Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania”

Opowiadania Radomir Darmiła - 21 maja 2018

— Wiem — powiedziała Monique. — To naprawdę takie ważne?

— Tak.

— Dobrze — odparła i rozłączyła się, zanim zdążył dodać coś więcej.

Czekała już na niego, kiedy przyszedł.

— Spóźniłeś się — powiedziała. — Zawsze się spóźniasz.

— Nie umawialiśmy się na konkretną godzinę.

— To bez znaczenia — odparła. — Powinieneś przyjść przede mną. Chcesz coś zjeść? Kupiłam po drodze bułeczki.

Chłopiec pokręcił głową. Nie miał ochoty na zwykłe przekomarzanie się. Na powierzchni stawu drżało odbite światło latarni. Delikatny wietrzyk muskał liście otaczających go krzewów, pochylając gałęzie w coraz to innym kierunku.

— Mów — ponagliła go dziewczyna. — Co nie mogło poczekać do jutra?

— Zastanawiałem się nad zmianą zajęcia — odparł.

— To znaczy?

— Mógłbym wrócić do aktorstwa. Albo zostać pielęgniarzem w domu starców. Albo ożenić się dla pieniędzy.

Spodziewał się, że dziewczyna wybuchnie śmiechem, ale ona milczała. On też milczał, wpatrując się w majaczące przed nimi krzaki. Nad ich głowami przeleciało bezszelestnie coś dużego — być może ptak, być może dron z kamerą na podczerwień. Osobiście wolałby ptaka.

— Wiesz — powiedział nagle — czasami sobie myślę… Nikt nie wie, jak długo mogę żyć. Sto? Dwieście? Jak dotąd nikt z syndromem Saint-Gilasa nie umarł ze starości, wiesz?

— Wiem — powiedziała dziewczyna. — Trochę na ten temat poczytałam.

— Mam siedemdziesiąt lat — powiedział cicho.  — Zgodnie z wyrokiem sądu zostałem uznany za pełnoletniego ponad czterdzieści lat temu. Tylko czy rzeczywiście jestem dorosły? Skoro moje ciało nie dojrzewa, to czemu miałby dojrzewać umysł?

— Możesz zlecić badania — podsunęła dziewczyna. — Magnetyczny skan mózgu. Specjaliści dokładnie by cię obejrzeli i wydali wyrok: panie Joao Freixenet, zgodnie z obecnym stanem wiedzy jesteś pan gówniarzem.

— Nie jestem pewien, czy mnie to śmieszy.

Dziewczyna milczała, obserwując go z ciekawością. Chłopiec podciągnął kolana pod brodę, obejmując je ramionami.

— Chciałabyś, bym podjął terapię hormonalną? — zapytał nagle.

— Co takiego?

— Dostałem kiedyś list z pewnego uniwersytetu. Pewien naukowiec proponował mi współpracę. Podobno opracował nowatorską metodę zupełnie bez skutków ubocznych.

— I potrzebuje świnki morskiej do badań.

— Myślisz, że powinienem spróbować?

Dziewczyna wzruszyła ramionami.

— Dlaczego mnie o to pytasz? To przecież twoje życie.

— Przecież nie możemy tak tego ciągnąć — odparł Chłopiec. — Kim ja dla ciebie jestem? Kim ty jesteś dla mnie?

— Nikim — odparła dziewczyna poważnie. — Zupełnie nikim.

— A chciałbym kimś być — powiedział Chłopiec impulsywnie. — Chciałbym przeżyć… coś innego. Coś, co zostało mi odebrane jeszcze zanim się urodziłem. Chciałbym móc czuć do ciebie to, co czuje dorosły mężczyzna, a nie niedorosły szczeniak.

— Niektóre marzenia nie mogą się spełnić — odparła Monique sentencjonalnie, wstając z ławki. — Muszę już iść.

— Kiedy się znowu spotkamy?

— Już nigdy.

— Dlaczego?

— Przecież wiesz — dziewczyna potrząsnęła grzywką. Miała poważną, nawet nieco zmartwioną twarz. — Ty ciągle uciekasz. Bez przerwy się boisz. Przeraża cię życie, pragniesz śmierci, ale śmierć… o, to przeraża cię najbardziej ze wszystkiego. Nie rób takiej miny. Wyglądasz jak zbity szczeniaczek.

— Monique… — wyjąkał. — Myślałem…

— Źle myślałeś. Na samym początku, przyznaję, wydawałeś się interesujący. Sądziłam, że trzeba odwagi, by żyć tak jak ty. Ale po pewnym czasie odkryłam prawdę: jesteś po prostu zgranym aktorem. Ty wcale nie żyjesz. Tylko udajesz życie, tak samo jak udajesz śmierć. I coraz gorzej ci to wychodzi. Nie potrafisz porządnie żyć i nie potrafisz nawet porządnie umrzeć.

