Marcin Pągowski „Modlitwa za Gamar” (2)

Opowiadania Marcin Pągowski - 29 stycznia 2013

Uczucie, że jest obserwowana, kazało Eudokii znów spojrzeć do przodu. Azaries z zagadkowym uśmieszkiem na wąskich ustach świdrował ją wzrokiem. Czyżby jakimś niepojętym sposobem odczytywał myśli dziewczyny? Zawsze przypominał głodnego szakala o napuchniętym, łasym na padlinę brzuchu, a w niesamowitym blasku podążającej ich śladem gwiazdy oczy świeciły mu rzeczywiście jak u dzikiego zwierza. Napawał się strachem i niepewnością niewolnicy, aby zabić własne uczucia, gnieżdżące się w trzewiach niczym robaki. Eudokia nie chciała dawać mu satysfakcji, choć nie było to łatwe. Zacisnęła powieki, a gdy ponownie otworzyła oczy, ponad ramieniem kapłana ujrzała zapierające dech w piersi słynne ogrody, które król Gamar wzniósł dla Ninsunu. Był to skomplikowany system wspartych na olbrzymich ceglanych łukach ażurowych platform, tarasów i kolumnad, aż kapiących od zieleni i kwiatów. I zdawałoby się, że nie ma w świecie niczego piękniejszego, jednak Eudokia wiedziała, iż jest to zamarłe w wiecznym milczeniu sanktuarium śmierci. Ogrody te stały się bowiem mauzoleum królowej, zaś królewskie nałożnice cichymi strażniczkami spokoju zmarłej. Eudokia westchnęła. Wszyscy znali tragiczną historię Ninsunu, zaś Azaries nie omieszkał opowiedzieć niewolnicy prawdziwej wersji. Królowa rzekomo zachorowała nagle i zmarła po krótkiej, ciężkiej chorobie. Prawda niosła więcej goryczy. Ninsunu nie była w stanie dać potomstwa królowi Gamar, nie mogła też znieść starzenia się u boku uwielbiającego ją, nieśmiertelnego męża. W swe trzydzieste ósme urodziny potajemnie kupiła truciznę od Anasasa, kupca z Zabalu, w rzeczywistości agenta zbiegłych z Uraab kapłanów Jedynego, co Azaries podkreślał z dumą, jakby on sam był odpowiedzialny za wydarzenia sprzed półwiecza. Zmarła po trzech dniach męki, pozostawiając na wpół oszalałego męża. Mówiono, że tu należało upatrywać źródła jego obsesji, czy też szaleństwa, jak chcieli niektórzy. To wtedy rozpoczęła się budowa ogromnej, nieukończonej do dziś wieży. Król powierzył rządzenie państwem zaufanym urzędnikom, sam zaś ściągnął do pomocy najdziwniejsze indywidua ze wszystkich stron świata i kompletnie oddał się uprawianiu magii. Poddani nie oponowali. Jeśli któryś z wyznaczonych urzędników nie był zdolen podołać zadaniu, szybko go odwoływano. W skrajnych przypadkach spadała jego głowa. Zaś coraz liczniejsze i wymyślniejsze urządzenia ułatwiały i uprzyjemniały życie mieszkańców Gamar. Czegóż chcieć więcej od dobrego władcy? Nie dziwota zatem, że poddani dzielili obsesje i marzenia króla, a inni oddali by duszę, aby móc osiedlić się w Wiecznym Mieście. I Eudokia miała zamieszkać w Gamar, choć wcześniej nie miała takiej woli. Nikt wszelako niewolnicy nie pytał o zdanie. Nawet niewolnicy z królewskiego rodu, Eudokia była bowiem córką Jutama, władcy Epuru. Traf chciał, że o jej urodzie, która miała przyćmiewać urodę bogiń, zwiedział się młody król Lavru, Arisstiwn. Dobił on targu z Jutamem i, za cenę przymierza, Eudokia została jego żoną. Niestety namiętnością zapałał ku niej także brat Arisstiwna, Diwin. W czasie wesela, gdy świeżo poślubieni małżonkowie udali się skonsumować związek, Diwin zamordował brata i ogłosił się nowym królem. Według prawa Eudokia stała się jego małżonką. Lecz i on nie zdołał zaznać rozkoszy z pięknością, żywiona do której żądza popchnęła go ku zbrodni. Jeszcze tej samej nocy archonci wypowiedzieli Diwinowi posłuszeństwo i skazali na ukamienowanie. Epurską księżniczkę, jako iż była przyczyną wszystkich nieszczęść, sprzedali w niewolę. Tak trafiła do Azariesa, a wraz z nim do Gamar. Kapłan Jedynego bowiem uważał, że była godnym i wystarczająco bogatym prezentem, jaki, w zgodzie ze zwyczajem, posłowie obowiązani byli podarować królowi. Wierzył jednocześnie, że ciążące na Eudokii fatum uderzy także we władcę Wiecznego Miasta.

