Marcin Pągowski „Modlitwa za Gamar” (3)

Opowiadania Marcin Pągowski - 29 stycznia 2013

— Wiedz zatem, o wspaniały, iż jako twój przyjaciel przybywam, aby wyprowadzić cię z błędu i skierować na właściwą drogę, z obawy o twą duszę — zgromadzeni zaszemrali zszokowani bezczelnością kapłana, Azaries kontynuował jednak i tylko pobladła twarz świadczyła, iż świadomy jest niebezpiecznego balansowania na krawędzi. — Takoż nie są mi, a zarazem wszystkim władcom, których tu dziś mą małą, nikczemną osobą reprezentuję, obojętne losy mieszkańców znamienitego Gamar. Błagam cię zatem, o dostojny, otrząśnij się! Zaniechaj wszystkiego, co sprzeczne jest z boskim prawem, i nie pozwól, by ojciec twój skazał cię na potępienie!

Zamilkł na chwilę, by znaczenie słów dotarło do wszystkich, a potem kontynuował, nie bacząc na gwar, który zresztą cichł z każdym następnym słowem, jakie padło z jego ust.

— Tak, o wspaniały, znana mi jest tajemnica nieśmiertelnego władcy Gamar! Wiem, że raz już odwróciłeś się plecami do swego ojca, co przyczyniło się do nieopisanych zbrodni. Wiedz jednak, że Jedyny kocha cię nadal, jak i cały swój lud — zatoczył otwartą dłonią koło w dramatycznym geście. — Nie pozwól, aby spotkała cię kara większa niż dotychczas! Błagam cię i zaklinam, nie skazuj na potępienie siebie, nie ściągaj zagłady na swych poddanych!

Choć sala zawrzała po tych słowach, na Hedaardzie zdawały się one nie czynić większego wrażenia.

— I cóż miałbym uczynić, Azariesie? — zapytał z szyderstwem w głosie. — Miałbym oddać życie za występki ludzkości, jak chciał Adonai?

— Nie, najdostojniejszy, Jedyny nie pragnie już tak wielkiej ofiary, albowiem chce dla krwi ze swej krwi i ducha ze swego ducha wyłącznie wiecznego szczęścia — Azaries umilkł, znów celowo przeciągając odpowiedź. — Królom wszystkich ludów Unnatu i krain poza n oraz ich bogom — ostatnie słowa zdawały się z trudem przechodzić przez gardło kapłana — nie podoba się, iż uzurpujesz sobie boskie prawa, wielki królu. Zgromadzili się tedy, aby uchronić cię przed tobą samym i uratować twą duszę przed potępieniem gorszym niźli to, jakiego zaznajesz, skazany na wieczną tułaczkę po ziemi…

— To już słyszeliśmy, Azariesie — wtrącił Hedaard, wciąż nie tracąc cierpliwości. — Wzrusza nas twoja troska o dobro nasze i naszych poddanych, przejdź jednak do sedna i wyłuszcz nam wreszcie, z czym przybywasz, zakładam bowiem, że nie po to jedynie prowadzisz armie, by ową troskę wyrażać i rzec mi, jak bardzo litujesz się nad mym smutnym losem.

Kapłan pokłonił się nisko.

— Wybacz zatem, czcigodny, me bezczelne słowa, płyną one bowiem z głębi zasmuconego serca, poprzedzone głębokimi przemyśleniami i już zawczasu opłakane rzewnymi łzami, a stoją za nimi najczystsze intencje. — Padł na kolana i wzniósł wysoko ręce. — Błagam cię pokornie, wielki królu, poniechaj budowy owej wieży, która obraża Jedynego oraz boskie prawa. Nie uzurpuj sobie mocy przynależnej jedynie bogu! Zrzeknij się potem tronu Gamar i odejdź w pokorze, a zostanie ono oszczędzone!

Hedaard zdawał się wciąż nieporuszony impertynencją posła. Przetarł dłonią zmęczone oczy, przygarbił się, z trudem stłumił ziewnięcie. Nie był to bynajmniej objaw znudzenia, jak zauważyła Eudokia, wciąż stojąca przed Azariesem, nikt bowiem nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Król był naprawdę zmęczony, jakby snu nie zaznał od bardzo długiego czasu.

— Cóż tobie, królom, których reprezentujesz, czy komukolwiek innemu — zapytał po długiej chwili ciszy — do tego, co buduję? Zważ, że Gamar nie dyktuje nikomu poza swymi granicami, co może być wznoszone, a co nie, ani też w jaki sposób.

