Natalia Turczaninowa i Jelena Byczkowa „PÓŁNOCNA KRAINA”

Daleko na północy, gdzie ocean staje się czarny, prawie taki sam jak nocne niebo; gdzie białe góry lodowe ślizgają się w ciszy po ciemnej wodzie, gdzie zimne strzały zorzy polarnej drżą nad horyzontem, a gwiazdy wyglądają jak lśniące kawałeczki lodu – żyją niezwykłe, skrzydlate istoty. Są podobne do przezroczystych kryształków. Unoszą się lekką chmurką nad bezkresnymi, śnieżnymi równinami na swoich delikatnych, kryształowych skrzydełkach, tańczą w złudnym blasku gwiazd i chowają się w lodowych jaskiniach, kiedy tylko skrawek słońca wysunie się zza horyzontu.

Nikt nie zna ich imienia. One nazywają siebie Alwami…

Myślały, że żyją same na całym świecie, że nie ma niczego oprócz wspaniałych, lśniących lodów ich ziemi, wysokiego nieba i majestatycznego piękna zorzy polarnej.

Ale pewnego razu do brzegu przycumował statek. Kiedyś nazywano go szybkim i smukłym morskim szkunerem: żagle wypełniał wiatr, osprzęt huczał, a pokład mienił się złotem. Teraz, podobny do zamarzającego ptaka, cały pokryty był grubą warstwą lodu. Płynął powoli, niczym jedna z tych ciężkich gór lodowych: wyglądał na porzucony – zimny i pusty.

Małe, skrzydlate istoty nigdy nie widziały niczego podobnego i natychmiast podleciały do uszkodzonego żaglowca. Fruwały dookoła oblodzonych masztów, krążyły nad pokładem. „Tu nie ma nikogo – mówiły do siebie – zupełnie nikogo, jest pusty.” Już zamierzały porzucić statek, gdy nagle wyczuły coś niezwykłego – usłyszały cichy oddech. Poszybowały w dół i przy jednym z masztów zobaczyły dziwną istotę. To było dziecko. Chłopiec.

Wydawało się, że zamarzł: śnieżynki drżały na jego długich rzęsach i ciepły oddech wyrywał się chmurką pary w lodowatym powietrzu. Przyglądały się mu z ciekawością. „Ma czarne włosy – mówiły – czarne, jak ocean. A skóra jasna, biała – jak śnieg.” Wtem dziecko otworzyło oczy – szafirowe. Był to tak piękny kolor, że wszystkie Alwy krzyknęły z zachwytu. „Kim jesteś? – zapytały. – Jak się nazywasz? Skąd przybyłeś? Co tu robisz?”

– Jestem zupełnie sam… – wyszeptał chłopiec. – Jest mi bardzo zimno.

– Zimno? – powtórzyły. – A co to znaczy?

– To znaczy, że nie mogę się poruszyć – cicho westchnął chłopiec. – Chcę zasnąć i nigdy się nie obudzić. To znaczy, że wkrótce umrę…

– Nie, nie umrzesz – rozdzwoniły się. – Nie chcemy, żebyś umarł. Pójdziesz z nami, zabierzemy cię stąd.

Okrążyły go szczelnym pierścieniem, pomogły wstać i wkrótce chłopiec poczuł, że leci. Czuł się lekki jak chmurka i myślał, że to sen, albo że może już umarł, a te lśniące istoty dookoła niego są aniołami. Zmęczony, zamknął oczy, a kiedy otworzył, zobaczył, że znajduje się w ogromnej, lśniącej sali. Wysokie sklepienie podpierały błękitne kolumny, a przezroczyste ściany ukazywały – jedną za drugą – kolejne świecące sale, do których z góry i dołu wlewało się złote światło.

Jak tu ciepło, pomyślał chłopiec. Podniósł się i zobaczył, że jest sam, tylko gdzieś daleko dzwonił dźwięczny, srebrny dzwonek. Dźwięk przybliżał się i wreszcie chłopiec zobaczył malutką Alwę, która patrzyła na niego z ogromną ciekawością.

– Dzień dobry – przywitał się.

– Dzień dobry – odpowiedziała. – Wszystkie odleciały, tylko ja zostałam z tobą. Tak długo spałeś i bałyśmy się, że już się nie obudzisz.

– Tak, mogłem usnąć na zawsze. Ale dlaczego tu nie jest zimno? – zdziwił się.

– Jesteśmy głęboko pod ziemią. Tu już nie zamarzniesz. Będziesz mógł tu żyć.

– Ale ja nie potrafię żyć bez słońca. Bez słońca i zielonej trawy.

– Trawa? A co to takiego?

– Trawa… – powtórzył. – Trawa… Prawdopodobnie nie potrafię ci opisać, co to takiego: trawa, kwiaty, ptaki.

– Postaraj się – poprosiła. – Bardzo chcę posłuchać.