 

II.

 

Gong zabrzmiał ogłuszająco w przestronnej sali. Zgromadzeni pochylili głowy, a seneszal trzykrotnie zastukał laską o posadzkę.

— Syn boga, ulubieniec niebios, król czterech stron świata, namiestnik, piastun i wielki konstruktor! — oznajmił gromko. — Padnijcie na kolana, maluczcy, oto bowiem stajecie przed obliczem dostojnego Hedaarda, dwudziestego trzeciego władcy znamienitego Gamar!

Eudokia mimowolnie zgięła się w pokłonie, oszołomiona przepychem i wielkością sali tronowej. Krnąbrny Azaries wpatrywał się długą chwilę w wielkie spiżowe wrota, skłonił głowę dopiero, kiedy ich skrzydła uchyliły się, ukazując króla w asyście kilku dworaków. Hedaard niespiesznie pokonał wiodące do tronu schody i rozsiadł się swobodnie, zbyt swobodnie jak na „króla czterech stron świata”. Nie tak go sobie Eudokia wyobrażała. Na pewno nie jako wychudzonego niczym najpodlejszy niewolnik człowieka o zmęczonej twarzy i gorejących oczach. Mówiono o nim, że nigdy nie zazna śmierci i jeśli taka była cena nieśmiertelności, to okupił ją srogo. Nosił się również niedbale, co było zapewne kolejnym wyrazem lekceważenia dla posła. Miał na sobie zwykłą długą szatę, jakie noszono w tych stronach, nawet nie jedwabną i zaledwie delikatnie ozdobioną lamówkami. Stojący za nim niewolnik bez polecenia nalał wina i postawił puchar na zagraconym drobiazgami niewielkim stoliku przy tronie.

— Azaries — podjął znów seneszal — najwyższy kapłan Jedynego, poseł zjednoczonych sił Naandur, Kumarapinu, Elamaš, Asshar, Uraku, Luzagalu…

— Wiem, kim jest — przerwał Hedaard niecierpliwie. — I doprawdy ciekawi mnie, co go tu sprowadza, albowiem nie nawykłem do gości, którzy pukają do wrót, mając za plecami zgraję zbirów i szubrawców — urwał na chwilę, mrużąc oczy, jakby odwykły od dziennego światła. — Czego zatem chcesz, Azariesie? Jak wytłumaczysz owe dzikie hordy, stojące u naszych bram?

Kapłan wolno wystąpił przed szereg swego orszaku, skłonił się nisko, a potem przygładził brodę na piersi.

— Wybacz, o dostojny — rzekł gładko — twoje insynuacje wielce ubodły me serce, albowiem przybywam tu jako dobry i wierny przyjaciel, zatroskany o dolę ludu Gamar i jego władcy. Niech wyrazem tego będzie skromny podarek, jaki ci przywiozłem, o wspaniały królu, nie nazbyt godny twojego majestatu, aczkolwiek w całym Unnatu nie znalazłoby się nic, co choć w znikomym stopniu byłoby na tyle szlachetne, aby móc grzać się w twym świetle. — Klasnął w dłonie, na co stojący za Eudokią pachołek szturchnął ją w plecy. — Oto Eudokia, córka króla Epuru! Niechaj stanie się ozdobą twego seraju, dostojny, i dostarcza ci niezapomnianych rozkoszy!

— Przyjmuję dar — skwitował Hedaard łaskawie, nie zaszczycił jednak dziewczyny spojrzeniem — nadal jednakowoż oczekuję, abyś się wytłumaczył ze swego nader licznego towarzystwa, Azariesie, oraz powodu niezbyt nam miłej wizyty. Jak zapewne jest ci wiadome, wszelkie sprawy winieneś omawiać z mym namiestnikiem i wielce zastanawiającym jest twe naleganie, bym osobiście poświęcił ci mój cenny czas.

Poseł znów wygładził brodę, jakby długie kłaki były, nie przymierzając, z delikatnego, mnącego się muślinu.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Kennedy Hudner „Zgiełk wojny” – fragment
Fragmenty MAT - 21 marca 2016

– Wciąż się do nas zbliżają, kapitanie! – rzuciła nerwowo oficer przy stanowisku…

Premiera „Doktora Strange”
Film MAT - 26 października 2016

Dzisiaj na ekrany kin trafia kolejny obraz będący adaptacją klasycznej serii komiksowej z Uniwersum…

Adam Cebula „Temat polityczny”
Felietony Adam Cebula - 8 czerwca 2016

Wakacje o krok, więc Adam Cebula dryfuje po meandrach edukacji, jako też Rzeczypospolitej władania. Podryfujmy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!