorie spiskowe. Prawda? Coś było… tak, wielką frajdą…

Elizabeth Haydon „Córka królowej złodziei”
Ksiażki fantastyczne Fahrenheit Crew - 4 sierpnia 2009

Rebis Córka królowej złodziei Elizabeth Haydon to druga część „Zaginionych dzienników Vena Polypheme’a”.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!