neularger i A.T. „Egzekucja” (11)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

Tyle przygód. Tyle osób napotkanych na drodze. Wszystko miało się skończyć tu i teraz. Nie taką śmierć sobie wyobrażał. Egzekucja w Wietrznym Mieście, stolicy państwa ludzi, była dla niego czarnym scenariuszem, o którym wolał nawet nie myśleć. <Tfu, abominacja normalnie…> Ale jednak stało się.

Rozpaczać nad sobą nie ma sensu – pomyślał – w końcu robiłem to, co chciałem…

***

– Żyłem tak jak chciałem i jestem z tego dumny! – wykrzyknął Rogrim Stoneheart stojąc pośrodku placu otwartego trybunału sądowego <Czego?>, zaś echo jego słów słychać było jeszcze przez kilka sekund. <Autor wzbogaci wiedzę na temat „echa”.> Sędzia popatrzył na niego z lekkim przerażeniem, widząc w nim szaleńca z nieograniczoną siłą woli. <Ostatkiem sił powstrzymał chęć, by wleźć pod stół.>

Egzekucja <Zapamiętajmy: EGZEKUCJA wyroku tu się miała odbyć.> miała miejsce w centrum miasta, okrągłym placu z żelaznymi kolumnami po bokach, nazywanym Placem Zdobywcy. <To tak istotne, że aż wcale.> Pod dowództwem komendanta Nelwa <Nelwy>, miejsce zostało obstawione tysięczną armią gwardzistów. Jako świadków wezwano wszystkich tych, którzy czuli się poszkodowali przez działalność bandyckiej grupy Srebrnego Wilka. <Chyba zrobili łapankę przed gmachem sądu, bo jak świadkowie mieliby dotrzeć w tak krótkim czasie?> Widownia składała się z tysięcy gapiów <Bo normalnie widownie składają się z jakichś całkowicie niezainteresowanych randomów.>, w większości mieszkańców Wietrznego Miasta oraz turystów, jednakże wśród nich znaleźć można było także kilka znajomych twarzy. <Ciekawe, skąd te tysiące publiki, skoro Rogrima przywieźli ledwo wczoraj.>

Oficerowie Zakonu Świętego Krzyża spoczęli na wywyższeniu <Położono ich na katafalkach?> po prawej stronie placu. Królewski sędzia Vukodlak przewodził całemu procesowi. Dzisiaj miała zatryumfować sprawiedliwość.

– Poszukiwany na przestrzeni <I w czasie… Czy ja się powtarzam?> jedenastu hrabstw Raviras <JEDNO hrabstwo Raviras awansowało do JEDENASTU. Jak tak dalej pójdzie, wyewoluuje w osobne państwo, panie Autor. >, oskarżony został uznany winnym <Zapamiętajmy, że został uznany winnym, oki?> zbrodni morderstwa na obywatelu Siegfriedzie <Beznazwiskowcu>, przedarcia się do lochów Wietrznego Miasta, wysadzenia aresztu kryminalnego <Wszystkich pomieszczeń, łącznie z kibelkami i składzikiem na szczotki!>, pomoc w ucieczce uwięzionej wiedźmy Caliany, licznych napadów z bronią w ręku <Których nie chce mi się wymieniać…> na mieszkańców miasteczek Fidelini, Capelli i Agnolotti, rabunek dwóch banków w hrabstwie, poczty, napadów na karawany licznych stowarzyszeń kupieckich, kradzieży i sprzedaży świętych reliktów zakonu, nakłaniania do agresji, <Jak to czytam, to czuję się nakłoniony.> licznych porwań i rozbojów, używania fałszywych monet<też licznych>, niezliczonych oszustw w kasynie oraz, zgodnie z prawem tego królestwa, gromadzenia majątku przekraczającego pięć tysięcy guldenów… <Patrz wysokość nagrody za Rogrima (10 tys.), a dalej jest 40 tys. guldenów. Czyli Zakon powinien być aresztowany za nakłanianie do przestępstw i zawieranie umów w złej wierze.>

– Czy ten staruch nie przestanie gadać? – mruknął złotobrody <I malinowousty.> krasnolud siedzący w karczemce <A nie restauracji?!> nieopodal miejsca rozprawy, wsłuchując się w jej przebieg. <Siedział za tymi tysiącami publiki i gwardzistów. Dobre tam mieli systemy nagłaśniające w tym średniowieczu.>

– Dlatego też – kończył już sędzia Vukodlak – zgodnie z powierzoną nam mocą, skazujemy oskarżonego, znanego poszukiwacza przygód imieniem Rogrim Stoneheart, herszta bandy najemników Argenta Lupus, na sprawiedliwy proces sądowy… <No, to jest niezwykła kara!>

– Czyli na karę śmierci przez powieszenie – szepnął pod nosem jeden z gapiów.

