Pecado „Interacta” (3)

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 26 czerwca 2013

Udało się. Dotarłam. Padam ze zmęczenia. <Chyba kilometry do tego „otaczającego ją lasu” zrobiła…> Drzewa są ogromne, bardzo wysokie grube pnie i rozłożyste koroany. Ten las jest bardzo bogaty i obfity. <Przeczytałam to na tablicy informacyjnej przyczepionej do drzewa. Niezwykle wygodne rozwiązanie, mam nadzieję, że to upowszechnią w całej galaktyce. Szkoda, że nie dopisali w co jest obfity…Pożywienie! Czy jest tutaj jakieś pożywienie? <Idź za strzałkami…>

Znalazłam. Bardzo podobne do jagód. Oprócz tego, że są wielkości jabłek i mają kolor purpury wydają się bardzo soczyste. <Do krzaczka była przyczepiona karteczka: Dla waszej wygody, drodzy rozbitkowie z Ziemi, poziomy soczystości oznaczyliśmy kolorami i rozmiarami.Podczas kursu na astronautów i pilotów gwiezdnych w akademii uczono nas, że większość owoców niejadalnych posiada ostre kolory oraz nieprzyjemny zapach. <Kierując się tą zasadą zrobiłam sałatkę z muchomorów sromotnikowych (łagodny w smaku) z pokrzykiem czarną jagodą (słodka) i posypałam cukrem ołowianym (też słodki). Była całkiem smaczna, choć potem ludzie mówili, że doznałam następczych uszkodzeń mózgu po zjedzeniu. Kłamliwi zazdrośnicy… Jestem tak samo bystra, jak byłam wcześniej!Te wydają się całkowicie soczyste <Powtarzasz się, bohaterko> i pełne witalności oraz smaku. Nie mam wyboru. Musze się pożywić. Nie wiem czy już nie jestem odwodniona. <Bo to faktycznie ciężko poznać…> Według komputera umieszczonego w kombinezonie, poziom filtracji przebiega sprawnie. <A poziom opanowania składni wręcz przeciwnie.> Jednakże nie wiem czy on <Ten poziom filtracji…?> również nie uległ uszkodzeniu. <Możliwe. Stoper już padł…>

Mmmm. Pyszne. Bardzo sycące. Wezmę jeszcze kilka sztuk na drogę. Humor mi się poprawił. Idę się rozejrzeć w ten niesamowicie piękny fioletowy las. <O, i wezmę koszyk piknikowy! I kocyk!>

Widziałam chyba jakiegoś ptaka <Choć mógł to być latający fortepian…>, był wielkości naszego emu, wszystko jest tu takie duże. Wydaje mi się, że ktoś za mną idzie. Nic nadzwyczajnego, wrażenie jest jak najbardziej na miejscu, gdyż w lesie zazwyczaj coś za nami idzie lub nas obserwuje. <Jak masz paranoję, to faktycznie nic nadzwyczajnego…> Oby to coś na mnie nie polowało. <Ojtam, ojtam, wielkie mecyje…> Czas odpocząć. W kapsule czy na drzewie? Gdzie bezpieczniej. Rozsądek podpowiada, że na drzewie, <Rozsądek mam po tatusiu. Kupił działki rolnicze na Słońcu i Inflanty. Te ostatnie dwa razy nawet.> ale kto wie jak jest na tej planecie. Odmienne środowisko, inne warunki. <Niemożliwe! Bohaterka gada do rzeczy. A to przecież dopiero połowa tekstu!> Istnieje prymitywne życie, <Rośliny, to nie to samo co „prymitywne organizmy”.><A ptaki tym bardziej.> to już wiem. Czy są tutaj jacyś mieszkańcy?

