Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania” (8)

Opowiadania Radomir Darmiła - 21 maja 2018

— Niestety nie mogę zapłacić z góry — powiedział. — Ale mam nadzieję, że to nie będzie przeszkodą.

— Oczywiście, że nie — odparł Szwajch. — Muszę jednak powiedzieć… ma pan dość niezwykłe wymagania.

— Sądzę, że jest pan w swoim zawodzie dostatecznie długo, by spotkać się z jeszcze bardziej niezwykłymi.

Szwajch mruknął coś tylko i założył okulary. Chłopiec wątpił, by były mu naprawdę potrzebne. Prawdopodobnie nosił je, bo tak mu doradził specjalista od wizerunku.

Punkt drugi umowy zobowiązywał Szwajcha do zachowania absolutnej tajemnicy, w szczególności przed Macaulayem. Ekipa Szwajcha miała wykonać wszystkie przygotowania, zupełnie jakby wszystko miało przebiegać jak zwykle. Dopiero gdy Macaulay miał dać sygnał rozpoczęcia reanimacji, Szwajch miał odmówić jej podjęcia i otworzyć zalakowaną kopertę z ostatnią wolą Chłopca.

— Musimy podpisać to w obecności kilku świadków — powiedział Szwajch. — I adwokata.

— Oczywiście. Jeżeli tego pan potrzebuje, tuż przed moi wystąpieniem potwierdzę całą umowę przed kamerami.

Doktor skinął głową. Podali sobie dłonie. Chłopiec czuł nieco rozczarowania; przygotował sobie kilka wzniośle brzmiących odpowiedzi, gdyby Szwajch zapytał „dlaczego”.

Monique wciąż odrzucała jego telefony. Napisał do niej wiadomość, zapraszając na swoje ostatnie wystąpienie, skasował ją przed wysłaniem. Zamiast tego kupił kopertę i włożył do środka niewielką kartkę z datą, godziną i adresem. Na końcu wstawił swój inicjał. Po zastanowieniu dorysował wokół serduszka tańczące z małymi czaszkami.

Wreszcie nadszedł wielki dzień. Wszyscy czekali już na niego zgromadzeni w sali konferencyjnej należącej do trzygwiazdkowego hotelu. Ekipa Szwajcha wyglądała wyjątkowo profesjonalnie, w białych fartuchach i z wózkami pełnymi poważnie wyglądającego medycznego sprzętu. Pracownicy rozstawiali kamery i reflektory. Kilka osób w garniturach dyskutowało o czymś zawzięcie. Między nimi był Macaulay.

— Nareszcie jesteś — powiedział. — Załatwiłem nam świetny kontrakt. Środki na ból głowy, wyobrażasz sobie?

— Później. Przyjechał ten Rodin?

— Pewnie tak. Widzisz tych ludzi tam w rogu? To jego ekipa. Rodin zapewne jest między nimi, ale dalej nie wiem, który to. Facet pilnuje swojej prywatności. Swoją drogą, nie uwierzysz, czym się zajmuje jego firma…

Chłopiec machnął dłonią. Czuł rozczarowanie — nigdzie nie mógł dostrzec Monique. Przecież musiała otrzymać wiadomość. Powinna stać gdzieś w tłumie zaproszonych gości.

— Przepraszam…

Chłopiec drgnął jak zbudzony ze snu. Naprzeciwko niego stał potężnie zbudowany mężczyzna. Twarz skrywała mu czarna maska budząca skojarzenie z pyskiem goryla. Ubrany był w czarny, elegancki garnitur. Gdyby nie maska i muskulatura, wyglądałby jak urzędnik podatkowy.

— Będę występował w imieniu M. Rodin. Bardzo miło mi pana poznać.

— Nawzajem. — Chłopiec uścisnął wyciągniętą do siebie dłoń. — Przepraszam, ale muszę skonsultować kilka rzeczy z moją ekipą medyczną.

Macaulay posłał mu uśmiech, unosząc kciuk. Chłopiec wyobraził sobie minę mężczyzny za niespełna dwadzieścia minut. Jeszcze raz pomyślał o nagłówkach wiadomości we wszystkich portalach sieciowych. Potem będzie masowa histeria, zdjęcia płaczących fanów i frazesy wygłaszane w debatach przez samozwańczych ekspertów. Na tę myśl w oczach zakręciły mu się łzy.

Zabrał Szwajcha do pokoju obok. Oficjalnie wyglądający mężczyzna włączył kamerę. Kandydatowi na nieboszczyka zbadano puls, pobrano krew, wreszcie adwokat zadał kilka pytań mających sprawdzić poczytalność. Na koniec Chłopiec uścisnął dłoń doktorowi i powtórzył wymagane zgody i prawnicze formułki.

