neularger i A.T. „Egzekucja” (3)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

<Powyższy fragment jest tak nieprawdopodobnie głupi, że aż zastanawiałem się, czy Autor nie robi sobie jaj. Nie robi, niestety.>

Rogrim Stoneheart usadowił muszkiet na plecach <Zapytawszy pierwej z troską, czy mu tam wygodnie.> i zeskoczył z dachu.

– Zostawcie go – rozkazał komtur Dominus. – Mamy ważniejsze problemy. <Ważniejsze? Po waszym garnizonie biega włamywacz, który ma jakąś super broń, a wy nic?>

Templariusze zebrali się w garnizonie <Którego wcześniej nawet nie opuszczali.> aby omówić sprawy istotne.<Włamywacz istotny nie jest! Omówmy nowe wzory naramienników dla Dominusa!>

– Zdajcie raport, Lathan – kiwnął głową Dominus Gniewny.

– Komturze – wydyszał <i wycharczał> oficer Zakonu – wszystkie osady, wsie i miasteczka na przestrzeni <i w czasie> całego hrabstwa Raviras <Hrabstwo Raviras. JEDNO. Do zapamiętania.> zalało morze gargulców. <Dowiedziałem się o tym natychmiast, jak tylko włączyłem swoją komórkę i odpaliłem kompa!> Miejscowi mówią <dzwonili Skypem>, że rzeźby i pomniki ożyły. Wieś Fedelini już opustoszała. <Satelity pokazały faktycznie całkiem pustą wiochę.> W Bavette mnisi wraz z gwardią trzymają gardę przeciwko najeźdźcom <Przeor mi przysłał MMS i wrzucił zdjęcia na Instagram.>, jednakże przekazali nam, że liczebność rzygaczy wynosi ponad dwudziestu. <Zmienił status na fejsie na „We are under attack. 20+ rzygaczes”. Dałem lajka.>

– Komturze – rzekła młoda zakonniczka <Takiego słowa w polszczyźnie nie ma. Jest zakonnica a „zakonniczka” ewentualnie by znaczyło: taka mała, niedorosła zakonnica. Czyli też nie.> Hannika – Jak tak dłużej pójdzie, całe Raviras padnie pod naporem kamiennych golemów. <Erudytka się znalazła…> Musimy coś z tym zrobić.

– To robota czarodzieja – mruknął rycerz Keythian Semua pucując herb na tarczy. <Atak, nie atak, ale zbroja ma być czysta!> – Tylko jeden z czwórki jest w stanie wzniecić ogień życia w kamiennych obeliskach. <Autorze, zdobądź dowolnym sposobem słownik synonimów. Jest ci niezbędny.>

– Keythian, jak się nie znasz, to się nie odzywaj – Dominus Gniewny zacisnął zęby i odwrócił się. <Dominus, ty bucu, przecież sam tak mówiłeś kilka akapitów temu!>

Alarm bił w całym garnizonie. <Musiało boleć. Zainwestujcie w dzwony.> Ogłoszono niebezpieczeństwo klasy A. <Krasnoludy podpaliły taki wielki napis „DEFCON 1”>W głównym jego holu <tego niebezpieczeństwa> zebrał się cały Zakon. Trzydziestu rekrutów, dwudziestu dzielnych i wprawionych w boju rycerzy, dwudziestu zakonników i kapłanów, kwatermistrz, pięciu kapitanów drużyn, trzech komturów nauczycieli, oraz sam Mistrz Althar Hartwell. <Osiemdziesięciu jeden chłopa. Normalnie imperialna armia zniszczenia…>

– Bracia. Państwo Atlasu wzywa nas w tej ciężkiej chwili. <W sumie to nie wzywa, ale tu mamy ciężki przypadek manii wielkości…> Póki stoimy na straży porządku, ziemie Raviras <Ograniczenie się do jednego hrabstwa to niezwykle rzadki przypadek rozsądku w tym opku.> nie upadną. <W realu tego woja by starczyło ledwie na utrzymanie garnizonu…> Zabierzcie najcięższy sprzęt <Czołgi, wozy opancerzone, haubice, krążowniki i bombowce. I nie zapomnijcie o platynowej tarczy!>, będziemy musieli się rozdzielić na kilka grup. <Podzielmy jeszcze te 81 sztuk. Tak będzie o wiele ciekawiej.> Pierwszym celem będzie odzyskanie wsi Fedelini, obozu Capelli i przełęczy ogrodowej Amarylis. To są strategiczne punkty,<Zadaję sobie pytanie: z jakiej gry te lokacje? Nie ma szans, aby w rzeczywistości takie idiotyzmy się utrzymały.>, więc nasz ruch musi być szybki i stanowczy. Kahendort, poprowadzisz pierwszą grupę. Gamesh odbijesz obóz drwali. <Strategicznie położony obóz drwali… O, ja pierniczę…> Uthgar, zwiad do ogrodów zostawiam tobie i twojemu oddziałowi.