Dziewczyna wstała, obracając głowę tak, że wyraźnie widział jej niewyraźny profil w świetle lamp.

— To koniec, Joao. Zapomnij o mnie.

***

Tej nocy upił się po raz pierwszy od dawna. Obudził się w szpitalu na oddziale dziecięcym i pierwsze pół godziny spędził, przekonując lekarzy, że znaleziony przy nim dowód jest prawdziwy, nikomu go nie ukradł, i nie posiada opiekuna prawnego. Na szczęście jedna z pielęgniarek była jego fanką; jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy tylko jedna osoba go rozpoznała, natychmiast okazało się, że większość personelu kojarzy jego nazwisko.

Powiedziano mu, że przywiózł go policyjny patrol, który znalazł go leżącego na ulicy, kompletnie urżniętego i pokrytego własnymi wymiocinami. W związku z tym Chłopiec musiał wysłuchać kazania starszego, szpakowatego lekarza, kiwając przy tym posłusznie głową. Potulnie przystał na kilka pamiątkowych zdjęć, rozdał autografy i wreszcie otrzymał zgodę na opuszczenie oddziału. Gdy już podpisał wszystkie wymagane dokumenty i gdy został sam w poczekalni, wyjął asystronika. Bardzo chciał porozmawiać z Monique. Zajrzał do historii połączeń: ubiegłej nocy wybierał jej numer ponad tuzin razy. Nie odebrała. Zaklął paskudnie i zadzwonił po taksówkę.

Tkwiąc w poczekalni, czytał rozwieszone na ścianach obwieszczenia. Jeden z plakatów zapoznawał pacjentów z zaletami eutanazji oraz koniecznymi do spełnienia wymogami. Obok widniała lista publicznych i prywatnych gabinetów z uprawnieniami do udzielania pomocy w dobrej śmierci. Zahipnotyzował go ten plakat. Wreszcie złapał za asystronika i polecił połączyć się z Macaulayem.

— Już myślałem, że uciekłeś — powiedział jego agent. — Gdzie ty byłeś? Szukam cię od rana. W hotelu nic nie wiedzieli.

— Jestem w szpitalu. Nic poważnego, po prostu nieco przesadziłem z alkoholem.

— Do diabła, Chłopcze, biologicznie masz dwanaście lat, i czasami się zachowujesz, jakbyś właśnie tyle miał. Potrzebujesz pomocy?

— Przyjmuję ofertę tego Rodina — rzucił do słuchawki. — Przygotuj wszystko. Powiedz, że stawiam tylko jeden warunek. Czas. To musi być ten tydzień.

— W porządku. — W głosie Macaulaya zdawała się brzmieć ulga.

— Jeszcze jedno. Weźmiemy inną ekipę ratowniczą.

— Dlaczego? Zdawało mi się, że sobie dobrze radzili ostatnim razem. Coś spaprali? Chcesz im wytoczyć proces?

— Nie, po prostu uznałem, że czas na zmiany. Sam znajdę ekipę, nie przejmuj się tym.

— W porządku. Jeszcze jedna ważna rzecz. Przejrzałeś oferty sponsorów?

— Wszystko mi jedno. Wybierz sam.

— Teraz tak mówisz, a potem…

—  Nie mam ochoty dalej rozmawiać — uciął Chłopiec i przerwał połączenie.

Zlecił asystronikowi, by wymeldował go z hotelu i załatwił przewiezienie jego bagaży. Sam pojechał bezpośrednio na dworzec. Zwykle nie jeździł pociągami, ale nie miał ochoty zachowywać się jak zwykle.

Kolejne dni spędził pracowicie. Umówił się ze specjalistą medycznym do spraw eutanazji, doktorem Szwajchem. Gabinet doktora, pomalowany w ciepłe kolory, pełen kwiatów i pluszaków, pasowałby raczej do pediatry. Sam Szwajch wyglądał na poważnego profesjonalistę. Z jego twarzy, z całej jego postawy biła budząca zaufanie pewność siebie — prawdopodobnie efekt długiego treningu poprawionego być może kilkoma operacjami plastycznymi. Chłopiec przedłożył mu projekt umowy i zapadł głębiej w miękki, obity czarną skórą fotel, czekając na odpowiedź.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Powiązane wpisy

Emil Gieras „Piękny dzień”
Opowiadania - 14 stycznia 2019

Czy wierzycie w istnienie przełomowego momentu w życiu człowieka? Chwili, w której…

Jakub Bogucki „Żeglarz”
Opowiadania - 1 października 2018

Niech mi pan na chwilę uwierzy. Zróbmy z tego taką grę… Jest…

Radomir Darmiła „Czarbrończyni”
Opowiadania - 18 sierpnia 2017

Przekaz był tak silny, tak gwałtowny i nagły, że Armelia zatoczyła się…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!