I chłopiec zaczął opowiadać o swojej ojczyźnie. O ciepłym kraju, gdzie świeci gorące słońce, kwitną ogromne pachnące kwiaty, śpiewają ptaki i szemrzą strumienie. Słuchała, otwierając z wrażenia przezroczyste oczy, a chłopiec tak się zaaferował opowiadaniem, że nie zauważył, jak dookoła utworzyło się kółko skrzydlatych słuchaczy. Siedziały na przezroczystej, lodowej podłodze, na występach ścian, szybowały w powietrzu i słuchały. A kiedy chłopiec zamilkł, zadzwoniły: „Jeszcze, prosimy, opowiadaj jeszcze!” I chłopiec zaczął opowiadać o morzu: o wielkich rybach, pływających w jego głębinach, i o małych rybkach, które umieją latać nad falami, i o żaglowcach, które ślizgają się po wodzie. Porównał je do gór lodowych, żeby małym słuchaczom łatwiej było zrozumieć, a motyle – do śnieżynek. Kiedy mówił, istotki zbliżały się; niektóre, jak małe białe ptaszki, siadały mu na ramionach, inne na kolanach i setki przezroczystych jak lód oczu błyszczało zachwytem albo zdumieniem. A chłopiec patrzył i nie widział ich: wydawało mu się, że płynie po falach na swoim statku, żagle wypełnia ciepły wiatr i przygrzewa słońce. Cudowne obrazy z przeszłości stawały mu przed oczyma i czuł, że już nigdy nie powróci do swojej ojczyzny.

– Co to? – zapytała najmniejsza z istotek. – Masz na policzkach wodę.

– To łzy – odpowiedział chłopiec.

– Dlaczego?

– Bo jest mi bardzo smutno.

– Dlaczego ci smutno? – zdziwiła się srebrzysta Alwa, ze skrzydełkami w kolorze bzu.

– Prawdopodobnie nie zrozumiesz tego – westchnął. – Już nigdy nie zobaczę ciepłego morza, zielonej trawy.

– Dlaczego? – zapytała inna. – Źle ci tu? Popatrz, jak pięknie. Nie mamy trawy i kwiatów, ale mamy przezroczyste skały, takie wysokie, że ich szczyty może osiągnąć tylko wiatr. I w naszych podziemnych miastach, w południe, widzimy przez jeden dzień w roku dalekie promienie słońca. A nasze wspaniałe lodowe kryształy są cienkie jak płatki kwiatów. Na lodowcach bywa ich tak dużo, że czasami zapiera dech, jeśli szybko leci się nad takim polem, i chyba są podobne do trawy.

– Możliwe – powiedział chłopiec. – Mam nadzieję, że się przyzwyczaję…

I został w lodowatej krainie.

Skrzydlate Alwy każdego dnia przylatywały do chłopca, kręciły się wokół niego i skwapliwie słuchały opowiadań, zachwycały się jego włosami, niebieskimi oczyma i były szczęśliwe.

A chłopiec z każdym dniem stawał się coraz bledszy i upodabniał się do przezroczystego kryształka lodu. „Co się z tobą dzieje? – pytały. – Dlaczego jesteś smutny i taki blady? Źle ci z nami? Nie lubisz nas?”

– Ależ nie – odpowiadał – oczywiście, że lubię. Jesteście takie dobre, uratowałyście mnie.

Ale widziały, że on nadal tęskni. Z początku długo błądził po niekończących się jaskiniach, przyglądał się lśniącym bryłkom lodu, a teraz siedział smutny, chowając się w kąciku. „Źle mu – mówiły niektóre. Prawdopodobnie nie potrafi żyć wśród nas. Powinien wrócić do domu.”

– Nie możemy mu pomóc – odpowiadały inne. – Nie wiemy, gdzie jest jego dom. I tam, w jego kraju, jest tak gorąco, że same roztopimy się jak lód.

– Trzeba coś wymyślić – wzdychały kolejne. – Ale statek, ten jego ptak, już nie popłynie. Zamarzł.

– Chłopiec umrze! – podniosły wrzawę najmłodsze, które najuważniej słuchały opowieści i które były najbardziej żądne wiedzy i niespokojne duchem. – Gdybyśmy przeniosły go do domu, do jego ciepłego kraju, gdzie rosną prawdziwe kwiaty, mogłybyśmy zobaczyć te niezwykłe morza o szafirowym kolorze, pola z zieloną trawą, lasy, w których śpiewają ptaki…

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

„Gwiazd?”,”Biały mech”, „Jak mam na imię” – konkursu 8. Sputnika ciąg dalszy
Aktualności Fahrenheit Crew - 27 października 2014

8. „Sputnik nad Polską” zaprezentuje w listopadzie w warszawskiej Kinotece kilkanaście najlepszych produkcji rosyjskich z ostatniego…

8. „Sputnik nad Polską” startuje dziś w warszawskim Iluzjonie!
Aktualności Fahrenheit Crew - 20 listopada 2014

Uroczyste otwarcie 8. Festiwalu Filmów Rosyjskich „Sputnik nad Polską” rozpocznie się dziś –…

Wydarzenia towarzyszące 8. Sputnika
Aktualności Fahrenheit Crew - 18 listopada 2014

Podróż do innego świata, historia wizjonera i nowe interpretacje twórczości Braci Strugackich. Spotkanie z rosyjską…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!