neularger i A.T. „Egzekucja” (17)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

***

Komtur Dominus wyszedł z głównej hali garnizonu Zakonu i przemierzył cały korytarz przechodząc obok przerażonych rycerzy i kapłanów.

– Gdzie pan się udaje, panie Dominusie? – zasalutował mu jeden z pomniejszych oficerów.

– Nie twój zasrany interes.

– Panie Dominusie, Mistrz Althar zwołał wielką naradę. Wszyscy oficerowie mają się niezwłocznie stawić. Chodzi o przyszłość zakonu. Powinien się pan pośpieszyć…

– Tylko ja tu wydaję rozkazy! – warknął Dominus w stronę rycerza. <Zastanawiam się, ile by w realu w zakonie był taki buc jak Dominius? Niespecjalnie długo pewnie, skoro tak otwarcie podważa autorytet przełożonych. Sprawiedliwość absolutna – dla wszystkich innych.> – Schwytam go. Na pewno go schwytam. Choćbym miał rozprawić się z całym światem. Choćby miałoby mi to zająć całe życie. Znajdę go i sprowadzę.

Pomniejszy oficer podskoczył z lekka <Oczywiście, że z lekka…>przerażony. Dominus Gniewny łypnął w jego stronę.

– Komturze… – zawahał się oficer, lecz podjął dalej. – Mistrz Althar postanowił zataić całe zdarzenie ze Wietrznego Miasta. <Absolutnie musi się udać!> Już nawet gazety piszą, że zamieszki były minimalne, oraz że dzięki ingerencji zakonu przestępca został schwytany i stracony w publicznej egzekucji. <Przekupiliśmy wszystkie redakcje! Wielki mistrz sprzedał złote skarpetki!>

– Chłopcze – rzekł po chwili Dominus, zaś gniew w jego oczach był legendarny. <Znaczy, pojawił się po raz pierwszy i równocześnie był znany od tak dawna, że stał się legendę. Takie rzeczy tylko u Domniusa.> – Tam było tysiące świadków. <Drugie rozsądne zdanie w tym opku!> Idź powiedzieć mistrzowi Altharowi oraz wszystkim komturom i oficerom zakonu: żryjcie gówno. Schwytam Stonehearta. TO JEST PRAWDZIWA SPRAWIEDLIWOŚĆ!!

Dominus Gniewny, komtur Zakonu Świętego Krzyża, opuścił Garnizon i wyruszył samotnie w świat celem schwytania tego jednego jedynego przestępcy, który zdołał mu się wymknąć spod sprawiedliwości złotej rękawicy. <To żadna sprawiedliwość, to patologiczna zemsta. Kto mi wytłumaczy, co się stało – Dominus na początku odpuścił złapanie Rogrima, choć miał go na patelni, za to teraz na koniec tekstu wręcz ściga Rogrima jak najgorszego przestępcę świata, wręcz ma tym tle obsesję? Wiem, Autor na pewno nie…>

Myśliwy? – pomyślał – Pokażę wam prawdziwe polowanie!

Autorze, tych niebieskich komentarzy powinno być tak z dziesięć razy więcej, bo reagowałem tylko na co któryś błąd, taki z większym… potencjałem. Moja znajoma redaktorka (ta od łaciny), gdyby się podjęła redakcji (to taka fantazja – oczywiście z krzykiem by odmówiła albo zażądała miliona w złocie za stronę), dopisałaby dwa razy tyle co ja, choć najpewniej po piątej stronie spaliłaby komputer w piecu, a Ciebie kazała zastrzelić. Jest tragicznie źle.

Autorze, mam przekonanie graniczące z pewnością, że język polski nie jest twoim pierwszym językiem. Posługujesz się polszczyzną niczym neurochirurg wykonujący operacje na żywym mózgu piłą łańcuchową. Efekt jest jeden – pacjent umiera, a wokół jest mnóstwo krwawych szczątków.

