neularger i A.T. „Egzekucja” (15)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Zaraz nas wykończą – zauważył sędzia Vukodlak, choć wcale nie było mu do śmiechu. – Ten most nie rozwinie się tak łatwo. Mechanizm jest w głównej wieży wartowniczej. Możesz skakać, ale ta przepaść ma szerokość dziesięciu metrów. <To była taka kotlinka bonsai. Autor zalicza ściany, jak nie fabularne, to językowe, jakby pracował na akord. Poza tym w miastach bramy w czasie dnia i pokoju były otwarte, nikt rozsądny nie tamował handlu, przynoszącego rządzącym (i nie tylko) zyski.>

– Skaczemy! – krzyknął Rogrim.

– Oszalałeś?! – wydusił z siebie Vukodlak. – Takiego skoku nie zrobiłby nawet człowiek.

– Masz lepszy pomysł? Ci ludzie rozszarpią cię i nie będzie miało dla nich znaczenia, że jesteś sędzią. <Oczywiście, czemu ludzie mieliby mordować sędziego, takiego wyjaśnienia Autor nie podał, to by bowiem oznaczało, że pojawi się związek przyczynowo-skutkowy i tekst by stracił swoją dziewiczą głupotę.>

– Ciebie rozszarpią pierwszego – Vukodlak padł zrezygnowany na kolana. – Nie mam sił. Nie mogę nawet ustać na nogach.

– Durniu – mruknął Rogrim. Tłum był coraz bliżej. Jeszcze tylko kilka kroków i dopełni się wola narodu. <Dodajmy jeszcze bezsensowny patos.> Hardy krasnolud chwycił sędziego na plecy i stanął na skraju rzeki. <Zwanej też kotliną lub przepaścią.> – Niech będzie po twojemu!

Jeden skok. Jeden cud. Krasnolud z sędzią na plecach przeleciał przez przepaść i wylądował po drugiej stronie. Czasami niebiosa ingerują w losy śmiertelników bawiąc się z nimi bądź ofiarując ponad ludzkie (lub ponad krasnoludzkie) <Lub całkowicie ponadortograficzne.> możliwości. Dzisiaj jednak nie ingerowały. Czarnobrody myśliwy zwany Rogrimem Stoneheartem nie otrzymał dzisiaj żadnej pomocy. Ani od ludzi, ani od krasnoludów, ani z niebios. To, co wydarzyło się tutaj przed chwilą było… kompletnie niewytłumaczalne. <Skoro napisałeś, Autorze, że był to cud, zatem była tu jakaś interwencja czynników nadnaturalnych, bo tym właśnie jest cud. Ale rozumiem, że naszło Cię na napisanie wtrętu mistyczono-patetycznego. Może niech Cię więcej nie nachodzi…>

Rzesza ludu stanęła przed przepaścią <Nawet w Lancre mieli lepsze rozrywki, niż ganianie za jakimś aresztantem.> patrząc, jak odchodzi Rogrim Stoneheart. Krasnolud, który jako pierwszy i jedyny w historii dziejów wykiwał całe ludzkie imperium Atlasu i uciekł. <Jassssne. Średnio rozgarnięty pięciolatek by was wykiwał, zważywszy umiejętności Nelwo, gwardzistów i Zakonu.> Zanim jednak rzucił się do ucieczki, przystanął odwrócony plecami do tłumu. <A twarzą w stronę zachodzącego słońca, dodajmy dla kompletnej ścisłości.>

– Dlaczego uciekasz? – szepnął w jego kierunku sędzia Vukodlak, który znajdował się po tej samej stronie przepaści, co krasnolud. <Nie, naprawdę przeskoczyli razem??? No w życiu bym się nie domyślił…> – Nie jesteś hersztem bandytów. Wiem o tym, ponieważ poznaję kłamców, mam doświadczenie w tym fachu. <Chyba ten przelot przez kamienicę uszkodził sędziemu coś więcej niż szczękę. Po pierwsze, Rogrim podczas „procesu” stał i się nie odzywał. Tekst też nie wspomina o żadnych przesłuchaniach. Po czym pan sędzia poznał, że krasnolud jest kłamcą i NIE JEST hersztem bandytów? Niewinność machała pomponami z oczu Rogrima? Po drugie, popatrzmy na mowę wygłoszoną przez sędziego na początku procesu – coś, co miało być pewnie aktem oskarżenia, a było zasadniczo – wyrokiem:

