Milena Wójtowicz „Czacha” (2)

Opowiadania Milena Wójtowicz - 7 czerwca 2017

Niestety, albo i stety – inaczej by mnie tu nie było – zamiast rozwijać se mięśnie dolne, laska umysł sobie rozwijała w wyjątkowo pokrętny sposób. No i wyszło, co wyszło. I cerę sobie przy okazji popsuła.

Ale wracając do nudy, bo o tym miałem. Naprawdę, czego to człowiek – znaczy czacha – nie zrobi, żeby tę nudę, nomen omen, zabić. Próbowałem wszystkiego, łącznie z podsłuchiwaniem sąsiadów. Wniosek – czego to ja bym nie dał za porządną telenowelę. Wróć, Isauro! U ciebie to się przynajmniej działo…

Mógłbym jeszcze ewentualnie lukać za okno, że niby sobie telewizję oglądam, transmisja na żywo, te sprawy… Ale, jak wspomniałem, laska jest nekromantką. A nekromanci mieszkają w ciemnych i dusznych norach. Fakt. To, że ta nora to jest M-3 na drugim piętrze, nic nie zmienia. Efekt ciemności i zaduszenia laska osiąga dzięki ogromnym, ciężkim zasłonom. Nie odsłania ich nigdy, zresztą pewnie i tak nie dałaby rady. Przygniotłyby ją.

Jak widać, zmuszony byłem do znalezienia sobie innych, nazwijmy to szumnie, rozrywek. A wierzcie mi, nie jest to łatwe, jak się ma tylko czachę. No bo co ja mogę? Coś polukam, coś podsłucham, coś powiem… No właśnie, wzięło mnie jakiś czas temu i olśniło w kwestii tego podglądania, podsłuchania i powiedzenia. Zresztą, nazywajmy rzeczy po imieniu – podkablowania raczej.

Otóż dyktuję teraz moje wspomnienia Zygmuntowi, rozumiecie. Tak, temu Zygmuntowi the chomikowi, świętej pamięci. Wciąż ma do mnie urazę, ale odkąd jest martwy, to lepiej nam się układa. Jak się jest ukochanym (no, z tym bym polemizował, w końcu oddała jego terrarium mnie, a mnie to ona nawet nie lubi) zwierzaczkiem nekromantki, nawet jak to jest nekromantka od siedmiu boleści i z chudą dupą, to się nie umiera na amen tylko dlatego, że was wyżej wymienioną przygniotła.

Zygmunt swoje życie po życiu spędza o wiele bardziej aktywnie niż to wcześniejsze. Między innymi nauczył się pisać. Ręcznie niestety, ale z tym to nie ma wyjścia. Laska ma obsesję na temat swojego komputera, i Zygmunta nie dopuszcza. Że niby popsuje. Nic by nie popsuł, to jest pojętny chomik, ale ona się boi, że dokopiemy się do jej skrzynki mailowej i profili na portalach randkowych.

Tak, tak, laska ma profile. Wszędzie. Chyba żaden portal nie ostał się nieskażony jej „najatrakcyjniejszą fotką”. Takie chuderlawe, z ziemistą cerą, w wielkich brylach, z cieniami pod ślipiami, i fatalną fryzurą nad tymi niekształtnymi brylami, to jest ona. Na fotce stoi na tle pustej ściany z tapetą w wypłowiały wzorek. Rozważała zdjęcie na tle regału z książkami, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Fazę intelektualną ma już za sobą, ale z mojej sugestii, żeby sobie zrobiła zdjątko bez tego okropnego sweciora, to już nie skorzystała. Głupia, i tyle. Jakby nie wiedziała, o co na takich portalach chodzi…

Ja tam wiem. I kto po portalach łazi, i co się w mediach sprzedaje. Seks i przemoc, o tak. Z akcentem na to pierwsze. Właściwie, to sam seks już wystarczy. I dlatego, jako że razem z Zygmuntem nastawiamy się na publikację moich wspomnień, odrzucamy te co grzeczniejsze – w końcu kogo obchodzi, jak wygląda przeciętny dzień nekromantki? – i wyłuskujemy tylko te z seksem. I czasem przemocą. I z komizmem. No, niestety, z racji tego, że laska nędzna w te klocki jest, to seksu trochę mało… Nic to, najwyżej się podrasuje.