W trakcie marszu w głąb lasu ziemia zaczyna robić się coraz bardziej wilgotna <Wilgotna maszerująca ziemia, to pewnie to prymitywne życie…>Zbliżam się do jakiegoś zbiornika wodnego. Ciepło i wilgotno. Klimat potwornie nieprzyjemny. Brak owadów. <Bo nic nie poprawia tak humoru jak chmara komarzyc. Albo os.> Na Ziemi to idealne warunki dla rozwoju robaków i insektów. Wracam. Wejdę na drzewo w okolicy kapsuły. <W okolicy kapsuły nie ma drzew. Do lasu, co to bohaterkę otaczał, szła, szła, aż padła ze zmęczenia. To chyba nie był oddalony o głupie 100 metrów?> Najlepiej żeby mieć na nią widok. Bądź co bądź wysyła sygnał. Może jakiś statek go odbierze.

Wdrapałam się na sam szczyt. Okolica przepiękna. Fioletowe konary drzew przeplatają się z czerwienią i żółcią traw. <Orgia barw wypalająca wzrok…>W dali niczym kolorowa wstążka, wije się rzeka o błękitnej barwie. <Gdyby Autor napisał „W oddali wije się rzeka”, to byłoby tak samo jeżeli chodzi o wartość informacyjną zdania, a w bonusie brak sprzeczności znaczeniowych. Po pierwsze rzeki zwyczajowo z oddali wydają się błękitne (Autor sam odgadnie czemu) nie trzeba doinformowywać, po drugie ze zdania wynika, że konstytutywną cechą kolorowych wstążek jest zdolność do wicia się, dlatego że kolorowy =/= błękitny, więc nie o chodzi tu o podobieństwo błękitna wstążka = błękitna rzeka, lecz o posiadanie tej samej cechy co kolorowe wstążki. Czyli zdolność do wicia się.> Jutro pójdę w tamtym kierunku.

 

4 dni później

 

Poranek. Jestem wyspana. Czuję pragnienie. <Chce mi się sikać.Zjadłam kolejne dwa owoce. Kombinezon przefiltrował moje odchody. <Posiłek gotowy. Mniam.> Dopasowanie algorytmiczne do nowej planety jest bardzo zadowalające. Jest to dziwne i niespotykane. <Też tak uważam. Dopasowałaś się rekurencyjnie czy zastosowałaś wywołanie w pętli?><No zaraz, ale wcześniej było „Algorytmicznie mój organizm nie pasuje do przestrzeni tej planety„…>

Powinnam znacznie więcej pobierać cząstek witalnych z drugiej gęstości fizycznej <Tekst powinien znacznie mniej zawierać błędów składniowych>. Kapsuła!

Brak odpowiedzi na mój sygnał. <Nie Twój. Byłaś zaskoczona, że kapsuła emituje sygnał i był on dziwny. Na czym dziwność polegała – nie wiadomo, ale wychodzi na to, że sygnału ani dziwności się, moja ty bystra kluseczko, nie spodziewałaś.>Nikt nie przyleci. Za daleko. <Po jednym dniu czekania? > Projekt Eden zakładał, że będziemy w systemie Interacty pierwszą grupą badawczą. Jeśli nie ma tutaj obcych cywilizacji nikt po mnie nie przybędzie. <No oczywiście, że obce cywilizacje to nic innego nie robią, tylko ratują głupawe panienki, no nie może tak być, żeby ją olali, albo w ogóle mieli inne priorytety.> Cholera! Czy tylko ja przeżyłam, co się wydarzyło… nie pamiętam. <Wyjaśnienia kwestii niepamięci nie będzie. Dwukrotnej utraty przytomności – także. Nie jest to istotne dla rozwoju wypadków i Autor porzucił ten fragment fabuły.> Grzmot, krzyki. Ciemność. Nie ma czasu. Nie ma mnie. Przebudzenie.

<

Nie ma czasu.

Nie ma mnie.

Przebudzenie.

 

Zatkało mnie z wrażenia…

>

Co to za obiekt? Coś się zbliża. Jest ogromny. <coś – ogromne, Autorze.>Leci zdecydowanie <na pewno, całkowicie i bez dwóch zdań>w moim kierunku. Statek…

Nie przypomina nic <niczego> z floty Terry Novy. <Poszpanujmy łaciną. W sumie można, tylko trzeba to robić konsekwentnie. Skoro Ziemia to Terra Nova, to ta nazwa powinna już konsekwentnie pojawiać się fabule. Muszę dodawać, że „Terra” już więcej się nie pojawi…?

