neularger i A.T. „Egzekucja” (13)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

Czas mijał nieubłaganie, sekunda za sekundą. Tłum gapiów robił się coraz większy, niemalże połowa miasta Stahlreich spoglądała na poczynania czarnobrodego myśliwego. <Albo to była wiocha z manią wielkości i połowa mieszkańców to gdzieś 500 sztuk luda, albo błyskawicznie wybudowano amfiteatr, bo inaczej nie ma szans by, „niemalże połowa miasta spoglądała” na awanturę.> Komendant straży wykłócał się z dwoma komturami, zaś Rogrim prowadził sędziego Vukodlaka przez kolejną ulicę, ku bramie wolności. <O! Poezja nawet jest!> Minął właśnie aleję terroryzmu osiemnastego lipca <Prawda, jaka urocza nazwa?>, gdzie zza drzwi sierocińca wyłonił się młody mężczyzna wycierając ręce o czystą białą ścierkę. <Albo umywalka była w tuż przy wejściu, albo gość tak się napalił na spacer po mieście, że aż zabrał ze sobą ręczniczek.>

– Zdaje się, że nagroda za twoją głowę nadal obowiązuje – odparł dżentelmen po chwili zastanowienia. Rogrim łypnął w jego stronę z wzrokiem wściekłego wilka, lecz elegantowi <Dżentelmena i eleganta poznaje się po wycieraniu rąk w białe ścierki podczas przechadzek po mieście.> to nie zaimponowało. <A powinno?> Dyrektor sierocińca położył dłoń na rękojeści sztyletu, który miał zamiar wydobyć, jednakże powstrzymał się widząc nadchodzącego komendanta Nelwo. Schował się z powrotem w budynku.

<I tak skończył się durny epizod zbrodniarza wojennego, który otworzył sierociniec. Wspominał o nim Domninus, kiedy stał na… hm… kolumnie koloseum.>

Straż miasta, elitarna gwardia królewska, otoczyła Rogrima oraz sędziego. Na czele wojska stanął komendant Nelwo. <Czyli wcześniej gość wlókł sędziego ulicami miasta całkiem sam, budząc tylko przelotne zainteresowanie przechodniów?>

– Krasnoludzie, marny twój trud – rzekł <Górnolotnie, bo liczył na wzmiankę w jutrzejszej gazecie.> – To jest Wietrzne Miasto, największa twierdza ludzkości. Niezdobyta z zewnątrz. Niezłamana wewnątrz. <A jaki to ma związek?> Poddaj się, a obiecuję, że zapewnię ci sprawiedliwy proces <Czyli ten to był ukartowany? Normalnie ja bym od razu uwierzył!>, mimo że pogorszyłeś już swoją sytuację ponad miarę. <Widzisz, jaki ze mnie ludzki pan?>

Komtur Kahendort stał wściekły a wraz z nim rycerze i kapłani Zakonu. <Stali wściekli.> Miał ochotę wziąć sprawy w swoje ręce, ale nie mógł, wszak militarna władza <Co takiego?> Wietrznego Miasta leżała obecnie w rękach komendanta Nelwa <Nelwy> i nikogo innego.

Rogrim krok za krokiem mijał kolejny bulwar, natomiast gwardia królewska bezsilnie próbowała go zatrzymać w taki sposób, by nie zagrozić życiu sędziego. Próbowano zastraszania, <Grozili mu bronią tak bardziej.> przekupywania, <Totalnie musi zadziałać!> nękania groźbami, przekonywania rozmaitymi sposobami. Usiłowano wyrwać sędziego, odepchnąć przestępcę, strzału z kuszy, magicznego proszku <Który co robił?>, zasłony dymnej, oraz innych rozmaitych pomysłów, czego to straż nie spróbuje. Skutek wszystkich akcji był jednoznaczny – Rogrim Stoneheart stał cały i zdrowy, zaś sędzia Vukodlak kaszlał, łzawił, kuśtykał a ponadto krwawił z ramienia, gdzie wbito mu grot z kuszy. <Twarde ma życie ten schorowany staruszek.>

<Poprzedni fragment kojarzy mi się ze sceną z jakiegoś polskiego filmu dla młodzieży, gdzie wszystko jest groteskowe, głupie, przerysowane i nieprawdopodobne, nikt, a zwłaszcza młodzież, nie gra dobrze, a dorosły po dziesięciu minutach oglądania chciałby się zabić. >

Komendant Nelwo mocno zażenowany obrotem sytuacji był bezsilny, lecz uparcie obstawał przy swoim.

