Milena Wójtowicz „Memento Mori”

Tytuł: "Memento Mori"
Autor: Milena Wójtowicz,
Grafika: Magdalena Zawadzka,
Cykl: Post Scriptum
Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar,
Redakcja: Dominika Repeczko, Agata Tryka,
Typ publikacji: papier, mobi, epub, pdf,
Premiera: 16 marca 2019
Liczba stron: 15
Format: 12x16,5 cm
Oprawa: broszurowa,
Cena (papier): za darmo
Więcej informacji: Milena Wójtowicz „Memento Mori”

Z okazji Dnia Dziecka mamy dla Was bardzo miłą niespodziankę – opowiadanie Mileny Wójtowicz z uniwersum „Post Scriptum”.

 

Opowiadanie przygotowaliśmy dla Was także w formie ebooków: EPUB | MOBI | PDF

 

O „Post Scriptum”

Piotr Strzelecki, psycholog, coach i doradca post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP prowadzi firmę PS Consulting, której docelowymi klientami są osoby nienormatywne: wampiry, wiły, wilkołaki, obłoczniki. Piotr i Sabina też są nie do końca ludźmi… i radzą sobie z tym każde na swój sposób. Ona nadmiernym spożyciem wyrobów cukierniczych, on medytacją i wdychaniem lawendy.

Przypadkiem oboje zostają wplątani w intrygę kryminalną: ktoś nastaje na życie (lub też egzystencję duchową) brzeskich nienormatywnych. Mimo oporów ze strony Sabiny, z inicjatywy Piotra podejmują śledztwo – a raczej próbują je podjąć. Świadomi własnego braku kompetencji w pracy detektywistycznej, szukają pomocy u opolskiego policjanta, który raz w miesiącu zwykł wyć do księżyca. Tymczasem tajemniczy morderca sięga po osikowy kołek… i sprawy przybierają bardzo niekorzystny obrót dla pary detektywów-amatorów.

 

Recenzję powieści możecie przeczytać w Fahrenheicie.

 

A już niedługo kolejna część opowieści o strzygach, łańcuchach i potomkach Martinusów pod tytułem: „Vice Versa”.

Niektórzy podpisują cyrograf, Żaneta Wawrzyniak podpisała umowę szkoleniową z PS Business Consulting. Nikt wcześniej nie wspomniał, że oprócz studiów i pracy będzie też miała na głowie dwójkę nienormatywnych mentorów – Sabinę i Piotra.

Do tego w okolicach Brzegu zaczyna się dziać coś podejrzanego. Wokół kręcą się szamani, wilkołaki, łowcy potworów, mityczny stwór, którego koniecznie trzeba uratować, organizatorki wesel, a na niczego niepodejrzewających nienormatywnych czyha szaleństwo.

Stalking, mentoring, coaching, mrówking – kto uratuje przed tym wszystkim Żanetę?

 

Przedpremierowa recenzja powieści:

[RECENZJA] „Vice Versa” Milena Wójtowicz

 

Memento Mori

Przenoszenie jednocześnie łańcucha, generatora, maski i spawarki było fatalnym pomysłem dla szkolnej sekretarki w wieku tuż przedemerytalnym. Chociaż właściwie problem tkwił nie w samym noszeniu, lecz w niefor­tunnym skręcie tułowia, który przyprawił Ludmiłę Marciniak o mroczki przed oczami i złożył ją do łoża boleści na całe dwie godziny. Po stu dwudziestu minutach wymuszonego odpoczynku wstała, pchana w zasadzie tylko siłą woli i solidną dawką środków przeciwbólowych, które dostarczył wezwany pilnie Łukaszek.

Bratanek, chłopiec życzliwy i dobrze wychowany, a przy tym szczycący się właściwą dla wieku tężyzną fizyczną, oczywiście zgodził się wspomóc zbolałą ciotkę i towarzyszyć jej na pogrzebie, na który koniecznie, po prostu koniecznie musiała pójść.

Troszkę mu mina zrzedła, gdy usłyszał, że mają ze sobą zabrać cały sprzęt do polowego spawania elektrodą otuloną. Nawet coś zaczął chrząkać na temat tego, co ciotka może wiedzieć o spawaniu, ale urwał w pół słowa, kiedy zauważył przygotowany łańcuch.

– A to po co? – zapytał.

– Żeby Regina nie wyszła z trumny – odpowiedziała mu Ludmiła, którą rwa kulszowa pozbawiła całkiem chęci do zabawy w dyplomację. Poza tym, niech sobie Bronek mówi, co chce, nikt młodego do przejmowania fachu przodków przymuszać nie zamierzał, ale wypadałoby, żeby smarkacz przy­naj­mniej własną genealogię znał. A historia rodu Marciniaków, Martinów i Martinusów pełna była łańcuchów wokół trumien.

Za to spawarka miała się w niej pojawić po raz pierwszy.

Trzeba Łukaszkowi przyznać, że całkiem bystry był, bo na dictum ciotki się grzecznie zamknął i zajął znoszeniem gratów do hyundaia. Przy maczecie już nawet się nie zająknął. Ludmiła podążała za nim, odziana w godną czerń, cała sztywna od bólu, z twarzą boleśnie skrzywioną – w sam raz na pogrzeb.

