neularger i A.T. „Egzekucja” (6)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Jak sobie życzysz – odparła żelazna kupa mięcha odziana w liczne płaty stali <Przekonanie Autora, że potrafi operować porównaniami i opisem jest zastanawiające. Napisałeś Autorze coś takiego: „Kupa mięsa zrobiona z żelaza opakowana w płaty stali zachodzące na siebie”…> zacierając ręce – Chętnie zobaczę, jak pląsasz w rytm mojego śpiewu. Orkiestra stuknięć i uderzeń, jaka niedługo będzie miała tutaj miejsce, podbije serca całej widowni, Stoneheart. <Podoba mi się język tych zawodników, z jednej strony macho gadka, a z drugiej poetycka frazeologia.>

– Skoro znasz me nazwisko – zaciekawił się Rogrim – zdradź mi swoje, pancerny czołgu.

– Cebul von Neufemah z Aarieu.

– Zatańczmy zatem w rytm twojej muzyki, Cebulu – krasnolud wyszczerzył się szeroko. <Bo można wąsko, nieprawdaż?> – Policzmy z ilu warstw składa się twój pancerz.

– Zahamujcie swoje pędy, panowie – młody zamaskowany człowiek wkroczył do pomieszczenia. – Jeszcze nie czas na okładanie się po mordach. Ma być porządek. Chyba, że lepiej wiecie, co?

Twarz osobnika zakryta była błękitno czarnym strojem <koszulką, spodniami, czapeczką i koronkowymi majteczkami>, zaś przy pasie wisiała malutka pochwa z zawartością jednego długiego <i malutkiego> sztyletu. Rogrim rzadko kiedy widywał tak długie puginały, a te były specjalistyczną bronią używaną przez najbardziej profesjonalnych i wyrafinowanych skrytobójców. <Którzy, jak wiadomo, preferują zabójstwo rożnem.>

Nagle dwie kamienne kolumny zawaliły się <Zabiło wszystkich i to koniec tego durnego opka… Pomarzyć zawsze można.>, kiedy na arenę wkroczył dumny rycerz w fioletowej zbroi. Musiała być bardzo ciężka, gdyż wojownik trząsł całym koloseum. <A podobno są tu ograniczenia wagi zawodników. Stąd Stoenheart jest boso i bez hełmu.>

<Tu Autor, zdaje się, zażył coś, co wywiozło mu świadomość na drugi koniec wszechświata. Efekty poniżej.>

– Bo niby znasz się najbardziej – rzucił kawaler do zamaskowanego łotra < Oczywiście odparł hydraulik do czyściciela słoni.>, po czym skierował się do siwiejącego mędrca, który szedł za nim. – Królu Dementre <Monarchowie, to oczywiście na okrągło w takich zabawach uczestniczą…>, proszę się nie przemęczać. Wszystko zaplanowałem, o wszystko zadbałem. Zwycięstwo mamy zapewnione.

Nowo przybyły iluzjonista machnął rękawem, z którego rozsypał się złoty pył, czarując stół pełen obfitego jadła i napitku. <Czarował ten stół wizjami smukłych, niewysiedzianych ław i komódek na wdzięcznych, długich nóżkach. Dzięki czemu żarcie na stole podgrzewało się błyskawicznie. Doskonały pomysł.>

– Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy – rzekł fałszywy kuglarz Drax <Dlaczego „fałszywy”?> – albowiem ktokolwiek potem zawoła o żarcie, toż <toż?> czekać go będzie nieuniknione wymarcie. <Sens nieważny! Liczy się rym!>

– Grau! – odezwał się groźny lew człapiąc gdzieś z tyłu. Stanął przed małym gnomem w fioletowych szatach z rogami i chuchnął weń <nań>. Gnom zniknął.

– Medyka! Medyka mówię! – krzyknął skaczący szarlatan zabandażowany niczym mumia, hycając tu i ówdzie, wykonywał jakiś taniec, zaś jego wisiorki brzęczały ogłuszając innych. Posmarował sobie ramie jakimś liściem i odetchnął – Ach, Datura stramonium, tego mi było potrzeba. <Tego się nie wciera, to się pije> Co za ulga, co za ulga.

– Fiu, fiu – zagwizdał wychudzony indiański troll <Ta… pewnikiem Apacz.> i bard Zythinhazi odłożywszy wielką beczułkę i dwa bębny. Miał na sobie jedynie przepaskę biodrową. – zaiste spora konkurencja na tych zawodach. Jaką balladę dziś śpiewamy?

