neularger i A.T. „Egzekucja”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– W porządku – postawił sprawę jasno Rogrim. – Zapoluję na te wróżki i przyniosę ci ich truchła, o ile uwierzysz, że je będę miał, bo z pewnością ich nie zobaczysz.

– Forsa to nie wszystko – pokiwał oszczepem sierżant Dogger Tank. – Te gnomy są solą tej ziemi. Gdybyś nie wiedział, to z ich pomocą Bangalesz osiągnęło status imperium handlowo–rozrywkowego. Prowadzą stowarzyszenia kupieckie, banki, kantory, domy rozrywkowe, wielkie korporacje, pocztę międzynarodową a przede wszystkim Koloseum. Tak jest, czarnobrody, <”czarnobrody” tak gliniarze zwracają się do obywateli. Tych ogolonych nazywa się od koloru oczu.> amfiteatr należy do nich, zaś coroczne Battle Royale to ich inicjatywa. Dlatego też nie, nie zapłacę ci za ich truchła. Co najwyżej to ty zapłacisz mi za każdego wróżebnego gnoma, którego upolujesz, a wierz mi, drogo sobie za nie policzę.

<A już myślałem, że po opisie kuli odbijającej się od powietrza nic mnie nie zdziwi. Taki „system gospodarczy” nie ma szans na powstanie i utrzymanie się w państwie, gdzie ludzie używają głowy nie tylko do tego, by woda im się nie lała do szyi. Kto przy zdrowych zmysłach prowadzi biznes gdzieś, gdzie może zostać okradziony w dowolnej chwili i złodzieje będą z mocy prawa bezkarni. Biznesmeni spieprzaliby stamtąd z prędkością światła.>

Rogrim Stoneheart opuścił komendę <Komendę Stołeczną Średniowiecznej Straży – dodajmy dla jasności> straży i udał się w kierunku restauracji. Po drodze zdarzyło mu się być świadkiem rabunku w biały dzień, gdzie dwóch motocyklistów <Motocykliści… To szeroko znany, drugi po koniu, środek transportu w średniowieczu.> zostało napadniętych przez oszalałego niewidzialnego niziołka. Dotarłszy do restauracji, dokończył zamówiony posiłek <Który, oczywista, na niego czekał, mimo że restauracja była nabita, że szpilki nie wciśniesz, a osobnych stolików przecież nie było.>, pożegnał się z bukmacherem Marvinem i wyszedł.

Kilka minut później przebił się przez tłum zbierający się wokół Koloseum i wkroczył do środka. Zapisał się dnia poprzedniego, a turniej miał się rozpocząć za dwadzieścia minut.

Pod amfiteatrem znajdowała się wielka hala służąca zawodnikom do przygotowania się przed wkroczeniem na arenę. Każdy z uczestników mógł przywdziać dowolną dostępną w zbrojowni broń <Znaczy ubrać się w halabardę, dwa topory i kuszę na ten przykład?> oraz kolczugę pod warunkiem, że nie przekroczy dopuszczalnej wagi. Rogrim przywdział lekki pancerz z czarnym połyskiem. <Połysk był osobno w buteleczce z aplikatorem.> Z naramienników wystawały solidne ostrza <O, to na pewno..!>, zaś napierśnik wydawał się być wytrzymały. <Choć tak naprawdę to był grubszy kawałek kartonu.> Nagolenniki o podobnej barwie <Nieznanej, opcjonalny czarny połysk> zakończone były długim kolcem <Tak to jest kiedy się ogląda za dużo obrazków gierczanych herosów>, wykonane z twardego metalu. Z uwagi na limit wagowy, krasnolud postanowił uczestniczyć bez przywdziania hełmu i trzewików. <Załatwi go potłuczone szkło albo jeden cios w potylicę, jak bystrze!> Chwycił pierwszą lepszą dostępną strzelbę <Na pewno wygra, nie sądzicie?> ruszył do następnej hali.

