Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania” (3)

Opowiadania Radomir Darmiła - 21 maja 2018

— Aha. A więc wysłałam ci list — powtórzyła i zaśmiała się radośnie, aż zakołysało nią na krzesełku. — I co napisałam?

— Właściwie to nic. Wiadomość bez tematu, bez treści.

— Aha — powiedziała dziewczyna, wciąż uśmiechnięta. — Pusty list. Dlaczego więc myślisz, że to ja byłam autorką?

— Miał załączone zdjęcie. Z twoim profilem.

— Aha. Usiądziemy przy stoliku?

Skinął głową. Dziewczyna zeskoczyła ze stołka przy barze i ruszyła do ławy stojącej przy ścianie za ażurowym przepierzeniem ze sztucznych liści. Usiadł naprzeciwko niej.

— Monique — powiedziała. — Tak mam na imię. Zadowolony?

— A dalej?

— Tajemnica — odparła. — Nie pamiętasz? Próbuję być tajemnicza.

— Szukałaś mnie — raczej stwierdził niż zapytał. — Dlaczego? Czy to także tajemnica?

— Fascynujesz mnie, Joao. Jesteś pierwszym człowiekiem, który uczynił z umierania sposób na życie.

— Nie byłem wcale pierwszy — zaprotestował Chłopiec. — Właściwie to wszedłem w ten biznes po przeczytaniu artykułu…

Dziewczyna roześmiała się. Chyba wszystko na tym świecie było dla niej okazją do śmiechu, do pokazania dołeczków w policzkach i idealnie równych białych zębów. Jej ciągła radość musiała być udawana, normalna dziewczyna nie mogła aż tyle się śmiać. Udawana? Czy może jednak prawdziwa? Chłopiec pomyślał, że to wszystko jedno.

— Ty jesteś pierwszym, któremu się udało — powiedziała Monique, poważniejąc. — Pierwszym, który na tym faktycznie zarabia, a nie tylko próbuje. Prawdziwe osiągnięcie.

— A ty? Ty czym się zajmujesz? Oprócz wyłudzania drinków od nieletnich chłopców, rzecz jasna.

— Nigdy w życiu bym nie wyłudzała drinków od nieletnich! — oburzyła się dziewczyna. — O wiele przyjemniej jest wyłudzać je od siedemdziesięcioletnich facetów tylko wyglądających na nieletnich.

— Z tego chyba nie da się wyżyć — zauważył Chłopiec.

— Raczej nie — przyznała Monique. — Za mało potencjalnych ofiar.

— Więc serio, czym się zajmujesz?

— Przewidywaniem.

— Wróżysz z dłoni?

— Raczej z komputera. — Monique poprawiła opadającą grzywkę. — Żadnej magii. Czysto naukowe podejście. Widzisz, jestem BFS.

— To jakiś skrót?

— Tak. Zajmuję się analizą probabilistyczną potencjalnego behawioru.

Teraz z kolei Chłopiec wybuchnął śmiechem. Dziewczyna spokojnie czekała, aż się uspokoi.

— Wymyśliłaś to chyba na poczekaniu — powiedział wreszcie. — Potencjalny behawior, dobre sobie.

— Nie moja wina, że tak to się nazywa. Myśl sobie, co chcesz. Ja z tego żyję, i to bardzo dobrze. Można wręcz rzec, że jestem obrzydliwie bogata.

— No dobrze, a tak po ludzku to o co w tym chodzi?

— Mając odpowiednie dane, mogę z dużą dokładnością przewidzieć, co ktoś zrobi.

— To niemożliwe. — Chłopiec wzruszył ramionami. — Weźmy na przykład mnie: ja sam nie wiem, co będę jutro robił, a ty chcesz mi wmówić, że jesteś w stanie to przewidzieć?

— Nie rozumiesz mnie, Joao. Ja nie przewiduję przyszłości. Ja przewiduję tylko, jak się ktoś zachowa w określonej sytuacji. Powiedzmy, że dostałabym ciebie do rozpracowania i ktoś zadałby pytanie, co zrobisz, kiedy zobaczysz długonogą, ciemnowłosą dziewczynę.

Chłopiec parsknął śmiechem, dzwoniąc zębami o brzeg kieliszka, a dziewczyna zawtórowała mu z ochotą, poprawiając włosy.

— No więc, dostałaś takie zadanie, i co wtedy odpowiadasz? Co ja zrobię?

— Wypisuję kilka możliwości z ich odpowiednim prawdopodobieństwem. Oczywiście nie pracuję sama. Mam do pomocy kilku specjalistów. Możesz mi jednak wierzyć, że znam się na mojej pracy. Nie jestem po prostu dobra — jestem najlepsza.

