Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania” (2)

Poprzednim razem też tak mówił. Wtedy zabijała go kobieta, już niemłoda, ale wciąż ładna. Zamienili kilka gładkich słów, potem ona przebrała się w strój pokojówki. On miał na sobie elegancką marynarkę, krawat i jedwabną koszulę ze sztywnymi mankietami i wysokim, wykrochmalonym kołnierzykiem. Długo próbowali jej wyperswadować ten kołnierzyk, ale strasznie się przy tym upierała. Do tego wybór miejsca… koniecznie chciała to zrobić w obrzydliwym, pstrokatym pokoju zagraconym starymi meblami, chociaż dla niej był to „gustowny wiktoriański wystrój”. Wszystko musiało być zgodnie ze scenariuszem: najpierw podała mu herbatę w pięknej porcelanowej filiżance na błyszczącej srebrnej tacy. Następnie miał zażądać gazety.

— Emmo! Emma poda mi gazetę.

Seria figurek z pokojówką duszącą młodego panicza sprzedawała się całkiem nieźle, nawet w porównaniu do czasów, kiedy jeszcze był na topie, kiedy dopiero co porzucił pracę aktora i wszyscy go rozpoznawali. Niestety, przez tą cholerną herbatę Persico nie chciała przedłużyć z nim kontraktu, i co gorsza, zażądała odszkodowania. Chłopiec przed śmiercią pije tylko Persico. Przedstawiciele firmy przyznawali, że nigdy to nie było wprost ujęte w kontrakcie, ale argumentowali, że tak pośrednio wynikało ze spotów, w których występował. To Persico miała pomagać Chłopcu pokonać lęk przed śmiercią, a nie byle herbatka z Cejlonu. Jak teraz konsument ma uwierzyć w szczerość tego przekazu, skoro na własne oczy widział Chłopca siorbiącego właśnie herbatkę z porcelanowej filiżaneczki? Ostatecznie skończyło się polubownie. Macaulay zagroził puszczeniem plotki, że Chłopiec rzygał już tą Persicą i cholerni reklamiarze odstąpili, niezmiennie fałszywie uśmiechnięci.

Chłopiec westchnął i zdjął buty ze spoconych nóg. Powinien wziąć prysznic, przebrać się, umyć zęby. Nie miał na to ochoty. Uznał, że jeden dzień może spać brudny; szybko zrzucił ubranie i nago padł na łóżko.

***

W Clairmont było zaledwie kilka miejsc, w których można było usiąść i wypić coś mocniejszego. Mieścina nie umierała, po prostu trwała w letargu — wszyscy mieszkańcy, którzy chcieli z niej uciec, dawno już to zrobili, a zostali ci, którzy mieli zbyt mało energii na cokolwiek innego poza siedzeniem na tyłku. Być może właśnie dlatego tak dobrze się tu czuł — w pewnym sensie Clairmont przypominało jego samego.

„Różowy słonik” był niewielkim skrzyżowaniem knajpy z barem, omijanym zazwyczaj przez gości spoza miasta. Sama nazwa stanowiła już wystarczająco złą reklamę, a fatalne wrażenie potęgowała odrapana fasada z wymalowaną sceną z dziewiętnastowiecznej restauracji. Gości niezniechęconych przez nazwę i wyblakłe malowidło zaskakiwało przytulne wnętrze, rozświetlone jasnym, ciepłym światłem. Na stołach brakowało popielniczek, na ścianach wisiały zakazy palenia, właściciel nigdy nie puszczał muzyki. W środku przesiadywali głównie miejscowi, stali bywalcy cicho sączący piwa przy ladzie lub siedzący przy swoich ulubionych stolikach.

Zamówił to, co zwykle. Barman jak zwykle zażądał dowodu tożsamości mogącego potwierdzić pełnoletniość. Ten żart nie śmieszył nawet za pierwszym razem, ale Chłopiec nigdy się nie denerwował, to była część rytuału, taka sama, jak później wybuch tubalnego śmiechu barmana.

— Witamy z powrotem — powiedział wreszcie mężczyzna, stawiając przed nim wysoki kufel i butelkę ciemnego, bardzo gorzkiego piwa z lokalnego browaru. — Widziałem pana ostatni występ.

Chłopiec kiwnął głową, kończąc rozmowę niewyraźnym mruknięciem. Na tym rytuał ulegał zakończeniu. Barman nie oczekiwał niczego więcej i wracał do oglądania meczu na małym, bardzo starym telewizorze, pochodzącym z jakiegoś azjatyckiego tygrysa.

