Paweł Lach „Spłacony dług” (4)

Opowiadania Paweł Lach - 16 października 2015

Bjarni poczuł nagły dotyk mroźnego powietrza.

Ten dźwięk. Lód pożerał wszystko, rósł, kruszał, pękał. Biel szronu i śniegu zaczęła zakrywać bujny gaj, zbliżając się do ciał kochanków. Wicher zawodził, przeganiając tumany lodowego pyłu. Jak okiem sięgnąć, czarne kikuty pozbawionych liści drzew gięły się do ziemi. Lodowa pustynia rozrastała się, gubiąc wszystko w niezliczonych odcieniach śnieżnej powłoki.

— Co się stało? — zawołał, próbując przekrzyczeć zawodzenie wichru.

— Mróz! — odpowiedziała, wstając z miejsca. — Mróz pożera wszystko. Z każdym rokiem wiosna jest krótsza, z każdym dniem mniej jest blasku na świecie. Spójrz! Spójrz na mnie! Gdy ktoś spośród was przynosi mi ciepło, łudzę się, że śmierć nie nadejdzie.

Jej ciało zszarzało. Twarz pokryła się zmarszczkami. Siwe włosy zakryły obwisłe piersi. Stała garbiąc się. Próbowała coś jeszcze powiedzieć, odsłaniając gnijące zęby.

Szron zaczął ich otaczać, śnieg zasypywał oczy. Lód uwięził wkrótce dwa nagie ciała. Unieruchomiony Bjarni patrzył z przerażeniem, jak wszystko wokół zamiera.

*

Co się stało? Bjarni zachwiał się, ale kształty majaczące przed jego oczami wyostrzały się na powrót.

Stał znowu pośrodku samotnej chaty, z wyciągniętym mieczem i czołem zlanym przez pot. Wiedźma wpatrywała się w niego. Mężczyzna ścisnął sakwę pełną srebra. Kiedy zdążył je spakować?

Przeciskając się jak pijany pomiędzy beczkami, wyszedł z domostwa, rzucając na odchodne z uśmiechem:

— Muszę już iść, Elinai. Nie słyszę, co do mnie mówisz na pożegnanie, bo pszczeli wosk zatyka moje uszy, ale sądzę, że rzucasz przekleństwa. Nie będziesz samotna tej nocy. Radogan cię szuka. Zobacz. Czy to nie on?

Bjarni ruszył w mrok, a wiedźma stanęła w drzwiach, patrząc na daleką sylwetkę. Już po chwili rozpoznała znajomą postać. Smukłe ramiona, długie włosy unoszone przez wiatr. Krok po kroku, Radogan zbliżał się. Śnieg skrzypiał pod jego butami.

Ale gdy księżycowe światło zaczęło się przesączać przez dziurę, która przeszywała ciało na wylot, a w mdłej poświacie ukazały się białe, zgasłe oczy, twarz Elinai wykrzywiła się w przerażeniu.

W końcu tylko głusi i zmarli byli nieczuli na jej uroki.

*

Bjarni Kruk zasiadł na samotnym kamieniu, wsparty o miecz. Rumak strzygł uszami i pochylał łeb w poszukiwaniu resztek trawy. U boku jeźdźca, na przerzuconym przez koński grzbiet sznurze, kołysała się wypełniona srebrem sakwa. Spod śniegu wyzierały pamiątki dawnej potęgi. Kawałki murów, pozostałości po basztach, ruiny, przypominające wyszczerbione zęby olbrzymów. Na tym wzgórzu musiał stać kiedyś potężny zamek, którego władcy dawno zostali zapomniani.

Wicher wył przeciągle, zapowiadając, że zima nie odejdzie z gór tak szybko. Bjarni przysłonił twarz kapturem. Słyszał teraz wszystko doskonale. Z pieśni wiatru wyłapywał dziwne dźwięki. Wcześniej w górach rozległ się krzyk kobiety i głos mężczyzny, w którym słychać było ból. Ale gdy głosy ucichły, w głowie Bjarniego rozbrzmiało echo, jakby z dawna zapomnianej pieśni.

Słodki głos przywołał obraz młodej kobiety, o długich i jasnych jak zboże włosach, które przysłaniały nagie ciało. Gaj rozrastał się wokół niej, pełen kwiatów i spokoju zsyłanego przez dojrzałe słońce.
Ale to był tylko sen. Obraz zapomnianych czasów. Bjarni otrząsnął się i podszedł do rumaka.

— Pora ruszyć dalej — powiedział z jakimś nieuchwytnym żalem.

Paweł Lach

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Nie znaleźliśmy żadnych powiązań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!