neularger i A.T. „Egzekucja” (10)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Widzę – odparł Dominus po chwili namysłu – że broń ta jest ci bardzo znana. <A mój telewizor jest mi nadal tak odpychająco obcy mimo dziesięcioletniej znajomości…> Posiadłeś bardzo rzadki i niebezpieczny artefakt. <O, to niewątpliwie.> Myśliwy używający tej broni może czynić cuda, nie uważasz? <Przypadkowe podpalanie wszystkiego w okolicy łącznie ze sobą nazwałbym inaczej.> Popełniłeś jednak błąd. Polowanie na potwory to jedno, ale prowadzenie niebezpiecznej szajki bandytów <Bo szajka to nie jest coś, co od razu kojarzy się z przestępcami, są też szajki florystów i kółek różańcowych.> Argenta Lupus to zupełnie inna para kaloszy. Nie zasługujesz na ten muszkiet. <Dlatego konfiskuję ci go bez decyzji sądu! Ale jestem fajny! >

Rogrim oderwał się od ziemi przepełniony furią <Lewitował ze wściekłości!>, rzucił się z pięścią <I łokciem.> na oficera Zakonu. Pięść zderzyła się ze szczęką starego krasnoluda, który poczuł ucisk kości i ból zębów. <Oraz zawirowania we włosach.>

– Stać! – krzyknął Dominus powstrzymując swoich ludzi, którzy właśnie się poderwali. – Nic mi nie zrobi!

W tej konkretnej chwili komtur Dominus był Gniewny nie tylko z nazwiska. Zamachnął się a jego pięść w złotej rękawicy zderzyła się z czaszką krasnoludzkiego myśliwego, odrzucając go na kilka metrów i przygwożdżając o porozstawiane beczki. <O, ja…>Rogrim wstał jednak, a na jego czole pojawiła się stróżka krwi.

– Takie pacnięcie to wiesz, gdzie możesz sobie wsadzić – mruknął Rogrim, zacisnął pięść jeszcze mocniej i wymachnął celując ponownie w szczękę Dominusa. Stary komtur jednak ani nie drgnął.

– Jesteś zanadto skromny – odparł i wycelował ponownie złotą rękawicą w szczękę Stonehearta. Myśliwy jednak zdołał utrzymać się na stojąco, choć splunął krwią z ust. Popatrzyli sobie na oczy wzdychając ciężko.

<Czy tylko ja mam wrażenie, że oni walczą pięściami uwiązanymi na sznurkach?>

– Już klaps niemowlęcia jest silniejszy – rzucił Rogrim uśmiechając się szeroko. Jego pięść ponownie zderzyła się z twarzą starego zakonnika tym razem łamiąc mu nos. W odpowiedzi Dominus przybił złotą rękawicą masakrując twarz adwersarza. <No… gwoździe w twarzy – hardcore – pewnie Rogrim wyglądał jak ten z Hellraisera.> Po każdym bokserskim ciosie myśliwego komtur Zakonu zadawał swój łupniak <To średniowieczna nazwa „ciosu wirującej pięści”, którego sekrety niestety nie dotrwały do naszych czasów.> mierząc w żuchwę <Ludzki pan. Mógł w jaja.>. Po długiej wymianie ciosów, oboje <obaj> byli wykończeni. <Jak wiadomo wymiana ciosów kończy się tylko zmęczeniem uczestników wynikłym z forsownych ćwiczeń i niczym innym.>

– Dosyć tego – powiedział utrudzony Dominus. – Skończę to w jedną chwilę.

Rycerz Keythian odstąpił do tyłu, a wraz z nim oddalili się <Do innych zajęć> Hannika i Lathan. Dominus Gniewny był wysokiej rangi oficerem zakonu. Jednym z trzech komturów tuż pod Mistrzem Zakonu. Swojego czasu był postrzegany jako wschodząca gwiazda, ponadto nadano mu przydomek „Złota Pięść”. Stanowił przykład i inspirację dla młodocianych rekrutów, dla przyszłego pokolenia. <Szczególnie dla tej jego części, co ma IQ wózka na zakupy.>

– Twoje czasy skończyły się – rzekł niesfornie <Trochę rozkapryszenie, z lekką nutką figlarności.> Dominus Gniewny. – Niesławny myśliwy poległ dzisiaj. <Zaiste, powiadam wam, tak było!>