Wszyscy czekali na ostatni rozkaz z niecierpliwością. Jak zwykle Dominusowi miał przypaść najlepszy kąsek. <Tylko, jak wynika z tekstu, nic już więcej do rozdzielenia nie zostało.>

– Dominus i jego oddział – rzekł mistrz Althar i dokończył zdanie jednym susłem <oraz dwiema łasicami> – zostaniecie w garnizonie Zakonu pełniąc straż naszego Świętego Domu.

Stary uparty krasnolud odwróci się tylko i zebrał swoich ludzi. Prychnął <na> odchodnym i nie odezwał się już ani słowem. Mistrz Althar zamknął oczy i westchnął.

– Każda krucjata wychodziła zwycięsko dzięki niemu <Autorze, rozważałeś może jakieś kursy uzupełniające z polskiego?> – próbował się wytłumaczyć. – Chcę to zmienić. <Macie zacząć przegrywać!> Niech inni zakonnicy się wykażą. <Jakie z nich jełopy!>

Wyprawa armii zakonu <Armii… ROTFL> rozpoczęła się dwudziestego drugiego dnia kwietnia anno domini <Anno Domini – to się pisze wielkimi literami i znaczy „Roku Pańskiego”> 2007 i miała trwać dwa tygodnie. <Tydzień na dojście, tydzień na powrót, nie licząc walki.> Oddziały zakonu maszerowały dumnie <Zbroje na klatach aż trzeszczały.> przez odległe ziemie <Jasne. Skoro zabrali najcięższy sprzęt i nie zabrali koni, to pewnikiem musieli maszerować w zbrojach – nawet biorąc poprawkę na jakąś potężną siłę krasnoludów, to pewnie daleko nie uszli.>, zaś brygada Dominusa Gniewnego strzegła garnizon<u>.

Problem w tym, że Komtur Dominus nie lubił się nudzić.

Drugiego dnia krucjaty, krasnolud Dominus zebrał swoich uczniów i opuścił siedzibę Zakonu. <A wcześniej to jakie rozrywki trzymały go na dupie w tym garnizonie?> Wyruszyli daleko na południe. Garnizon opustoszał. <A Wielki Mistrz? To co się z nim stało?> Można było usłyszeć jedynie grzmiące echo młota uderzającego o kowadło. <Obok cicho jęczał zdychający sens…> W innym zakątku świata miało się wydarzyć coś o wiele ciekawszego.

<Drodzy czytelnicy, jeśli dotrwaliście z nami dotąd, to już mniej więcej wiecie, z czym mamy do czynienia. Piękna, czysta grafomania. Przypomnijmy „fabułę”. Krasnolud nazwiskiem Stoneheart przy pomocy śrutówki wysadził stalowe wrota prowadzące do jamy, od czego wyłysiał kompletnie jeden mędrzec. Jama prowadził do garnizonu, siedziby bardzo małego zakonu z bardzo dużą manią wielkości. Wielki Mistrz plus maks setka krasnoluda, wliczając w to zabitych. Czego szukał Stoneheart w zakonie – nie wiadomo i nie jest to już ważne, pomógł zabić gargulca i zniknął. Potem imperialna armia zakonu podzieliła się na jeszcze mniejsze części i poszła wyzwalać hrabstwo Raviras. >

***

Bangalesz <Przeczytałem, oczywiście, Bangladesz.> było kwitnącym miastem z bogatą historią i tradycjami. Odwiedzający ta <tę> krainę byli zafascynowani wieloma rzeczami. Po pierwsze: słodkim aromatem kwiecistych stepów. <Co czuć było świetnie w środku średniowiecznego miasta bez kanalizacji.> Po drugie: przepysznymi daniami egzotycznej kuchni. Po trzecie: witalnym i namiętnym tańcem kobiet. Ale to nie wszystko. Inną rzeczą, która pozostawiała turystów z ich szczękami opadniętymi do ziemi, było wielkie okrągłe koloseum, <Awangardowo. Kolosea to zazwyczaj bywają małe i trójkątne. Pomijam już taki drobiazg, że Koloseum to właściwie nazwa własna amfiteatru Flawiuszy i jest tylko jedno takie – w Rzymie.> wzniesione przez tubylcze plemiona, którego historia sięgała pięciu tysięcy lat. <Tubylcze plemiona raz zebrały się i postawiły w środku szczerego stepu wyjebisty amfiteatr. „Mieszkamy, co prawda, w jutach, i jemy ser z robalami” – mówiły sobie te plemiona – „ale rozrywka na poziomie być musi!”.> Amfiteatr był chlubą Bangaleszu, gdyż raz do roku organizowano tu igrzyska Battle Royale o zabawnej nazwie „Turniej Klimatyczny”.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Słusznego wieku kobieta przystanęła na piętrze, starając się złapać oddech. Jeśli Pascal się…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!