ISSN: 2658-2740

Milena Wójtowicz „Memento Mori”

Tytuł: "Memento Mori"
Autor: Milena Wójtowicz,
Grafika: Magdalena Zawadzka,
Cykl: Post Scriptum
Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar,
Redakcja: Dominika Repeczko, Agata Tryka,
Typ publikacji: papier, mobi, epub, pdf,
Premiera: 16 marca 2019
Liczba stron: 15
Format: 12x16,5 cm
Oprawa: broszurowa,
Cena: za darmo
Więcej informacji: Milena Wójtowicz „Memento Mori”

Z okazji Dnia Dziecka mamy dla Was bardzo miłą niespodziankę – opowiadanie Mileny Wójtowicz z uniwersum „Post Scriptum”.

 

Opowiadanie przygotowaliśmy dla Was także w formie ebooków: EPUB | MOBI | PDF

 

O „Post Scriptum”

Piotr Strzelecki, psycholog, coach i doradca post mortem wraz z Sabiną Piechotą, specjalistką ds. BHP prowadzi firmę PS Consulting, której docelowymi klientami są osoby nienormatywne: wampiry, wiły, wilkołaki, obłoczniki. Piotr i Sabina też są nie do końca ludźmi… i radzą sobie z tym każde na swój sposób. Ona nadmiernym spożyciem wyrobów cukierniczych, on medytacją i wdychaniem lawendy.

Przypadkiem oboje zostają wplątani w intrygę kryminalną: ktoś nastaje na życie (lub też egzystencję duchową) brzeskich nienormatywnych. Mimo oporów ze strony Sabiny, z inicjatywy Piotra podejmują śledztwo – a raczej próbują je podjąć. Świadomi własnego braku kompetencji w pracy detektywistycznej, szukają pomocy u opolskiego policjanta, który raz w miesiącu zwykł wyć do księżyca. Tymczasem tajemniczy morderca sięga po osikowy kołek… i sprawy przybierają bardzo niekorzystny obrót dla pary detektywów-amatorów.

 

Recenzję powieści możecie przeczytać w Fahrenheicie.

 

A już niedługo kolejna część opowieści o strzygach, łańcuchach i potomkach Martinusów pod tytułem: „Vice Versa”.

Niektórzy podpisują cyrograf, Żaneta Wawrzyniak podpisała umowę szkoleniową z PS Business Consulting. Nikt wcześniej nie wspomniał, że oprócz studiów i pracy będzie też miała na głowie dwójkę nienormatywnych mentorów – Sabinę i Piotra.

Do tego w okolicach Brzegu zaczyna się dziać coś podejrzanego. Wokół kręcą się szamani, wilkołaki, łowcy potworów, mityczny stwór, którego koniecznie trzeba uratować, organizatorki wesel, a na niczego niepodejrzewających nienormatywnych czyha szaleństwo.

Stalking, mentoring, coaching, mrówking – kto uratuje przed tym wszystkim Żanetę?

 

Przedpremierowa recenzja powieści:

[RECENZJA] „Vice Versa” Milena Wójtowicz

 

Memento Mori

Przenoszenie jednocześnie łańcucha, generatora, maski i spawarki było fatalnym pomysłem dla szkolnej sekretarki w wieku tuż przedemerytalnym. Chociaż właściwie problem tkwił nie w samym noszeniu, lecz w niefor­tunnym skręcie tułowia, który przyprawił Ludmiłę Marciniak o mroczki przed oczami i złożył ją do łoża boleści na całe dwie godziny. Po stu dwudziestu minutach wymuszonego odpoczynku wstała, pchana w zasadzie tylko siłą woli i solidną dawką środków przeciwbólowych, które dostarczył wezwany pilnie Łukaszek.

Bratanek, chłopiec życzliwy i dobrze wychowany, a przy tym szczycący się właściwą dla wieku tężyzną fizyczną, oczywiście zgodził się wspomóc zbolałą ciotkę i towarzyszyć jej na pogrzebie, na który koniecznie, po prostu koniecznie musiała pójść.

Troszkę mu mina zrzedła, gdy usłyszał, że mają ze sobą zabrać cały sprzęt do polowego spawania elektrodą otuloną. Nawet coś zaczął chrząkać na temat tego, co ciotka może wiedzieć o spawaniu, ale urwał w pół słowa, kiedy zauważył przygotowany łańcuch.

– A to po co? – zapytał.

– Żeby Regina nie wyszła z trumny – odpowiedziała mu Ludmiła, którą rwa kulszowa pozbawiła całkiem chęci do zabawy w dyplomację. Poza tym, niech sobie Bronek mówi, co chce, nikt młodego do przejmowania fachu przodków przymuszać nie zamierzał, ale wypadałoby, żeby smarkacz przy­naj­mniej własną genealogię znał. A historia rodu Marciniaków, Martinów i Martinusów pełna była łańcuchów wokół trumien.

Za to spawarka miała się w niej pojawić po raz pierwszy.

Trzeba Łukaszkowi przyznać, że całkiem bystry był, bo na dictum ciotki się grzecznie zamknął i zajął znoszeniem gratów do hyundaia. Przy maczecie już nawet się nie zająknął. Ludmiła podążała za nim, odziana w godną czerń, cała sztywna od bólu, z twarzą boleśnie skrzywioną – w sam raz na pogrzeb.

Reginę chowali w Brzegu, na komunalnym. Ksiądz proboszcz na pewno by nawet słówka nie pisnął, jakby ktoś uparł się złożyć ją u niego w poświęconej ziemi. Chociaż pewnie ledwo by grób zasypali, on już by zakasał sutannę i pognał po deski, żeby zabić okna, drzwi i lufciki wentylacyjne. Na jego szczęście stara Piechotowa zostawiła bardzo wyraźne i stanowcze instrukcje, gdzie życzy sobie spoczywać.

W Zielęcicach też na pewno odetchnęli z ulgą, że u nich cmentarza nie ma i jeśli Regina wstanie, to najpierw zabierze się za Brzeg, potem jeszcze po drodze jest Żłobizna, Skarbimierz, Małujowice… zejdzie jej trochę i może ostatecznie u dawnych sąsiadów grasować nie będzie.

Oczywiście Ludmiła, rękami Łukaszka, zamierzała zadbać o to, żeby stara Piechotowa nie grasowała już nigdzie.

Stara Piechotowa… Ludmiła zganiła się w myślach. Regina była od niej starsza o dziesięć lat, chociaż ubierała się, jakby różniło je lat co najmniej dwadzieścia, a Zielęcice były jakąś zapadłą wiochą, gdzie dopiero niedawno telegraf odpalili. Ludmiła na pierwszy rzut oka umiała rozpoznać maskowanie.

Regina mogła sobie nosić chustkę na głowie, mogła przywdziewać luźny, bezkształtny kaftan, podomkę, czy czym ta szmata była, mogła zakładać na stopy grube wełniane skarpety i chodaki z targu, ale pod tym stosem tandetnych szmat kryła się maszyna do zabijania.

Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Już jutro Milena Wójtowicz we Wrocławiu
Aktualności A.Mason - 15 marca 2019

Już jutro w księgarni Tajne Komplety we Wrocławiu odbędzie się spotkanie autorskie…

Urodziny Mileny Wójtowicz
Aktualności Fahrenheit Crew - 4 lipca 2018

Urodziny Mileny Wójtowicz.

Copernicon 2019 – fotorelacja

Niedawno opublikowaliśmy relację Gabrysi Rolskiej z Coperniconu, tym razem nadszedł czas na…

Fahrenheit