Zdjął swoją pancerno–złotą <Pancerny – kolor zastrzeżony do malowania czołgów, lotniskowców i ruskich konserw. Taki twardy zielony.> rękawicę i odrzucił. Rogrim spojrzał na nią nie wiedząc czego może się spodziewać. <Że, na przykład, wyrosną jej nóżki albo zacznie śpiewać?> Stary siwy komtur stąpnął mocno o drewnianą podłogę restauracji, a jego żywa pięść świsnęła z mgnieniem <I momencikiem.> zderzając się z gębą myśliwego. Uderzenie odrzuciło Stonehearta, który łupnął plecami o ścianę lokum i padł obezwładniony. <Chcesz zwiększyć siłę ciosu? Zdejmij pancerną rękawicę.>

– W końcu jesteś tylko myśliwym – prychnął oficer zakonu i odwrócił się do swojego oddziału. – Czeka cię sprawiedliwa rozprawa sądowa w Wietrznym Mieście. Niech ludzie zadecydują jaki los cię spotka. Zwiążcie go i zabierzcie do lochów. <Najbliższych, jakie znajdziecie!>

Keythian Semua drgnął lekko, kiedy zza gruzu w tyłach restauracji wyskoczyła postać rozgniewanego krasnoluda. Rogrim świsnął w powietrzu <Świsnął, oczywista, wiatr jego przelotu.> i wymachnęła pięścią <Ta Rogrima> z taką zamaszystością, że uderzywszy mordę <Ryło, narratorze, co się będziesz ograniczał.> Dominusa odrzucił starego komtura rozbijając dziurę w ścianie. <W ścianie była dziura, a stary komtur ją rozbił. Znaczy, naprawa ściany poprzez rzut krasnoludem. Efektywnie, choć okrutnie.> Oficer zakonu padł nieprzytomny, zaś kombatant, który dokonał cudu, złamał chyba wszystkie kości u swojej prawej ręki.<dłoni>

– W końcu jesteś tylko starcem minionej epoki – zakpił sobie <Bo nie komuś innemu przecież…> uradowany czarnobrody krasnolud ze zwycięską miną na twarzy, po czym padł plackiem i zemdlał. <A nie na odwrót?>

***

Powrót do Raviras trwał niecałe trzy dni. Rogrim Stoneheart był wygłodzony i zmarniały. <Mientka ninja z tego krasnoluda… Jako szef bandy złoczyńców to pewnie miał trzy ciepłe posiłki na dobę, puchowe łóżko i osobistą manikiurzystkę.> Związano mu ręce i nogi a następnie wrzucono do stęchłej celi na samym dole podziemnego lochu. <Na samiutkim – gdzie szczury, karaluchy i kościotrupy!>

Wietrzne Miasto było chlubą rasy ludzkiej. Potężna stolica zbudowana z żelaznej stali <Ale nie cała, tam, gdzie były problemy z budżetem, dawano tańsze stalowe żelazo.> pełniła niegdyś rolę nieskazitelnego <I czystego moralnie.> schronu dla jej mieszkańców, szlachty <Szlachta mieszkańcami oczywiście nie była.>, wojska jak i monarchy przed światem zewnętrznym. <Chronili się przed miazmatami dżendera, invitrozy i KOD-u.>

Czasy się zmieniły. Wojna ustała <Jaka…?!>, zaś Wietrzne Miasto pozostało z dziesięcioma tysiącami uzbrojonych gwardzistów, którzy w najlepszym wypadku zbijali bąki. <Na pomysł, żeby gwardię rozwiązać, nikt jakoś nie wpadł.> Pokój ich rozleniwił, zaś uparty komendant Nelwo Kallerhill stawiał <Codziennie się wykłócał o to samo, i tak już od pół wieku. Dobrze mieć jakieś hobby.> na swoim: gwardia musi stać na posterunku. <Konstrukcja poprzedniego zdania jest mnie więcej taka: Marchewka wolniej rośnie, zaś prababcia wyszła z chałupy.>

Rogrim Stoneheart leżał w celi przykuty ciężkimi łańcuchami do żelaznego łoża, które było jedynym meblem znajdującym się w zasięgu wzroku. <A poza zasięgiem czekała już trochę znudzona tajska masażystka oparta o barek.> Przegrał. Nie zostało mu już nic.

Jutro rozprawa sądowa, <Jutro? Tak szybko? Żadnych przygotowań nie potrzeba? Żadnych innych spraw na wokandzie?> lecz jej finał był przesądzony – Rogrim Stoneheart miał zostać stracony na publicznej egzekucji.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta Ebola - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!