W zasadzie trudno jest w tekście znaleźć jedno poprawnie skonstruowane zdanie. Składnia jest pokraczna, szwankują gramatyka i ortografia w tych miejscach, gdzie słownik edytora nie mógł już niczego zrobić, czyli pisownia łączna/rozłączna lub przy homofonach (strużka/stróżka). Masz też ogromne problemy z synonimami – chyba Ci nikt nie powiedział, że często są to wyrazy bliskoznaczne lub nacechowane emocjonalnie, a nie tożsame znaczeniowo, i nie w każdym kontekście można ich wymiennie używać. Używasz też jako synonimów słów, które synonimami nie są. Do tego dochodzą nieprawdopodobnie wielkie problemy ze znaczeniami – w niektórych przypadkach ewidentnie nie rozumiesz, co piszesz, wychodzą więc sprzeczne wewnętrznie zdania w stylu:

„Mieszkańcy stolicy przyglądali się zajściu z istnym zaciekawieniem, lecz także paniczną histerią.”

Próbujesz unikać powtórzeń to dobrze. Źle, że efekty są niejednokrotnie groteskowe. Frazeologia polska jest Ci także obca.

Wyższa organizacja tekstu, czyli fabuła: zawiązanie, logicznie powiązane epizody i zakończenie zamykające wszystkie wątki – to nie istnieje. Czego szukał Rogrim w twierdzy zakonu? Co to za jakaś wojna/magiczny napad, o którym dowiadujemy się na początku, a potem wydarzenie znika w niebycie? Czemu służyło wprowadzenie do fabuły niewidzialnych złodziei i turnieju? Czemu turniej jest opisany jakby uczestniczyli w nim ludzie niespełna rozumu? Itd…

Być może, Autorze, odpowiedzi są w pięciu innych tekstach przysłanych do redakcji, tyle że jak twierdziłeś, Autorze to są opowiadania, a opowiadanie to utwór samodzielny.

Autorze, stworzyłeś tekst tak bezdennie zły i dojmująco głupi, że każdy łowca kuriozów byłby uszczęśliwiony, mając coś takiego w swojej kolekcji. Pisanie Ci nie wychodzi z przyczyn ściśle technicznych, nie opanowałeś narzędzia – języka. Po mojemu posługujesz się polszczyzną znacznie gorzej niż przeciętny Polak, a powinieneś lepiej. Nie ma tu znaczenia, że  być może polski nie jest Twoim pierwszym językiem, w tym kraju nie ma przymusu tworzenia literatury. Można robić coś innego, choćby wyplatać kosze z wikliny, ale skoro już się do pisania zabierasz, to jesteś oceniany tak samo jak każdy inny na tej niwie. Być może, gdyby warstwa fabularna miała jakikolwiek sens, przesłanie i myśl przewodnią, to moja ocena byłaby mniej jednoznaczna – ale nie, „fabuła” tego tekstu to ciąg dziwacznych, często bezsensownych scen.

Autorze, jeżeli polski NIE JEST Twoim pierwszym językiem, a nadal podtrzymujesz chęć pisania i równocześnie nie chcesz czytać takich recenzji, to mam dla Ciebie garść rad:

NIE PISZ przez najbliższe 5 lat,

bardzo dużo CZYTAJ, najlepiej książek wydanych przed rokiem 1990,

kup sobie Słownik Języka Polskiego i czytaj tak, jak się czyta beletrystykę,

kup sobie słownik synonimów i także czytaj,

myśl podczas pisania, bo powyższy tekst wskazuje, że z sukcesem tego unikałeś. Żadna nieporadność językowa nie tłumaczy wybijania stalowych drzwi śrutem czy wychodzenia cało z przebicia się przez kamienicę.

Autorze, jeżeli jednak jesteś osobą dwujęzyczną lub polski jest Twoim pierwszym językiem, to obawiam się, że nie można Ci pomóc. Masz agresywny antytalent do pisania. Zdarza się (jesteś drugim znanym mi przypadkiem).

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!