Piotr Witold Lech „Ten z naprzeciwka” (3)

Opowiadania Piotr Witold Lech - 19 czerwca 2017

André zrobiło się głupio.

– Rozumiem – mruknął zmieszany. – Czyli to jedna z Nieresetowanych.

– Dokładnie.

– Po co oni to robią?

– Nie wiem. – Moderatorka zrozumiała, co miał na myśli. – Ja też tego nie ogarniam, proszę pana.

André odwrócił się i zaczął iść w kierunku wyjścia.

– Czy mam oficjalnie zgłosić pańską skargę do Spółdzielni?

– Nie, oczywiście, że nie.

 

III

 

– Ratunku!

André wyszedł na balkon. Spoglądał na budynek na przeciwko, starają się określić numer mieszkalni-kwartału.

Nowoczesne budynki osiedla Podkopułowego wyglądały jak piramidy z plastrów miodu; stanowiły zbiór odizolowanych od siebie pustymi przestrzeniami kwartałów, które łączyła tylko jedna wewnętrzna klatka schodowa. Poza klatką mieszkańcy mogli wydostać się na zewnątrz również indywidualnymi quadkopterami miejskim stanowiącymi wyposażenie każdego balkonu.

– Ratunku!

Ze względu na specyficzną akustykę pomiędzy domami trudno było z całą pewnością wskazać na mieszkalnię-kwartał, z którego krzyk dochodził. Być może był to rzeczywiście numer osiem na pierwszym piętrze. Brzmienie głosu także trudno było określić. André rozgrzeszył się za pomyłkę. Każdy mógł się pomylić. To z równą pewnością mógł być rozpaczliwie krzyczący mężczyzna.

– Ratunku!

„Nie, tego na dłuższą metę nie da się psychicznie wytrzymać”, stwierdził w duchu i wycofał się do mieszkalni. Nakazał oknu sto procent szczelności. Póki co musiał bazować na klimatyzacji, która na szczęście działała bez zarzutów.

Od rozmowy z moderatorką kwartałów minęły cztery dni. Pani Starowiejska wciąż cierpiała. Wzbudzało to u André współczucie, ale z drugiej strony powodowało także rozdrażnienie, które starał się odpychać. Nachodziły go pytania o sens życia Niereseteowanych, a także o poziom pracy medsłużby, szczególnie opieki paliatywnej. Zastanawiał się, dlaczego nie zastosują u Starowiejskiej Pielęgniarki Paliatywnej, programu, który serwuje się umierającemu, wprowadzając go w stan błogiego przeżywania rzeczy przyjemnych, i utrzymuje w tym stanie do spokojnego końca.

Paris unikała go od tamtego czasu, co przekładało się także na spowolnienie prac nad Zakupoholiczką. André musiał samodzielnie poszukiwać wielu drobnych informacji z dziedziny mody i wystroju wnętrz, co go dodatkowo drażniło. Ślęczał nad tym po godzinach w domu, surfując po sieci. W pracy pokłócił się z kilkoma dobrymi kumplami, ponieważ nie znajdował motywacji na tradycyjne wyskoki na piwo. W końcu przyłapał się na tym, że wyczekuje już tylko wiadomości o śmierci biednej staruszki z naprzeciwka. To powodowało poczucie winy, co też go drażniło.

Na środek pokoju spłynął uśmiechnięty hologram Jenny Yomoto, japońskiej prezenterki pogody, którą wybrał za awatar budzika.

– Dzień dobry, André – powiedziała głośno. – Czas do pracy.

– Dziękuję, już nie śpię – powiedział. Hologram zniknął.

Niechętnie powlókł się do łazienki, potem odwiedził aneks kuchenny i poszperał w lodówce, ale niczego ciekawego nie znalazł. Wczoraj nie chciało mu się wstępować do sklepu, a po powrocie do mieszkalni po prostu zapomniał o zadzwonieniu do firmy Shopping Makara Expres, zajmującej się realizowaniem sprawunków dla mieszkańców osiedla. Nie chcąc iść do pracy na głodnego, musiał szybciej wyjść i zjeść coś po drodze. Quadkopterem dostał się z balkonu mieszkalni pod bar śniadaniowy Emmy Walczak.