Rogrim Stoneheart sprawdził przelot lufy, poprawił szynę celowniczą, wkręcił sprężynkę w stalowe kule, które wrzucił do komory nabojowej. Złożył broń i chwycił ją mocno. Zacisnął zęby i popatrzył po pozostałych.

– To będzie polowanie na błaznów – stwierdził, kiedy ocenił każdego z zawodników osobno. <Się zgodzę z przedmówcą. Nadal nie rozumiem, co właściwie się działo, jaki był cel parady mieszkańców Tworek.>

***

Nad koloseum, na jednej z wielgachnych kolumn będących częścią okrągłego amfiteatru, stała trójka templariuszy z Zakonu. Jeden z nich, Dominus Gniewny, spoglądał na arenę, zaś jego płaszcz powiewał na wietrze. <A brew jego zmarszczona groźnie była.> Pozostała dwójka przewertowała listy gończe <Znaczy, stali we trójkę na bardzo małej powierzchni, na bardzo dużej wysokości i wertowali papiery. Proponuję skok na główkę zamiast schodzenia – jest szybciej, a nie na pewno uszkodzą się wam żadne używane organy.>, które zabrali ze sobą.

– Jak podejrzewałem, zbiorowisko zacne – odezwał się paladyn Keythian Semua – Ten w czarno błękitnym stroju to Scynt <Dobrze, żeś zabrał lunetę, paladynie, bo bez niej całe to tłoczenie się na kolumnie na nic by było!>, wojenny zbrodniarz z Wietrznego Miasta. Prowadzi sierociniec. <Uwaga, dowcip był.> Szlachcic w żółtofioletowej haftowanej abaji <abai> to wezyr Dementre z piaszczystego królestwa na południu. <Które jest tak nieważne, że aż nie ma własnej nazwy. Królem jest kucharka.> Obok niego rycerz Drawde, znany taktyk nieskalanej pustyni. <I nieskażonej rzeki.>

– Nie obchodzi mnie to – odparł niski krasnolud w złotej zbroi.

– Niebiesko skóra <niebieskoskóra, mistrzu polszczyzny> lady to Kyoukou, łowczyni głów. Sztukmistrz Drax, oszust w swoich fachu, również poszukiwany listem gończym. <W związku z tym postanowił pokazać się publicznie.> Kossilis, stary włóczęga i awanturnik, znany ze swojej agresji wobec rybaków. <Dobrze jest się specjalizować i mieć wąski target. Ułatwia to osiągnięcie mistrzostwa.>

– Nie obchodzi mnie to – odparł ponownie komtur Dominus.

– Ten tam, po prawej stronie, to parszywiec Mystral, najbardziej znienawidzony pirat ostatniego stulecia. Ten z kolosalną wekierą to sierżant gwardii imperium, Dogger Tank. <Czy to nie ten gliniarz „sprawujący porządek”?> Kolejny po nim, gnom Vandrad, szarlatan i znany poszukiwacz diamentów. Ten turniej to zbieranina najróżniejszych person z całego świata. Czy któryś z nich w ogóle jest gladiatorem? <Nie jest, bo oni walczyli w innym uniwersum i tylko w Rzymie.>

– Nie obchodzi mnie to! – powtórzył Dominus Gniewny po raz trzeci. – Wszyscy stawili się w jednym miejscu. W amfiteatrze, pod gorącem słońca. W wielkim bulgoczącym kotle. Mógłbym ich wszystkich ugotować i zabrać ze sobą, ale… Nie obchodzi mnie to. <Nie obchodzi go to i tylko dla porządku dodaje, że jest takim super badassem, że by ich wszystkich nosem wciągnął.>

– Komturze… – odezwał się paladyn Lathan de Larck.

– Interesuje mnie tylko ten jeden – Dominus zamachnął pięścią rozbijając kawałek muru koloseum. <Nie zapominajmy, że „koloseum” projektowały te prymitywne plemiona, stąd pewne dziwactwa architektoniczne, jak niepodpierające niczego kolumny z murami na głowicy.> Krasnolud otrzymał swojego czasu przydomek „Złota Pięść Dominus”. <No, jakże inaczej…> – Tylko ten jeden. Stoneheart. Zrozumiano? <Ale skąd to wzburzenie, panie Dominus? Poza tym w garnizonie zakazałeś go ścigać…>

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta Ebola - 3 czerwca 2014

Zacznijmy od beczki dziegciu. Złe lub, w najlepszym razie, niedobre jest w tym opowiadaniu wszystko.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!