Jakby Zygmunt poduczył się obsługi komputera, to może coś by się dało wydobyć z tych jej maili i profili. Bo tak na żywca, w realu, to słabizna totalna. Nie licząc dzielnicowego, jakiegoś knypka z klubu RPG i ze dwóch naiwniaków, to posucha. Jakiś czas wzdychała do nauczyciela wuefu z bloku obok. Ale on wybrał szkolną katechetkę. Laska potraktowała to jako osobistą obrazę – o tyle dziwne, że ona poza wzdychaniem zza tych okropnych zasłon i ślinieniem się, jak za nim stawała w kolejce w spożywczaku, to nic nie robiła. Nic a nic. Nawet tym chudym tyłkiem nie zakręciła – nie żeby to jakieś efekty przyniosło.

No ale laska się obraziła. Na świat. Na życie. Na mężczyzn, co to ją tak okrutnie krzywdzili… Nie, nie została feministką. Feministki, jak uważa laska, noszą włosy na jeżyka, a ona się boi nożyczek. Serio. Nóż rytualny – proszę bardzo. Nożyczki – ucieka z krzykiem. Fobia jakaś… Ale do tematu: laska, skrzywdzona i zraniona przez cały świat, a męskie świnie przede wszystkim, postanowiła sobie poradzić sama. Oczywiście w sposób nekromancki. Sukuba sobie postanowiła wezwać.

He, mówiłem, że będzie o seksie. Z detalami.

Detalami przywoływania, niestety. Tylko i wyłącznie. Wspomniałem, że laska jest w te klocki beznadziejna? Wspomniałem. Nawet z sukubem.

Do tego to już zdecydowanie trzeba być nieudacznikiem do kwadratu. Sprowadzić sobie demona, specjalnie do własnej przyjemności, i nie umieć skorzystać… Ja bym umiał, ale ja nie mam czym. Jeśli mam szczęście, to to coś dalej w grobie leży. Jeśli mam pecha, to laska dawno już to w jakiś napar skroiła. Tak czy inaczej, mnie to i tak wisi.

Tak więc laska zajęła się przygotowywaniem do przyzywania sukuba. Przygotowywała się długo, głownie szperając w necie w poszukiwaniu fotek. Fotek facetów w jej typie, konkretnie. Wspomniałem, jaki laska ma typ? A, nie wspominałem. Ale o serialu „Conan” wspominałem. I powinno to dać każdemu do myślenia. Laska lubi wielkich, półnagich facetów z toną mięśni i mieczem. Albo wielkich, półnagich facetów z toną mięśni i wielką spluwą – bez skojarzeń! Albo wielkich półnagich facetów… Łatwo zauważyć pewien trend, prawda?

Dokładnie takiego wielkiego, półnagiego faceta-sukuba z toną mięśni laska postanowiła przywołać. Wszystko sobie wyliczyła. Normalnie tydzień nad tym siedziała, żeby facet był och-ach. Co do centymetra w bicepsie.

Wreszcie, jak już wszystko sobie wyliczyła, to odprawiła rytuał. To się działo… kadzidła, pachnidła, jakieś dziwne proszki… No, nekromancja zwyczajna po prostu. No i zonk.

Bo rzecz w tym, że nekromanci to faceci. Głównie. Żadna normalna kobita się nie będzie w ziemi grzebała, paznokcie sobie połamie. Laska nie jest normalna, ale to inna sprawa. Bo chodzi o to, że faceci, w większości, rzecz jasna, to nie lecą na wielkich, półnagich facetów z toną mięśni. Lecą na babki. Półnagie. Ale raczej – nie licząc tych specyficznych – nie na takie wielkie i z toną mięśni. A laska taką właśnie przywołała.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345

Powiązane wpisy

[Recenzja] „Harda Horda” Antologia
Recenzja fantastyczna - 2 kwietnia 2019

Twórcy, zarówno dopiero początkujący, jak i już wiekowo lub/i artystycznie dojrzali, mają w zwyczaju…

Już jutro Milena Wójtowicz we Wrocławiu
Aktualności - 15 marca 2019

Już jutro w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu odbędzie się spotkanie autorskie…

Fantastyczny konkurs z Mileną Wójtowicz – wyniki
Konkursy - 13 maja 2018

  Drodzy czytelnicy! Konkurs, w którym do wygrania były egzemplarze powieści Mileny Wójtowicz pt. „Post scriptum”…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!