neularger i A.T. „Egzekucja”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Rozprawię się z wami wszystkimi – Dominus podwinął ręce <Zaprawdę, boleć musiało straszliwie.> przygotowując do boju swoje złote rękawice.

– PRAWO JEST PONAD WAMI!! – rozległ się ryk wydobywający się zza gruzów kamienicy. Sędzia Vukodlak złamał chyba wszystkie struny głosowe <Witki mi opadły.> tym jednym wrzaskiem – Prawo to nie jest coś, co możecie łamać i naginać wedle własnego widzimisię <Dominus wspomniał kilka swoich akcji i uśmiechał się wyrozumiale do sędziego, który wyraźnie słabował na umyśle.> – wrzeszczał dalej, zaś jego słowa niesione przez echo rozbrzmiewały na przestrzeni całego Wietrznego Miasta – Jestem sługą prawa i nie pozwolę wam dłużej go urągać! <Za to gramatykę gwałcę przy każdej nadarzającej się okazji – dodał sędzia, by podkreślić splendor i moc sługi prawa.>

Zakonnicy i rycerze, gwardia i straż, obywatele stolicy, wszyscy popatrzyli na Vukodlaka z lekkim zdumieniem i <lekkim> niezrozumieniem.

– Sprzeczacie się o kompletną błahostkę – ciągnął dalej sędzia – podczas gdy złoczyńca nadal pozostaje na wolności! <I stoi obok was.> Czy to nie sprawia, że wychodzicie na kompletnych idiotów?! <W zasadzie nie, w tym tekście trudno znaleźć jedną sensowną scenę.>

Tłum zamilkł. Czas refleksji być może. <A może nie.> Aczkolwiek namysł i zastanowienie kończy się zazwyczaj wnioskiem. Do jakiej konkluzji doszedł tłum <A po jaka cholerę miał tłum dochodzić do jakichś wniosków? To przecież tylko widzowie.>, gwardia, zakon?

Najwidoczniej do różnych sprzecznych wniosków.

Zakonnicy rzucili się na gwardię, gwardia na zakonników, zaś tłum obywateli zaszarżował w kierunku czarnobrodego myśliwego. <Wszyscy zaczęli zachowywać się jak osoby poszkodowane na umyśle, bo Autorowi wydało się to nieodparcie zabawne.> Rogrim Stoneheart chwycił za <ogon>sędziego i pomknął przez targ. Rozwalił kilka porozstawianych straganów, przemknął przez fontannę <Też ją rozwalił?> i przedostał się do bramy Wietrznego Miasta. <A od początku tak nie można było? Te kilka stron opka mniej czynią różnicę.> Wokół nich istny ludzki chaos. To, co działo się w centrum stolicy, przechodziło wszelakie wyobrażenia. <Jasne! Ludzi bili się ze sobą z powodu jakieś krasnoluda, którego większość pewnie pierwszy raz widziała na oczy.> Istny harmider. Kupcy uciekali w popłochu, jedynie piekarz Bill stał z rozdziawioną gębą.

– Niepojęta niedorzeczność <Był erudytą. Normalny człowiek by powiedział: „Co się tu kur*** dzieje?!> – mówił. – Obłęd i szaleństwo. Si vis pacem para bellum. <Erudyta, mówiłem? Co prawda to po łacinie znaczy „Jeżeli chcesz pokoju, szykuj się do wojny” i nawet po przetłumaczeniu nie ma większego związku z wydarzeniami, no ale nie można mieć wszystkiego.> Taka cena za porządek? Dwóch wysokich stopniem zakonników okłada pięściami szereg królewskich gwardzistów. <Gwardziści grzecznie czekają w kolejce na pobicie.> Rozjuszony tłum z grabiami pędzi za przestępcą. <Miastowe ludzie na egzekucje dość często przychodzą z rozmaitymi narzędziami rolniczymi. Pewnie żeby się nie nudzić.> Bogu ducha winny sędzia z nożem pod gardłem. Co się dzieje. Co się dzieje. <Opko się dzieje!>