Reginę chowali w Brzegu, na komunalnym. Ksiądz proboszcz na pewno by nawet słówka nie pisnął, jakby ktoś uparł się złożyć ją u niego w poświęconej ziemi. Chociaż pewnie ledwo by grób zasypali, on już by zakasał sutannę i pognał po deski, żeby zabić okna, drzwi i lufciki wentylacyjne. Na jego szczęście stara Piechotowa zostawiła bardzo wyraźne i stanowcze instrukcje, gdzie życzy sobie spoczywać.

W Zielęcicach też na pewno odetchnęli z ulgą, że u nich cmentarza nie ma i jeśli Regina wstanie, to najpierw zabierze się za Brzeg, potem jeszcze po drodze jest Żłobizna, Skarbimierz, Małujowice… zejdzie jej trochę i może ostatecznie u dawnych sąsiadów grasować nie będzie.

Oczywiście Ludmiła, rękami Łukaszka, zamierzała zadbać o to, żeby stara Piechotowa nie grasowała już nigdzie.

Stara Piechotowa… Ludmiła zganiła się w myślach. Regina była od niej starsza o dziesięć lat, chociaż ubierała się, jakby różniło je lat co najmniej dwadzieścia, a Zielęcice były jakąś zapadłą wiochą, gdzie dopiero niedawno telegraf odpalili. Ludmiła na pierwszy rzut oka umiała rozpoznać maskowanie.

Regina mogła sobie nosić chustkę na głowie, mogła przywdziewać luźny, bezkształtny kaftan, podomkę, czy czym ta szmata była, mogła zakładać na stopy grube wełniane skarpety i chodaki z targu, ale pod tym stosem tandetnych szmat kryła się maszyna do zabijania.

– Ty w głowie narypane masz jak taki jeloń na rykowisku – powiedziała Ludmile, gdy spotkały się po raz pierwszy, te dziesięć lat temu. Ludka przyjechała do Zielęcic na rekonesans na pożyczonym od Bronka moto­rowerze, wyrychtowała się jak trzeba, a przy ostrzeniu broni podśpiewywała z Beatą, że jak się nosi spodnie, to się walczy. – Bedzisz tu stała z jakom maszetą i niby co? Bym ciała, to bym ci rynce wyrwała. Ale ni cem. Sabinka zara z miasta wraca. Obiad muszem szykować.

A Ludmiła, w dżinsach i skórze z bazaru, z bandaną na włosach, maczetą-samoróbką, została na progu jak taka sierota. Nie tak sobie wyobrażała pierwszą samodzielną misję, oj nie.

W tych kolorowych czasopismach dla kobiet, które żona Bronka, Irena, kupowała jak opętana sroka, było parę artykułów o tym, że życie się nie kończy po czterdziestce, ani nawet po pięćdziesiątce i można być zadbaną starszą panią i odnaleźć swoją kobiecość.

O tym, jak się odnaleźć, gdy cioteczny wuj Antoni na łożu śmierci wtyka ci rodzinną buławę, a wraz z nią ciężar polowania na potwory, w gazetach Irenki nic nie pisali.

Ta buława to nie był grom z jasnego nieba. I Ludka, i Bronek dobrze wiedzieli, czym się rodzina zajmuje i pilnie pobierali nauki od starszego pokolenia. Na wszelki wypadek, gdyby to pitolenie o jednym wybranym z każdego pokolenia padło na któreś z nich. Bronek wykręcił się z rodzinnej tradycji raz-dwa, ożenił się, zabronił przy Irence wspominać, co spotkało prapradziadka Zygfryda, a biegłość w posługiwaniu się ostrzami wykorzy­stał, gdy pojechał dla Niemca w rzeźni pracować.

Ludmiła ograniczyła się do zaciskania ust z dezaprobatą, ilekroć Bronek wciskał żonie albo synowi kit, że aż zęby bolały. Sama oczywiście nie wahałaby się przejąć rodzinnego fachu, ale nie spodziewała się, że ją to dopadnie w wieku czterdziestu siedmiu lat! Z których dwadzieścia dziewięć przesiedziała za biureczkiem w kolejnych biurach i sekretariatach. Kiedy dotarły do niej wieści o ostatniej woli ciotecznego wuja, spróbowała zza tego biureczka salto zrobić, tak żeby się upewnić, że da radę. Wylądowała w szpitalu i nie mogła się pojawić na pogrzebie Antoniego. I jeszcze dorobiła się permanentnych problemów z krzyżem.

Buławę z Nysy przywiózł Bronek i, uśmiechając się kpiąco, wręczył ją uroczyście leżącej na ortopedii Ludmile. Zdzieliłaby go tym kijem ceremonialnym przez łeb, ale w szpitalu byli, to drania by raz-dwa odratowali i, o zgrozo, jeszcze by położyli na sąsiedniej sali.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Milena Wójtowicz „Czacha”

Czterdzieści lat minęło, jak jeden dzień…Tra la laaaaa… No, nie czterdzieści. Dziesięć. To tak naprawdę…

[Recenzja] „Harda Horda” Antologia
Recenzje fantastyczne MAT - 2 kwietnia 2019

Twórcy, zarówno dopiero początkujący, jak i już wiekowo lub/i artystycznie dojrzali, mają w zwyczaju…

Fotorelacja ze spotkania z Jakubem Ćwiekiem podczas Brzeskich Dni Fantastyki
Galeria A.Mason - 24 sierpnia 2019

Za dwie godziny rozpocznie się najważniejszy dzień Brzeskich Dni Fantastyki. Za sobą…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!