– Dzień dobry – pozdrowił właścicielkę, oczywiście młodą i ładną, wizerunkowo około trzydziestoletnią. André oceniał jednak, że Emma liczyła sobie gdzieś około setki, ponieważ miała dorosłe dzieci, które już od kilkunastu lat także zażywały baxtersona.

– Witam, panie André. – Emma błysnęła w uśmiechu nienagannym uzębieniem i poprawiła opaskę na lśniących blond lokach. – Na co ma pan dziś ochotę?

– Może jajecznica?

– Na bekonie, szynce, kiełbasie, cebulce, czy pomidorach?

– Na kiełbasie proszę, i do tego zwykłą herbatę bez cytryny.

Emma zaczęła się krzątać po odkrytym aneksie kuchennym, na oczach André przygotowując posiłek. Trzeba przyznać, że była naprawdę dobrą kucharką, jej potrawy, robione domowymi metodami, były smaczne, i ludzie z osiedla często ją odwiedzali. Po lokalu rozszedł się wspaniały zapach podpiekanej kiełbasy.

– Wygląda pan na zmęczonego – zagaiła Emma.

– Mam sporo pracy, a do tego jeszcze dość uciążliwe sąsiedztwo.

– Uciążliwe sąsiedztwo? To dziwne, do tej pory nie słyszałam, żeby ktoś się tutaj skarżył na sąsiadów.

– Wiem, że nie powinienem tak mówić o pani Starowiejskiej, ale tego naprawdę czasami psychicznie nie da się wytrzymać. Wciąż mam zamknięte okno. Nie rozumiem, dlaczego nie zastosują u niej Pielęgniarki Paliatywnej.

Emma wbiła jajka i zaczęła mieszać drewnianą łyżką na teflonowej patelni.

– Rozumiem – powiedziała. – Faktycznie, biedna staruszka bardzo cierpiała… dziwne – zastanowiła się – wydawało mi się, że stosowali Pielęgniarkę Paliatywną. No, ale teraz już ma pan spokój.

– Spokój?

– Tak. – Emma z uprzejmym uśmiechem postawiła przed André talerz z jajecznicą i koszyczek z pieczywem. – Proszę.

– Dlaczego pani tak sądzi?

– Skoro nie ma babci Starowiejskiej, chyba już nikt nie zakłóca pana spokoju.

– Jak to: nie ma?

– Nie czytał pan klepsydr?

– Nie.

– Jadwiga Starowiejska zmarła dwa dni temu.

 

IV

 

Natychmiast po przyjeździe z pracy André pobiegł do moderatorki. Otworzyła mu ładna czarnulka o piwnych oczach, lat najwyżej dwadzieścia pięć. T razem zdążyła się przygotować na wizytę, ponieważ André zadzwonił do niej wcześniej.

– To pani? – upewnił się André.

– Tak. – Uśmiechnęła się, mniemając, że zrobiła na jeszcze niebaxtersonowym młodzieńcu wrażenie. – Już zamykam i idziemy. –  Oczywiście od razu zrobiła się uprzejma. Jednak opacznie zrozumiała André, którego rozkojarzenie wynikało przede wszystkim z szoku, jaki wywołała u niego wiadomość o Starowiejskiej, i który nie opuszczał go przez cały dzień.

Dozorczyni nakazała drzwiom zamknąć się na zamek i ruszyła z André w stronę domu numer trzynaście. Jeszcze na deptaku wskazała otwarte teraz na oścież okno.

– Tam jest ósemka. Okna pootwierane, widocznie jest rodzina i sprząta. To było mieszkanie własnościowe, więc pewnie zaraz wprowadzi się któryś ze spadkobierców. – Stała się bardzo rozmowna. – Albo wynajmą, ja przynajmniej bym tak zrobiła, za wynajęcie mieszkania na tym osiedlu można wieść spokojne życie poza Kopułą…

– Zaraz, chwileczkę – przerwał jej André. – Jest pani pewna, że to jest mieszkanie pani Starowiejskiej?

– Oczywiście. Dlaczego pan pyta?

– Ponieważ wydaje mi się, chociaż całkowitej pewności nie mam, że wołania, o których pani wspominałem, dochodziły gdzieś ze środka budynku, o, na przykład mogłoby to być tamto mieszkanie. – Wskazał kwartał z zaciemnionymi i zamkniętymi teraz szczelnie oknami.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456

Mogą Cię zainteresować

Nie znaleźliśmy żadnych powiązań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!