Tomasz Jarząb „Wola życia”

Opowiadania Tomasz Jarząb - 5 marca 2018

Słyszał w uszach szum krwi i głos Asova błagającego o pośpiech. Ale nie mógł się ruszyć. Nie był w stanie nic zrobić ani dla siebie, ani dla tego biednego dzieciaka.

Dryfował w oderwanym fragmencie pierścienia w kierunku kosmicznej pustki! Powoli. Nieubłaganie. Dalej od Asova, jeszcze dalej od ratunku. Równie martwy jak Jenkins.

Przygotujcie się… Wieczność przed nami.

*

Nie wiedział, jak mu powiedzieć, że to już koniec. Że to tylko kwestia czasu, kiedy… kiedy dołączą do Jenkinsa.

Wyłączył mikrofon i krzyknął jak nigdy wcześniej. Wydarł z siebie skumulowane napięcie, żal, rozpacz i bezradność. Nie! Nie! Nie! To niemożliwe! Nie mógł uwierzyć w to, co się działo. Chciał walczyć. Rozrywać własnymi rękami warstwy poszycia. Tłuc pięściami, aż wywalczy sobie ocalenie. Był gotowy na każde poświęcenie, oddałby duszę samemu diabłu. Gdyby tylko mógł… Szalupy ratunkowe, nawet jeżeli któraś przetrwała, znajdowały się poza jego zasięgiem. Nie miał silników gazowych, a skok nie wchodził w rachubę. Równie dobrze mógł się odbić w kierunku Ziemi.

Szamotał się chwilę, aż osłabł. Poczuł się pusty w środku. Zawisł bezczynnie w przestrzeni. Czy tak się traci nadzieję? Czy to się dzieje z człowiekiem, kiedy uświadamia sobie, że to koniec? – przemknęło mu przez głowę.

Zakończenia nerwowe Asova zaczęły budzić się z wywołanego szokiem odrętwienia. Ciche postękiwania chłopaka przerodziły się w jęki, by wypełnić wezbraną falą cierpienia wnętrze jego hełmu.

– Nil, pali mnie. Pali mnie od środka! Zrób coś… Chryste, zrób coś!

Chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł. Wisząc tak w nieustannym upadku, zapadł w coś na kształt letargu. Dźwięki z interkomu; każde mlaśniecie, każdy jęk, każdy stękniecie Asova – cięły jak nóż. Był bezradny. Nie mógł dać Asovowi nawet cienia nadziei, nie mógł mu dać czegoś, czego sam już nie miał.

– Nie mogę… Już nie mogę… Zrób coś! Zrób…

Nie odezwał się nawet słowem. Ani jednym słowem. Z czasem błagania ustały i tylko płytki oddech świadczył, że gdzieś tam Asov jeszcze żyje. W końcu i tego zabrakło. Teraz moja kolej, pomyślał.

W malignie zobaczył twarzyczkę córki. Nosek, który tak uroczo marszczyła w przypływie złości, kiedy nie miał czasu, by się z nią bawić w kosmicznych kowbojów. Tatusiu, pobaw się ze mną. Tatusiu…

Był złym ojcem, złym mężem. Zimnym, niczym z kamienia. Dlaczego nie potrafił wyrazić tego, co czuł?! Dlaczego?! Czekało go piekło. Słuszna kara. Był tego pewien. Zanurzał się w nicość. Stracił przytomność.

Pip – pip – pip!

Ocknął się. Nie miał pojęcia, ile czasu upłynęło. Komputer skafandra informował go o krytycznym nasyceniu dwutlenkiem węgla. Tlen się skończył, a jego życie zależało od filtra dwutlenku węgla – małego cylindrycznego pochłaniacza. Ile mu jeszcze zostało? Dziesięć minut? Piętnaście? Nawet nie spojrzał na wyświetlacz. Nieważne. Poddał się już dawno. Poczuł przemożną potrzebę zakończenia tego absurdu. Pomyślał, że wystarczy ściągnąć hełm i…

Coś szarpnęło go za nogę! Pomyślał, że to martwy Jenkins przyszedł upomnieć się o jego duszę. Zawlec go do piekła. Odwrócił się w kierunku zagrożenia i… Po raz pierwszy i ostatni w życiu poczuł gorące łzy napływające do oczu. Nadzieja wypełniła mu serce.

*

– Tak doszło do spotkania z androidem. Domyśla się pan, skąd on się tam wziął? – Potężnie zbudowany śledczy Haler zawiesił głos w oczekiwaniu na odpowiedź.

Nil wpatrywał się tępo w łysą głowę inspektora, wytrącony z rytmu. Minęła niespełna doba od jego odnalezienia, a już był przesłuchiwany w sprawie zajść na Wirze.

Siedzieli w przestronnej sali przesłuchań. Olbrzymie ściany, pokryte jednolitym matowym szkłem, wyrastały niczym góry lodowe. Wszystko było takie sterylne, cholernie niepokojące swoją obcością. Nil czuł się nieswojo, ale to nie było teraz najważniejsze. Udało mu się! Nie zamierzał tego przeciągać. Odpowiadał posłusznie na wszystkie pytania. Nie kłamał. Mówił obszernie, choć w środku gotował się z niecierpliwości. Chciał zobaczyć swoich bliskich…

– Proszę odpowiedzieć na pytanie, panie Nil. – Chłodne spojrzenie Halera przeszyło go na wskroś.