Dziewczyna odłożyła kieliszek i wstała, podnosząc z lady torebkę.

— Najlepsza, Joao. A wiesz, co mi wychodzi najlepiej? Manipulowanie ludźmi. To jest nawet łatwiejsze niż przewidywanie, co zrobią. Wiem, jak kogoś do czegoś nakłonić. I potrafię ci to udowodnić.

Pochyliła nad nim głowę, delikatnie muskając palcami jego wargi.

— Na początek sprawię, że się we mnie zakochasz.

Zachichotała i wyszła z baru, zostawiając za sobą tylko delikatny zapach. Jej głos dźwięczał w uszach Chłopca jeszcze długo potem, nawet wtedy, kiedy w samotności swojego pokoju na ślepo wciskał przyciski pilota, przelatując między kolejnymi programami kablówki.

***

Kiedy następnego dnia nie zastał jej w „Różowym Słoniku”, nie poczuł ani ulgi, ani rozczarowania. Zamówił to, co zwykle, i usiadł przy barze, w milczeniu obserwując pantomimę aktorów na maksymalnie wyciszonej ścianie telewizora. Siedział dłużej niż zazwyczaj, chociaż nie wiedzieć czemu piwo smakowało gorzej niż wczoraj. Wreszcie wstał i wyszedł na zewnątrz, w głowie mając tylko lekki szmerek.

Wiał lekki, chłodny wiatr, przyjemnie orzeźwiając jego rozpaloną skórę. Kochał wieczory takie jak ten. Mrugające światła, nieliczni przechodnie, ciemniejące niebo, miasto zapraszające do szukania przygód na pustoszejących ulicach. Chłopiec zdecydował, że spacer dobrze mu zrobi przed powrotem do hotelu.

Włóczył się bez celu prawie godzinę. O tej porze Clairmont szykowało się do snu. Ostatni przechodnie wracali pośpiesznie do domów, powoli gasły światła w oknach. Jemu to nie przeszkadzało. Gdyby nie chłód, mógłby chodzić tak jeszcze długo. Niestety, na sobie miał ubranie niezbyt pasujące do wieczornego spaceru. Uznał, że lepiej wracać do hotelu.

Chciał od razu pójść na górę, do swojego pokoju, ale zatrzymał go gestem recepcjonista.

— Proszę zaczekać! — powiedział, wyciągając rękę z kopertą. — Polecono mi coś panu przekazać.

Chłopiec otworzył kopertę, zaintrygowany. W środku była zwykła kartka z jutrzejszą datą, godziną i adresem. Oprócz tego jeszcze inicjał, fantazyjne duże M okolone wianuszkiem małych kwiatków.

W pokoju długo obracał kartkę, oglądając ją ze wszystkich stron. Przytknął ją nawet do nosa, węsząc niczym myśliwski pies łapiący woń zwierzyny. Powinien wyrzucić ją do kosza, powinien podrzeć karteczkę na drobne kawałki, ale nie mógł. Wreszcie, rozwścieczony własnym niezdecydowaniem, odłożył ją  i rzucił się na łóżko.

Dziewczyny nie miał zamiaru znowu widzieć. W głowie miał mętlik. Sięgnął po asystronika, mając nadzieję, że uda mu się zająć myśli czymś innym. Jeszcze raz obejrzał niewyraźne zdjęcie z listu bez tematu i nadawcy. To zdecydowanie była ona. Męczyło go wrażenie, że widział ją już kiedyś wcześniej.

W poczcie czekały trzy wiadomości od Macaulaya. Chłopiec westchnął.   Jego agent miał nieznośny zwyczaj dokładnego opisywania każdego szczegółu przeprowadzonych rozmów, nawet tych, które nie zapowiadały konkretnego rezultatu. Druga wiadomość zawierała zaktualizowaną listę ofert. Trzecią, równie długą jak pierwszą, dałoby się skrócić do lakonicznego pytania: „Czy wreszcie przejrzałeś oferty?”. Chłopiec odpisał jednym słowem: „Nie”.

***

— Spóźniłeś się — powiedziała, kiedy stanął za jej plecami.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”
Opowiadania - 5 września 2017

Niniejsze opowiadanie to świetna okazja do zaznajomienia się z głównym bohaterem cyklu…

Hanna Karwowska „Chłopiec z XXI wieku”
Opowiadania - 1 czerwca 2014

– A radio macie? – No, jakże. Przecie, ze mom. I telewizor… W niedziele to sie słucha…

Jakub Bogucki „Żeglarz”
Opowiadania - 1 października 2018

Niech mi pan na chwilę uwierzy. Zróbmy z tego taką grę… Jest…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!