Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania” (6)

— Nieprawda — zaoponował. — Gdyby tak było, wszyscy lataliby dokoła z nożami, próbując kogoś zaszlachtować.

— Przecież wiesz, że mam rację. Wielu mężczyzn chętnie ogląda orgie na filmach wideo, ale niewielu chciałoby w nich zagrać. Nie każdy chce być aktorem.

Dziewczyna kieliszkiem trzymanym w prawym ręce wskazała na kamerę nad barem.

— To mały, podrzędny bar, a przecież mają tutaj trzy kamery. Po ulicach latają drony, w każdej lampie zamontowana jest kamera, na rogach ulic masz czujniki. Każdy z nas nosi dziesiątki elektronicznych gadżetów, a każdy gadżet ma wbudowanego małego szpiega. Rozumiesz teraz moją analogię? Zamordować kogoś w dzisiejszych czasach to jak zagrać w filmie porno.

Chłopiec parsknął śmiechem, ale dziewczyna była poważna.

— Jest jeszcze jedna rzecz. Pęd do doskonałości.

— Oczywiście — powiedział. — Płacą mi ciężkie pieniądze, żeby się udoskonalić.

— Ludzie chcą mieć wszystko, co najlepsze. Perfekcyjne małżeństwa dobierane przy pomocy specjalistów, genetyków i psychologów. Idealne mieszkania, ze starannie dopracowanymi szczegółami. I doskonałe morderstwa.

— Nie każdy potrafi być doskonały — kontynuowała — ale od tego są specjaliści. Istniejący po to, by przekonać klienta, że otrzymuje produkt idealny. Tak jest z tobą. Ty nie jesteś dziwką w podrzędnym burdelu. Jesteś towarem luksusowym. Udało ci się stworzyć markę, stworzyłeś popyt na usługę, którą tylko ty możesz zaspokoić. Zamorduj wiecznego Chłopca. Nie jakiegoś nic nieznaczącego narkomana, to może byle psychopata. Zabić sławnego aktora, celebrytę – o, to coś całkiem innego, to sztuka, oznaka przynależności do elity. Przekonałeś ludzi, że dostarczasz im właśnie to: morderstwo doskonałe.

— A ciebie? Ciebie też przekonałem?

— Nie bardzo. Ja jestem wyjątkowo odporna na takie sztuczki. Wina wykształcenia.

— Jakie więc powinno być to doskonałe morderstwo? Żadnych śladów, idealne alibi, idealna ofiara?

— Żadnych śladów? To dziewiętnastowieczne podejście — roześmiała się dziewczyna. — Nie da się nie zostawić śladów, zresztą to by nie było zgodne z duchem czasu. Ślady muszą być. To najważniejszy warunek — morderstwo dokonane na oczach wszystkich, w świetle reflektorów. Ofiara wie, kto ją morduje i dlaczego. Jeszcze jedno: prokurator, policja, wszyscy wiedzą, kto jest sprawcą. I mimo to morderca uchodzi bez kary. Nawet bez postawionych zarzutów.

— To niemożliwe.

— Możliwe, przynajmniej teoretycznie. Od dawna o tym myślałam, od dawna szukałam sposobu na morderstwo doskonałe. Nie wyobrażasz sobie, od jak dawna.

To nie był żart. Coś w głosie dziewczyny, w jej wyrazie twarzy sprawiło, że po całym ciele przeszedł mu dreszcz. Wtedy dziewczyna spojrzała na niego i zachichotała, najwidoczniej rozbawiona jego miną. Poczuł się bardzo głupio, zupełnie jak chłopiec przyłapany na masturbacji przez własną babcię.

— Potrafiłbyś dostarczyć taki towar, Joao? Morderstwo doskonałe.

— Raczej nie — odpowiedział, rozciągając usta w bladym uśmiechu. — Ja jestem tylko tanią dziwką z burdelu.

— Z zajebiście dobrym pijarem — dodała dziewczyna. Był pewien, że roześmieje się, i miał rację.

***

Kiedy wrócił wieczorem do hotelu, w recepcji czekał na niego Macaulay. Chłopiec pozdrowił go wesoło.

— Hej! Zaskoczyłeś mnie. Mogłeś mnie uprzedzić, że przyjedziesz.

— Nie, cholera, nie mogłem, bo pewnie byś uciekł. Nie odpowiadasz na wiadomości, nie mogę się dodzwonić. Co ty, do jasnej cholery, wyprawiasz?!

— Odpoczywam.

— Z wyłączony telefonem?

— Jak najbardziej włączonym — odparł Chłopiec. — Po prostu ignoruję wszystkie próby kontaktu.

