Natalia Turczaninowa i Jelena Byczkowa „PÓŁNOCNA KRAINA”

Opowiadania Ebola - 7 stycznia 2015

– Po co wam te ciepłe kraje! – gniewały się dorosłe Alwy – Czy może być gdzieś lepiej, niż tu?! Czy może być coś piękniejszego od naszych pól lodowych i zorzy polarnej?!

– Ale my chcemy pomóc naszemu chłopcu, chcemy zobaczyć, gdzie żył! – upierały się młode.

– A jeśli znikniecie na zawsze i nigdy więcej nie zobaczycie naszych lodowych pustyń i gwiezdnego nieba? – straszono je.

Ale młode tylko się śmiały i marzyły o locie razem z chłopcem nad wspaniałymi, południowymi krainami, podczas którego zobaczą wszystko, o czym opowiadał…

Zwinąwszy się w kłębuszek, chłopiec siedział w kąciku jaskini, kiedy ukazała się chmurka srebrzystych Alw i zakręciła się wokół niego.

– Odniesiemy cię do domu! – dzwoniły radośnie. – Przelecimy nad oceanem i pokażesz nam trawę i drzewa, ciepłe słońce i prawdziwe kwiaty.

Po raz pierwszy od długiego czasu chłopiec uśmiechnął się do swoich skrzydlatych przyjaciół i wyciągnął do nich ręce.

Alwy podchwyciły chłopca, wyniosły z jaskini i szybko pomknęły nad swoim północnym krajem.

Lodowe pola przemykały pod nimi, świecąc przezroczystym opalowym światłem; półprzezroczyste kryształy ciągnęły się ostrymi krawędziami do gwiazd, skrząc się zimno – i z góry wydawało się, że ziemia świeci białym, migoczącym blaskiem. Ale oto lodowe pustkowia zamieniły się w wysokie góry. Północny kraj zaprezentował chłopcu swoje śnieżne desenie i zdawało mu się, że nie widział niczego piękniejszego. Jednak to piękno, mieniące się wszystkimi odcieniami błękitu i bieli, było zimne.

Alwy kręciły się jak stadko śnieżynek, dotykając przezroczystymi skrzydełkami chłopca, który zupełnie nie odczuwał zimna.

Błyszczące, jak wypolerowane lustro, iskrzyły się w dole czarne wody oceanu. Ogromne, białe góry lodowe kołysały się lekko w zimnych falach, niczym wyspy ze śniegu i lodu. Chłopiec patrzył na nie z podziwem i uśmiechał się.

Stopniowo ocean zaczął się zmieniać, jego czarne wody pojaśniały, potężne bryły gór lodowych skryły się za horyzontem, na niebie ukazały się nowe gwiazdozbiory. Alwy dostrzegły pustynne ziemie i wysokie skały, wynurzające się z morza. Ze zdumieniem rozglądały się na boki i pytały chłopca: „Przylecieliśmy? Mieszkasz tutaj?” Ale on odpowiadał: „Jeszcze nie. Mój kraj leży dalej. Tu nie ma nic oprócz kamienia, a w mojej ojczyźnie przez cały rok kwitną lotosy i śpiewają ptaki”. Lecieli dalej.

Kiedy ocean z szarego przekształcił się w bladobłękitny, Alwy zobaczyły mewy latające z krzykiem nad urwiskami, niskie sosny, kępki twardej trawy przebijającej się między kamieniami i malutkie kwiatki, drżące na wietrze. „To twój kraj! – krzyczały radośnie – spójrz, jakie wspaniałe kwiaty!” „Nie, jeszcze nie – odpowiadał chłopiec – kwiaty, które rosną w moim kraju, są wielkie i pachnące, a trawa wysoka i zielona.” Lecieli dalej.

I oto fale oceanu zaświeciły jaskrawym błękitem i w ich głębi zamigotały złociste ryby. Pływały wśród różowych korali i chowały się w puszystych, różnokolorowych wodorostach.

– Z nami coś się dzieje – stwierdziły Alwy. – Tak nam dobrze, ale z jakiegoś powodu smutno. Chce nam się śmiać, i płakać.

Na horyzoncie ukazały się zielone, kwitnące wyspy, ciepłe fale omywały ich plaże ze złocistym piaskiem, dziesiątki ptaków fruwały w gęstych zaroślach, nad drzewami krążyły motyle.

– Oto mój kraj! – krzyknął chłopiec. – Zielony brzeg, wysoka trzcina, kwitnące lotosy! Podziwiajcie!!

Ale Alwy nie odpowiedziały mu. Cicho i bardzo ostrożnie opuściły chłopca na zieloną trawę, a na ich przezroczystych policzkach błyszczały przezroczyste łzy.

– Kochane Alwy – powiedział chłopiec. – Jestem już w domu. Znów widzę kwiaty, słyszę ptaki. Dziękuję wam.

Odwrócił się do bajkowych istot, ale nie zobaczył swoich skrzydlatych przyjaciół. Poczuł spadające deszczowe krople. A nad jego głową świeciła tęcza.

– Gdzie jesteście? – szeptał. – Czyżbyście naprawdę stopniały? Zginęłyście z mojego powodu?

– Nie zginęłyśmy – usłyszał w szumie deszczu. – Jesteśmy tu, z tobą. Przekształciłyśmy się w tęczę i deszcz. Kiedy zobaczysz tęczę, przypomnij sobie o nas: jest piękna, prawie jak zorza polarna. Kiedy zacznie padać deszcz, wsłuchaj się w jego delikatny szept: to też my; nie możemy już dzwonić, ale rozpoznasz nasze głosy, poczujesz nasz dotyk i będziesz wiedział, że po dawnemu kochamy cię…

Chłopiec słuchał, jak krople deszczu padają na trawę i uśmiechał się, ponieważ zrozumiał, że jego przyjaciele zawsze będą przy nim.

W dalekim północnym kraju, w czasie długich polarnych nocy, Alwy wspominały czarodziejskie historie o ciepłym słońcu, błękitnym morzu, zielonej trawie, o chłopcu z niebieskimi oczyma i o tym, że najśmielsze z nich odleciały do czarodziejskiego, ciepłego kraju na południu, i nie wróciły.

 

 

Tłumaczenie: Tadeusz Rubnikowicz

Przeczytaj również: Śnieżny tygrys

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Powiązane wpisy

Aleksander Karniszyn „Dziadek Mróz nie istnieje”
Opowiadania - 30 grudnia 2014

– Skończyłeś już? Zostało pięć minut. – Zaraz, jeszcze ciutek! – Chłopiec…

Aleksander Karniszyn „Dobra praca”
Opowiadania - 10 listopada 2014

– Podpisujemy, podpisujemy, o tu i o tu. To podanie do Urzędu Stanu Cywilnego, tam wymagają własnoręcznych…

Wydarzenia towarzyszące 8. Sputnika
Aktualności - 18 listopada 2014

Podróż do innego świata, historia wizjonera i nowe interpretacje twórczości Braci Strugackich. Spotkanie z rosyjską…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!