— Jeśli owa wieża stanie, rzekł pan: nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić — odparł Azaries. — Cóż będzie następne? Jakie boskie prawa zostaną pogwałcone? Czyż człowiek nie powinien żyć zgodnie z nimi, a nie ponad?

— Nie wiesz, o czym mówisz, Azariesie — parsknął Hedaard. — Są granice, nie prawa, których nie tylko człowiek nie jest zdolen przekroczyć, ale i bogowie, albowiem i oni ich nie ustanawiają. Nie widzę zatem powodów, abym miał się powstrzymywać dla kaprysu jakiegoś boga…

— Powstrzymaj się od bluźnierstw, dostojny! — wykrzyknął poseł piskliwym dyszkantem, na moment tracąc panowanie nad sobą. Wyglądał przy tym niczym brzuchaty karzeł, pryskający na boki śliną. — Adonai, stworzyciel nieba i ziemi, jest jedyny i najpotężniejszy! Nie ma takich granic, które…

— Zaprzeczasz sam sobie, Azariesie — przerwał mu król z rozbawieniem. — Jeśli Jedyny jest najpotężniejszy, to pośród kogo? A jeśli najpotężniejszy, to nie jedyny. Sam zresztą przed chwilą wspomniałeś innych bogów. Po to człowiek ma rozum, by zeń korzystać, aby poznawać nieznane i stwarzać dzięki tej wiedzy, cokolwiek tylko zapragnie.

— Przybyłem tu w dobrej wierze, dostojny — głos posła uspokoił się, stwardniał — widzę jednak, że odrzucasz wyciągniętą do ciebie dłoń. Rani to mnie boleśnie i przyznaję, iż nie tego się spodziewałem, choć przewidzieli to ci, którzy mnie do ciebie, o wielki królu, przysłali. Posłuchaj zatem, jakie warunki oferują, i sam zważ, co zechcesz uczynić, plwając na mą z serca płynącą prośbę i radę. Zaniechasz budowy i zrzekniesz się tronu. W ciągu trzech dni wyjedziesz z miasta, a wraz z tobą wszyscy, którzy zechcą ci towarzyszyć. Możesz zabrać ze sobą dobytku, ile tylko zdołasz zmieścić na dwunastu wozach albo też na jednym statku, jeśli wybierzesz drogę morską…

— A co, jeśli odmówię?

— Cóż… — Azaries bezradnie rozłożył dłonie. — Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie i nie odrzucisz, dostojny, tak szczodrobliwej oferty. Niemniej jednak i na to mam odpowiedź. Wojna…!

— Czy zdajesz sobie sprawę, głupcze, komu rzucasz wyzwanie? — oczy Hedaarda zwęziły się w szparki. — Nawet z tak licznymi siłami, jakie udało się wam zgromadzić, nie jesteście w stanie się nam przeciwstawić…

— Ośmielę się poddać w wątpliwość owo stwierdzenie, dostojny — na twarzy Azariesa pojawił się niczym już niehamowany uśmieszek. — Jest nas niczym ziaren piasku na brzegu morza. Starczy nam sił, aby nie wypuścić nikogo z Gamar, nie musimy też zawierzać wszystkiego sile oręża. Pamiętaj, że nie z woli ludzkiej tu jesteśmy, i pomnij ognistą gwiazdę, widoczną od wielu dni na niebie. Jeśli w ciągu trzech dni nie ukorzysz się i nie poddasz miasta, Jedyny ciśnie ją wprost w ciebie i zetrze z powierzchni ziemi Gamar i pamięć o nim…!

Hedaard roześmiał się gwałtownie. Zaraz dołączyli do niego seneszal, niewolnicy, strażnicy i dworacy. Po chwili śmiali się wszyscy zgromadzeni w sali tronowej, nawet co poniektórzy z poselskiego orszaku.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Garth Nix „Utopiona Środa”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 6 grudnia 2006

Dalsze niesamowite przygody Artura. Szpitalną salę, w której kuruje się chłopiec, zalewa morska woda,…

Róża Jakobsze-Hajkuś „Gdy Ligia śpi, budzą się upiory”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 1 lipca 2012

ebook Tytuł: Gdy Ligia śpi, budzą się upiory Autor: Róża Jakobsze–Hajkuś self publishing/Virtualo…

Nominacje Nommo Awards 2017
Aktualności Fahrenheit Crew - 10 kwietnia 2017

Afrykańskie Stowarzyszenie Fikcji Spekulatywnej (The African Speculative Fiction Society) ogłosiło listę finalistów…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!