neularger i A.T. „Egzekucja”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Co to? – odezwał się chrypki głos osoby nadchodzącej zza dębu <Dęby, jak wiadomo, rosną pasjami na środkach ciągów komunikacyjnych. W celach łatwiejszego nadchodzenia zza nich.> – Zrobiłeś kuku Wietrznemu Miastu i myślisz, że jesteś taki wspaniały? Porwałeś sędziego Vukodlaka a następnie szantażując gwardię i zakon doprowadziłeś go marszem <Marszem??? Czy jest jakaś granica twych przestępstw, bezecny krasnoludzie???> pod bramę stolicy imperium ludzkiego, po czym bezczelnie czmychnąłeś. Zrobiłeś całe królestwo w dudka. <Nie wiem, co znaczy „zrobić kogoś w dudka”, ale i tak brzmi jak najcięższe przekleństwo dobrze urodzonej dziewicy z międzywojnia. > Wiem kim jesteś… Stoneheart. <Jesteś Stoneheartem!>

– Hę? – Rogrim zrobił grymas i zmrużył brwi. Szybko sięgnął po strzelbę, ale po chwili się powstrzymał. Uznał, że nie będzie potrzebna. <Gdyż w wolnych chwilach był jasnowidzem.>

– Dociekliwie przestudiowałem cię – mówił dalej człek. – Baron Rogrim ze szlacheckiego klanu Kamiennego Serca. <Czyli ustalenie, kim jest, było całkiem łatwe. Co pan na to, panie sędzio Vukodlak?> Uczestnik kampanii Złotobrodego, która pobiła małżonka księżniczki rusałek <Gość był tak dalekoplanowy, że nawet Autor mu imienia nie wymyślił.> nad księżycowym jeziorem <Nazwy własne – wielkimi.>. Opuściłeś Morskie Bractwo i założyłeś własny cech najemników – mężczyzna wyjął list gończy z podobizną Rogrima. Transkrypcja pod spodem brzmiała „Poszukiwany Rogrim Stoneheart, herszt bandytów Argenta Lupus. Nagroda 40 000 guldenów.”

– Ostatnio miałem dziesięć tysięcy. Kim jesteś? – zapytał Stoneheart.

– Redarian Silverwolf – padła odpowiedz z ust osobnika w lekkiej tunice. <Mam wrażenie, że postacie się tu mnożą bez opamiętania: jest Rogrim, gość nadchodzący zza dębu, człek i osobnik w lekkiej tunice o imieniu Redarian. Czekam na więcej.> Czarna opaska zakrywała jego lewe oko. Nosił skurzane <Skórzane żeby takie ORTY zostawiać w epoce edytorów tekstów wyposażonych w słowniki…> buty i zielony pas. – Przywódca Srebrnego Wilka. <Fajna nazwa. Myśmy tu byli – Srebrny Wilk.>

Obiecany wykład z łaciny. I tak dla porządku nie czepiałbym się tego „Argenta Lupus”, gdyby Autor nie przetłumaczył tego jako „Srebrnego Wilka”, bo przyjąłbym, że to jakaś nazwa własna, tylko przypominająca kulawą łacinę. Ale Autor przetłumaczył (podkreślone). Przesłałem zdanie (wł. wypowiedzenie) „Poszukiwany Rogrim Stoneheart, herszt bandytów Argenta Lupus.” do znajomego redaktora Małgorzaty z zapytaniem, co o tym sądzi. Oto odpowiedź:


Przeczytałam i dostałam zeza rozbieżnego. Znaczy, Autor pogwałcił co najmniej dwie zasady:

I. spolszczeń,

II. przekładu (i przy okazji pogwałcił zasady gramatyczne łaciny).

Oczywiście łatwiej zacząć od końca, czyli od II.:

Srebrny Wilk to nie Argenta Lupus. Lupus się zgadza. Argenta to forma liczby mnogiej (mianownika, biernika lub wołacza) rzeczownika w rodzaju nijakim – argentum (srebro). Znaczy, Argenta Lupus to Sreber Wilk (w mianowniku lub bierniku liczby mnogiej) lub o, Srebra Wilk! (w wołaczu liczby mnogiej).

Przypuszczam, że autor tego przekładu szukał określenia na kolor wilka => argenteus, -a, -um (w kolorze srebrnym, srebrny). Identycznie jak w polszczyźnie, po łacinie rzeczownik opisywany wpływa na rodzaj i liczbę przymiotnika (lub imiesłowu przymiotnikowego) => muszą być zgodnie, żeby się zgodnie odmieniały przez przypadki. Przyjmujemy zasadę, którą w swojej taksonomii stosował Linneusz, czyli nazwa złożona składa się z członu opisywanego (na pierwszym miejscu) i członu opisującego (na drugim miejscu) – bo tak zwykle występuje to w łacinie (choć nie zawsze, por. rara avis).