– Tak. Android przebił się do mnie z sąsiedniego modułu, z przeciwnego kierunku niż ten, w którym ruszyłem z pomocą Asovowi.

Jego rozmówca skrupulatnie coś notował na swoim panelu, z kolei współpracownik inspektora, Jantar, nie spuszczał oczu z jakiegoś punktu za plecami przesłuchiwanego.

– W momencie kolizji android został aktywowany zgodnie z protokołem bezpieczeństwa przez system pokładowy, który zdołał do niego transferować niepełne dane o statusie jednostki, zanim przestał istnieć wskutek uszkodzeń centrum dowodzenia. Ale to wystarczyło, by android podjął poszukiwania ocalałych. Tak natknął się na mnie.

To Jenkins… To Jenkins musiał go przyprowadzić ze sobą do stacji dokującej, gdy schodził ze służby.

Haler przestał notować. Nil poczuł niepokój. W postawie inspektora było coś nieludzkiego. Potężne ramiona przypominały dwa hydrauliczne siłowniki, mogące urwać człowiekowi głowę. Typ stworzony do wyciągania informacji z ludzi. Przesłuchiwany miał wrażenie, że nie może przestać i musi mówić dalej. Zadowolić słuchających swoim wyznaniem.

– Zgodnie ze specyfikacją to model 22. Nazywaliśmy go fantomem lub puszką. Był idealny do prowadzenia prac wszędzie tam, gdzie istniało zbyt duże zagrożenie dla ludzkiego życia. Wystarczyło dokonać połączenia za pośrednictwem mikrofalowego nadajnika i przeprowadzać najcięższe prace w ciele androida, zostawiwszy swoje w bezpiecznym miejscu. Sto pięćdziesiąt terabajtów pozytronowej pamięci. Dość, by pomieścić ludzki mózg, żeby… – Urwał. Głos mu się załamał w przypływie emocji.

Bardzo tęsknił za swoimi dziewczynami. Chciał im powiedzieć, że je kocha. Chciał je zobaczyć jeszcze raz. Tylko jeden raz. Ostatni. Pragnął, by wiedziały, co do nich czuje. Teraz. Już! Póki mógł mówić.

– Polecił pan androidowi skopiować sieć neuronową pańskiego mózgu, gdy połączył się pan z nim przez port mikrofalowy?

– Tak. Potem patrzyłem, jak moje ciało… Nie tylko moje ciało, ale jak JA gasnę, duszony dwutlenkiem węgla. Gdy odszedłem, włączyłem w ciele androida opcję hibernacji.

Poczuł się winny, choć nie wiedział, dlaczego. Przecież nie miał wyboru. Innej szansy też nie. Czy ktoś jeszcze może powiedzieć, jak to jest przeżyć swoją śmierć? A on pamiętał każdą chwilę. Nasycenie dwutlenkiem węgla osiągnęło poziom krytyczny. Systemy skafandra w rozpaczliwej walce próbowały znaleźć sposób, by wygenerować jeszcze jedną cząsteczkę tlenu, by przedłużyć jego życie jeszcze o sekundę. Skafander zaczął mocniej opinać jego ciało, chcąc przetłoczyć jeszcze odrobinę powietrza w kierunku hełmu, pochłaniacz zwiększył ilość przepuszczanego powietrza, jakby zmuszając się do większego wysiłku. Każdy element systemu chciał, żeby użytkownik żył. Daremnie.

Jego nowe, syntetyczne ciało, zakotwiczone manipulatorem do poręczy asekuracyjnej korytarza, trzymało go w objęciach. Trwał tak, dzień, dwa, tydzień, a może miesiąc, nim przeszedł w stan oczekiwania. Trwał tak i śmiał się. Chichotał jak dziecko: Kochanie! Jeszcze nie dla mnie wieczność… hahaha. Nie dla mnie, nie dla mnniehahaniedlamnieniedlamnieniedlamnieniedlamnie…

– Proszę zrozumieć! – Nil zerwał się ze zgrzytem mechanicznych stawów. To była jego szansa. Kongres musiał zrozumieć! – Bardzo tęsknię za rodziną. To… To było moje jedyne wyjście. Rozumie pan?! Zrobiłem to wszystko dla swojej rodziny, dla żony i dziecka! Chcę się z nimi tylko pożegnać i powiedzieć im, że są dla mnie najważniejsze. To, czego wcześniej na głos nie mówiłem… – Generator głosu zatrzeszczał. – Czy będę mógł się zobaczyć z córką? Wiem, że to będzie dla nich szok, ale potrzebuję tylko kilku pierdolonych chwil. Czy możecie to dla mnie zrobić?! Czy możecie zrobić mi tę łaskę?!

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Powiązane wpisy

Radomir Darmiła „Chłopiec do umierania”
Opowiadania - 21 maja 2018

Tego ranka Chłopiec umierał w wyjątkowo parszywym nastroju. Klient był niezdarny, na…

Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”
Opowiadania - 5 września 2017

Niniejsze opowiadanie to świetna okazja do zaznajomienia się z głównym bohaterem cyklu…

Łukasz Sikora „Centralne Biuro Śledzenia Autorów”
Opowiadania - 20 czerwca 2014

Pan Mietek uważał się za wzorowego pracownika, w takim przekonaniu utwierdzały go…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!