Poszukiwany na przestrzeni jedenastu hrabstw Raviras, oskarżony został uznany winnym (…)

Jednakowoż nie można wymagać od Autora, by pamiętał, co napisał kilka stron temu. Co ma sobie chłopak pamięć przeciążać.>

Mylnie wystawiono na ciebie list gończy mimo, że prawdziwy lider <Lider grupy przestępczej. Brzmi korporacyjnie.> Argenta Lupus to zupełnie inna osoba. Gdybyś wyznał prawdę i przedstawił dowody, a te z pewnością by się znalazły, <Tak mi się wydaje, że krasnolud i jego szajka popełniali przestępstwa, podszywając się pod bandę Argenta Lupus, co bynajmniej nie oznacza, że są niewinni.> zostałbyś uniewinniony. Dlaczego więc ucieczka?

Rogrim Stoneheart milczał.

– Będą cię ścigać na całym kontynencie – mówił dalej sędzia. – Krasnoludy. Ludzie. Zakon. Inkwizycja. Akolici nieumarłych Shahrazi. <Oraz cała masa innych z dupy wziętych grup najemników.> Przesrane u wszystkich. Słyszysz?! Kim jesteś do cholery?! <Znaczy, nawet nie wiadomo, kto był sądzony?>

Rogrim Stoneheart nie odpowiedział. Po chwili jednak odwrócił się. Pochylił się nisko czołem <Zapamiętajmy.> do ziemi oddając honory całemu Wietrznemu Miastu, a raczej jednej konkretnej osobie, która znajdowała się w tłumie.

– DZIĘKUJĘ!! – krzyknął Rogrim a jego głowa <I czoło.> nie rozstawała się z ziemią. <a) nikt go nie usłyszał, bo krzyczał w glebę, b) strasznie potem musiał pluć piachem, c) zdanie sugeruje dekapitację Rogrima.> Kilka łez poleciało Stoneheartowi po policzku. Gdzieś w tłumie obywateli Wietrznego Miasta stał pewien złotobrody krasnolud, który z dumą w sercu przyjął te słowa. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Kropla łzy spłynęła mu po wąsie. <A łza ta samotna była i kryształowa.>

Tysiące ludzi stanęło w zadumie, zaś sędzia Vukodlak wytrzeszczył oczy i poczuł dreszcze. <No w sumie… gości krzyczących w ziemię to nie widuje się tak codziennie.>Między hałastrą przebijał się także młodzieniec o dwóch warkoczach. Na dachu jednego z domostw przyglądał się szczurzy gnom w stroju łasicy. Przez rzeszę ludu przebijali się dowódcy <Brzmi, jakby jechali przez tłum czołgiem.>Zakonu Świętego Krzyża.

Zdarzenie z dnia czternastego maja anno domini 2007 roku zostało uświadczone przez siedmiu tysięcy dwustu pięćdziesięciu dwóch świadków. <Świadkowie uświadczyli, policzyli się i złożyli zeznania pod przysięgą – bo to byli przyzwoici świadkowie.> Większość była wstrząśnięta. <Czym?> Niektórzy zaś zachwyceni. <Niektórych zachwyca byle co.>

Dopiero ryk bestii z lasu przebudził ich z szoku. Niedźwiedź Froster, kompan Stonehearta, pojawił się po to, aby zabrać ze sobą swojego pana. Rogrim wskoczył na grzbiet przyjaciela i odszedł. <Znaczy umarł? Bo na miśku to najwyżej można było gdzieś odjechać.>

Wygnanie z Djernrike, królestwa krasnoludów. Banicja z Atlasu, państwa ludzi. Permanentna nienawiść ze strony mędrców Shahrazi. <Tych nieumarłych akolitów? Tak pytam…> Porachunki z kościołem i zakonem. Nie ma już miejsca na tym świecie dla Rogrima Stonehearta.

Czy tak narodziła się legenda?

***

Niedźwiedź Froster był głodny. Zajadał się rybami, które myśliwy złowił pod wodospadem. <Zasadniczo niedźwiedzie same doskonale łowią ryby.> Rogrim Stoneheart planował opuścić kontynent Sekator Homikis. <Dorzućmy nazwę serwera z World of Warcraft, co się będziemy silić na kreatywność pod koniec tekstu.> Ale dokąd?

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta Ebola - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!