Radomir Darmiła „Smutna historia o miłości ze szczęśliwym zakończeniem” (6)

Opowiadania Radomir Darmiła - 22 grudnia 2014

***

Z pozostałych kwiatów Faery postanowiła zrobić bukiet, jako prezent ślubny od jej rodziny dla młodej pary. Nie ruszyła tylko tych rosnących w mojej doniczce; kucnęła przy nich, muskając je opuszkami palców, a w jej spojrzeniach, rzucanych mi co chwilę, tańczyły uśmiechy. Dostaliśmy oboje zaproszenie na wesele. Riazański, gdy mu opowiedziałem o moim rozstrzygnięciu leśnej wojny, śmiał się długo i serdecznie.. Obiecał wypożyczyć stoły i dostarczyć weselnej wódki. Rozochoceni leszy zaprosili wtedy wszystkich z folwarku. Wesele zapowiadało się naprawdę huczne.
Jak zwykle wszystko skończyło się dobrze. Z tego, co wiem, obaj leszy żyli potem długo i szczęśliwie ze swoją współdzieloną małżonką. No, nie tak do końca szczęśliwie. Kilka lat później romantyczne zachcianki Szyszymory dały się obu tak we znaki, że zwiali z lasu do miasta. Wiem, bo z jednym z nich zetknął mnie los , gdy razem służyliśmy ku chwale cesarsko-królewsko-wieloksiążęcej ojczyzny podczas Wielkiej Wojny. No i dobrze się stało, bo po co mieli się męczyć ze sobą, skoro do siebie nie pasowali. Ale to już zupełnie inna historia, a ja nie skończyłem jeszcze opowiadać tej. Nie pojawiłem się bowiem na weselu.
Dzień po zakończeniu leśnej wojny wezwał mnie do siebie Riazański. Siedział w swoim głębokim, skórzanym fotelu, czule obejmując brzuch, ciasno opięty kamizelką. W pierwszej chwili sądziłem, że dotarł już obiecany mieczyk. Rzut okiem na oblicze pana dworu wyprowadził mnie z pomyłki.
— Mam delikatną i – nie ukrywam – przykrą sprawę — powiedział Riazański, gdy już wymieniliśmy kilka grzecznościowych uwag o pogodzie. — Byliście ostatnio w stajni, panie skrzacie?
— Byłem — potwierdziłem. — Chodzi o kasztankę?
— Nie tylko o kasztankę. — Riazański westchnął i poprawił się nerwowo w fotelu. — Mamy także chorą krowę, a przed chwilą mi doniesiono, że wałach właśnie stracił apetyt. Skrzacie… nie chcę was winić.
— Bardzo mnie to cieszy. Mam bowiem własną teorię na temat tego, kogo należy winić.
— To jest druga sprawa, którą chciałem poruszyć. Był u mnie gumiennik. Twierdzi, że to wy jesteście sprawcą. On sam nie wychodzi nigdy ze stodoły, ale podobno inni słyszeli, jak szeptaliście koniom jakieś zaklęcia do uszu.
— Wielmożny panie, to… — zacząłem, ale Riazański nie pozwolił mi dokończyć.
— Panie skrzacie, ja was nie oskarżam! Z góry wierzę, że chcieliście przynieść moim zwierzętom zdrowie. Gumiennik jednak twierdzi, że dobroczynne zaklęcia przywiezione spoza księstwa mogą odnieść odwrotny skutek na zwierzęta rodzone tutaj. Nie znam się na tym…
— Ale ja się znam — przerwałem niegrzecznie. — Gumiennik kłamie parszywie.
— Powiedziałem już, że się na tym nie znam. W dzisiejszych czasach zresztą trudno wierzyć w zaklęcia. Domyślam się, że pewnie chodzi o zwykłe wywary z ziół. Może pomyliły się wam składniki, może tutejsze rośliny mają nieco inne właściwości, a może po prostu naprawdę tutejsze zwierzęta inaczej reagują.
— Raczej to gumiennik je struł.
— Uprzedzał mnie, że tak powiecie — Riazański spojrzał na mnie jakoś smętnie i potarł palcem skroń. — Cały czas go podejrzewacie, zazdrościcie mu pozycji na folwarku, słyszałem.
— Chciał mnie otruć — przypomniałem.
— To tylko wasze podejrzenia. On twierdzi, że skrzata otruć się nie da. Nie mógł przewidzieć, że wam miejscowe piwo zaszkodzi. Popytałem się w okolicy i podobno wy naprawdę nie reagujecie na trucizny — Riazański przerwał na chwilę. Potem położył dłonie na biurku i pochylił się nade mną, kiwając głową w takt wypowiadanych słów. — Panie skrzacie, zresztą mniejsza już o te chore zwierzęta. Bardziej obchodzi mnie co innego. Gumiennik jest moim domownikiem, opiekuje się moimi plonami. Coście wy z nim zrobili? Wygląda jak nieszczęście!
— Ogoliłem — powiedziałem.
— Jak? Przecież nie macie ani mieczyka, ani noża.
— No, łatwo nie było — przyznałem i aż mi się zrobiło błogo na duszy na wspomnienie. Nie bawiłem się w skubanie pojedynczych włosków, ale wyrywanie brody zajęło i tak sporo czasu. Nie śpieszyłem się zresztą. Gumiennik szarpał się, próbując mnie zrzucić, a ja tłumaczyłem mu łagodnie, jak głupio postąpił, zadzierając ze skrzatem.