Stoneheart mknął wraz z sędzią, niczym wystrzelona rakieta <Ciekawe czy sędziego przerzucił sobie przez ramię, wlókł po chodniku, czy może staruszek biegł obok. Stawiam na to ostatnie.>, mijając kolejne uliczki miasta. <Kilka zdań wcześniej było, że już dotarli do bram miasta, no ale Autor przecież nie jest od tego, żeby kontrolował, co mu spod klawiatury wylatuje.> Za nim setki, jeśli nie tysiące, rozgniewanych ludzi. <Którzy naprawdę nie mają innych, pilniejszych zajęć.> Najwidoczniej postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Scigani przez mieszczan i chłopstwo, oraz ich przekleństwa, przeskoczyli <Sędzia zrobił fikołka w powietrzu i rozerwał komuś więzy.> nad straganem z pierogami, którego zbulwersowany sprzedawca sięgnął po dwururkę. Rogrim czuł poszturchiwania co odważniejszych. Przebiegając obok warzywniaka poczęstował się jabłkiem. <A przebiegając koło pralni, uprał sobie gacie.>

Po środku <”Pośrodku”, Autorze.> targowiska <Jakiego targowiska? Przecież byli na jakiejś ulicy.> trwała batalia. Pięć minut zajęło „Szaremu Piastunowi” Kahendortowi i „Złotej Pięści” Dominusowi rozprawienie się z wojskiem Wietrznego Miasta. <A nawet nie miał ze sobą platynowej tarczy! Miszcz po prostu!> Stali pośrodku poobijanych żołnierzy. Kahendort kopnął hełm, który krzątał mu się między nogami. <Bydlak. A hełm mu tylko chciał buty wyczyścić.> Dla nich liczyło się tylko jedno: schwytać Rogrima Stonehearta. Przed nimi stała jeszcze jedna przeszkoda.

– Powiedziałem, że nikt dzisiaj nie zginie – rzekł stanowczym tonem komendant Nelwo Kallerhill. Jego zbroja prezentowała się imponująco, zaś błękitny tabard zawieszony na zapiersiu symbolizował dumę państwa Atlasu. <Autorze, czemu nazwa tego państwa jest w dopełniaczu? Ma to jakiś cel, czy po prostu tajemnice deklinacji też jeszcze przed Tobą?> Wyciągnął długi solidny półtoraręczny miecz. – Jednakże po tym, co tutaj zaszło, wycofuję te słowa. <Znaczy nikt nie zginął ani przypadkowo, ani intencjonalnie, podczas zamieszek i późniejszej pacyfikacji tych tysięcy gwardzistów przez dwa krasnoludy. Dopiero teraz Nelwo ma zamiar zabić jednego z nich, choć wcześniej stał jak słup z dumą państwa Atlasu na klacie. Aha.>

Jego szarża była zaczątkiem bitwy z zakonem. <Zreasumujmy: na targowisku na nogach stoją trzy sztuki – komendant i dwa krasnoludy. Poza tym wcześniej Autor napisał: „Zakonnicy rzucili się na gwardię, gwardia na zakonników (…)”, więc jaki zaczątek?>

Rzucano krzesłami i stołami, obelgami i wyzwiskami. <O! Trzyosobowa komedia slapstikowa!> Wymachiwano rękami, strzelano prochem i kulami armatnimi. <Potem Nelwo wyprowadził czołg, a krasnoludy poderwały służbowe F-16> Stoneheart, znany jako herszt Srebrnego Wilka, mknął dalej, a wraz z nim obolały sędzia. Wolność była na wyciągnięcie ręki. Przebiegli przez park, odbili się od muzeum <Skok, odbicie się od muzeum, salto.> i przebrnęli przez główny bruk. <Bruki dzielą się na główne, poboczne i te całkiem tandetne.> Stanęli przed przepaścią. Rzeka przepływająca przez kotlinę była wzburzona.

<Za Wiki: Kotlina – rozległa, niezbyt mocno wydłużona, wklęsła forma terenu, ze wszystkich stron otoczona wzniesieniami. Może być w postaci zamkniętej (bezodpływowej) lub otwartej.

Za SJP (PWN): przepaść 1. «miejsce między stromymi ścianami górskimi»>

<Jeżeli obie definicje mają być jednocześnie zastosowane, to mamy do czynienia z głęboką i rozległą dziurą w ziemi o stromych ścianach.>

– Co do cholery?! – ryknął Stoneheart.

Mechaniczny most ruchomy był wciągnięty. <Sądząc po jego koniecznej długości, most musiał się składać lepiej niż transformersy.> Przedostać się na drugi kraniec przepaści oznaczało wydostać się z Wietrznego Miasta. Wściekłe pospólstwo z widłami było już coraz bliżej. <Chłopi z Marszałkowskiej pokonali resztę i wysunęli się na prowadzenie!>

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Dom tonął w słabym świetle zapalonych w kątach pomieszczeń lamp. Żaden z ówcześnie przebywających wtedy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!