A teraz drodzy czytelnicy ZakuŻonej mamy hardcorowy kawałek (by Małgorzata) – czyli jak poprawnie szpanować łacińską odmianą:

Inkryminowane zdanie brzmi: Nie przypomina nic z floty Terry Novy.

Sprawdźmy najpierw, co na ten temat sądzi poradnia językowa PWN:

Dopóki wyrazy lub wyrażenia zapożyczone z innych języków nie przybiorą polskich form odmiany, dopóty pozostają nieodmienne. Dotyczy to zarówno łaciny, greki, jak i innych języków. Jedynie w liczbie mnogiej możemy użyć oryginalnej formy mianownika lm i stosować ją we wszystkich przypadkach zależnych w nieodmiennej postaci. (…)
Pojawiają się jednak w literaturze i publicystyce przykłady użycia latynizmów w odmianie właściwej temu językowi i nie wydaje się, by można autorom z tego czynić zarzut.

 

Zgodnie z powyższym można zatem zastosować łacińską odmianę, ale wtedy winno się pojawić: Terrae Novae. I tak oczywiście napisać można, jeżeli autor koniecznie chce zaszpanować przed gawiedzią, bo według reguł języka polskiego odmieniać Terra Nova nie trzeba.
Szybko jednak pojawia problem, zdanie: 
Nie przypomina nic z floty Terra Nova, będzie brzmiało nienaturalnie – warto zatem kombinować.
W polszczyźnie mamy przymus fleksyjny i odmieniamy wszystko, co na odmienne wygląda – 
Terra Nova się kwalifikuje.
Terra da się deklinować w ten sam sposób co lura, para itd.
novą będzie trochę więcej problemów.
Słówko „nova” istnieje w naszym słowniku (nowa), a w podanym przykładzie jest to przymiotnik (jaka?), zatem tak powinno się je odmieniać – przymiotnikowo. Mieliśmy taki precedens, choć szybko uległ dalszej polonizacji: gwiazda nova – gwiazdy nowej (kiedyś jeszcze: novej), supernova – supernowej (dawno temu również: supernovej). Czyli: 
Terry Novej.
Ale mamy też do dyspozycji bossa novę. Tyle, że to nazwa portugalska, do tego pierwszy człon został nieodmienny, więc ten drugi przejął funkcję rzeczownika – i pojawia się kolejny precedens: (czego?) bossa novy. Tyle, że przy sięganiu po tę analogię nie wypada chyba odmieniać pierwszego członu => (dopełniacz: czego/czyją?), czyli 
Terra Novy.

Mnie w propozycji spolszczenia, jaką podsuwa Autor, dręczy brak precyzji. Bo z końcówki dopełniacza wynika, że ten drugi wyraz w odmienionej nazwie Terra Nova jest albo rzeczownikiem (co nie zgadza się semantycznie), albo przymiotnikiem w niezgodnym z terrą rodzaju (co nie zgadza się fleksyjnie). Tak czy inaczej – kolizja na styku łaciny i polszczyzny powstaje.

Naturalniej by było, gdyby spolszczyć konsekwentnie „po znaczeniach”, jak mi się zdaje: Terry Novej, a nawet Terry Nowej.>

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Neil Gaiman „Księga cmentarna”
Patronaty F-ta Fahrenheit Crew - 24 września 2008

Na aukcji internetowej w Ebay.com za prawo do umieszczenia na nagrobku swojego imienia i nazwiska pewien internauta zapłacił…

Dębski prawie za darmo!
Aktualności Fahrenheit Crew - 1 lutego 2006

Na stronie: http://www.allegro.pl/show_item.php?item=82860506 możesz, Czytelniczko i Czytelniku, dokonać zakupu najnowszego, premierowego, nigdzie wcześniej niepublikowanego opowiadania…

Dawid Juraszek „Jedwab i porcelana: Czerwony ptak”
Ksiażki fantastyczne Ebola - 9 lipca 2014

Autor: Dawid Juraszek Tytuł: Jedwab i porcelana: Czerwony ptak Wydawca: RW2010, 2014, e-book…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!