Czyli powinno być: Lupus Argenteus = Srebrny Wilk.

No to teraz problem I.:

Kiedy już się dojdzie, jak poprawnie przełożyć nazwę na łacinę, pojawia się problem spolszczenia. W języku polskim można NIE ODMIENIĆ nazw łacińskich. Oczywiście to wytrych dla słabych. Prawdziwi twardziele mogą odmieniać… pod warunkiem że deklinują po łacinie. Zakładam, że autor przekładu do twardzieli nie należy, więc wyjdzie mu zdanie:

Poszukiwany Rogrim Stoneheart, herszt bandytów Lupus Argenteus.

I tu wkraczamy już w rejony zupełnie prostej polszczyzny, czyli w meandry redakcji.
Gdyby nie było łaciny, mielibyśmy:

Poszukiwany Rogrim Stoneheart, herszt bandytów Srebrnego Wilka.

Z kontekstu wynika zatem, że ten Wilk to osoba, a ma być rzecz (nazwa szajki). Czyli jest nieprecyzyjnie i niejasno. Nic dziwnego – „herszt bandytów” jest logicznie nadproduktywnym złożeniem, ponieważ ze znaczenia wyrazu „herszt” wynika, że to przywódca właśnie bandytów i/lub rozbójników (zwłaszcza morskich, czyli piratów) – ogólnie rzecz ujmując, herszt to przywódca przestępców, nie członków towarzystwa różańcowego czy innej szkółki niedzielnej.

Konkludując, wchodzi redaktor i robi porządek. Po przejściu redaktora tekst wygląda tak: Poszukiwany Rogrim Stoneheart, herszt bandy Lupus Argenteus.

I teraz wszystko jest jasne. Nawet nie trzeba się zastanawiać, co to jest ten lupus, bo wiadomo, ze to jakaś fikuśna nazwa bandy. Chociaż, szczerze mówiąc, skoro to jest banda, czyli grupa, to wszyscy jej członkowie są chyba tymi wilkami (srebrnymi), czyli tak na logikę nazwa powinna być w liczbie mnogiej: Lupi Argentei (Srebrne Wilki).

Przywłaszczyłeś sobie mój tytuł i osiągnąłeś w ten sposób popularność. Argenta Lupus to nie jakieś obdartusy prowadzone przez pijanego krasnoluda ze strzelbą. To rodzina. Stado. Jesteśmy klanem wilków.

– Nic <niczego> nie przywłaszczyłem – prychnął Rogrim, oparł wędkę o kamień <Chyba o menhir.> i wstał. – To ci, którzy wystawili list gończy, popełnili pomyłkę. Jeśli masz coś do powiedzenia, powiedz to. <Przecież właśnie mówi.> Nie mam czasu na bezsensowne oskarżenia. <Jakoś nie doczytałem tego fragmentu, w którym Rogrim zaprzecza swoim związkom z Argenta Lupus.>

– Haha – zaśmiał się Redarian Silverwolf – Nic nie rozumiesz, czyż nie?

Redarian wykonał gładki i szybki skok kierując swoją dłoń w kierunku czarnobrodego krasnoluda. Jeden wymach, jedno świśnięcie, jeden strzał. <*wiele facepamów*> Gruchnął o dąb przygwożdżony rozżarzonym śrutem wystrzelonym z myśliwskiego garłacza. Stracił przytomność. <Ja też jak to przeczytałem.> Rogrim przeszedł obok niego obojętnie zabierając swojego niedźwiedzia. <I wsadzając go sobie do kieszeni.> Zatrzymał się na chwilę i popatrzył na człowieka. Westchnął.

– Masz rację – szepnął do siebie. – Ten tytuł pasuje do ciebie idealnie, Srebrny Wilku.

Stoneheart przykucnął i założył mężczyźnie maskę wilka na twarz. Tą samą, którą sam nieraz zakładał. <Jasne! Czytaliśmy o tym często w tym opku.>

– Idę świętować zrobienie głupków z Zakonu Świętego Krzyża – powiedział bardziej do siebie <Niż do kogo?>, krocząc ze swoim kompanem Frosterem między dębami w głębi lasu. Pstryknął palcami i go nie było widać. <Eksplodował?>

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Dom tonął w słabym świetle zapalonych w kątach pomieszczeń lamp. Żaden z ówcześnie przebywających wtedy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!