Wziął od strażnika przepustkę i wstąpił w sam środek areny, gdzie stało już kilkudziesięciu zawodników. Rozejrzał się, lecz nie dostrzegł nikogo znajomego. Nowe twarze z lekka go przytłaczały, tym bardziej, że każdy uczestnik prezentował się o niebo lepiej od Rogrima. <Trza było przyjść wcześniej, kiedy w zbrojowni był jeszcze lepszy sprzęt. Poza tym koncept zawodników walczących w wypożyczonych zbrojach jest tak dojmująco głupi, że aż zabawny.>

Założenia turnieju klimatycznego Battle Royale były proste. Sędziowie podzielili tłum stu trzydziestu ośmiu zawodników na dziewięć głównych grup, a następnie do każdej z tychże grup rozdysponowali losowo po kilkunastu kombatantów. <Kombatant to były członek jednostek wojskowych, także partyzanckich. W żadnym wypadku nie jest to osoba uczestnicząca w kolejnej edycji turnieju.>

– Ahoj – ukłonił się jeden z piątki sędziów zrzucając z głowy swój admiralski kapelusz <A po jakiego mi ten szczegół?> – Zawodnicy każdej z grup walczą między sobą aż do upadłego. Ostatni ocalały wygrywa. W każdej grupie może być tylko jeden zwycięzca!

Rogrim Stoneheart trafił na grupę A, gdzie łącznie przydzielono jedenastu gladiatorów. <Matematyka tego tekstu też jest dziwna. 138/9 to 15,3… Jeżeli do grupy dodamy kilkunastu (liczba pomiędzy 11 a 19) weteranów, to grupa A powinna liczyć co najmniej 20 ludzi. Oczywiście grupy nie muszą (i nie mogą) być równoliczne, ale tak wielka różnica powinna mieć jakieś uzasadnienie.>

Widownia Koloseum była pełna podziwu <dla> zawodników. Gwar nie cichł, ponad dziesięć tysięcy zajętych miejsc. Na wielkie igrzyska przybywali przedstawiciele wszystkich ras z najdalszych zakątków świata. <I tylko 10 tys. miejsc? W oryginalnym Koloseum było od 45 do 50 tysięcy miejsc. To jakaś wiejska arena…> Po zeszłorocznym sukcesie, tym razem przybyła śmietanka globu. Najbardziej sprawdzeni kombatanci <Autoru wyraz się spodobał, szkoda, że nie na tyle, by sprawdzić w słowniku jego znaczenie.>, wojownicy i bohaterowie. Nie zabrakło także oszołomów, bandytów i wszelakiej maści opryszków kuszonych srogą <„sroga” w znaczeniu „wielka, wspaniała” wyszło z użycia sto lat temu> nagrodą. Nie byli zadowoleni z faktu, że na łup Koloseum trzeba będzie zasłużyć. <Eee…? Zaskoczeni byli, że nagrodę muszą zdobyć? Wcześniej to łupy same przychodziły i właziły w ręce? A opryszkami ich nazywano, bo nie chcieli przekazać połowy na ochronki dla sierot… No, rozumiem.>

Nad areną przemknął wielki balon. Rogrim uśmiechnął się po czym wypalił ze strzelby celując weń. Sterowiec <sterowiec to nie to samo co balon> w kształcie sfery eksplodował robiąc fajerwerki. <A płonące szczątki spadły i pozabijały wiele osób…>

– Buuu! Buuu! – krzyknął tłum chórem <To takie niezwykłe! Tłumy przecież krzyczą pojedynczo…> w stronę Stonehearta.

– Co on robi w koloseum? – zagdakał <Autorze, będzie trudne. Który wyraz z „Co on robi w koloseum”, przypomina Ci gdakanie?> jeden z obserwatorów turnieju. – Wracaj do Raviras! Przyniosłeś wasze problemy do nas! <Obsesję strzelania do sterowców? Bucerę?>

– Nikt cię tu nie chciał! – krzyknął ktoś inny.

– Czarnobrody – głos wydobył się z żelaznej kroczącej puszki wielkości słonia. – Najbardziej niesławny i znienawidzony myśliwy. Moje gratulacje, cała widownia ma cię gdzieś. <Nie. „Mieć gdzieś”, to znaczy „ignorować”. A widownia Stoenhearta zwyczajnie go nienawidzi.> Co szef najemników robi na arenie? <Kto???> Przecież zostaniesz tutaj zmiażdżony niczym karaluch. Gdzie twoi ludzie, za którymi zwykle się chowasz, karle?

– Chybiona zniewaga – prychnął Rogrim obgryzając końcówkę cygara. <Które zabrał, bo planował zaciągać się pomiędzy ciosami.> – Zamiast pierdolić może byśmy pogaworzyli językiem pięści? <Ajajaj, jaka męska gadka, normalnie aż mię trzęsie.>

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Dom tonął w słabym świetle zapalonych w kątach pomieszczeń lamp. Żaden z ówcześnie przebywających wtedy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!