Agent zacisnął zęby. Chłopiec zawsze podejrzewał, że co najmniej część gniewu okazywanego przez Macaulaya w takich sytuacjach jest udawana. Było w tym mężczyźnie coś z niespełnionego aktora.

— Zaprosisz mnie do siebie, mam nadzieję — powiedział wreszcie agent.

— Jeżeli muszę…

— Myślę, że musisz.

W środku Chłopiec wskazał mu krzesło.  Z lodówki wyciągnął puszkę piwa i usiadł na łóżku.

Macaulay otworzył teczkę i rzucił obok Chłopca kilka spiętych kartek.

— Nie wyjdę stąd, dopóki tego przy mnie nie obejrzysz — powiedział.

— Miałem nadzieję, że najpierw pogadamy o starych, dobrych czasach. Masz ochotę na piwo?

— Nie. Słuchaj, rozumiem, że każdy czasami ma dosyć i potrzebuje samotności. Ale nie można popadać w przesadę. Jeżeli zrobisz sobie zbyt długą przerwę, możesz już nie mieć do czego wracać.

— Przesadzasz.

— Nie przesadzam. Pierwsza zasada show-businessu: maksymalnie wykorzystaj swoje pięć minut. A twoje pięć minut właśnie dobiega końca. Zobacz, ile dostałeś ofert. Na dodatek czterech klientów wycofało się, bo nie mogło się doczekać odpowiedzi.

Macaulay miał rację — lista ofert była rzeczywiście krótka. Chłopiec przebiegł ją wzrokiem.

— Cóż, nic nie trwa wiecznie — powiedział wreszcie. — Chyba mój towar zaczyna się nudzić.

— Nie rozumiem?

— Nieważne. Kim jest ten M. Rodin na początku listy?

— Nie wiem. To niekoniecznie jest „ten” Rodin, to może być „ta” Rodin. Wiek i płeć nieznana.

— Sto patyków to całkiem sporo — powiedział Chłopiec. —  Strasznie mu zależy.

— Początkowo dawał siedemdziesiąt — odparł Macaulay. — Dwa razy podbił cenę, ale jego przedstawiciel zarzekał się, że na więcej nie mamy już co liczyć.

— Ma jakieś szczególne wymagania?

— Tylko jedno. Zostaniesz uduszony przez jego przedstawiciela. Rodin chce tylko być przy tym obecny.

Chłopiec odłożył kartkę i westchnął.

— Nie jestem pewien.

— Nie płosz klientów, Chłopcze. To naprawdę dobra oferta. Możesz już nigdy nie dostać podobnej. Nie stać cię na jej odrzucenie. I tak już wystarczy, że przepadł ci kontrakt z BungaJee…

— Myślałem o rzuceniu tego biznesu — powiedział Chłopiec nieoczekiwanie. — Mógłbym wrócić do aktorstwa.

Macaulay nic nie odpowiedział. Podniósł się, powoli i metodycznie zapiął teczkę.

— Zrobisz, jak chcesz — powiedział w końcu. — Jeżeli jednak chcesz znać moje zdanie, nie dasz rady. Jesteś za bardzo retro. Stworzyłeś sobie twarz, która niezbyt się nadaje do współczesnego kina.

Chłopiec również wstał i podał Macaulayowi dłoń.

— Pozwól, że odprowadzę cię do drzwi — powiedział. — Wyjeżdżasz z miasta?

— Mam też innych podopiecznych — odparł Macaulay. — Ale na noc zostanę. I wiesz… Chciałbym, żebyś się zdecydował, zanim wyjadę. Po prostu zdecydował. Na cokolwiek.

— Ja też bym tego chciał — odparł Chłopiec.

***

Zaraz po wyjściu Macaulaya Chłopiec zadzwonił do Monique. Odebrała natychmiast.

— Musimy się spotkać — powiedział bez żadnego wstępu.

— Teraz? Dopiero co się rozstaliśmy. Jest już późno.

— Musimy — powtórzył. — Może być park, w tym zakątku koło stawu… Wiesz, o który mi chodzi?

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Hanna Karwowska „Chłopiec z XXI wieku”
Opowiadania Hanna Karwowska - 1 czerwca 2014

– A radio macie? – No, jakże. Przecie, ze mom. I telewizor… W niedziele to sie słucha…

Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”
Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Niniejsze opowiadanie to świetna okazja do zaznajomienia się z głównym bohaterem cyklu…

Łukasz Sikora „Centralne Biuro Śledzenia Autorów”
Opowiadania Łukasz Sikora - 20 czerwca 2014

Pan Mietek uważał się za wzorowego pracownika, w takim przekonaniu utwierdzały go…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!