Riazański pokręcił głową i zabębnił palcami po blacie biurka.
— Przykro mi, skrzacie, ale nie mogę tolerować czegoś takiego w moim domu. Jeżeli nie możecie żyć ze sobą w zgodzie, któregoś z was muszę usunąć. Gumiennik mieszka u mnie o wiele dłużej, i sam awantur nie szuka… Nic nie mówcie, panie skrzacie! Wcześniej nikt się na niego nie skarżył. Nie mam wyjścia. Możecie zostać do jutra, ale z samego rana wyruszycie w podróż.
Wstałem i ukłoniłem się sztywno, a potem jednym susem znalazłem się przy drzwiach. Na korytarzu oparłem się o ścianę, próbując zebrać myśli. Drżały mi ręce. Podniosłem jedną z nich do oczu i drżenie ustało powoli, jakby uspokojone siłą spojrzenia.
Nie miałem zamiaru czekać do następnego ranka. Zabrałem swoje rzeczy z kącika w kuchni, zastanawiając się zarazem nad tym, co robić dalej. Powinienem się pożegnać z Faery, pomyślałem. Ona załamie ręce, ja przytulę ją, zapłakaną, zasmarkaną, nie mogąc znaleźć właściwych słów. Nie, wyruszę od razu, bez pożegnania. Nie dla mnie widok babskich łez. Jesteś tchórzem, Bury, zaszeptało coś w środku mnie. Potrząsnąłem głową, zaciskając oczy. Nie potrafiłem się uspokoić, nieruchomo stałem w korytarzu, ślepy i głuchy na wszystko, co się wokół mnie działo.
Faery nie mogła ruszyć ze mną. Tutaj czekało ją wygodne i bezpieczne życie. Co ja jej mogłem zaoferować w zamian? Głodne noce pod zimnym niebem. Wieczną ucieczkę, z domu do domu, tułaczkę włóczęgów przeganianych z obejścia do obejścia. Zresztą, skrzacie nierozsądny, skrzacie pozbawiony rozumu, spróbuj spojrzeć na to z boku, jakby sprawa dotyczyła kogoś innego. Związek skrzata i wróżki kwiatowej? Przecież to śmieszne. Wcześniej, czy później, ktoś wreszcie by jej wreszcie powiedział, że skrzat nie jest wart towarzystwa wróżki. Głupi, samolubny skrzacie, przestań bać się prawdy. Tutaj będzie szczęśliwa; może nawet nie zauważy, że odszedłeś. Ja też będę szczęśliwy. Szybko znudziłbym się życiem we dwoje i zatęskniłbym za kawalerską swobodą. Lepiej nic jej nie mówić; jeszcze, wbrew rozsądkowi, chciałaby pójść za mną. Hej, skrzacie, bądź ze sobą szczery: a może po prostu boisz się, że właśnie nie będzie chciała wyruszyć z tobą w nieznany świat?
Tak więc nie pożegnałem Faery. Zamiast tego poszedłem do korytarza z tyłu dworu, gdzie, koło wyjścia dla służby, stały nasze donice. Wskoczyłem do tej z kwiatami posadzonymi przeze mnie. Dotykałem łodyg, zanurzałem się w ich zapachu, aż całą głowę miałem oprószoną od pyłku. Tak naprawdę domyślałem się, dlaczego Faery tak nalegała, by te kwiaty były moje i bym mógł zrobić z nimi, co tylko zechcę. Widziałem rozczarowanie w jej oczach, gdy wyznałem, że brakujący z doniczki pierwiosnek trafił w ręce leszego.
Mógłbym teraz zerwać dokładnie taki sam pierwiosnek i położyć pod jej drzwiami. Nie musiałbym dodawać żadnego listu. Zrozumiałaby. Zostałby tylko kwiat, a ona może próbowałaby złapać w jego zapachu jakiś ślad mojej woni, tak samo irracjonalnie, jak ja to robiłem teraz. Nie, to nie miałoby sensu. Szczęśliwe zakończenie wymagało, by zapomniała o mnie jak najszybciej. Przez chwilę walczyłem z chęcią zabrania któregoś z kwiatów na pamiątkę. Potrząsnąłem głową. Szybko zmarniałby na mrozie, zresztą, co pomyślałaby Faery, gdyby dostrzegła jego brak?
Zeskoczyłem z doniczki i zarzuciłem na plecy zawiniątko z moimi rzeczami. Zostawiłem kwiaty, których nie byłem już godzien dotykać, i wyszedłem wyjściem dla służby.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234567

Mogą Cię zainteresować

Nowy numer magazynu „Silmaris”. To już trzeci!
Aktualności Fahrenheit Crew - 16 listopada 2016

Na rynku pojawił się trzeci numer magazynu Silmaris, z wysokoenergetyczną porcją prozy, wywiadów i publicystyki.…

Radomir Darmiła „Czarbrończyni”
Opowiadania Radomir Darmiła - 18 sierpnia 2017

Przekaz był tak silny, tak gwałtowny i nagły, że Armelia zatoczyła się…

Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania”

Tego ranka Chłopiec umierał w wyjątkowo parszywym nastroju. Klient był niezdarny, na…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!