– Połowa tego co wymienił się nie zgadza <Zważywszy stopień ogólności „aktu oskarżenia”, wszystko jest możliwe…> – pisnął pod nosem pewien szczurzy gnom w masce łasicy, przypatrując się egzekucji zza dachu jednego z budynków. <Czyli lewitował po przeciwnej stronie budynku i patrzył przez ściany. Szczurzy gnom w masce z mocami supermana. Uwielbiam to opko. >

– Czy ten krasnolud nie jest tym, który ocalił Sanktuarium dwa miesiące temu? – zauważył jeden z świadków egzekucji, lecz szybko został powstrzymany przez złotowłosego młodzieńca z dwoma warkoczami.

– Przymknij gębę – rzezimieszek przytknął nóż kuchenny <Nóż kuchenny – pełna profeska, że tak skomentuję…> do gardła tego, co wykrakał gorzkie słowa <Co tu jest gorzkiego i „wykrakanego”? Niech mi autor wytłumaczy, najlepiej ze słownikiem – o ile wie, co to jest.>, po czym szybko schował go do pochwy. <Pochwa na nóż kuchenny to może być kolejny przebój w kolekcji dla modnych i zawsze przygotowanych kucharek.> – Siedź cicho i obserwuj, jak odchodzi legenda. <Bo jeszcze jedno słowo i odwołają egzekucję!>

Wiatr powiał mocno, Rogrim Stoneheart stał dumnie na platformie egzekucyjnej <A nie na jakimś tandetnym podeście! To Wietrzne Miasto!> ciesząc się ostatnimi chwilami życia. Jeśli wola jest dziedziczna – pomyślał – przyjdą po mnie kolejni, którzy będą nosić moją wolę. <Znaczy, w ten sposób informuje nas Autor o posiadaniu przez Rogrima dzieci?> Niczego nie żałuję. Moi wspólnicy, Nurglin i Anton, na pewno sobie poradzą. Froster, nawet stojąc tu słyszę twój ryk rozpaczy. Jeśli zginę, będzie to dlatego, że ja tak chciałem. <I dlatego dałeś się złapać.>

Sędzia Vukodlak zbliżył się do oskarżonego i rozerwał mu więzy. <A szata jego opinała się na bicepsach jak bochny i klacie jak szafa. I po jakiego mu te węzły rozerwał?> Stoneheart wyglądał marnie. Siniaki, prawdopodobnie złamane kości. Ponadto ścięte pół ucha i spuchnięte lewe oko. <Które wypadło z oczodołu.>

– Pewnie torturowali go w celi! – krzyknął chłop będący młynarzem.< – Albo się potknął na schodach – odparła dziewka będąca dziwką.>

Nie – nieustanne refleksje krzątały myśli krasnoluda. – Nikt nie przyjdzie ci na ratunek. Widziałem już wiele egzekucji, wszystkie kończyły się powodzeniem. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś skazany, który dumnie wypinał pierś i umierał z honorem. Większość jednak skomlała i błagała o życie do ostatniej chwili. Jak będzie ze mną?

„Słuchajcie” – brzmiało echo wspomnień w głowie Stonehearta – „Mam pomysł. Wywróćmy świat do góry nogami. Ciekawe, co się wtedy stanie”. <Będzie wywrócony, kretynie.>

Szybko kopnął nogą <A mógł kopnąć jajami albo głową.> w podbródek sędziego, wywinął się <To dość popularna w tym uniwersum forma aktywności fizycznej i chętnie bym się dowiedział, na czym polega.> i wydobył ze swojej czarnej jak smoła brody malutki sztylet <Który trzymały na miejscu małe, czarne gumeczki.>, który następnie przyłożył starcowi do gardła, chwycił go za kamizelkę i ryknął.

– Zrobić przejście, albo sędzia zginie!

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta Ebola - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!