— Zobowiązuję doktora Szwajcha do zapewnienia mnie, że nikt nie przeszkodzi mi w godnej śmierci. Potwierdzam, że zgodnie z umową miał zachować moją wolę w tajemnicy. Doktor Szwajch i jego ekipa mają uniemożliwić wszelką akcję reanimacyjną, a po mojej śmierci ma odczytać list, który przekazałem do jego dyspozycji.

Podpisał podsunięte mu dokumenty i wrócił do sali. Widzowie odsunęli się na boki, zostawiając na jej środku przedstawiciela klienta. Chłopiec odetchnął głęboko i podszedł do niego. Podniósł  dłoń.

— Możemy zaczynać — powiedział.

Mężczyzna w masce uderzył go z rozmachem w twarz; Chłopiec zachwiał się i upadł na podłogę. Serce biło mu jak szalone. To moje ostatnie przedstawienie, powtarzał sobie, pewnie stąd ta trema. Zanim wstał, otrzymał kolejny cios. Skulił się na ziemi, niejasno przypominając sobie, że umowa zezwala na kilka kopniaków. Nie pamiętał dokładnie, ile — pięć? Sześć? Gdyby nawet pamiętał, nie dałby radę ich policzyć. Bolało bardziej niż zwykle. Wreszcie ciosy ustały. Chłopiec czekał z zamkniętymi oczami. Nic się nie działo. Wreszcie podniósł oczy. Mężczyzna stał nad nim, nawet niezdyszany. Robił mu zdjęcia komórką. Zrobiło to na Chłopcu nieoczekiwanie silnie wrażenie. Nagle zrozumiał, że tamtemu jest wszystko jedno, co się dalej stanie. On po prostu wykonywał zlecone przez kogoś zadanie i robiłby to z identycznym zaangażowaniem, niezależnie od tego, czy polegałoby na wyniesieniu śmieci, czy topieniu kociąt.

Kiedy mężczyzna w masce ponownie się nad nim pochylił, łapiąc go za szyję, Chłopiec szarpnął się w nie do końca udawanym przerażeniu. Tamten był silny, zbyt silny, by Chłopiec mógł się wyrwać, nawet gdyby zezwalał na to scenariusz. Mężczyzna puścił go na chwilę, po czym podniósł go i rzucił na stół, przyciskając mu twarz do zimnego blatu.

— Patrz — wysyczał mężczyzna. — Zanim zdechniesz, patrz.

I wtedy ją zobaczył — dziewczynę o ciemnych włosach i niewiarygodnie pięknej twarzy. Stała w grupie widzów, wysoka i spokojna. Przez chwilę patrzył jej prosto w oczy, a w duszy narastało mu poczucie dziwnego zadowolenia. Chciałby jej wykrzyczeć prosto w tę piękną twarz: To przez ciebie, to przez ciebie naprawdę umieram! Chciałby zobaczyć, jak mina dziewczyny się zmienia, gdy zawiodą próby reanimacji, gdy sobie uświadomi, że Chłopiec już nigdy nie będzie z nią siedział przy stole w niewielkim barze.

I wtedy nagle dostrzegł, że dziewczyna się uśmiecha — niesamowitym, tryumfalnym uśmiechem drapieżnika. W jej oczach dostrzegł niezwykłe uniesienie i zrozumiał, że ona już wie. Wreszcie sobie przypomniał, gdzie widział ją wcześniej — pół roku temu, gdy dusił go tamten obrzydliwy, spocony grubas. Stała wtedy pomiędzy widzami z rękoma założonymi na piersi.

Szarpnął się gwałtownie, próbując się wyrwać, targnięty nagłym przerażeniem. Mężczyzna chwycił go mocniej za gardło, naciskając kolanem na jego pierś. Chłopiec machał rozpaczliwie rękoma, uderzając na oślep, próbując dosięgnąć twarzy tamtego. W tej ostatniej chwili – pełnej bólu i rozpaczy – uświadomił sobie, że nie jest samobójcą i niczego nikomu nie udowodni. Że został podle oszukany. Bo M. Rodin istotnie znalazła sposób na dokonanie morderstwa doskonałego.

Radomir Darmiła

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Hanna Karwowska „Chłopiec z XXI wieku”
Opowiadania - 1 czerwca 2014

– A radio macie? – No, jakże. Przecie, ze mom. I telewizor… W niedziele to sie słucha…

Tomasz Jarząb „Wola życia”
Opowiadania - 5 marca 2018

Ogarniał go gniew. Jak można było doprowadzić do takiej sytuacji? Jak najnowocześniejsza…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!