– Sędzia ma pozostać żywy! – krzyczał co chwila sterując chwiejnym morale swojej gwardii. <Bo gwardziści ze zniecierpliwienia chcieli obu zabić?>

Pieklił się i skwasił, zniecierpliwiony, bezsilny, beznadziejny komendant Nelwo. <Poprzednie zdanie jest po prostu perełką. Orgazmem grafomanii.> Dotarli do targowiska.

Nagle zza tłumu wyskoczył galopujący koń. Na wielkim rumaku pędził komtur Dominus Gniewny, wielki i silny krasnolud na jeszcze większej szkapie. W momencie, w którym na rozpędzonym koniu wpadł na plac targowy, tłum się rozsypał, zaś zaskoczona gwardia wyciągnęła miecze. <Ten odruch zaczynał stanowić problem, bo zaskoczeni gwardziści często uszkadzali przypadkowe osoby.> Dominus na swoim bitewnym ogierze przemknął przez dziesiątki strażników rozbijając ich szyk i rozrzucając na boki. <I witamy w komiksolandii!>

To stało się w przeciągu kilku sekund. Rogrim pierw usłyszał podejrzane odgłosy, potem odwrócił twarz, <Na drugą stronę.> następnie ujrzał wielkiego mustanga szarżującego w jego stronę. Nie zdążył się nawet zasłonić sędzią. Zdołał jednak przytrzymać go mocno za szaty.

Nagłe natarcie galopu wierzchowca zakończyło się zderzeniem, które posłało czarnobrodego krasnoluda wraz z sędzią w kierunku jednego z mieszkań. Wpadli przez dach do środka kamienicy. <Po zderzeniu z rozpędzonym pendolino koniem wybiło ich w górę na jakieś dwadzieścia metrów. *facepalm* Pomijam już drobiazg, że koń to nie taran, a żywe zwierze obdarzone inteligencją i instynktem, nie ma sposobu zderzyć go z czymś, bo tak jeździec sobie chce. >

Część gwardii czym prędzej otoczyła budynek, zaś druga część obrzeżyła Dominusa Gniewnego, <Czyli zbliżyła się do brzegów Dominusa, który został kontynentem.> sprawcę zamieszania.

– Komturze – krzyknęła grupka zakonników nadbiegając zza tłumu. <Mały tłum, to i obiec się dało. Mówiłem, że Wietrzne Miasto, to taka wiocha.>– Nic panu nie jest?

– Zatrzymać Dominusa Gniewnego – odparł <Do kogo?> wściekły komendant Nelwo. – To był zamach na życie sędziego Vukodlaka, zakonniku. Prawo obowiązuje ciebie tak samo, jak każdego. Odpowiesz za to.

Na te słowa komtur Dominus splunął na ziemię. Zza gruzu kamiennicy wyłonił się Rogrim Stoneheart wraz z poobijanym sędzią Vukodlakiem, który poruszał się już ostatkiem sił. Na dodatek złamał dwa zęby. <Co za niefart! I to po tylko jednym przelocie przez kamienicę!>

– Chędożę takie prawo, jeśli przestępca może robić co chce! – warknął Dominus. <A co ma do tego prawo, przecież Rogrim nie został uwolniony, ale uciekł przez głupotę sędziego.>

– Sprzeciwiasz się prawu, więc zostaniesz osądzony! – krzyknął Nelwo. – Oto prawdziwe barwy zakonu. Nie jesteście lepsi od wyjętych spod prawa bandytów. Wszystko załatwiacie brutalną siłą! <Powiedział gość, który nie tak dawno chciał załatwiać sprawy „smakiem zimnej stali”…>

– Nie przeszkodzisz mi, człowieku! – zagrzmiał Dominus. – Sprawię, że sprawiedliwość absolutna zatryumfuje! Złoczyńca musi odpowiedzieć za swoje czyny!

<Ciekawe jaką Dominus dostał karę za porzucenie budynków garnizonu na pastwę losu i ruszenie za Rogrimem. I czy odpowiedział za swe czyny?>

– Ale za jaką cenę, krasnoludzie?! – huknął Nelwo. – Nie pozwolę ci położyć choćby palucha na niewinnych ludziach! Prawo to ja! <A sędzia Vukodlak to sprawiedliwość. Razem rządzimy wszechświatem!>

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!