Brzęknął dzwonek przy drzwiach, zwiastując nadejście nowego gościa. Barman oderwał wzrok od telewizora i nagle zastygł. Trwało to może sekundę, chwilę później mężczyzna znowu śledził piłkarskie zmaganie w telewizorze. Wystarczająco długo, by Chłopiec to dostrzegł. Zaintrygowany, obrócił się, by zobaczyć, kto wywarł na mężczyźnie takie wrażenie.

Dziewczyna. Oszałamiająco piękna, wysoka, niepokojąco znajoma. Mogłaby być modelką z reklamowych animacji wyświetlanych na bilboardach.   Chociaż nie, nie mogłaby, każdy zapamiętałby tylko jej twarz, nie zwracając uwagi na reklamowany produkt. Więc nie modelka, nie aktorka, a przecież czuł, że ją zna, że już ją kiedyś widział.

Dziewczyna zauważyła go i natychmiast ruszyła w jego kierunku — bo od samego początku był pewien, że idzie właśnie do niego. Zupełnie jakby przyszła tutaj tylko po to, by go spotkać. Z pełną uroku niezdarnością wdrapała się na wysoki stołeczek przy barze, odłożyła na blat torebkę i odwróciła się do niego, poprawiając ciemne włosy.

— Witaj, Joao — powiedziała. Miała śliczny uśmiech i twarz jakby stworzoną do tego, by ten uśmiech na niej gościł. — To nieładnie się tak gapić.

Zwykle w takich chwilach Chłopiec zbywał natrętkę, ale tym razem miał ochotę na rozmowę.

— Już dawno nikt się do mnie w ten sposób nie zwracał — odparł. — Jesteś moją fanką?

— Strasznie pewny siebie chłopczyk. — Pogroziła my palcem. — Kiedyś byłam. Widziałam dużo twoich filmów. „Ostatni chłopiec”, „Słońce zachodzi nad sierocińcem”. Oczywiście „Rodzina na swoim”, kultowy serial mojego dzieciństwa. W każdą niedzielę marnowałam na niego czas, zamiast pójść z koleżankami na miasto. Potem w poniedziałki na przerwach kłóciłyśmy się, która z nas miałaby u ciebie większe szanse. Ale to stare dzieje.

— Teraz mnie zapytasz, dlaczego przestałem grać.

— Jeżeli poprosisz, zapytam. Ale przecież nie przestałeś grać.

Chłopiec uniósł brwi.

— Każdy z nas gra — rzekł w końcu.

— Strasznie trywialne zdanie — odparła. — Powinieneś się wstydzić, próbując wcisnąć taki tekst pięknej nieznajomej. Drinka też mi pewnie postawisz najtańszego z możliwych.

Wzruszył ramionami.

— Jeszcze nie wiem, czy warto się starać — mruknął. — W ogóle nie mam zamiaru czegokolwiek ci stawiać.

— A dlaczego miałbyś tego nie zrobić?

— Choćby dlatego, że znasz moje imię, a ja twojego nie. To niesprawiedliwe.

— Życie nie jest sprawiedliwe — odpowiedziała. — Joao.

— Próbujesz być tajemnicza?

— Ja jestem tajemnicza. Po prostu okropecznie tajemnicza, przerażająco piękna nieznajoma — odpowiedziała dziewczyna i nieoczekiwanie wybuchła śmiechem. Zupełnie jakby ktoś wysypał tuzin dzwoneczków do porcelanowej miski. Bardzo ten śmiech do niej pasował. — Więc jak będzie? Zamówisz mi coś w końcu?

Wbrew samemu sobie Chłopiec podniósł dłoń, przyzywając barmana. Kiedy składał zamówienie, na chwilę odwróciła się do niego profilem i wtedy nagle zrozumiał, kogo dziewczyna mu przypomina.

— To ty — powiedział, uśmiechając się mimowolnie, olśniony własnym odkryciem. — To ty wysłałaś mi ten list.

— Ja ci coś wysłałam? — Dziewczyna wyglądała na zdziwioną. Świetna aktorka, uznał w czasie gdy potrząsała czarną grzywką.

— Tak. Niedługo po moim ostatnim wystąpieniu.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Radomir Darmiła „Smutna historia o miłości ze szczęśliwym zakończeniem”
Opowiadania Radomir Darmiła - 22 grudnia 2014

— Jak mogłeś! — Faery cudownie wyglądała, kiedy się złościła. — Jak mogłeś go tak okłamać!…

Łukasz Sikora „Centralne Biuro Śledzenia Autorów”
Opowiadania Łukasz Sikora - 20 czerwca 2014

Pan Mietek uważał się za wzorowego pracownika, w takim przekonaniu utwierdzały go…

Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”
Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Niniejsze opowiadanie to świetna okazja do zaznajomienia się z głównym bohaterem cyklu…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!